ŁKS Łódź

Kibice z Grodna świętowali 100-lecie niepodległości

Kibice białoruskiego Grodna-Niemen po zakończonym meczu ligowym z drużyną KS Witebsk (1-1) zaprezentowali patriotyczną oprawę. W ten sposób pragnęli włączyć się w obchody 100 rocznicy proklamowania niepodległości prze Białoruś. Biało-czerwono-biał

Nic o nas bez nas

24 marca odbyło się w Warszawie spotkanie przedstawicieli grup kibicowskich, w którym udział wzięli reprezentanci większości klubów Ekstraklasy, I ligi oraz wielu drużyn z niższych szczebli piłkarskich rozgrywek. Nowe pomysły...

Przegrana Kolejorza w Warszawie

Poznańska lokomotywa w 26. Kolejce Ekstraklasy dotarła do Warszawy. O ile piłkarze prezentują bardzo przeciętny poziom, to kibice Lecha są w dobrej formie wyjazdowej. Na Łazienkowską zawitało 1512 fanów Kolejorza....

Kibice Lecha w Kielcach

W niedzielny wieczór do Kielc na mecz z tamtejszą Koroną wyruszyło 513 fanów Kolejorza. Mecz ułożył się dla nich pechowo. Jedyna i zwycięska bramka dla Korony padła po strzale samobójczym,...

Kibice modlili się na Jasnej Górze

Kibice z całej Polski spotkali się na Jasnej Górze, by pomodlić się w intencji swoich klubów i ruchu kibicowskiego. Mszę św. odprawił i homilię wygłosił ks. Jarosław Wąsowicz.   W...

Awantura na jasnogórskich błoniach

Do awantury doszło tuż przed prezentacją flag podczas X Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców. Prowokacji podczas pielgrzymki dopuści się członkowie stowarzyszenia Obywatele RP.   Bezpośrednio po Mszy św. nastąpiło poświęcenie barw klubowych....

Forum

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
  • el_romano napisał:
  • 15.03.2018 16:25

Pan G, to nie ŁKS, a Resovia ;) A, że zgoda z ŁKSem była to skąd nie wiem właśnie skąd taka hipoteza, że z ŁKSu jest.

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • P1908P napisał:
  • 12.03.2018 11:23

ŻYDZEWSKIE OFIARY , nie ośmieszaj siebie a przy okazji jedynego Łódzkiego Klubu Sportowego. U Nas kurwica na to co się dzieje na Widzewie , na ośkach kminimy co zrobić by na każdym meczu przychodziło chociaż te 4 tysiące. Nic nie dało oświadczenie Starego Polesia , że każdy kto nie zakupi karnetu zostanie wykluczony z życia osiedlowego. Akcja z cosinusem też nie przyniosła zamierzonego efektu. Wśród kibiców ŁKS już pojawiają się głosy , że nie ma sensu by dobudowywano te trybuny bo tylko ośmieszymy się przed Widzewem i całą Polską. Tak naprawdę to już lepiej niech przychodzi te 2-3 fanatoli niż na nowym stadionie mielibyśmy mieć 30% frekwencję z czego połowę by stanowiły janki fanatycy nowego stadionu.

PATO 1908 GANG

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • PolnocnaStrona napisał:
  • 11.03.2018 14:16

Też mi się wydaje że łks nie wypada wcale źle jeśli chodzi o frekwencję i czepiajcie się na siłę.Mało ekip miało w weekend większą widownię. Widać że kibicowska Łódź ma się bardzo dobrze.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja.
  • wichrowe wzgorze napisał:
  • 09.03.2018 15:02

Dziwisz się? Teraz są duże przetasowania na scenie kibicowskiej. To, że Jagiellonia ma dobre relacje z Lechem czy ŁKS nie oznacza, że będzie zgoda albo układ.

To co słyszalem, to przyjeżdżą zawodnik mma z ŁKS na treningi do Białegostoku(Jaga ma skecje sportowy Białystok) i od tego poszlo.

jeżeli coś przekręciłem to poprawcie

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • mądrala napisał:
  • 08.03.2018 20:37

Stary wyjazdowicz, słów nie mam. Niby stary, a słabo to wygląda w Twoim tłumaczeniu.
Zrozumcie jedno, gdyby nie RTS, w Łodzi poważnej piłki w latach 70/80 by nie było. Nikt by o Łodzi nie usłyszał. Łks nie istniał sportowo na poważnym poziomie, bez spiny zupełnie, stwierdzam fakt. Dopiero RTS przyniósł powiew Europy do naszego miasta. Możecie się fultać, ale i tak nie zmieni to dwóch kardynalnych rzeczy: a) Widzew to klub kojarzony w Polsce i Europie z Łodzią, NIE Łks; b) to Wy straciliście pół, albo i większe pół, Łodzi, nie my. Nie chcę sie napinać o województwo czy kraj, bo wypadacie mega słabo względem nas, a dwa, interesuje mnie na ten moment stricte Łódź.

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • Prastary napisał:
  • 08.03.2018 09:23

Po kilku latach przerwy zajrzałem w wątek łódzki sprawdzić czy zmieniło się coś na lepsze.Niestety zastałem tutaj merytoryczną klapę.Kilkaset stron przeciągania liny-kto lepszy a kto gorszy.Jedno Wam powiem.Nie lubię Widzewa ale kibicuję ich ekipie by była jak najlepsza,bo im lepszy Widzew tym lepszy chce być ŁKS i odwrotnie.Jedni drugich zawsze będą mobilizować i ciągnąć jakościowo do góry.Mieć mocnego wroga to żaden wstyd i ujma tylko powód do dumy i mobilizacja do ciężkiej pracy,by samemu dawać radę.W sprawach frekwencji na stadionach,miło słyszeć o pełnym stadionie Widzewa.My jak się w końcu doczekamy stadionu też pójdziemy w górę i wtedy będziemy mogli rywalizować.Szkoda tylko że prawdziwych derbów już nigdy nie będzie,pozostaną one tylko w naszej pamięci a mój syn będzie je znał tylko z moich opowieści.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
  • Tel napisał:
  • 07.03.2018 17:13

Warszawa/Polska-Anglia (Wrzesień 1999 )

