Zagłębie Sosnowiec

Data powstania: 1918 Barwy: czerwono-zielono-białe

Ostatnie wiadomości
Dwusetny numer miesięcznika To My Kibice!

Dwusetny numer miesięcznika To My Kibice!

Komentarze (12) 2018-05-05

10 maja ukaże się jubileuszowy, dwusetny numer miesięcznika „To My Kibice!”. Oto, co zawarte jest na 84 stronicach tego wydania magazynu:W numerze znajdziecie 18 reportaży z następujących meczów: Lech Poznań-Górnik...

Ciekawy mecz w Katowicach

Ciekawy mecz w Katowicach

Komentarze (12) 2018-03-31

Jak informuje prasa na Śląsku, dzisiaj w Katowicach odbędzie się mecz ligowy należacy do tzw. spotkań podwyższonego ryzyka. Fani z Sosnowca zapowiadają swoja obecność na pojedynku z GKS-em, pomimo zamkniętego sektora...

Nic o nas bez nas

Nic o nas bez nas

Komentarze (12) 2018-03-26

24 marca odbyło się w Warszawie spotkanie przedstawicieli grup kibicowskich, w którym udział wzięli reprezentanci większości klubów Ekstraklasy, I ligi oraz wielu drużyn z niższych szczebli piłkarskich rozgrywek. Nowe pomysły...

Zadyma na meczu koszykówki w Sosnowcu

Zadyma na meczu koszykówki w Sosnowcu

Komentarze (12) 2018-03-15

Po meczu Zagłębia Sosnowiec z Pogonią Ruda Śląska kibice gości zostali zaatakowani na trybunie hali sportowej. Fani Pogoni leczą teraz rany, a klub z Sosnowca otrzymał już karę od Polskiego...

Awantura na jasnogórskich błoniach

Awantura na jasnogórskich błoniach

Komentarze (12) 2018-01-14

Do awantury doszło tuż przed prezentacją flag podczas X Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców. Prowokacji podczas pielgrzymki dopuści się członkowie stowarzyszenia Obywatele RP.   Bezpośrednio po Mszy św. nastąpiło poświęcenie barw klubowych....

Wpuszczą na Puszczę za złotówkę

Wpuszczą na Puszczę za złotówkę

Komentarze (12) 2017-08-23

Kluby piłkarskie borykające się z niską frekwencją walczą o kibiców. Piast Gliwice zachęca bezpłatną kiełbasą, a Zagłębie Sosnowiec zapowiedziało tańsze bilety. Najbliższe spotkanie na Stadionie Ludowym będzie kosztować kibica Zagłębia...

Na forum

Awanse , Spadki - 2018 ApokaLipsa 19.05.2018 22:40

Ja nie mogę się doczekać meczu w przyszłym sezonie: Legia Warszawa - Zagłębie Sosnowiec.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. ANTYpzpn 18.05.2018 13:46

Jak się ma nowa zgoda Legii w stosunku do ich starych zgód?

Radomiak vs Olimpia
Radomiak vs Zagłębie Sosnowiec

Pamiętam że Radomiak nigdy nie miał po drodze z Zagłębiem, jak to teraz wygląda?

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. Krewki 15.05.2018 11:08

Jak na linii Zagłębie Sosnowiec - Śląsk Wrocław? Dawny układ nadal obowiązuje?

Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko ScoobyDoo 14.05.2018 11:30

Zagłębie Sosnowiec w razie awansu gdzie bedzie grac?

Województwo Opolskie - Kibicowsko Chemical Brothers 12.04.2018 11:15

10.03 Polonia Nysa - CHEMIK
98 autokarem i furami, z jedna flaga i transparentami German death camps i pdw.

24.03 Unia Kolonowskie - CHEMIK
51 + 60 Raków furami (Dzieki)

31.03 CHEMIK - KS Krapkowice
W młynku ok 100, wisi trans ostatni gwizdek, german death camps i jeden pdw

4.04 (środa) RAKÓW - Odra Opole
Wspieramy Braci w 101 osob z jedna flaga

7.04 Porawie Wiekszyce - CHEMIK
+- 60, pierwsze 20 min gwizdki itp

11.04 (środa) Zagłębie Sosnowiec - RAKÓW
14 osob

Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko ZawieRcie 23.03.2018 11:44

Widzę że dyskusja na poziomie to się wtrącę. Dla mnie Zagłębie Dąbrowskie to głównie takie ośrodki jak: Sosnowiec, Będzin, Dąbrowa, Czeladź. My jako Zawiercie mieszkamy za daleko i nigdy u Nas nie było i nie będzie takiego czegoś jak Hanysy i Gorole.
Zawiercianie jako mieszkańcy nie utożsamiają się ani z Zagłębiem D. ani z Górnym Śląskiem. Co również przełożenie ma w świecie kibicowskim. Lata 80 i 90 to niezłe fc Widzewa i Górnika. Lata 2000 aż do po dziś to praktycznie tylko 1 FC w mieście ZawieRcie.
Oczywiście że są jednostki które jeżdżą na Górnik, Wisłę, Widzew, Zagłębie. No ale wiecie ;)

Hokej kibicowsko STnaFejku 21.03.2018 22:47

Polskie hale lodowe po prostu nie są przystosowane do przyjmowania kibiców drużyn przyjezdnych, gdyby były, to wtedy też pewnie parę ekip do tego podchodziło inaczej. Sam od siebie przeżyłem parę wyjazdowych meczów hokeja w zorganizowanej grupie, to wyglądało to tak;

Zagłębie Sosnowiec - GKS Tychy(coś około 2010); Nas około 100, sektor gości z 40 metrów od młyna gospodarzy, po lekkiej spince słownej i małych zalążkach awantury bardziej krewkich nigdy więcej nie weszliśmy oficjalnie na lodowisko W Sosnowcu. (Do niczego nie doszło, ekipy ZSH pewnie nawet nie było na hali)

Unia Oświęcim - GKS Tychy (październik 2010); Nas również około 100 , skład raczej sympatyków hokeja jak to było relacjonowane w TMK. Po któreś przyśpiewce Unii z Naszego sektora pada Chodźcie osiłki, zagramy w rugby bez piłki wtedy pół młyna Unii się zrywa w Naszą storne, do przelecenia całe lodowisko, dobiega w końcu paru wariatów (szacunek chłopaki!), może po dwie sztuki przez ramiona ochronek poszły, tak zagazowali lodowisko, że mecz został przerwany, awantura w mediach na całego, potem nigdy znowu nie mogliśmy wejść na lodowisko w Oświęcimiu oficjalnie.

