Arka Gdynia

Zwycięstwo Lechii w Gdyni

Derby Trójmiasta dla Lechii Gdańsk. Kibice Arki, wściekli na piłkarzy, usiłowali dostać się do ich szatni po skończonym meczu. Policja użyła gazu łzawiącego, by opanować sytuację pod stadionem. Wstańmy z kolan,...

Nic o nas bez nas

24 marca odbyło się w Warszawie spotkanie przedstawicieli grup kibicowskich, w którym udział wzięli reprezentanci większości klubów Ekstraklasy, I ligi oraz wielu drużyn z niższych szczebli piłkarskich rozgrywek. Nowe pomysły...

Ekstraklasa: Fatalna frekwencja!

Tak złej pod względem frekwencji kolejki w Ekstraklasie nie było już dawno. Żaden z ośmiu meczów 24. kolejki nie przyciągnął na stadion więcej niż 10 tysięcy kibiców.  Najlepsza i najgorsza...

Romeo i Julia na kibicowskim szlaku

Romeo i Julia to kibole? Słynna historia miłosna została wystawiona na deskach gdyńskiego teatru. Dwie zwaśnione rodziny toczą boje na kibicowskim podwórku. Arka vs. Lechia? Szaliki Capuletich są żółte, a...

Lechia z dopingiem na Amber Cup

Już dzisiaj rozpoczyna się turniej halowy Amber Cup, który odbędzie się w Ergo Arenie w Gdańsku. Na turniej mobilizują się kibice Lechii.   Pierwszego dnia turnieju do rywalizacji staną drużyny...

Przedświąteczne kary od Komisji Ligi

Srogie kary na kluby Ekstraklasy nałożyła przed świętami Komisja Ligi. W sumie kluby zostały ukarane na kwotę 90 tysięcy złotych! Komisja nałożyła również kary w postaci zakazów wyjazdowych dla zorganizowanych...

Forum

Puchar Polski -2017/2018 !
  • W.L.K.P napisał:
  • 19.04.2018 09:36

To prawda, że pzpn zażyczył sobie listy wyjazdowe do tej niedzieli?
Czyli Arka w takim przypadku ma trzy dni na przygotowanie wyjazdu, kolejne kurewskie zagranie Bońka.

Puchar Polski -2017/2018 !
  • kibic75 napisał:
  • 18.04.2018 20:47

Czyli jak jakiś klub wpuści kogoś na zakazie(w tym przypadku Arka Legie) to już trzeba potem wpuszczać wszystkich jak idzie?

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja.
  • Banditosdod napisał:
  • 14.04.2018 09:03

Mam pytanie o Apator to teraz jesteście już za Legią. Skad taki rozrzut Ruch potem ArkaLech teraz Legia?

Województwo Pomorskie
  • Currygodny napisał:
  • 13.04.2018 14:58

Jaki fc panuje w Kościerzynie?Kościerzyna to Arka czy Lechia?

Z.Boniek prezesem PZPN . Konsekwencje dla '' kiboli ''.
  • dd2 napisał:
  • 04.04.2018 17:12

Dzis nawet komentatorzy wspomnieli o akcji #niconasbeznas podczas meczu Korona- Arka (PP).

Województwo Pomorskie
  • KaeS napisał:
  • 24.03.2018 14:16

Jak wygląda aktualnie sytuacja z derbami Lechia - Arka? Kiedy kończą się zakazy i kibice gości będą mogli ponownie zawitać do Gdańska / Gdyni?