Ten mecz już długo wcześniej zapowiadał się interesująco. Uklady na kadrze funkcjonowały w pełni - wyklarowały się dwa silne obozy, jeden skupiony wokół Arki/Lecha/Pasów drugi trochę bardziej rozbudowany ale nie tak silnie scalony to nasz w którym egzystować musiały ze sobą takie kosy jak Legia-Wisła czy Pogoń-Lechia. Bez wnikania w szczegóły nadmienię że na 3 miesiące przed tym meczem na goscinnych występach zaogniliśmy stosunki na lini my-Zagłębie Sosnowiec.
Po prostu w pewnym miejscu pomylilismy Ich z Legią i potraktowaliśmy nieulgowo.
Myślałem że na ten meczyk znajdzie się więcej chętnych ale, może z powodu środy i bardzo małej szansy obejrzenia meczu liczba nasza zatrzymała się na bodaj 35 osobach. W drogę do stolicy wyruszyliśmy z niezłym ekwipunkiem gdyż tego dnia
mogło an nas czychać wiele atrakcji a liczba nie była naszym atutem. Spodziewaliśmy się standardowej wojny na kadrze z Arką/Lechem i Cracovią, z tymi ostatnimi powinniśmy podążąć jedną drogą więc czujnośc była wzmocniona.
Do tego jak już wcześniej wspomniałem spodziewać się mogliśmy próby zemsty ze strony Zagłębia sosnowiec i Legii za wspomniane już wydarzenia. Bo na reprezentacji niby układ jest ale historia często pokazywała że jest to krucha instytucja. Autokar trafił nam się wyjątkowo luksusowy, wysoki, z toaletą, na 60
osób...zresztą wystarczy powiedzieć że dzień po meczu miał być środkiem podróży pewnego biura turystycznego do Hiszpanii. Tak więc podroż upłynęła świetnie gdyż każdy miał niemal dwa miejsca dla siebie. Do tego kierowca był naprawdę równym gościem i nie uprzykrzał zbytnio życia. Jeszcze przed wyjazdem atrakcją stał się jeden z nas, do którego notabene teraz min skierowana moze być flaga WIERNOŚĆ, ktory był tak głodny że pożarł naraz to co było pod ręką czyli ... 3 kilo bananów i słoik musztardy...na serio. Spodziewaliśmy się ze policja również tego dnia będzie czujna i postanowiliśmy dobrze schować nasze przedłużacze rąk. z pomocą przyszedł kierowca który w tym celu udsotępnił nam toaletę (nam pozostały przystanki w lesie) i odkręcił od niej klamkę w razie wizyty policjantów w autokarze. Jadąc dostajemy telefony od Lechii, już przebywającej w Warszawie, że
najprawdopodobniej odbędzie się tego dnia ustawiona walka z angielskimi chuliganami. Nie powiem większośc z nas była podekscytowana tym faktem gdyż taka gratka nie zdarza się na co dzień a do tego skonfrontować swe siły mielśmy z najsłynniejszymi przecież chuliganami w Europie. A wiadomo że na takim sprawdzianie każdy chciałby wypaść jak najlepiej. Tak więc pełni nadziei zbliżaliśmy się do Warszawy. Już kilkadziesiąt kilometrów przed nią pokazał nam sie 100 metrów przed nami plicjant z lornetką, po oblukaniu zapewne naszych rejestracji wyjął lizaka (nie słodycze oczywiście) i nakazał zjazd na pobliski parking. Dziwne.
Tutaj naszym oczom ukazał sie trochę przygniatający widok, kilkanaście radiowozów i full gadów. Oczywiscie wysiadka, rewizja nas i autobusu. Na pytanie o toaletę i brak klamki kierowca skwitował ze jest awaria i nie da się otworzyć itd. Uwierzyli = kamień z serca. Pewnie gdyby nie pomoc kierowcy już tam zakończylibyśmy podróż tego dnia.
W końcu psy się odpierdalają i jedziemy dalej. W Warszawie kierujemy się we wskazane telefonicznie miejsce. Ponieważ nie do końca wierzymy w to ze do walki dojdzie, nie do końca wiemy gdzie jesteśmy i nie chemy robić przypału sprzęt zostaje w autokarze.
Spotykamy się z chłopakami z Młodych Orłów (Lechia) oraz Teddy Boys (Legia), jest jeden gość ze Śląska Wrocław (grali tego dnia jakiś mecz i dlatego ich nie było). Okropnie zdziwił nas to że było w Warszawie Zagłębie Sosnowiec, Pogoń
Szczecin i Widzew Łódź a nie byli na miejscu zbiórki. Nie wnikam czemu do umówionej liczby około 100 osób własnie zakwalifikowano nas a nie Ich.
Liczbowo rozkład sił wyglądał mniej więcej tak że nas było 35 a Lechii i
Legii było po około 40 może ciut więcej osób.
Kerowani przez Legionistów przemieszczamy się do Parku Saskiego.
Tam czekamy na Anglików tocząc rozmowy z niektórymi Warszawiakami (choć z większością omijamy sie szerokim łukiem i spojrzeniami spode łba). Opowidaja wydarzenia ostaniej doby dla nich ten mecz zaczął się już dzień wcześniej i od tamtej pory na Starówce co rusz dochodziło do spięc między angielskimi lads a polskimi chuliganami. Dowiadujemy się że angielska grupa do bicia została zaopatrzona w wydrukowane mapki ze wskazaną droga do miejsca konfrontacji.
Jak już wcześniej wspomniałem nie za barzdo do końca jeszcze wierzyliśmy
że wszystko dojdzie do skutku oraz jako persona non grata staliśmy trochę z boku. Nagle coś zrobiło się ciemno, stojąc na skraju parku widzimy wychodząca
z niego ławe typów.Rzut oka i wiadomo angole, krótkie spodenki, koszule na wierzchu lub przewiązane w pasie, niektórzy w łapach sprzęt a niektórzy browar. Inny styl chuliganki niż polski. U nas raczej typ że tak to nazwę sportowy - każdy rozgrzewa stawy, mięśnie. No ale tak jak napisałem, od Angoli robi się ciemno.
Wysuwają się niczym cień z parku, napewno było ich więcej niż 100 (nas zresztą też), oceniam ich na mniej więcej 150 osób. Pierwsze linie obu grup juz nawiazują bezpośredni kontakt, jak na filmach historycznych pierwsze skrzyżowanie mieczów, w tym wypadków noży dwóch Angoli z dwoma Polakami (wielkimi od jodu ).
Angole w szoku gdyż gabaryty wśród Polaków naprawdę spore a przecież dla nich jesteśmy egzotyką, nic o nas nie wiedzą i taktuję zapewne jak my Rumunów czy Ruskich. Opisywane psychologiczne pierwsze skrzyżowanie zdecydowanie na korzyść Polaków, my jako że staliśmy z 30 metrów dalej dobiegamy do linii frontu.
Widać w oczach Anglików zawahanie. Jak wyszli z parku rozbujani, pewnie siebie, idący po łatwe zwycięstwo (jak zawsze w całej Europie) tak Ci z dalszych szeregów stanęli wryci i pokazali chwilę słabości. I to był ich błąd. Zgrało się to wszystko w sekundę z naszym wbiegnięciem w nich i zaczęło się k...a ... braveheart :)
Angole z wyjątkami biorą odwrót, wyjątki próbujące walki są od razu torpedowani...lądują na glebie. Może jestem kurcze troszkę zboczony ale wyglądało to świetnie...goście stojący do nas twarzami, czyjś wyskok, kop w ryj i syn Albionu na glebie. Oczywiście zaraz nad gościem wiruje kilka osób by wykluczyć go z dalszej potyczki.
Peleton podąża na wskroś przez park za stadem Anglików. Ci topnieją, grupki próbujae podjąć walkę za każdym razem przegrywają je i pozstają na trotuarze , jak nazwałby to Warszawiak. Nie mam pojęcia ile to trwa gdyż w takiej sytuacji człowiek jest w lekkim amoku i szzcerze pisząc nie za bardzo się kontroluje.
Anglicy wylatują z parku z drugiej strony i przebiegają przez skrzyżowanie z torowiskiem. Na końcówce parku obracają się by spróbować jeszcze walczyć.
Słychać policyjne syreny. Legioniści powoli się wycofują słysząc to, zostajemy niemal samą Wisłą, kilku z Lechii i Legii. Nie że jesteśmy jakieś kozaki ale nawet nie znamy terenu i wolimy zostać w grupie niż się rozbiegać. Teraz spięcie z Anglikami na pasach, angole wykorzystują swoje stanowisko na torowisku i leci na nas grad kamieni. Z naszej strony to samo. Patrzę a koło mnie stoi kolo w koszulce piłkarskiej jakiegoś angielskiego klubu. W amoku nikt dokladnie się nie przygladał a się okazuje że kilku nie mających sił uciekać stoi między nami. Ładuje gościowi się z butem na klatkę i facet ląduje na glebie, jeszcze strzał by przygnieśc go do gleby ale nie ma za dużo czasu gdyż kamory świszczą wokól i odbijają się od chodnika.
Już widać radiowozy, podnozę głowę i widze podobny jak w moim przypadku widok, kilku Angoli na glebie i chłopaki nad nimi. Ale teraz gdy zagrożenie z strony psów stało sie już widoczne nerwy puszczają wszystkim i się rozbiegamy po kilka/kilaknaście osób. Na szczęście trafiam do grupy z jakimś Legionistą ktory dobrze zna rewiry i prowadzi nas w jakieś bezpieczne miejsce. Nie zanm się na geografii naszej stolicy ale Kolumnę Zygmunta poznam. Pod nią lądujemy.