GKS Jastrzębie - GKS Tychy; kilkukrotnie, z powodu odpuszczania przez piłkarskich fanów Jastrzębia zwykły piknik i doping dla dwóch drużyn.

Nie przytaczam słynnej zadymy na Oliwi w Gdańsku z Lechią czy meczów w Krakowie, Gdańsk to prehistoria, a Cracovia to wiadomo. Podsumowując, gdyby były sektory gości jak na stadionach piłkarskich, to i Gieksa, Sosnowiec, swego czasu może nawet Toruń czy Gdańsk chętnie by w sezonie ogórkowym coś podziałali na hokeju, ale jako, że wygląda to jak na siatkówce, to nie ma w sumie o czym mówić. Jako tyszanin mogę tylko żałować, że nie doszły do skutku plany zorganizowania finałów PLH na stadionie miejskim w Tychach (tutaj niestety przeszkadza już termin rozpoczęcia rozgrywek piłkarskich), a biorąc pod uwage, że w finale gramy z Katowicką Gieksą, żałuje, że nie szło tego jakoś zoorganizować w Katowickim Spodku, bo tutaj mimo, że Tychy byłyby cały czas na wyjeździe, to jestem pewny, że prawdziwym kibicom by to nie przeszkadzało (droga Tychy - Spodek to przy dyskotece max godzinka drogi) i mogłoby być fajne widowisko i sportowe i kibicowskie. Ale jest jak jest, Pozdrawiam.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. Bączyński 12.03.2018 18:46

Śląsk-Zagłębie Sosnowiec 1998 rok, układ BKSu Bielsko z Miedzią istnieje już zdaje się 19 lat.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat Tel 07.03.2018 17:13

Warszawa/Polska-Anglia (Wrzesień 1999 )