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko
  • Widzewski Charakter napisał:
  • 23.03.2018 13:21

Bydgoszcz i województwo Kujawsko-Pomorskie Kibicowsko
  • yyyco napisał:
  • 21.03.2018 17:22

Tak masz rację. Niebawem powstanie nowa zgoda Zawisza&Legia. Oczywiście zaraz po tym jak ogłoszona zostanie sztama Zawisza&Arka, co spowoduje wielką koalicję Arka&Lech&ŁKS&Zawisza&Legia. Wszystko to rzecz jasna, ze strachu przed Elaną.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
  • tisu napisał:
  • 17.03.2018 21:34

Stare artykuły do poczytania



Artykuł pochodzi z 1997r. z „Super Expressu”


HORROR W ŚRODĘ, HORROR W SOBOTĘ

Co weekend, czasem dwa razy w tygodniu, kilkanaście miast w Polsce zamienia się w strefy wojny. Watahy młodocianych bandytów i nie wyżytych wyrostków terroryzują stadiony. Niszczą samochody, sklepy, pociągi. Biją przypadkowych przechodniów. Biją policję.
To prawda jestem chuliganem. Chcą mieć ludzie winnego za całe zło świata, niech mają. Ja przynajmniej mówię głośno, że przychodzę na mecze, bo jestem zły i kocham się bić.
„Rosa” jest fanatykiem Cracovii. Nie wygląda na chuligana. To 23-letni, przystojny, dobrze ubrany mężczyzna.
Zainteresowania: historia II Rzeczpospolitej; naprawdę oczytany. Ukończył technikum elektromechaniczne. Pracuje jako przedstawiciel zachodniego koncernu chemicznego. –Nie jestem hipokrytą, jak ta banda, która rządzi w Polsce piłką nożną-ciągnie „Rosa”.- Nie zdarzają mi się żadne „niedziele cudów”, sprzedawanie meczów i kupowanie sędziów. Wiadomo natomiast, że jak przyjadą do Krakowa kolesie z Sosnowca, to będzie ”. Jak spotkam na rynku gościa w szaliku Wisły, też będzie walka. On to wie i ja to wiem. W naszej „lidze chuliganów” nie ma dziwnych układów.
Pokój „Rosy” jest cały obwieszony symbolami miłości do ukochanej drużyny. Plakaty, proporczyki, wycinki z gazet o zadymach na stadionach. Jedną ścianę pokrywają zdobyte w boju insygnia wrogich bojówek, wszystkie poodwracane do góry nogami. W koncie pokoju drewniana skrzynka- arsenał. Wewnątrz pałka z wydrążonymi dziurami zalanymi betonem, pasy, bagnety, kominiarki, łańcuchy oraz różne „brechy” i „rympały”.
Na półce obok książek (jest min. „Wojna futbolowa” Ryszarda Kapuścinskiego) segregatory z „podziemną prasą szalikową”. Dziesiątki gazetek wydawanych chałupniczo w całej Polsce. Z nich kibice czerpią wiedzę, którzy sędziowie drukują mecze, kto jest kapusiem policji oraz-co najważniejsze-kto komu wlał i jakie miejsce zajmuje w lidze chuliganów.
DZIS KRÓLUJE ARKA
Polscy szalikowcy od początku lat 80. z coraz większym zacięciem ścigają się o pierwsze miejsce w tzw.lidze chuliganów. Kiedyś królowali w niej fani Legii Warszawa, potem Lechii Gdańsk, Wisły Kraków, Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław. Teraz za największych zadymiarzy uchodzą kibice Arki Gdynia, choć ich piłkarze grają zaledwie w III lidze.
- Mówią o nas, że bijemy się bo mamy kompleksy. Może coś w tym jest. Siła gdyńskiego klubu tkwi w tym, że kiedy przeżywa kryzys, na mecze przychodzą tylko najwytrwalsi, najbardziej zaciekli kibice-opowiada „Sodoma”, arkowiec o potężnej posturze. Od trzech lat bezrobotny. Od czasu do czasu zarabia jako ochroniarz w nocnych klubach Trójmiasta.
- My w ten sposób stworzyliśmy niedużą, ale mocną bojówkę. Wszyscy się znaliśmy, wiedzieliśmy, że możemy sobie ufać. Jak ktoś zwiał z placu boju, szedł pod pręgierz. Nie było miejsca dla cykorów. Zapytaj kolesi z Cracovii, Zagłębia czy Śląska. Każdy ci powie, że jak klub ma dużo kibiców, to w zadymach jest kiepski. Normalne, więcej tam małolatów i panikarzy. Zacznie sp... dwóch, a za moment ucieka stu i plama gotowa.
Każde spotkanie z udziałem tych grup to dla policji alarm bojowy. Sytuacje pogarsza skomplikowany system „zgód” i „kos”- czyli przyjaźni i nienawiści między polskimi chuliganami.
OSIEDLOWI PATRIOCI
-Arka trzyma z Cracovią i Lechem, Śląsk z Lechią i Wisła, Zagłębie z Legią. To są dzisiaj najważniejsze grupy wpływów-tłumaczy cierpliwie potężny kibic, którego zaczepiam podczas meczu Polska-Włochy w Chorzowie. Na szyi ma szalik Śląska i Wisły, ale nie chce powiedzieć, skąd przyjechał. – A może tyś jest z policji?- mówi, marszcząc czoło. Na jego głowie widać dwie duże szramy. –Ta większa to od metalowego drąga. Dostałem w łeb parę lat temu pod stadionem Legii. Teraz, jak widzę kogoś z Warszawy, to aż mnie nosi. Najgorzej jest w czasie meczów reprezentacji, bo wtedy panuje rozejm i muszę się hamować. Dzisiaj nawet jednemu „szemrańcowi”(pogardliwe określenie warszawiaka) rękę podałem. Cóż, dla ojczyzny trzeba się poświęcać.