Idzie jakiś chłop w koszulce piłkarskiej klubu w Wysp. Krótki pokaz elokwencji i językoznawstwa where are you from? ...yyyy.... where are you from!? im from Germany...Bremen chwila zawachania po czym koles z Krk ktoremu widać szok bitewny jeszcze nie spadł odpowiada na pewno k...a i nokautuję gościa najlepszym cisem łbem w pysk jaki kiedykolwiek widziałem...Angol leci do tyłu z dwa metry i udaje nieżywego. Idziemy dalej ale tych Angoli wokół sporo...ale większość unika spojrzeń, to nie ci od mocnych wrażen a że Wyspiarzy tego dnia przybyło chyba z 2 tysiące to są na każdm kroku. Nie lejemy już nikogo, tzreba się dostać pod stadion. Kierowani nadal przez Legionistę tułamy się jakimis tramwajami, autobusami. Widać kursujące radiowozy i przyglądających się psów z nich, juz wiedzą o awanturze w Saskim. Rozdzielamy się na jeszcze mniejsze grupy. Gdzieś w centrum cumuję z jakimiś typami z Wawy, Gdańska i Krk na obiadku. Teraz letarg i sielanka, czas ukoić nerwy, rozmowy w knajpce z sympatycznymi Warszawiankami, piwko i tego typu uspokajacze. W końcu spotykamy się większą grupką i udajemy się pod stadion. Legioniści w drodze informują nas że bardzo cięte jest na nas sosnowieckie Zagłębie. Trochę cięzko by w tej chwili jesteśmy porozbijani na grupki. Trafiamy do jakiegos parku w okolicy stadionu, przechodzimy nim i mijamy grupkę Zagłębia i Legii. Kolesie z Zaglębia wyglądają naprawdę konkretnie. Krzywe spojrzenia ale do niczego nie dochodzi...być moze łagodzi sytuację obecnośc z nami typów z Lechii i u nich chłopaków z Legii. Zaraz mijamy Widzew, Motor, rozmowy ze znajomymi z całej Polski...w czasie tych wszystkich meczów repry znamy się już z gościami z tych ekip osobiście. Ciągle oczekiwanie na Triadę (Arka-Lech-Cracovia) ale i nieustające
opisy przeżyć sprzed kilku godzin z parku. Każdy opisuje jak to widzial ze swojej perspektywy, każdy dodaje nowe szczególy , informacje prasowe powoli docierają do nas ... kilkunastu angoli rannych w tym kilku ciężko...kilku pociętych kosami.
Oczywiście podejrzenie pada na nas ale daję sobie łeb uciąć że to nikt od nas...wszystko bowiem zostało w autokarze...my do końca nie wierzyliśmy że będzie ta ustawka. Bilety na mecz ma chyba tylko 6-8 osób od nas. Legia proponuje jakieś fałszywki, kserówki, drogie oryginały itp. Stwierdzamy jednak że chuj ze stadionem, oglądnijmy mecz w jakiejś knajpie przy piwku. Ci co mają iśc na mecz idą a my ładujemy się na chwilę w autokarze i odpoczywamy. Krótki przegląd okolicy w poszukiwaniu knajpy z telewizorem zakończony niepowodzeniem. W końcu wpadamy na pomysł najprostszy z prostych...przecież mamy TV w autokarze. Parkujemy z 200 metrów od stadionu (jak się idzie od Powiśla zawsze na Legię to mijając krytą skręca się w lewo nad kanał i sektor dla gości, my staliśmy z 50 metrów dalej w przód). Zapraszamy do środka kilkunastu chłopaków z Polonii Bydgoszcz, którzy również kręca się bez koncepcji wejścia na stadion. Muszę przyznać ze jak na tak nieznaną grupę charakteryzowali się naprawdę imponującymi gabarytami. Popijamy piwko, oglądamy mecz, gadamy z Bydgoszczanami a doping i odgłosy ze stadionu mamy na żywo tuż obok (wyłączamy wogóle głos w TV). W pewnym momencie ze stadionu słychać szum, wrzawę i po chwili TV pokazuje spięcie między sektorami Anglików i Polaków. W cemtralnym miejscu sławna czerwona flaga Wisły. W pewnym momencie znika a my
dostajemy kurwicy bo myślimy ze zdobywają ją Anglicy. Między sektorami widać latające race. Musimy dostać się na stadion. Mam pomył gdyż dwa lata wstecz wbijałem się na Żylete od tyłu w kilka osób przez jakies garaże na mecz Polska-Węgry. Niestety opisywałem już naszą miejscówkę a wobec tego ze była położona
tuż za sektorem Anglików powitało nas chyba z 300 psów i zapory z barierek oraz szaleniec na koniu (standard w WuWuA). W takiej liczbie jaka prezentujemy (40 osób) nawet nie ma się co ośmieszać. Rezygnujemy z próby dostania się na stadion. Na szczęście okazuje się że flaga Wisły jest w rękach Wiślaków, na stadionie uspokaja się i mecz dobiega końca. Jedziemy pod Żródełko (knajpa Legii) gdzie przychodzą ekipy z całej Polski. Legioniści po telefonicznych rozmowach z Anglikami przekazują że synowie Albionu rozdrażnieni przed meczową porażką chcą rewanżu. Pada propozycja miejsca - pod Pałacem Kultury, Angole będą szli na
Centralny a my mamy gdzieś czekać. Udajemy się tam i parkujemy autokar z drugiej strony Pałacu. Przy głównej trasie jest sporych rozmiarów ogródek z krzesłami itp itd. Siedzimy sobie popijajac piwo, dozbrajając się, jedząc i obserwujemy zjazd innych ekip z Polski.
Tutaj już dokładnie nie mogę stwierdzić jakie kluby były bo ciemno było jak skur...
było już cos koło 23-ej. W końcu słychać a wręcz czuć zbliżajacy się tłum Angoli.
W ciemnościach nic nie widać ale słychać wrzaski i śpiewy. Muszę przyznać że o ile przed meczem organizacja była super o tyle teraz było więcej chaosu, trochę się niepokoiłem o wynik tej potyczki.Tym bardziej że nie znamy nawet liczby Angoli, a jak ida k...a wszyscy? 2000 ?
Jednak tym razem policja była szybsza, na nieszczęście dla Anglików. Kaski wpadają do naszego ogródka i wymiatają nas na chwilę z niego. Gdyby Angole wpadli chyba by wygrali. My po chwilowym wycofaniu, dozbrajamy się i wracamy gdyż trasą przed ogórdkiem własnie maszeruje kilkuset Angoli.
Nie wiem jak się zaczeło ale psów juz tutaj nie było a jak wpadłem na ulicę już wszystko się działo...ekipy z Polski z ciemności wskakują na Angoli z boku i z tyłu.
Ci w szoku. Krótkie walki spowodowane tym ze wpadamy bezpośrednio w ich watachę ale, ogólnie Anglicy dra zelówy na Centralny, który mają ze sto metrów przed soba. Nie wiem co się działo na poczatku ich peletonu ale domyślam się że
poszła panika i uderzyli w tych psów którzy nas wcześnie wymietli z knajpy i teraz szli przed Anglikami z przodu. Widok był taki że go nie zapomnę do końca życia
W ruchy był cały sprzęt ogródkowy i knajpy. W końcu znów leca psy i trzeba się zmywać albo grać głupa. Jako że autokar mamy 30 metrów dalej nam pozostaje kleić głupa. Widzę kilku stojacych gości z tobołami i przyglądajacych się całej
bitwie z boku. Podbijam do nich i udaję że stoję z nimi. szto eta ? słyszę (ooo goście zza wschdzniej granicy) goście z wybałuszonymi oczami patrzą na mnie oczekując że im nie wiem co oznajmię, ze trzecia wojna światowa czy co? odpowiadam eta tolka futbol miacz ... Polska-Anglia.
Kiwają ze zrozumieniem i dalej stoją w szoku nie wiedząc co sobą począć. Ja za to wiem, opuszczam ich i widząc że psy wracają do swoich podopiecznych Anglików, udaję się do autokaru. Nie muszę dodawać że po takich wyczerpujących wydarzeniach zjadłbym konia z kopytami i wypił beczkę piwa. Na szczęście okazuje się że dosłownie 10 metrów obok naszego autobusu stoi taki autobus unieruchomiony przerobiony na całodobową jadłodajnię. Zaszyci w ciemnościach autokaru (nie świecimy świateł by nie zwabić psów których mnóstwo stoi 100 metrów od nas chroniąc dojścia do Centralnego) wychodzimy po 3-4 osoby do restauracji i wracamy z zakupami. w ten sposób mozemy oglądać bezpiecznie manewry psów, pozywiając się przy okazji. Nie odjeżdżamy jednak gdyż Legioniści informują nas (a jest już koło północy) że jest jeszcze grupa anglików chętna na kolejny rewanz znów w Parku Saskim. Mediacje jednak z Anglikami przedłużają się o wiele za dłuo, owszem może i dla Legionistów to był kąsek bo byli u siebie wmieście ale dla nas poruszanie się takim autokarem po nieznajomych terytoriach w środku nocy w chwili gdy setki policjantów trzepią miasto w poszukiwaniu takich jak My to już za duże ryzyko. Do tego dochodzi zmęczenie całym dniem i zaczynają się dywagacje czy jest sens jeszcze zaczekać oraz tłuc się w parku nocą (to byłby już zupełny hardcore). Powoli przeważa opinia o bez senscie takiego czegoś. Do tego rozmowy między stronami coś się nie kleja. W końcu ulegamy namową kierowcy, który jak już wspominałem następnego dnia mial tym samym autokarem zapieprzać do Hiszpanii, udajemy sie w drogę powrotną do Krakowa.
Wraz z nami wraca dwóch Wrocławian, którzy nie mają czym wracać a i wizyta na centarlnym nie była wtedy dobrym rozwiazaniem. Byłem tak zmęczony a miejsca było tak duż że usnąłem chyba nim jeszcze wyjechaliśmy ze stolicy. Wszyscy zresztą chyba popadali jak muchy. Gdy się obudziłem szok, gdzie my k...a jesteśmy? Spodek!
Dopiero po chwili doszło do mnie ze kierowca okazał się naprawdę gość i podwozimy chłopaków ze Śląska do Katowic gdyż z Krakowa nie mieli dobrych pociągów. Znów zasnąłem a gdy się obudziłem to było już jasno a my dojeżdżaliśmy do hali Wisły dgze zaparkowany miałem samochód. Powrót do domu w chwili gdy rodzice wychodzili do pracy, standardowe pytanie O KTÓREJ MIALEŚ BYĆ ?!?! (przed wyjściem twierdziłem ze koło północy) ale już po chwili spałem jak niedźwiedź