Ten mecz już długo wcześniej zapowiadał się interesująco. Uklady na kadrze funkcjonowały w pełni - wyklarowały się dwa silne obozy, jeden skupiony wokół Arki/Lecha/Pasów drugi trochę bardziej rozbudowany ale nie tak silnie scalony to nasz w którym egzystować musiały ze sobą takie kosy jak Legia-Wisła czy Pogoń-Lechia. Bez wnikania w szczegóły nadmienię że na 3 miesiące przed tym meczem na goscinnych występach zaogniliśmy stosunki na lini my-Zagłębie Sosnowiec.
Po prostu w pewnym miejscu pomylilismy Ich z Legią i potraktowaliśmy nieulgowo.
Myślałem że na ten meczyk znajdzie się więcej chętnych ale, może z powodu środy i bardzo małej szansy obejrzenia meczu liczba nasza zatrzymała się na bodaj 35 osobach. W drogę do stolicy wyruszyliśmy z niezłym ekwipunkiem gdyż tego dnia
mogło an nas czychać wiele atrakcji a liczba nie była naszym atutem. Spodziewaliśmy się standardowej wojny na kadrze z Arką/Lechem i Cracovią, z tymi ostatnimi powinniśmy podążąć jedną drogą więc czujnośc była wzmocniona.
Do tego jak już wcześniej wspomniałem spodziewać się mogliśmy próby zemsty ze strony Zagłębia sosnowiec i Legii za wspomniane już wydarzenia. Bo na reprezentacji niby układ jest ale historia często pokazywała że jest to krucha instytucja. Autokar trafił nam się wyjątkowo luksusowy, wysoki, z toaletą, na 60
osób...zresztą wystarczy powiedzieć że dzień po meczu miał być środkiem podróży pewnego biura turystycznego do Hiszpanii. Tak więc podroż upłynęła świetnie gdyż każdy miał niemal dwa miejsca dla siebie. Do tego kierowca był naprawdę równym gościem i nie uprzykrzał zbytnio życia. Jeszcze przed wyjazdem atrakcją stał się jeden z nas, do którego notabene teraz min skierowana moze być flaga WIERNOŚĆ, ktory był tak głodny że pożarł naraz to co było pod ręką czyli ... 3 kilo bananów i słoik musztardy...na serio. Spodziewaliśmy się ze policja również tego dnia będzie czujna i postanowiliśmy dobrze schować nasze przedłużacze rąk. z pomocą przyszedł kierowca który w tym celu udsotępnił nam toaletę (nam pozostały przystanki w lesie) i odkręcił od niej klamkę w razie wizyty policjantów w autokarze. Jadąc dostajemy telefony od Lechii, już przebywającej w Warszawie, że
najprawdopodobniej odbędzie się tego dnia ustawiona walka z angielskimi chuliganami. Nie powiem większośc z nas była podekscytowana tym faktem gdyż taka gratka nie zdarza się na co dzień a do tego skonfrontować swe siły mielśmy z najsłynniejszymi przecież chuliganami w Europie. A wiadomo że na takim sprawdzianie każdy chciałby wypaść jak najlepiej. Tak więc pełni nadziei zbliżaliśmy się do Warszawy. Już kilkadziesiąt kilometrów przed nią pokazał nam sie 100 metrów przed nami plicjant z lornetką, po oblukaniu zapewne naszych rejestracji wyjął lizaka (nie słodycze oczywiście) i nakazał zjazd na pobliski parking. Dziwne.
Tutaj naszym oczom ukazał sie trochę przygniatający widok, kilkanaście radiowozów i full gadów. Oczywiscie wysiadka, rewizja nas i autobusu. Na pytanie o toaletę i brak klamki kierowca skwitował ze jest awaria i nie da się otworzyć itd. Uwierzyli = kamień z serca. Pewnie gdyby nie pomoc kierowcy już tam zakończylibyśmy podróż tego dnia.
W końcu psy się odpierdalają i jedziemy dalej. W Warszawie kierujemy się we wskazane telefonicznie miejsce. Ponieważ nie do końca wierzymy w to ze do walki dojdzie, nie do końca wiemy gdzie jesteśmy i nie chemy robić przypału sprzęt zostaje w autokarze.
Spotykamy się z chłopakami z Młodych Orłów (Lechia) oraz Teddy Boys (Legia), jest jeden gość ze Śląska Wrocław (grali tego dnia jakiś mecz i dlatego ich nie było). Okropnie zdziwił nas to że było w Warszawie Zagłębie Sosnowiec, Pogoń
Szczecin i Widzew Łódź a nie byli na miejscu zbiórki. Nie wnikam czemu do umówionej liczby około 100 osób własnie zakwalifikowano nas a nie Ich.
Liczbowo rozkład sił wyglądał mniej więcej tak że nas było 35 a Lechii i
Legii było po około 40 może ciut więcej osób.
Kerowani przez Legionistów przemieszczamy się do Parku Saskiego.
Tam czekamy na Anglików tocząc rozmowy z niektórymi Warszawiakami (choć z większością omijamy sie szerokim łukiem i spojrzeniami spode łba). Opowidaja wydarzenia ostaniej doby dla nich ten mecz zaczął się już dzień wcześniej i od tamtej pory na Starówce co rusz dochodziło do spięc między angielskimi lads a polskimi chuliganami. Dowiadujemy się że angielska grupa do bicia została zaopatrzona w wydrukowane mapki ze wskazaną droga do miejsca konfrontacji.
Jak już wcześniej wspomniałem nie za barzdo do końca jeszcze wierzyliśmy
że wszystko dojdzie do skutku oraz jako persona non grata staliśmy trochę z boku. Nagle coś zrobiło się ciemno, stojąc na skraju parku widzimy wychodząca
z niego ławe typów.Rzut oka i wiadomo angole, krótkie spodenki, koszule na wierzchu lub przewiązane w pasie, niektórzy w łapach sprzęt a niektórzy browar. Inny styl chuliganki niż polski. U nas raczej typ że tak to nazwę sportowy - każdy rozgrzewa stawy, mięśnie. No ale tak jak napisałem, od Angoli robi się ciemno.
Wysuwają się niczym cień z parku, napewno było ich więcej niż 100 (nas zresztą też), oceniam ich na mniej więcej 150 osób. Pierwsze linie obu grup juz nawiazują bezpośredni kontakt, jak na filmach historycznych pierwsze skrzyżowanie mieczów, w tym wypadków noży dwóch Angoli z dwoma Polakami (wielkimi od jodu ).
Angole w szoku gdyż gabaryty wśród Polaków naprawdę spore a przecież dla nich jesteśmy egzotyką, nic o nas nie wiedzą i taktuję zapewne jak my Rumunów czy Ruskich. Opisywane psychologiczne pierwsze skrzyżowanie zdecydowanie na korzyść Polaków, my jako że staliśmy z 30 metrów dalej dobiegamy do linii frontu.