Większość polskich chuliganów-kibiców to skinhedzi. Jednak niewielu z nich ma poglądy polityczne wykraczające poza hasło „Polska dla Polaków”. Tylko w śród kibiców z Sosnowca działają członkowie Polskiej Wspólnoty Narodowej Tejkowskiego. Fani Cracovii uczestniczą czasem w akcjach Ligi Republikańskiej. Do niedawna wśród kibiców tego klubu działali też członkowie organizacji „Wehrwolf”, otwarcie deklarującej faszystowskie poglądy. Warto dodać, że przywódcy szalikowców nie mają politycznych aspiracji. Szef bojówek Cracovii, Niejaki „Metal”, jest kontrolerem MPK. Najbardziej wpływowy kibic Wisły Kraków to około 30-letni właściciel sklepu z piłkarskimi gadżetami:szlikami, koszulkami itd.
- Na pewno nie ma wśród szalikowców miejsca dla lewaków, ale i „prawdziwych Polaków” też nie jest zbyt
wielu-opowiada jeden z fanów Legii Warszawa, chowając twarz pod kominiarką.
- Dla przeciętnego kibica ojczyzną jest miasto. Tu ma kumpli, którym może ufać. Oni nie opuszczą go nigdy. Polska to dla większości zbyt abstrakcyjna sprawa. Najgorzej jest w Trójmieście, Łodzi a zwłaszcza w Krakowie. Mają po dwie drużyny. Tam podziały idą już między dzielnicami, a nawet blokami. W jednym domu są, w drugim za Cracovią. No i dochodzi do sytuacji, że kilkuletnie chłopaki leją się o piaskownice. Jak Polonia nie spadnie z I ligi i urośnię w siłę, w Warszawie będzie podobnie.
NOŻE W POŚLADKACH
- Dobry policjant musi się orientować w układach między kibicami, wiedzieć gdzie przebiegają linie frontu i gdzie chuligani robią zasadzki-tłumaczą krakowscy policjanci.
- Ale i tak nie ma spokoju. Ciągle ktoś obrywa. Ostatnio obserwujemy modę na wbijanię sobie noży w pośladki. Najgorsze, że chuligaństwo nie jest już domeną lumpenproletariatu. Wśród stadionowych bandytów zdarza nam się wykrywać nawet studentów. Przed rokiem u jednego z wyróżniających się studentów AWF odkryliśmy arsenał pałek i kominiarek, używanych w czasie walk. Młodzież musi przeżywać jakiś potężny kryzys tożsamości i autorytetów, skoro ucieka się do tak potwornej agresji.
Podinspektor Stanisław Golonka, który od lat zabezpiecza mecze pod Wawelem, masę przykładów świadczących o niebywałym zacietrzewieniu bojówkarzy i ich osobliwej pomysłowości. Ci z Cracovii potrafią np. pójść o piątej rano na dworzec, by „przywitać” fanów Wisły wracających z meczu na drugim końcu Polski albo wypuścić jednego z małolatów, by hamulcem bezpieczeństwa zatrzymał pociąg z fanami Wisły w określonym miejscu. Tam już czeka reszta z kamieniami.
TRZEŹWY CHULIGAN
Dla chuligana największym zagrożeniem jest alkohol. Jak szalikowcy sa ciągle na fazie, to ich siła bojowa słabnie. Dlatego z bojówek wykluczamy pijaków i takich, co za dużo mielą ozorem- mówią fanatycy Cracovii. Zamiast wódy proponują im siłownię. Patrzą też na małolatów. Jak któryś wygląda na odważnego, idzie na kurs taktyki wojennej. Uczą go, jak markować odwrót, jak się bronić przed tłumem, jak organizować zasadzki. Wpajają im twardość i nieustępliwość. Chłopak musi wiedzieć, że jak da sobię wejść na głowę silniejszemu, to potem każdy słabełusz będzie próbował. „Bóg wybacza, Cracovia nigdy”- to ich hasło. Jeśli wychowa się dwudziestu chuliganów-abstynentów, to można-przekonują-nieźle w Polsce zamieszać.
Bojówkarze twierdzą, że nie boją się przyspieszonego trybu orzekania kar ani identyfikatorów czy kamer telewizyjnych, które mają obserwować trybuny i wyławiać prowodyrów. W Krakowie chuligani coraz rzadziej wybierają stadiony na miejsce zadym.
- Prawdziwa wojna toczy się na osiedlach, zwłaszcza w piątki wieczorem- tłumaczy Robert, kibic Wisły od 1975r. Robert pracuje w Hucie im. Tadeusza Sendzimira. Ma troje dzieci. Jego pasą jest modelarstwo. No i oczywiście piłka nożna. Zna na pamięć prawie wszystkie wyniki z mistrzostw świata w 1974r.
- Chłopcy spotykają się, wypijają po winku i robią ściepe na benzyne wyjaśnia dalej.- Potem któryś pożycza od taty auto i wszyscy jadą na wrogie osiedle. Krótka akcja, pałowanie wroga, ewakuacja. Taką grupkę bardzo trudno namierzyć policji
Robert, mimo wielu lat spędzonych w „młynie” wśród kiboli, jest trochę przerażony radykalizmem i brutalnością współczesnych fanatyków.
-Czasem na meczu nikt nie patrzy na to, co się dzieje na boisku. Tłum chce zadymy. Pamiętam, że kiedyś nie biło się leżącego. Teraz należy go skopać tak, żeby nie wstał o własnych siłach. Noże w akcji to dzisiaj też nic nadzwyczajnego. Jeśli nikt nad tym nie zapanuje, to ludzie będą padać jak muchy.