To było zima na przełomie lat 1995/1996. W sezonie icki kroiły jak oszalałe. Na Wiśle jakość ekipy oraz organizacja była bliska dna. Ciężki to były chwile dla kibiców jeżdżących na Wisłę. Zimą postanowilśmy trochę to wszystko rozruszać. Jak wiadomo kibic Wisły w zimie wcale nie musi nudzić się w domu: są sekcje siatkówki, koszykowki i to zarówno kobiet jak i mężczyzn. W tamtych miesiącach najcikawsze widowiska tworzyły koszykarki, na koszykarzy mało kto zaglądał no a my czasem zaglądnęliśmy na mecze siakarek, kto był ten wie że to sport dobry dla koneserów damskiej urody. Obcisłe koszulki, krótkie spodenki ledwo opinające jędrne pośladki siatkarek...ehh szkoda pisać
Jako że chuligani Cracovii postanowili nie odpuszzcać nawet w zimie trzeba było być bardzo uważnym bo wizyty w okolicach hali były normą a zdarzały się i wizyty bezpośrednio pod samymi kasami.
Zaczęliśmy się grupować i tworzyć grupki, które zbierały się już z dwie godzinki przed meczami i tak łaziliśmy w tym śniegu po okolicznych uliczkach, parkach itd by w końcu dać jakiś opór łowcom.
Nieraz pogoniło się Cracovię ale i nieraz dochodziło do komicznych sytuacji kiedy to uciekali gości których potem widzieliśmy na hali. No ale dziwić się nie ma co...poza tym początki są zawsze trudne.
Tak więc zimą życie kibiców zaczęło tętnić wokół hali.
W tamtych czasach, niejeden pewnie zresztą pamięta, największymi rywalkami naszych koszykarek były Włókniarki z Pabianic.
Kilka lat wstecz w finale rozgrywek na Reymonta doszło do niezłych burd na hali Wisły właśnie w trakcie i po meczu z Włóniarzem.
Ponieważ w tym sezonie znowu ta drużyna stanęła na drodze w play-offach naszym zawodniczkom postanowiliśmy w końcu odwiedziec to małe miasteczko znane z silnego wpływu kibiców ŁKSu Łódź.
Był chyba luty choć głowy za to uciąć sobie nie dam, nie ma szans przypomnieć sobie też jaki to był dzień tygodnia.
W każdym bądź razie koło 6 czy 7 rano umówieni byliśmy na zamówiony autokar bodajże an wylotówce na Olkusz (pod dzisiejszym Makro).
Jako że w tamtym czasie zdarzyło mi się chyba z 3 razy zaspać na wyjazd i dopiero gwizdy kumpla pod blokiem mnie budziły obmyśliliśmy z nim nową metodę.
Jesli wyjazd miał miejsce już koło 4-5-6 nie kładliśmy się spać wogóle...to były czasy...teraz godzina 24 a mi się już oczy kleją.
Gdy rodzice pogrżąli się w śnie my czekaliśmy tylko na dogodny moment i przykładowo o 2 czy 3 w nocy pojawialśmy się pod blokiem.
Czasy ubogie więc i rozrywki takie...zazwyczaj piwo choć zdarzało się i wino (choć za tym nigdy nie przepadałem).
Tym razem zawitało do nas dwóch kolegów (H i Sz) obydwaj już wspomnaiani w tym temacie.
Czas do rana zleciał na śmiechach i na opowiadaniach oraz na robieniu sobie jaj z sąsiadek mojego kumpla.
W końcu czas dojechać na miejsec zbiórki.
Jakiś tramwaj iw pewnym momencie trzeba było przesiąśc się na autobus.
Godziny poranne zimą charakteryzują się tym czym charakteryzują się godziny nocne każdej innej pory roku = ciemnością jak skur.....
Moment przesiadki z tramwaju na autobus miał być rzeczywiście momentem gdyż pzrystanki dzileiło z 50 metrów, oba pojazdy zawitały na przystanki w tym samym czasie a wiadomo jak wielka kultura osobista oraz grzeczność charakteryzują kierowców mpk.
Krótko mówiąc musieliśmy nieźle zapierdalać żeby nam autobus nie spieprzył.
w pewnym momencie orientujemy się H nie ma z nami.
Musimy więc odpuścić autobus i przeczesujemy teren w poszukiwaniu kolegi....zajęło nam to góra 5 sekund gdyż w miejsce jego postoju skierowaly nas jęki i postękiwania.
H leży na glebie i trzyma się za paszcze a z pomiędzy palców sączy mu się krew.
Młodzieniec ten bowiem jako jedyny wbiegl pomiędzy dwa drzewa....niby nic tyle że pomiędzy nimi, na wysokości ust, rozwieszony był, napięty drut.
Werżnął on się więc naszemu biednemu koledzy w pysk zwalając go z nóg w pełnym biegu.
czywsićie udzieliliśmy H piewrszej pomocy ... znaczy się solidarnie z kolegą położylśmy się wszyscy na glebie...ze śmiechu.
Jakoś przeżył, choć nie wyglądął atrakcyjnie na ten czas.
w końcu dobrnęliśmy do autokaru i w troszkę ponad 40 osobowej grupie wyruszyliśmy na podbój ziem ii łodzkiej.
Trasa Hanysowo-Łódź charakteryzuje się sporą ilością zajazdów, ktore chyba przy okazji każdej ligowej kolejki skazane są na odwiedziny watah kibicowskich przemierzających nasz piękny kraj z północy na południe i vice versa.
My również po rez enty i nie ostatni odwiedziliąmy kilak z tych miłych wyszynków ogałacając je nieraz z różnych wyskokowych napoi.
Inteligencją w jednym z nich popisał się mój przyjaciel z osiedla który dorwał się do jakiejś butelki i wychylił jej zawartiość od kopa na oczach zdziwionego ekspedienta oraz naszych.
Zdziwony byłem co nie miara gdyż kolega owszem, pociąg do alkoholu i miał ale to był ajkiś zwykły sok tyle że z zagraniczną etykietką...zaraz moje zdziwienie ustąpiło gdyż kumpel z duma pokazuje mi napis na etykeitce ... alkohol. Niestety msiałem go rozczarować pokazując mu pierwszy człon etykiety, ktory nie wiedzieć czemu jego niebystre czy pominęły a brzmiał ten człon non co w sumie dało non alkohol oraz spowodowało posmutnienie mojego serdecznego ziomka.
w takim oto miłym nastroju droga minęła dość szybko choć niewesoło było na trasie łączącej autostradę Katowickę z Bełchatowem dgyż nagly atak zimy okazał się nam w sposób arcy widowiskowy, na naszych oczach chyba z 3 samochodu zjechaly do rowu i my też omało nie zalizcyliśmy efektownego ślizgu.