Widać w oczach Anglików zawahanie. Jak wyszli z parku rozbujani, pewnie siebie, idący po łatwe zwycięstwo (jak zawsze w całej Europie) tak Ci z dalszych szeregów stanęli wryci i pokazali chwilę słabości. I to był ich błąd. Zgrało się to wszystko w sekundę z naszym wbiegnięciem w nich i zaczęło się k...a ... braveheart :)
Angole z wyjątkami biorą odwrót, wyjątki próbujące walki są od razu torpedowani...lądują na glebie. Może jestem kurcze troszkę zboczony ale wyglądało to świetnie...goście stojący do nas twarzami, czyjś wyskok, kop w ryj i syn Albionu na glebie. Oczywiście zaraz nad gościem wiruje kilka osób by wykluczyć go z dalszej potyczki.
Peleton podąża na wskroś przez park za stadem Anglików. Ci topnieją, grupki próbujae podjąć walkę za każdym razem przegrywają je i pozstają na trotuarze , jak nazwałby to Warszawiak. Nie mam pojęcia ile to trwa gdyż w takiej sytuacji człowiek jest w lekkim amoku i szzcerze pisząc nie za bardzo się kontroluje.
Anglicy wylatują z parku z drugiej strony i przebiegają przez skrzyżowanie z torowiskiem. Na końcówce parku obracają się by spróbować jeszcze walczyć.
Słychać policyjne syreny. Legioniści powoli się wycofują słysząc to, zostajemy niemal samą Wisłą, kilku z Lechii i Legii. Nie że jesteśmy jakieś kozaki ale nawet nie znamy terenu i wolimy zostać w grupie niż się rozbiegać. Teraz spięcie z Anglikami na pasach, angole wykorzystują swoje stanowisko na torowisku i leci na nas grad kamieni. Z naszej strony to samo. Patrzę a koło mnie stoi kolo w koszulce piłkarskiej jakiegoś angielskiego klubu. W amoku nikt dokladnie się nie przygladał a się okazuje że kilku nie mających sił uciekać stoi między nami. Ładuje gościowi się z butem na klatkę i facet ląduje na glebie, jeszcze strzał by przygnieśc go do gleby ale nie ma za dużo czasu gdyż kamory świszczą wokól i odbijają się od chodnika.
Już widać radiowozy, podnozę głowę i widze podobny jak w moim przypadku widok, kilku Angoli na glebie i chłopaki nad nimi. Ale teraz gdy zagrożenie z strony psów stało sie już widoczne nerwy puszczają wszystkim i się rozbiegamy po kilka/kilaknaście osób. Na szczęście trafiam do grupy z jakimś Legionistą ktory dobrze zna rewiry i prowadzi nas w jakieś bezpieczne miejsce. Nie zanm się na geografii naszej stolicy ale Kolumnę Zygmunta poznam. Pod nią lądujemy.
Idzie jakiś chłop w koszulce piłkarskiej klubu w Wysp. Krótki pokaz elokwencji i językoznawstwa where are you from? ...yyyy.... where are you from!? im from Germany...Bremen chwila zawachania po czym koles z Krk ktoremu widać szok bitewny jeszcze nie spadł odpowiada na pewno k...a i nokautuję gościa najlepszym cisem łbem w pysk jaki kiedykolwiek widziałem...Angol leci do tyłu z dwa metry i udaje nieżywego. Idziemy dalej ale tych Angoli wokół sporo...ale większość unika spojrzeń, to nie ci od mocnych wrażen a że Wyspiarzy tego dnia przybyło chyba z 2 tysiące to są na każdm kroku. Nie lejemy już nikogo, tzreba się dostać pod stadion. Kierowani nadal przez Legionistę tułamy się jakimis tramwajami, autobusami. Widać kursujące radiowozy i przyglądających się psów z nich, juz wiedzą o awanturze w Saskim. Rozdzielamy się na jeszcze mniejsze grupy. Gdzieś w centrum cumuję z jakimiś typami z Wawy, Gdańska i Krk na obiadku. Teraz letarg i sielanka, czas ukoić nerwy, rozmowy w knajpce z sympatycznymi Warszawiankami, piwko i tego typu uspokajacze. W końcu spotykamy się większą grupką i udajemy się pod stadion. Legioniści w drodze informują nas że bardzo cięte jest na nas sosnowieckie Zagłębie. Trochę cięzko by w tej chwili jesteśmy porozbijani na grupki. Trafiamy do jakiegos parku w okolicy stadionu, przechodzimy nim i mijamy grupkę Zagłębia i Legii. Kolesie z Zaglębia wyglądają naprawdę konkretnie. Krzywe spojrzenia ale do niczego nie dochodzi...być moze łagodzi sytuację obecnośc z nami typów z Lechii i u nich chłopaków z Legii. Zaraz mijamy Widzew, Motor, rozmowy ze znajomymi z całej Polski...w czasie tych wszystkich meczów repry znamy się już z gościami z tych ekip osobiście. Ciągle oczekiwanie na Triadę (Arka-Lech-Cracovia) ale i nieustające
opisy przeżyć sprzed kilku godzin z parku. Każdy opisuje jak to widzial ze swojej perspektywy, każdy dodaje nowe szczególy , informacje prasowe powoli docierają do nas ... kilkunastu angoli rannych w tym kilku ciężko...kilku pociętych kosami.
Oczywiście podejrzenie pada na nas ale daję sobie łeb uciąć że to nikt od nas...wszystko bowiem zostało w autokarze...my do końca nie wierzyliśmy że będzie ta ustawka. Bilety na mecz ma chyba tylko 6-8 osób od nas. Legia proponuje jakieś fałszywki, kserówki, drogie oryginały itp. Stwierdzamy jednak że chuj ze stadionem, oglądnijmy mecz w jakiejś knajpie przy piwku. Ci co mają iśc na mecz idą a my ładujemy się na chwilę w autokarze i odpoczywamy. Krótki przegląd okolicy w poszukiwaniu knajpy z telewizorem zakończony niepowodzeniem. W końcu wpadamy na pomysł najprostszy z prostych...przecież mamy TV w autokarze. Parkujemy z 200 metrów od stadionu (jak się idzie od Powiśla zawsze na Legię to mijając krytą skręca się w lewo nad kanał i sektor dla gości, my staliśmy z 50 metrów dalej w przód). Zapraszamy do środka kilkunastu chłopaków z Polonii Bydgoszcz, którzy również kręca się bez koncepcji wejścia na stadion. Muszę przyznać ze jak na tak nieznaną grupę charakteryzowali się naprawdę imponującymi gabarytami. Popijamy piwko, oglądamy mecz, gadamy z Bydgoszczanami a doping i odgłosy ze stadionu mamy na żywo tuż obok (wyłączamy wogóle głos w TV). W pewnym momencie ze stadionu słychać szum, wrzawę i po chwili TV pokazuje spięcie między sektorami Anglików i Polaków. W cemtralnym miejscu sławna czerwona flaga Wisły. W pewnym momencie znika a my
