gareth bale newcastle

Bale jedną nogą w Premier League?

Fot. East News
Piro Shop
Komentarze (0) 2020-05-13

Gareth Bale ponownie w Premier League?

Powrót Garetha Bale'a do Premier League wydaje się bardzo realny. Zinedine Zidane nie ukrywa, że chętni pozbędzie się zawodnika, natomiast Walijczyk znalazł się na szczycie listy życzeń szejków, którzy wkrótce mają przejąć Newcastle United.

O potencjalnym nabyciu Newcastle z rąk Mike'a Ashleya pisaliśmy w osobnym artykule. Rozmowy wciąż nie zostały sfinalizowane, ale w brytyjskich mediach wiele można przeczytać o planach szejków z Arabii Saudyjskiej. Największe zmiany mają mieć miejsce w kadrze zawodniczej, a nowi właściciele nie mają zamiaru w tej kwestii oszczędzać, co będzie nowością dla kibiców drużyny z St James' Park. Na liście życzeń znajdują się głównie piłkarze, których kontrakty wkrótce się kończą lub są niechciani we własnych klubach - do tej drugiej grupy należy Gareth Bale.

Walijczyk tuż przed wstrzymaniem sezonu był w otwartym konflikcie z Realem Madryt. Gdy nie mieścił się w składzie meczowym, a sytuacje te miały miejsce dość często, od kibicowania kolegom wolał grę w golfa. Za złe mieli mu to kibice, którzy na Santiago Bernabeu często krytykowali Bale'a. Ten odpowiedział im oraz całemu Realowi wraz z reprezentacją Walii, prezentując napis "Wales, golf, Madrid - in that order", co miało jasno pokazywać, jakie są obecne priorytety zawodnika. Real już zimą szukał możliwości pozbycia się Bale'a i oferował nawet oddanie go za darmo, jeśli tylko jakiś klub zdecydowałby się na sprostanie jego wymaganiom finansowym (obecny kontrakt gwarantuje mu 14,5 miliona euro rocznie). 

Dla szejków z Arabii Saudyjskiej kwota ta nie zrobiłaby szczególnego wrażenia, szczególnie, że jest to zawodnik, który jest znany i lubiany w Premier League i mógłby stać się twarzą rosnącej potęgi. Problemem mogłoby być jedynie finansowe fair play. Innymi zawodnikami, którzy w znacznym stopniu mogliby obciążyć budżet płacowy klubu, a znajdują się na liście życzeń szejków, są Edinson Cavani i Dries Mertens. 

Fot.:JOSEP LAGO/AFP/East News

Komentarze
Akceptuję politykę prywatności serwisu.