Jak wiadomo jednak Pan Bóg nad kibicami Wisły czuwa więc do Pabianic dotarliśmy cali i zdrowi.
Ponieważ pora była wczesnoobiadowa a mecze kosza zazwyczaj odbywają się wieczorkeim czasu było conie miara.
Zmaleźliśmy jakiś lokal z bilardem, piwem, wódką, duż ilością miejsca z zabawa zaczęła się rozkręcać.
Oczywiście bilard gratis, alkohol kelner/barman zapisywał na jeden rachunek.
Próbujących dosiadać sie miejscowych od kopa spławialiśmy, nieraz słowem, nieraz czyenm gdy wiek i wygląd był odpwiedni.
W końcu lokal trzeba było opuścić gdyż godzina meczu zbliżała się nieuchronnie.
Barman/kelner okazał się być wielkim kibicem Wisły i nawet nei poprosił nas o uiszzcenie rachunku
Nie powiedział również nic gdy wzięliśmy sobie kule oraz kiej bilardowe.
Nie wzięliśmy ich sobie ot tak, miejscowi napewno juz o nas wiedzieli a nie było nas znowu tak duzo.
Wiadomym też była że na ciekawsze mezce miejscowych koszykarek przyjeżdżają z Łodzi ŁKSiacy.
Tak miało myś i tym razem.
W drodze na hale zapoznaliśmy kilku miejscowych w barwach ŁKS z krawężnikami.
Nie byłoby takiej agresji gdyby nie fakt że ledwie co końca dobiegła era gdy ŁKS był jednym z większych pzryjacił naszych kolegów zza Błoń.
Gdy już hala znalazła się w zasięgu naszego pola widzenia zobaczyliśmy opócz zwykłej kolejki kilkudziesięcioosobową grupę w biało-czerwono-białych kominiarkach.
Juz po chwili te kominiarki przeszkadzały Pabianiczanom i Łodzianom (jak się późneij okazało) w ucieczce. Oddycha się w takim badziewiu ciężko a i pole widzenia zawężone (tutaj mała rada - jeśli zaatakuje Cię ktoś w kominiarce pierwsze co zrób to przesuń mu ją na twarzy kilak centymetrów...zasłaniają mu się oczy i można z nim skuteczniej pokonwersować).
Z kolejki i ekipy po naszym ataku nie ostał się nikt - uciekli wszyscy.
Pogoń za ekipą kominiarkową była nawet długa ale co rusz ofiary uciekały po kątach, sklepach itd i w końcu trzeba było zawracać bo było nas juz wytrwałych coraz mniej.
Nie powiem pewnie się nieźle musiałem przybujać, bo na końcu w pięciu goniliśmy chyba z 20 miejscowych ktorzy widać nawet nei obracali się by ocenić sytuację.
Dla 19 latka było to coś
Powrót pod halę i udajemy się za nią bo tam było hotel gdzie przebywały nasze koszykarki oraz nasz autokar i trzeba było sprawdzić czy jest jeszcze cały.
Krótka rozmowa z kosyzkarkami, zostajemy poczęstowani kalendarzami z autografami, który wisial mi na drzwiach jeszcze z 5 lat i super pomysł.
Psy się nami jeszcze nie zainteresowały albo nei moga nas znaleźć a miejscowi napewno schodzą się znów do kas.
Mały podzial na dwie grupy i za minutę wpadamy pod kasę tym razem juz z dwóch stron.
Teraz ludzi było już sporo i na szczęści Ci normalni już wytrzymali napięcie a tylko ci w biało-czerwonych kominarkach musieli wykazać się olimpijskim umieętnościami.
Trochę nam szalików wpadło wtedy w łapy.
Atak z dwóch stron nie był dokładnie zsynchronizowany (Drużyną A nigdy bowiem nie byliśmy) i w efekcie jedna grupka przegoniła miejscoych dokłądnie pod płot przez ktory my z drugiej strony zaczęliśmy przeskakiwać. Niechcący ale akcja wyszła - kozak.
W końcu zainteresowała się nami policja.
Lądujemy na hali,a że na tej nie ma stricte sektora dla gości dzielimy miejscówki z autochtonami tyle ze tymi spokojnymi bo ci groźni woleli swój młynek utworzyć na drugim końcu trybuny.
A mozę zawsze tam go mają...nie wiem.
w przerwie znów mamy plan i część ekipy (ta szukająca mocnych wrażeń) w stu procentowej frekwencji udaje się do hallu na papierosy, psy jednak popisyały się nie lada dedukcją i gdy zobaczyli że mało kto sięga po nikotynę natomiast zainteresowanie wysokimi metalowymi popielniczkami na stojakach jest duże otozcyli nas skutecznie separując od podobnie zachowującej się grupy miejscowych.
Trochę pzrekrzykiwań i trzeba wracać na sektor bo psy sa już bardzo czujne i nie ma szans na bezpośrednia wymianę argumentów.
Wyśmialiśmy Łodzian gdyż co chwilę wrzeszczeli Cracovia ! a zgody już nie mieli kilka miesięcy...widać bolało ich to.
Za szybami w cemnościach parkingu widać było szwędające się charakterystyczne biało-czerwono-białe kominiarki.
Czyli nie wszyscy pofatygowali się na sam mecz.
Po meczu z tego co pamiętam psy zaprowadziły nas do autokaru a miejscowych przytrzymali na hali.
Oj niedobrze...mieliśmy jeszcze ochotę pobałaganić a miejscowi też już zgrani w większą grupę przejawiali większy animusz.
Postanowilismy przechytrzyć policję i wyjechać spokojnei z miasta a po odpuszczeniu eskorty wrócić sobie do niego.
Niestety tym razem policjha znów popisala się przebieglością i rozgryźli nas plan.
Trza było się do Krakowa więc już zmywać.
Po drodze jeszcze mała niespodzianka w posatci awarii świateł i autokar widmo (zimowa noc a my wogóle bez świateł) musiał przeetlepać się pół Polski drząć o drogówkę ale na szczęście tej nigdzie nie było.
w Częstochowie stojąc na światłach stoimy obok placu przykościelnego (teraz kminię ze musiala to być niedziela) widzimy sporą grupę parafian.
Hasło i przerażonym wiernym ukazuje się w oknach najpierw jeden a potem z 20 nagich tyłków.
Tym większe musiało być przerażenie tych ludzi gdyż właścicielem pierwszego okazanego tyłak był gostek ważący na ten czas mniej więcej 120-130 kilo więc i jego odwłok zasłonił całą szybę.
Lomu (jeśli to czytasz)-wiesz do kogo należał bo ostatnio gadaliśmy o nim....znaczy sie nie o tyłku tylko o kOlesiu