dostajemy kurwicy bo myślimy ze zdobywają ją Anglicy. Między sektorami widać latające race. Musimy dostać się na stadion. Mam pomył gdyż dwa lata wstecz wbijałem się na Żylete od tyłu w kilka osób przez jakies garaże na mecz Polska-Węgry. Niestety opisywałem już naszą miejscówkę a wobec tego ze była położona
tuż za sektorem Anglików powitało nas chyba z 300 psów i zapory z barierek oraz szaleniec na koniu (standard w WuWuA). W takiej liczbie jaka prezentujemy (40 osób) nawet nie ma się co ośmieszać. Rezygnujemy z próby dostania się na stadion. Na szczęście okazuje się że flaga Wisły jest w rękach Wiślaków, na stadionie uspokaja się i mecz dobiega końca. Jedziemy pod Żródełko (knajpa Legii) gdzie przychodzą ekipy z całej Polski. Legioniści po telefonicznych rozmowach z Anglikami przekazują że synowie Albionu rozdrażnieni przed meczową porażką chcą rewanżu. Pada propozycja miejsca - pod Pałacem Kultury, Angole będą szli na
Centralny a my mamy gdzieś czekać. Udajemy się tam i parkujemy autokar z drugiej strony Pałacu. Przy głównej trasie jest sporych rozmiarów ogródek z krzesłami itp itd. Siedzimy sobie popijajac piwo, dozbrajając się, jedząc i obserwujemy zjazd innych ekip z Polski.
Tutaj już dokładnie nie mogę stwierdzić jakie kluby były bo ciemno było jak skur...
było już cos koło 23-ej. W końcu słychać a wręcz czuć zbliżajacy się tłum Angoli.
W ciemnościach nic nie widać ale słychać wrzaski i śpiewy. Muszę przyznać że o ile przed meczem organizacja była super o tyle teraz było więcej chaosu, trochę się niepokoiłem o wynik tej potyczki.Tym bardziej że nie znamy nawet liczby Angoli, a jak ida k...a wszyscy? 2000 ?
Jednak tym razem policja była szybsza, na nieszczęście dla Anglików. Kaski wpadają do naszego ogródka i wymiatają nas na chwilę z niego. Gdyby Angole wpadli chyba by wygrali. My po chwilowym wycofaniu, dozbrajamy się i wracamy gdyż trasą przed ogórdkiem własnie maszeruje kilkuset Angoli.
Nie wiem jak się zaczeło ale psów juz tutaj nie było a jak wpadłem na ulicę już wszystko się działo...ekipy z Polski z ciemności wskakują na Angoli z boku i z tyłu.
Ci w szoku. Krótkie walki spowodowane tym ze wpadamy bezpośrednio w ich watachę ale, ogólnie Anglicy dra zelówy na Centralny, który mają ze sto metrów przed soba. Nie wiem co się działo na poczatku ich peletonu ale domyślam się że
poszła panika i uderzyli w tych psów którzy nas wcześnie wymietli z knajpy i teraz szli przed Anglikami z przodu. Widok był taki że go nie zapomnę do końca życia
W ruchy był cały sprzęt ogródkowy i knajpy. W końcu znów leca psy i trzeba się zmywać albo grać głupa. Jako że autokar mamy 30 metrów dalej nam pozostaje kleić głupa. Widzę kilku stojacych gości z tobołami i przyglądajacych się całej
bitwie z boku. Podbijam do nich i udaję że stoję z nimi. szto eta ? słyszę (ooo goście zza wschdzniej granicy) goście z wybałuszonymi oczami patrzą na mnie oczekując że im nie wiem co oznajmię, ze trzecia wojna światowa czy co? odpowiadam eta tolka futbol miacz ... Polska-Anglia.
Kiwają ze zrozumieniem i dalej stoją w szoku nie wiedząc co sobą począć. Ja za to wiem, opuszczam ich i widząc że psy wracają do swoich podopiecznych Anglików, udaję się do autokaru. Nie muszę dodawać że po takich wyczerpujących wydarzeniach zjadłbym konia z kopytami i wypił beczkę piwa. Na szczęście okazuje się że dosłownie 10 metrów obok naszego autobusu stoi taki autobus unieruchomiony przerobiony na całodobową jadłodajnię. Zaszyci w ciemnościach autokaru (nie świecimy świateł by nie zwabić psów których mnóstwo stoi 100 metrów od nas chroniąc dojścia do Centralnego) wychodzimy po 3-4 osoby do restauracji i wracamy z zakupami. w ten sposób mozemy oglądać bezpiecznie manewry psów, pozywiając się przy okazji. Nie odjeżdżamy jednak gdyż Legioniści informują nas (a jest już koło północy) że jest jeszcze grupa anglików chętna na kolejny rewanz znów w Parku Saskim. Mediacje jednak z Anglikami przedłużają się o wiele za dłuo, owszem może i dla Legionistów to był kąsek bo byli u siebie wmieście ale dla nas poruszanie się takim autokarem po nieznajomych terytoriach w środku nocy w chwili gdy setki policjantów trzepią miasto w poszukiwaniu takich jak My to już za duże ryzyko. Do tego dochodzi zmęczenie całym dniem i zaczynają się dywagacje czy jest sens jeszcze zaczekać oraz tłuc się w parku nocą (to byłby już zupełny hardcore). Powoli przeważa opinia o bez senscie takiego czegoś. Do tego rozmowy między stronami coś się nie kleja. W końcu ulegamy namową kierowcy, który jak już wspominałem następnego dnia mial tym samym autokarem zapieprzać do Hiszpanii, udajemy sie w drogę powrotną do Krakowa.
Wraz z nami wraca dwóch Wrocławian, którzy nie mają czym wracać a i wizyta na centarlnym nie była wtedy dobrym rozwiazaniem. Byłem tak zmęczony a miejsca było tak duż że usnąłem chyba nim jeszcze wyjechaliśmy ze stolicy. Wszyscy zresztą chyba popadali jak muchy. Gdy się obudziłem szok, gdzie my k...a jesteśmy? Spodek!
Dopiero po chwili doszło do mnie ze kierowca okazał się naprawdę gość i podwozimy chłopaków ze Śląska do Katowic gdyż z Krakowa nie mieli dobrych pociągów. Znów zasnąłem a gdy się obudziłem to było już jasno a my dojeżdżaliśmy do hali Wisły dgze zaparkowany miałem samochód. Powrót do domu w chwili gdy rodzice wychodzili do pracy, standardowe pytanie O KTÓREJ MIALEŚ BYĆ ?!?! (przed wyjściem twierdziłem ze koło północy) ale już po chwili spałem jak niedźwiedź