Najgłośniejsze burdy:
1993
Przed meczem Polska – Anglia w Chorzowie kibice Cracovii zabili nożami w tramwaju fanatyka Pogoni Szczecin.
1995
Podczas finału PP Legia- GKS kibice warszawscy doszczętnie zdemolowali trybuny swojego stadionu i stoczyli największą w dziejach polskiego chuligaństwa bitwę z setkami policjantów. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.
Na mecz Polska-Słowacja do Bratysławy zjechało kilka tysięcy polskich szalikowców. Zamiast dopingu na trybunach trwały burdy prowokowane przez Arkę, Cracovię i Zagłębie.
W Paryżu przed meczem Polska-Francja fani Cracovii napadli na kibiców Wisły i Śląska. Wulgarne napisy szalikowcy wymalowali nawet na wieży Eiffla.
Zabezpieczeniem meczu derbowego Wisły i Cracovii zajmowało się 700 policjantów, akcja kosztowała ćwierć miliarda zł. Pomimo tego doszło do licznych bójek. Kilka osób trafiło w ciężkim stanie do szpitala. Dwie osoby przeszły trepanacje czaszki. Podczas rewanżu szalikowcy Wisły doszczętnie zdewastowali zajmowany przez siebie sektor na stadionie Cracovii.
1996
Na ulicach Sosnowca rozegrała się potężna bitwa z udziałem 300 hokejowych fanów Cracovii i 800 Zagłębia. Walki trwały kilka godzin. Rannych zostało ok. 20 kibiców i 50 policjantów.