Potem już tylko droga do Krk i w nocy melduję się w końcu w ciepłym łóżeczku ze zdobycznym....kalendarzem.

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • Spółka z podwòrka napisał:
  • 03.03.2018 14:43

Nigdy miałem nie wyrazic tu swojego słowa ale patrząc co się dzieje to jest paranoja. Powie to wam ktoś kto zna tą piramidę i jak to wszystko wyglądało ale oczywiście wszystkiego nie powie , bo nie jest to na to miejsce a Ci co mają wiedzieć to to wiedzą. Wszystko posypało się od czasów jedrusia , zaczęły się problemy w fc i to tych najmnocniejszych fc pod względem chuliganskim np Zgierz. Jędruś swoje powiedział i psy nie dały żyć pozniej słynne Poddębice gdzie zaczęły się problemy wewnętrzne Widzewa jeśli chodzi o chuliganke , kto uciekał kto został kto ma wypierdalac a kto jeszcze da szanse na to by wrócić po wpierdolu do ekipy i dalej z nią biegać , wszystko tak zaczęło funkcjonować slabo ze sporo osób wyklocilo się między sobą i odeszlo w swoją drogę mając przy tym duży zapał do tego co robili. Tak się stało że Widzew stracił liczebność na mieście przy czym ucierpiała na tym chuliganka . Wy ŁKS możecie mówić o flagach , możecie się teraz chwalić ze jakośc macie lepszą Ale to jest tylko wasze 5 minut mam nadzieję,zawsze byliście ganiani bo lezeliscie pod względem jakości .Kiedy wiedzieliście że przyjeżdża fc Widzewa do łodzi to nosa z domu nie wychulaliscie , teraz ta zgoda z lechem zagonila was do treningow i stworzyliscie cos lepszego niz klika dobrych lat temu , patrzę na waszych młodych i widzę w nich mięso armatnie dla tego co tworzylo się na Widzewie ale wyżej wymienione sytuacje to zatracily , kiedy Widzew musiał usiąść i ustabilizować siebie w wewnątrz to Wy wypelzaliscie jak szczury z kanałów , zrobiło się z was pełno chuliganów chudych szczurów albo nastrykowanych propem którzy ittak są niczym pod względem jakości. Nie bede wam wspominal akcji na teofilowach , politechniki kiedy mlodzez pogonila waszych a wy mowiliscie ze to bylo dhw , na rudzkiej kiedy wysiedliscie obsrani iwiedzieliście wysiadajac ze jakościowo nie macie po co się sprawdzać nawet.Reasumujac , nie bądźcie teraz z tą jakością tacy hop do przodu bo każdy kto trochę lyknal tematu wie i pamięta to słynne przysłowie ze gdy lksu więcej to napierdalaja a jak po rowno to spierfalaja :) Jechaliśmy z wami rowno w kwiecie ekipy z balut i dhw , teraz ilościowo wypelzaliscie z chuh wie skąd a Widzew ucierpiał i jakościowo to Wy sobie możecie być lepsi od gksu Bełchatów ale jeśli wystawilibysmy równe składy dobrej sztywnej ekipy Widzewa z wami to byście skończyli kiepsko. Widzew się trzyma i karnety nie ida w parze z sytuacją na mieście ale was wypelzalo tyle że ciężko się zrobiło , i to w waszym przypadku ilość nie idzie z jakością w parze to napewno. Na niektórych zdjęciach widać kto idzie w 1 rzędzie z megafonem , kto idzie obok cały wydziargany mający 50 kg wagi , to wszystko to fanatcy ja im tego ująć nie mogę ale w przeliczeniu na jakość to oni padają jak muchy. Przyjdzie czas ze Widzew ikosciowi pod względem h w ldz wroci do normy albo wam sie ukruci i wtedy znow przyjda wasze ciezkie czasy. Młodzież dorosnie i pod względem jakości was znow przerosnie a póki co cieszcie się swoim 5 min i opowiadaniem bajek jaki Widzew jest słaby i ma leszcze w ekipie.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja.
  • piertollto napisał:
  • 24.02.2018 22:58

Jakie są relacje pomiędzy ŁKS Łódź a Górnik Zabrze oraz Cracovia Motor

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja.
  • kaelowiec napisał:
  • 21.02.2018 11:49

już kilka miesięcy temu ktoś przewidywał taki los Resovii , i faktycznie się dopełniło

troche słabo to rozegrali, w końcu poniekąd dla wrw popierdolili Łks

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • cbc1910 napisał:
  • 20.02.2018 16:28

Fajnie się czyta gdy kibice Łks-u piszą o swojej hali , fali i stadioniei wszystkim co tam jeszcze jest łącznie z Kaliskim , ale chuj z tym.

Życzę wam tego stadionu jak najszybciej i wtedy może zniknie choć jeden powód do tutejszego burdelu kiedy pewne sprawy w tym temacie będą oczywiste.

Jedno pytanie do przedstawicieli Łks-y bez napinki - czysta ciekawość - czy zawsze odnawiacie grafy w asyście policji czy tylko tak jak kilkanaście dni temu , te na Limance?
Po tej sytuacji sympatie klubowe pana komendanta niekoniecznie nie maja znaczenia.Nawet bezstronni obserwatorzy byli delikatnie mówiąc zdziwieni zaistniałą sytuacją..

Kibicowskie Podkarpacie
  • patriota85 napisał:
  • 20.02.2018 16:26

Wisłoka - w przeciwieństwie do innych ekip - może ma na tyle honoru, że nie będzie się układała ze swoimi kosami.

Co do byłej zgody ŁKS-Resovia, to fakt bardzo długa zgoda.Ale prawda jest taka, że w ostatnim czasie wspieranie było słabe i zero jakiegokolwiek wspólnego działania, jak to miało miejsce we wcześniejszych latach.