To było zima na przełomie lat 1995/1996. W sezonie icki kroiły jak oszalałe. Na Wiśle jakość ekipy oraz organizacja była bliska dna. Ciężki to były chwile dla kibiców jeżdżących na Wisłę. Zimą postanowilśmy trochę to wszystko rozruszać. Jak wiadomo kibic Wisły w zimie wcale nie musi nudzić się w domu: są sekcje siatkówki, koszykowki i to zarówno kobiet jak i mężczyzn. W tamtych miesiącach najcikawsze widowiska tworzyły koszykarki, na koszykarzy mało kto zaglądał no a my czasem zaglądnęliśmy na mecze siakarek, kto był ten wie że to sport dobry dla koneserów damskiej urody. Obcisłe koszulki, krótkie spodenki ledwo opinające jędrne pośladki siatkarek...ehh szkoda pisać
Jako że chuligani Cracovii postanowili nie odpuszzcać nawet w zimie trzeba było być bardzo uważnym bo wizyty w okolicach hali były normą a zdarzały się i wizyty bezpośrednio pod samymi kasami.
Zaczęliśmy się grupować i tworzyć grupki, które zbierały się już z dwie godzinki przed meczami i tak łaziliśmy w tym śniegu po okolicznych uliczkach, parkach itd by w końcu dać jakiś opór łowcom.
Nieraz pogoniło się Cracovię ale i nieraz dochodziło do komicznych sytuacji kiedy to uciekali gości których potem widzieliśmy na hali. No ale dziwić się nie ma co...poza tym początki są zawsze trudne.
Tak więc zimą życie kibiców zaczęło tętnić wokół hali.
W tamtych czasach, niejeden pewnie zresztą pamięta, największymi rywalkami naszych koszykarek były Włókniarki z Pabianic.
Kilka lat wstecz w finale rozgrywek na Reymonta doszło do niezłych burd na hali Wisły właśnie w trakcie i po meczu z Włóniarzem.
Ponieważ w tym sezonie znowu ta drużyna stanęła na drodze w play-offach naszym zawodniczkom postanowiliśmy w końcu odwiedziec to małe miasteczko znane z silnego wpływu kibiców ŁKSu Łódź.
Był chyba luty choć głowy za to uciąć sobie nie dam, nie ma szans przypomnieć sobie też jaki to był dzień tygodnia.
W każdym bądź razie koło 6 czy 7 rano umówieni byliśmy na zamówiony autokar bodajże an wylotówce na Olkusz (pod dzisiejszym Makro).
Jako że w tamtym czasie zdarzyło mi się chyba z 3 razy zaspać na wyjazd i dopiero gwizdy kumpla pod blokiem mnie budziły obmyśliliśmy z nim nową metodę.
Jesli wyjazd miał miejsce już koło 4-5-6 nie kładliśmy się spać wogóle...to były czasy...teraz godzina 24 a mi się już oczy kleją.
Gdy rodzice pogrżąli się w śnie my czekaliśmy tylko na dogodny moment i przykładowo o 2 czy 3 w nocy pojawialśmy się pod blokiem.
Czasy ubogie więc i rozrywki takie...zazwyczaj piwo choć zdarzało się i wino (choć za tym nigdy nie przepadałem).
Tym razem zawitało do nas dwóch kolegów (H i Sz) obydwaj już wspomnaiani w tym temacie.
Czas do rana zleciał na śmiechach i na opowiadaniach oraz na robieniu sobie jaj z sąsiadek mojego kumpla.
W końcu czas dojechać na miejsec zbiórki.
Jakiś tramwaj iw pewnym momencie trzeba było przesiąśc się na autobus.
Godziny poranne zimą charakteryzują się tym czym charakteryzują się godziny nocne każdej innej pory roku = ciemnością jak skur.....
Moment przesiadki z tramwaju na autobus miał być rzeczywiście momentem gdyż pzrystanki dzileiło z 50 metrów, oba pojazdy zawitały na przystanki w tym samym czasie a wiadomo jak wielka kultura osobista oraz grzeczność charakteryzują kierowców mpk.
Krótko mówiąc musieliśmy nieźle zapierdalać żeby nam autobus nie spieprzył.
w pewnym momencie orientujemy się H nie ma z nami.
Musimy więc odpuścić autobus i przeczesujemy teren w poszukiwaniu kolegi....zajęło nam to góra 5 sekund gdyż w miejsce jego postoju skierowaly nas jęki i postękiwania.
H leży na glebie i trzyma się za paszcze a z pomiędzy palców sączy mu się krew.
Młodzieniec ten bowiem jako jedyny wbiegl pomiędzy dwa drzewa....niby nic tyle że pomiędzy nimi, na wysokości ust, rozwieszony był, napięty drut.
Werżnął on się więc naszemu biednemu koledzy w pysk zwalając go z nóg w pełnym biegu.
czywsićie udzieliliśmy H piewrszej pomocy ... znaczy się solidarnie z kolegą położylśmy się wszyscy na glebie...ze śmiechu.
Jakoś przeżył, choć nie wyglądął atrakcyjnie na ten czas.
w końcu dobrnęliśmy do autokaru i w troszkę ponad 40 osobowej grupie wyruszyliśmy na podbój ziem ii łodzkiej.
Trasa Hanysowo-Łódź charakteryzuje się sporą ilością zajazdów, ktore chyba przy okazji każdej ligowej kolejki skazane są na odwiedziny watah kibicowskich przemierzających nasz piękny kraj z północy na południe i vice versa.
My również po rez enty i nie ostatni odwiedziliąmy kilak z tych miłych wyszynków ogałacając je nieraz z różnych wyskokowych napoi.
Inteligencją w jednym z nich popisał się mój przyjaciel z osiedla który dorwał się do jakiejś butelki i wychylił jej zawartiość od kopa na oczach zdziwionego ekspedienta oraz naszych.
Zdziwony byłem co nie miara gdyż kolega owszem, pociąg do alkoholu i miał ale to był ajkiś zwykły sok tyle że z zagraniczną etykietką...zaraz moje zdziwienie ustąpiło gdyż kumpel z duma pokazuje mi napis na etykeitce ... alkohol. Niestety msiałem go rozczarować pokazując mu pierwszy człon etykiety, ktory nie wiedzieć czemu jego niebystre czy pominęły a brzmiał ten człon non co w sumie dało non alkohol oraz spowodowało posmutnienie mojego serdecznego ziomka.
w takim oto miłym nastroju droga minęła dość szybko choć niewesoło było na trasie łączącej autostradę Katowickę z Bełchatowem dgyż nagly atak zimy okazał się nam w sposób arcy widowiskowy, na naszych oczach chyba z 3 samochodu zjechaly do rowu i my też omało nie zalizcyliśmy efektownego ślizgu.
Jak wiadomo jednak Pan Bóg nad kibicami Wisły czuwa więc do Pabianic dotarliśmy cali i zdrowi.
Ponieważ pora była wczesnoobiadowa a mecze kosza zazwyczaj odbywają się wieczorkeim czasu było conie miara.
Zmaleźliśmy jakiś lokal z bilardem, piwem, wódką, duż ilością miejsca z zabawa zaczęła się rozkręcać.
Oczywiście bilard gratis, alkohol kelner/barman zapisywał na jeden rachunek.
Próbujących dosiadać sie miejscowych od kopa spławialiśmy, nieraz słowem, nieraz czyenm gdy wiek i wygląd był odpwiedni.
W końcu lokal trzeba było opuścić gdyż godzina meczu zbliżała się nieuchronnie.
Barman/kelner okazał się być wielkim kibicem Wisły i nawet nei poprosił nas o uiszzcenie rachunku
Nie powiedział również nic gdy wzięliśmy sobie kule oraz kiej bilardowe.
Nie wzięliśmy ich sobie ot tak, miejscowi napewno juz o nas wiedzieli a nie było nas znowu tak duzo.
Wiadomym też była że na ciekawsze mezce miejscowych koszykarek przyjeżdżają z Łodzi ŁKSiacy.
Tak miało myś i tym razem.
W drodze na hale zapoznaliśmy kilku miejscowych w barwach ŁKS z krawężnikami.
Nie byłoby takiej agresji gdyby nie fakt że ledwie co końca dobiegła era gdy ŁKS był jednym z większych pzryjacił naszych kolegów zza Błoń.
Gdy już hala znalazła się w zasięgu naszego pola widzenia zobaczyliśmy opócz zwykłej kolejki kilkudziesięcioosobową grupę w biało-czerwono-białych kominiarkach.
Juz po chwili te kominiarki przeszkadzały Pabianiczanom i Łodzianom (jak się późneij okazało) w ucieczce. Oddycha się w takim badziewiu ciężko a i pole widzenia zawężone (tutaj mała rada - jeśli zaatakuje Cię ktoś w kominiarce pierwsze co zrób to przesuń mu ją na twarzy kilak centymetrów...zasłaniają mu się oczy i można z nim skuteczniej pokonwersować).
Z kolejki i ekipy po naszym ataku nie ostał się nikt - uciekli wszyscy.
Pogoń za ekipą kominiarkową była nawet długa ale co rusz ofiary uciekały po kątach, sklepach itd i w końcu trzeba było zawracać bo było nas juz wytrwałych coraz mniej.
Nie powiem pewnie się nieźle musiałem przybujać, bo na końcu w pięciu goniliśmy chyba z 20 miejscowych ktorzy widać nawet nei obracali się by ocenić sytuację.
Dla 19 latka było to coś
Powrót pod halę i udajemy się za nią bo tam było hotel gdzie przebywały nasze koszykarki oraz nasz autokar i trzeba było sprawdzić czy jest jeszcze cały.
Krótka rozmowa z kosyzkarkami, zostajemy poczęstowani kalendarzami z autografami, który wisial mi na drzwiach jeszcze z 5 lat i super pomysł.
Psy się nami jeszcze nie zainteresowały albo nei moga nas znaleźć a miejscowi napewno schodzą się znów do kas.
Mały podzial na dwie grupy i za minutę wpadamy pod kasę tym razem juz z dwóch stron.
Teraz ludzi było już sporo i na szczęści Ci normalni już wytrzymali napięcie a tylko ci w biało-czerwonych kominarkach musieli wykazać się olimpijskim umieętnościami.
Trochę nam szalików wpadło wtedy w łapy.
Atak z dwóch stron nie był dokładnie zsynchronizowany (Drużyną A nigdy bowiem nie byliśmy) i w efekcie jedna grupka przegoniła miejscoych dokłądnie pod płot przez ktory my z drugiej strony zaczęliśmy przeskakiwać. Niechcący ale akcja wyszła - kozak.
W końcu zainteresowała się nami policja.
Lądujemy na hali,a że na tej nie ma stricte sektora dla gości dzielimy miejscówki z autochtonami tyle ze tymi spokojnymi bo ci groźni woleli swój młynek utworzyć na drugim końcu trybuny.
A mozę zawsze tam go mają...nie wiem.
w przerwie znów mamy plan i część ekipy (ta szukająca mocnych wrażeń) w stu procentowej frekwencji udaje się do hallu na papierosy, psy jednak popisyały się nie lada dedukcją i gdy zobaczyli że mało kto sięga po nikotynę natomiast zainteresowanie wysokimi metalowymi popielniczkami na stojakach jest duże otozcyli nas skutecznie separując od podobnie zachowującej się grupy miejscowych.
Trochę pzrekrzykiwań i trzeba wracać na sektor bo psy sa już bardzo czujne i nie ma szans na bezpośrednia wymianę argumentów.
Wyśmialiśmy Łodzian gdyż co chwilę wrzeszczeli Cracovia ! a zgody już nie mieli kilka miesięcy...widać bolało ich to.
Za szybami w cemnościach parkingu widać było szwędające się charakterystyczne biało-czerwono-białe kominiarki.
Czyli nie wszyscy pofatygowali się na sam mecz.
Po meczu z tego co pamiętam psy zaprowadziły nas do autokaru a miejscowych przytrzymali na hali.
Oj niedobrze...mieliśmy jeszcze ochotę pobałaganić a miejscowi też już zgrani w większą grupę przejawiali większy animusz.
Postanowilismy przechytrzyć policję i wyjechać spokojnei z miasta a po odpuszczeniu eskorty wrócić sobie do niego.
Niestety tym razem policjha znów popisala się przebieglością i rozgryźli nas plan.
Trza było się do Krakowa więc już zmywać.
Po drodze jeszcze mała niespodzianka w posatci awarii świateł i autokar widmo (zimowa noc a my wogóle bez świateł) musiał przeetlepać się pół Polski drząć o drogówkę ale na szczęście tej nigdzie nie było.
w Częstochowie stojąc na światłach stoimy obok placu przykościelnego (teraz kminię ze musiala to być niedziela) widzimy sporą grupę parafian.
Hasło i przerażonym wiernym ukazuje się w oknach najpierw jeden a potem z 20 nagich tyłków.
Tym większe musiało być przerażenie tych ludzi gdyż właścicielem pierwszego okazanego tyłak był gostek ważący na ten czas mniej więcej 120-130 kilo więc i jego odwłok zasłonił całą szybę.
Lomu (jeśli to czytasz)-wiesz do kogo należał bo ostatnio gadaliśmy o nim....znaczy sie nie o tyłku tylko o kOlesiu

Potem już tylko droga do Krk i w nocy melduję się w końcu w ciepłym łóżeczku ze zdobycznym....kalendarzem.

Wymarłe Ekipy ... patriota85 25.01.2018 10:30

Na Grunwald chodził Ruch, czy Górnik ? Pamiętam ich kartoniadę, którą robili na siedząco;).

Dzieję się obecnie coś na:
AKS Wyzwolenie Chorzów
Carbo Gliwice (pamiętam, że im Zagłębie Sosnowiec 2 flagi skroiło)
Walka Zabrze (jak wyżej)
Rekord Bielsko-Biała
Wawel Wirek (Ruch, czy Górnik ?)
Górnik Piaski
Górnik Wesoła
Górnik Wojkowice
Sarmacja Będzin
Forteca Świerklany
Sparta Lubliniec (Ci pozbyli się flagi na konto Rakowa Częstochowa)

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. okospoko 04.01.2018 08:23

Jak jest na linii
Stalówka - GKS Jastrzębie
Czy Łada Biłgoraj oprócz Stalówki i Polonii Przemyśl ma jakieś inne zgody/ układy?
Stal Rzeszów - Pogoń Leżajsk
Wisła Sandomierz - KSZO
Wisła Sandomierz - GKS Bełchatów
JKS Jarosław - Cracovia
Czuwaj - Zagłębie Sosnowiec?
Coś tam próbowałem szukać odnośnie tych kontaktów ale nie wiem czy to aktualne informacje czy nie więc jeśli ktoś opiszę to będę wdzięczny.

Kibiców jakiego klubu NIE lubisz, nie szanujesz? Magnat 26.12.2017 00:56

Z klubów których nie lubię:
- Ruch Chorzów - za nienawiść jaką darzą Górnika. Śląska ,,Święta wojna, więc niechęć wyssana z mlekiem matki, lecz od zawsze mimo potężnej kosy był szacunek do mocnej i konkretnej bandy jaką mogli się szczycić.
- Legia Warszawa, Zagłębie Sosnowiec - za stosunek do Górnego Śląska i jego mieszkańców. Choć np. do Legii szacunek za emanowanie patriotyzmu i za pierwszorzędną, jedną z najlepszych w Europie ekipę ultrasowską.
Z klubów, których nie szanuję:
- Wisła Kraków - przed przybiciem układu z Ruchem, mój stosunek mimo niechęci był trochę inny niż dziś. Była doza szacunku w kierunku ekipy z Reymonta, niestety wydarzenia z 2016 roku zmieniły moje postrzeganie bandy spod znaku ,,Białej Gwiazdy.
- Cracovia - polski Ajax. Akcenty żydowskie i nazywanie siebie ,,Narodem Wybranym a stadionu przy Kałuży ,,Ziemią Świętą dla mnie niewybaczalne. Choć na moją ocenę większy cień rzuca ich postawa, brak jakiegokolwiek fasonu, sytuację jak ta podczas meczu z Pogonią i oprawa z ,,Paprykarzem.
- Piast Gliwice - temat rzeka, nie będę pisał zbyt wiele, żeby nikt nie wziął tego ,,za prężenie muskuł. Szanuje pojedyncze osoby z Piasta, które znam osobiście za ich system wartości i osobowość, natomiast ekipy ,,Niebiesko-czerwonych kategorycznie nie.