Kibicowskie Podkarpacie
  • AB ORIENTE LUX napisał:
  • 19.02.2018 23:31

Czytam ten temat z lekkim niedowierzaniem.
Czy niektórzy z was są choćby minimalnie poważni i obiektywni??Opinie na temat Resovii ,że niby przejrzała na oczy i dała pstryczka w nos Wiśle.To ta Jakby napisać że Messi olał Barce i gra w Ceramice Opoczno,bo ta pierwsza nie ma charakteru.
Ja rozumie że kibicowscy oponenci Wiślaków,mogą snuć historie niestworzone,sam ten klub darzę słabym szacunkiem.Niemniej jednak to co w swej historii wykonali kibice Resovii to katastrofa.
Zerwanie 30 letniej zajebistej zgody z ŁKSem,dla szmalu lansu przy którym trzeba lizać dupę i być obsmarkańcem dla większości Wiślaków DRAMAT.Wyskoczenie na zaproszenie Widzewa,to nie było honorowe podjęcie rękawicy,tylko spuszczeniem sobie wpierdolu w zamian za postanie sobie parę tygodni dłużej w młynie Wiślaków.
Po 30 latach z ŁKS potrafili pierdolić farmazony że zerwali zgodę bo łodzianie są niecharakterni i wielka Resovia ciśnie w wielki świat,po czym nawet najwięksi fani tej zgody z Łodzi czy znajomki z Zawiszy uznali Resovie ...za wiadomo co.
Po latach Podkarpackiej Ośmiornicy ,Resovia twierdziła że musiała holować SSW,i że zgoda padła bo też ekipa bez charakteru.
Niesamowite...
ŁKS zbratał się z Lechem (pewnie według Resovii też mało charakternym)
SSW samodzielnie wymiatała na Podkarpaciu ,a później wolała się związać z wieloletnim wrogiem niż byłym przyjacielem
Teraz Resovia wolała JKS I Nową Sarzynę niż działanie w topowym układzie,choć od wielu lat dwoiła się i troiła żeby pooddychać przez chwile tym samym powietrzem co wielki kibicowski świat.
K***A SERIO???
A stan na dzisiaj to przebieranie nogami i czekanie na info od Wisłoki i Siarki ,czy będą na tyle życzliwi i dadzą im się pobawić we wspólnym ogródku!

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • 1925 napisał:
  • 17.02.2018 21:40

Piłka nożna to Twój jedyny argument w temacie łódzkiego sportu ?? To może policzymy ilu ludzi sportu wychowal dla Łodzi i całego kraju ŁKS a ilu Widzew ??
Czas start ?? .......

I ty śmiesz pisać klawiaturowy chłopaczku że Łódź = Widzew ?

Odpal na dobranoc google i wpisz słowo Hipokryta

Lubelszczyzna
  • amf0508 napisał:
  • 17.02.2018 13:20

Co do stadionu przy Zygmuntowskich była początkowo koncepcja przebudowy zamiast budowy nowego obiektu. Jest jeden problem na Zygmuntowskich jest stadion piłkarsko-żużlowy i taki też musiałby powstać. Żużel w Lublinie ma sporą tradycje i dużo kibiców, nie byłoby opcji żeby ich się pozbyć z tego obiektu, więc siłą rzeczy musiałby powstać stadion w okrągłej zabudowie, z torem, z trybunami oddalonymi od boiska. Z punktu widzenia kibiców piłkarskich tragedia, do tego samo położenie stadionu też słabe, mało miejsca na parkingi, jedna ulica dojazdowa itd. Nowy stadion powstał typowo piłkarski , 500m od dworca, w koło mnóstwo miejsca na parkowanie, dobry dojazd nową drogą itd. Nie było sensu walczyć o stadion na Zygmuntowskich, nowa lokacja była bardziej korzystna zarówno dla klubu, który nie musi dzielić stadionu z żużlozjebami jak i dla kibiców, którzy mają fajny obiekt z trybunami blisko boiska, gdzie można zrobić sztos atmosferę. Wiadomo jest sentyment, ale czasami trzeba iść naprzód i pewne kwestie odpuścić.
Co do Kresowej, to chyba nigdy nie było tematu powrotu na ten stadion, tak jak wspominano słabe położenie, sam stadion jest praktycznie ruiną, trzeba by robić wszystko od zera. Jest tam giełda, czasami jakieś grupy młodzieżowe pograją, ale na nic poważniejszego nie ma szans.
Odnośnie sytuacji piłkarskiej Motoru jest ok, od roku mamy nowego prezesa, byłego dziennikarza Bartnickiego, który póki co sprawia wrażenie ogarniętego gościa, miasto mocno inwestuje w klub, jest ciśnienie na awans, nowi sponsorzy wzrasta frekwencja, jest lider. tabeli. Myślę że awansujemy, co więcej ta 3 liga jest chyba najcięższą ligą do awansu, o czym przekonuje się np Widzew czy wcześniej ŁKS, moim zdaniem jeśli wyjedziemy z tego bagna to w 2 lidze będziemy też bić się o awans, a i jest potencjał żeby zbudować klub który w 1 lidze nie będzie chłopcem do bicia. Zobaczymy, na razie trzeba zrobić pierwszy krok i opuścić 3 ligę, ale po latach posuchy, chyba można w końcu spojrzeć z optymizmem na przyszłość klubu.

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • WileTheBest napisał:
  • 16.02.2018 15:30

Prawda to, że w Kutnie jest jedno osiedle (Dąbrowskiego?), gdzie rządzi ŁKS?

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • EL 1910 napisał:
  • 11.02.2018 13:21

Po meczu Lechia atakuje nas dobrą liczbą. Większość w jednakowych kominiarach z trupimi czachami. W pociągu pojawiły się głosy ze z Lechią były widziane osoby z Łks-u i w Bydgoszczy na pewno będą czekali z Zawiszą. W Bydgoszczy ręczny i wysypka na stację licząc na konfrontację z koalicją Zawisza&Łks. Niestety nikogo nie było i po chwili ruszamy dalej.

Mówisz o ataku po meczu pod kasami dla przyjezdnych? Gdzie wszystko popsuła milicja z pieprzem? Jeżeli tak to nie było tam żadnych kominów z czachą. tam chyba nikt,albo niewielu,miało wtedy w ogóle jakiekolwiek kominy. więc ewentualna legenda o ŁKSie chowającym się za kominami troche nie trzyma się kupy.


Nie mówię, tylko piszę, o ataku Lechii po meczu, gdy my już wszyscy byliśmy w autobusach. Atakujących było od chuja i mieli na sobie właśnie kominy z trupimi czachami, co robiło niesamowite wrażenie wizualne. Psy były w szoku i gdyby było więcej zdecydowania z obu stron to mogło dojść do fajnej awantury. Niestety psy się ogarnęły i po zabawie. Wnoszę, że Cie tam w ogóle nie było więc na chuj zabierasz głos?
p.s. Na następny mecz do Gdańska przyjechał Łks i wtedy psy już poświrowały - helikoptery itp.

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • C1365O napisał:
  • 09.02.2018 11:59

To nie wtedy wśród atakującej Lechii były persony z ŁKS-u?

Bydgoszcz i województwo Kujawsko-Pomorskie Kibicowsko
  • Nocnik napisał:
  • 30.01.2018 16:47

Nie kumam Elany bez kitu mam wrażenie że ten post został napisany typowo z ironią bo nie wierzę w to że takie ekipy jak Lechia Gdańsk ŁKS Łódź Lech Poznań Zawisza Bydgoszcz Górnik Zabrze potrafiły odmówić Elanie poprostu śmiech na sali, Zawisza ich dojeżdża na każdym kroku a problemy Elany z wyjściem z busa mieli wiele razy na trasie jak Zetka na nich czekała więc niech skończą się ośmieszać bo i tak już to w sumie zrobili

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • Wacław napisał:
  • 27.01.2018 13:52

Pamiętam jeszcze jak swego czasu dużo działo się w nocnych klubach, jak to jedni i drudzy robili jakieś wjazdy...Dużo było tego typu akcji,kilka nawet głośnych...Pamiętam jak dziś,nie będę pisał który to rok bo nie chcę zmyślać,ale bodajże chyba 2007-2008 jak w Nexusie odbywała się impreza i Widzew tam wbił i zrobił zadymę na co Łks odpowiedział w ciągu godziny od całego zdarzenia i chciał się wbić do Cube, na moje oko 30-40 osób. Bramka zamknęła drzwi heh a dodatkowo ja z ówczesnym właścicielem Jackiem staliśmy między drzwiami w klubie a chłopakami z Rts-u którzy chcieli się dostać na zewnątrz do Łks-u. Jednych jak i drugich dzieliły tylko metalowe drzwi...Pamiętna zadyma w dekompresji, gdzie Widzew wpadł i nie patrzył czy to ktoś od nich czy nie,wszystkich kopali jak leciało...Jeszcze jedna akcja,nie pamiętam jaki to był klub ale już go nie ma, co Rts wpadł z tłuczkami do mięsa...Działo się,teraz już bramki dogadane z chłopakami i tego typu akcji już nie ma...