Z innych klubów, które delikatnie mówiąc nie darzę sympatią może wymieniłbym jeszcze, choć nie grzeją mnie tak mocno te ekipy jak te wyżej wymienione, m.in. Polonię Bytom, Arkę Gdynia, Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław, Jagiellonię Białystok czy Widzewa Łódź.

Te natomiast, które nie są naszymi zgodami, a które darzę sympatią to Lech Poznań, Korona Kielce, Zawisza Bydgoszcz i ŁKS Łódź.

Kibiców jakiego klubu lubisz bądź szanujesz. nns1920 01.12.2017 22:01

Jako kibic Ruchu to dla mnie zawsze charakterni byli kibole Jagi , Zagłębie Sosnowiec za to, że wyjdą zawsze, i Hutnika Kraków, że dalej się trzymają chłopaki na takim terenie

Kibiców jakiego klubu lubisz bądź szanujesz. rbfanatic 29.11.2017 22:16

Raków Częstochowa

Oprócz zgód (Chemik, Videoton):

-Lechia
-Śląsk
-Stomil Olsztyn
-Górnik Zabrze
-GKS Katowice
-ŁKS
-Lech Poznań
-Stal Stalowa Wola
-Zawisza Bydgoszcz
-Zagłębie Sosnowiec.

Ranking kretynów Kibice.net 1.3.1.2. 100% 27.11.2017 16:38

Człowiek wraca do chaty odpala neta żeby poczytać co tam nowego słychać w świecie kibiców a tu tylko pękać ze śmiechu.Dzisiejszy dzień przebija jednak wszystko co było napisane w tym roku.Postanowiłem założyć taki temat,na wesoło.Dla mnie nr.One jest Stary Wyjazdowicz.Dziś dowiedzieliśmy się że Zagłębie Sosnowiec przybije układ z Sosnowcem oraz Bielskiem.Drugie miejsce zdecydowanie dla mnie osobiście to Fullofhates czy jak mu tam.Jedyna szkoda że przestał się udzielać Welnoak oraz Idę w góry.Dawajcie swoje typy,będzie wesoło.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. mampytanie 17.11.2017 16:55

Kosy Piasta Gliwice to: Górnik Zabrze i jego zgody, Zagłębie Sosnowiec, Pogoń Szczecin, Cracovia, Śląsk Wrocław? Ktoś jeszcze albo kogoś błędnie podałem?

Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko Cz (R) Dz 16.11.2017 20:04

W Czechowic i okolic zawsze na Ruch się jeździło i nadal jeździ, ale ogólnie jest tu wszystko, pare osób z Górnika , Wisły , Katowic, BKS Bielsko, a nie tak dawno jeździli też z flagą na Zagłębie Sosnowiec.

Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko krystalicznieczysta2 14.11.2017 13:35

A czy za starych czasów jak jeszcze Górnik był kosą Gieksy, to czy Wesoła jakoś miała na co dzień akcje z Ruchem i Gieksą z Gisza, czy ten las na Adama co idzie do Wesołej to zbyt duża bariera na jakieś wypady?
Bo z kolei na Szopienicach Zagłębie wpadało na osiedle i wicewersa Ruch na Stary Sosnowiec. (Lata 80 i 90).

Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko Seth Gecko 07.11.2017 05:14

Z tego co rozmawiałem z hanysami, to gorolstwo dzielą na goroli i zagłębiakow. Nie bez powodu. Zagłębiakow nie lubią znacznie bardziej niż goroli. Ze wzajemnością. Na sam dźwięk śląskiej gwary niejednemu Zagłębiakowi włącza się czerwona lampka. Zresztą podobnie jest u GKS, a szczególnie u KSG na słowo Sosnowiec.
Przynajmniej tak z własnego doświadczenia zaobserwowalem. W dawnych czasach na wyjeździe w Zabrzu była nieco komiczna sytuacja. Jeden z KSG bluzgał na Zagłębie i bluzgał. W końcu jeden od nas nie wytrzymał, podszedł do szpalera psów. Ci widząc jednego kolesia przepuścili go. Podszedł do typa z KSG i wypłacił mu parę gongów. Nikt się za nim nie postawił, a psy wpuściły naszego z powrotem na sektor:)
Na pewno o wiele większe ciśnienie jest ostatnimi czasy pomiędzy GKSG a Ruchem niż Sosnowcem. W końcu tam jest walka non stop o sporne tereny. Okolice stadionu GKS to prawie same odwrócone R plus słowa typu śmierć czy j**ać. O Sosnowcu nie ma ani słowa;)
Za sprzęt też wiadomo na kogo jest większe ciśnienie w Sosnowcu. Ruch potrafi pokazać pazury, ale ze sprzętem jak na razie cisza.
Dodam jeszcze, że gdy spędziłem dłuższy czas za kratami, to świetnie dogadywalem się tam z wyjazdowiczami z HKS. Mikołów (pozdro Szrańczus, ksywka jedynie więzienna, jeśli to czytasz), Batory (R. czysta chuliganka), itd. No i GKS Tychy (dobry zawodnik z art. 155:) Z KSG od razu nam było nie po drodze, z GKS jeszcze można się było dogadać, ale nie było powodu:) Zaznaczam że tak piszę o przymusowej znajomości za kratami. Na wolce kontakt się szybko urwał, inny język i poglądy. Typ z Batorego był wyjątkowym zawodnikiem, jak było trzeba to i z 3 zawodnikami tańczył i ...szybko wygrywał. Bezkompromisowy, walił prosto z mostu bez owijania w bawełnę. Typ jakich cenię.
Tyle wspomnień.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. Bad1 04.11.2017 11:36

Gość dobry jest,najpierw pisze że nikt z Lechem nie ma szans, z póżniej że Lechia ich obiła,ale na poprawe humoru dobre ;)
Ja mam takie pytanko,skąd masz pewności że np.Ruch nie wygrał by z LPH?Albo Widzew z Lechią?Albo i nawet Zagłębie Sosnowiec z Lechią?Rozumiem że był byś w stanie za to postawić cały swój majątek?