Pseudikibice Widzewa zaatakowali w sobotnią noc gości retkińskiego klubu Dekompresja. Ochroniarze, by rozdzielić walczących, strzelali z ostrej broni. Na szczęście w powietrze. Ranne zostały trzy osoby W klubie Dekompresja przy ul. Krzemienieckiej, jak co tydzień o godz. 21 rozpoczęła się dyskoteka. Bawiło się na niej kilkuset gości. Większość z nich to mieszkańcy Karolewa i Retkini. Lokal, położony kilkadziesiąt metrów od stadionu Łódzkiego Klubu Sportowego, upodobali sobie także kibice ŁKS. – Zabawa trwała w najlepsze, gdy nagle, tuż po godz. 22 wpadło do środka 20 czy 30 kolesi – opowiada jedna z pracownic Dekompresji. – Wyglądali jak przebierańcy: mieli pomalowane twarze, podoklejane wąsy i brody. Napastnicy zaczęli bić gości. Klubu nie zdemolowali, bo nie zdążyli.

- W pewnej chwili wrzucili do środka granat gazowy. Klienci lokalu chowali się pod stoły – dodaje jeden z ochroniarzy firmy Ajax ochraniającej Dekompresję. – Kiedy udało się napastników wyrzucić, wydawało się, że to koniec zadymy.

Ale po północy wrócili. W jeszcze większej liczbie. Trzech z nich z okrzykami „Widzew”, „Widzew” wpadło do środka. Reszta czekała na zewnątrz. Tym razem odpowiedział im okrzyk: „ŁKS”. Awantura przeniosła się przed lokal. Pseudokibice zaczęli się bić. Grupa interwencyjna Ajaksu, by przerwać bójkę, zaczęła strzelać z ostrej broni w powietrze. Ktoś powiadomił policję. Zanim ta przyjechała, napastników już nie było. Rozbiegli się po okolicy, inni powsiadali w samochody i odjechali. Po tej zadymie klub został zamknięty, gości do domów eskortowali policjanci. Wcześniej jednak radiowozy zablokowały wyjazd z Krzemienieckiej, ale policjantom nikogo nie udało się zatrzymać. – Staramy się ustalić, kim byli chuligani i jakie motywy nimi kierowały – powiedział „Gazecie” podinspektor Mirosław Micor, rzecznik łódzkiej policji. – Badamy też okoliczności użycia broni przez ochronę klubu. W Dekompresji jest monitoring, ale nie wiadomo, czy podczas imprezy był włączony. Z kolei ochroniarze twierdzą, że strzelali, bo nie mieli wyjścia. Z właścicielem Ajaksu Jerzym Rojewskim nie udało nam się skontaktować. W Łodzi będzie dopiero dziś. Podczas nocnej bijatyki ucierpiało trzech 20-letnich mężczyzn. – Wszyscy mieli rany głowy, musieli dostać jakąś pałką albo kastetem – usłyszeliśmy od dyżurnego łódzkiego pogotowia. – Rany nie wydawały się groźne, ale ze względu na to, że ofiary były pijane, trafiły na obserwację do szpitali. Nie wiadomo bowiem, czy nie mają wstrząśnienia mózgu. Najazd pseudokibiców Widzewa na retkiński klub był prawdopodobnie zemstą za zadymę sprzed tygodnia. Wówczas kilkudziesięciu kibiców ŁKS podjechało pod dyskotekę Viva w centrum Łodzi. Byli agresywni, pobili kilkanaście osób. Policja zatrzymała wówczas kilkunastu chuliganów.

< Poprzednie Następne >

Najbliższe mecze

Sobota, 21.04.2018
16:00 Olimpia Elbląg - ŁKS Łódź
Piatek, 27.04.2018
17:30 ŁKS Łódź - Warta Poznań
Wtorek, 01.05.2018
17:30 ŁKS Łódź - Stal Stalowa Wola
Sobota, 05.05.2018
17:00 Wisła Puławy - ŁKS Łódź
Sroda, 09.05.2018
17:30 ŁKS Łódź - Radomiak Radom
Niedziela, 13.05.2018
17:00 Garbarnia Kraków - ŁKS Łódź
Sroda, 16.05.2018
17:00 Błękitni Stargard - ŁKS Łódź
Sobota, 19.05.2018
18:00 ŁKS Łódź - Siarka Tarnobrzeg
Sobota, 26.05.2018
17:00 Rozwój Katowice - ŁKS Łódź
Piatek, 01.06.2018
18:00 ŁKS Łódź - Legionovia Legionowo

Wyniki

Sobota, 14.04.2018
18:00 GKS Bełchatów 2-2 ŁKS Łódź
Sobota, 07.04.2018
16:00 ŁKS Łódź 0-2 Znicz Pruszków
Sroda, 04.04.2018
19:00 MKS Kluczbork 0-2 ŁKS Łódź
Piatek, 30.03.2018
19:00 GKS 1962 Jastrzębie 1-0 ŁKS Łódź
Sobota, 10.03.2018
13:30 ŁKS Łódź 0-0 Gryf Wejherowo
Niedziela, 26.11.2017
13:00 Gwardia Koszalin 0-1 ŁKS Łódź
Sobota, 18.11.2017
17:00 ROW 1964 Rybnik 2-2 ŁKS Łódź
Niedziela, 12.11.2017
12:00 Legionovia Legionowo 0-2 ŁKS Łódź
Sobota, 04.11.2017
14:00 ŁKS Łódź 1-0 Rozwój Katowice
Sobota, 28.10.2017
14:00 Siarka Tarnobrzeg 0-1 ŁKS Łódź
Sobota, 21.10.2017
15:00 ŁKS Łódź 1-0 Garbarnia Kraków
Sobota, 14.10.2017
15:30 Radomiak Radom 1-1 ŁKS Łódź
Sobota, 07.10.2017
15:00 ŁKS Łódź 1-0 Wisła Puławy
Sobota, 30.09.2017
16:00 Warta Poznań 0-0 ŁKS Łódź
Sobota, 23.09.2017
16:00 ŁKS Łódź 1-2 Olimpia Elbląg
Niedziela, 17.09.2017
16:30 ŁKS Łódź 1-1 GKS Bełchatów
Piatek, 08.09.2017
19:00 Znicz Pruszków 1-2 ŁKS Łódź
Sobota, 02.09.2017
16:00 ŁKS Łódź 1-1 GKS 1962 Jastrzębie
Sobota, 26.08.2017
15:00 Stal Stalowa Wola 1-1 ŁKS Łódź
Sroda, 23.08.2017
17:00 ŁKS Łódź 2-1 Błękitni Stargard
Sobota, 19.08.2017
16:00 Gryf Wejherowo 1-1 ŁKS Łódź
Piatek, 11.08.2017
17:00 ŁKS Łódź 1-0 MKS Kluczbork
Sobota, 05.08.2017
17:00 ŁKS Łódź 1-0 Gwardia Koszalin
Sobota, 29.07.2017
18:00 ŁKS Łódź 0-0 ROW 1964 Rybnik