Misiek topi Wisłę


Człowiek, za którym rozesłano listy gończe, spokojnie przychodził na mecze w Krakowie

19-letniego Pawła M., pseudo Misiek, który zranił nożem Dina Baggio, piłkarza AS Parmy, szuka nie tylko

policja, ale także rozsierdzeni kibice. Odnosi się jednak wrażenie, że większość z nich nie dlatego, że

rzucanie nożem w ludzi jest naganne, ale że ich ukochana Wisła ma z powodu występku Miśka kłopoty.





W polskiej lidze nie ma silnych na krakowską Wisłę. Na początku roku sekcja piłkarska otrzymała od

właścicieli myślenickiej Tele-Foniki zastrzyk finansowy, jakiego nie widział jeszcze polski futbol.

Pieniądze miały być odzyskane i pomnożone przez start w Lidze Mistrzów. Niestety, na drodze ku

świetności Wisły stanął jeden człowiek: 19-letni Paweł M., pseudonim Misiek, który podczas meczu zranił

rzuconym nożem Dina Baggio, piłkarza włoskiej Parmy.

– Najgorsze jest to, że w Polskę poszła wiadomość, że jedna osoba może wykończyć klub – uważa Zdzisław

Kapka, menedżer drużyny, przed laty świetny zawodnik. – Jeden stadionowy bandzior wystarczy, żeby

drużyna z wyżyn spadła na dno.

To klub odpowiada za zachowanie kibiców na stadionie i poza nim – właśnie dlatego UEFA odsunęła 13

listopada Wisłę od startu w europejskich pucharach. Kiedy komunikat o karze dotarł do Krakowa,

właściciele Tele-Foniki zasugerowali nawet możliwość wyjścia z tego interesu. – Byłaby to wielka strata

dla futbolu, ponieważ padłby dobrze zarządzany klub, co w kraju jest rzadkością – uważa Ryszard

Niemiec, prezes krakowskiego OZPN i członek władz PZPN.

Misiek, sprawca kłopotów Wisły, ścigany jest listem gończym za „zamiar ciężkiego uszkodzenia ciała”. Na

razie zapadł się pod ziemię. Nieoficjalnie wiadomo, że w jego poszukiwaniach wymiar sprawiedliwości

wspiera grupa rozsierdzonych kibiców. Okazuje się, że to już trzeci list gończy za Michalskim. Dwa

poprzednie (za pobicia, w tym policjanta) nie przeszkadzały mu przychodzić na mecze pilnowane przez

setki policjantów.

– Wcześniej na te tematy nie będziemy rozmawiać, aż sami wyczyścimy brudy – odmawia Mariusz Piech,

lider klubu kibica Wisły Kraków.

Teraz triumfują chuligani.

– Nam to zwisa, w której lidze gra Wisła, czy będzie w pucharach, czy nie. Czy drużyna wygrywa, czy nie

– chodzi o to, by przyjść na mecz i komuś przyjebać... – bez skrępowania wyznali w jednej z

telewizyjnych audycji młodzi ludzie w klubowych barwach, skryci za kominiarkami. Dawali nawet do

zrozumienia, że wiedzą, gdzie jest ich poszukiwany kolega.

Szalikowcy uważani są za najgorętszych fanów klubu. Kiedy Wisła grała słabo, to tylko oni przychodzili

na mecze. Na stadionie mają nawet swój wydzielony sektor – słynną „ ziesiątkę”. Jak można więc tak źle

życzyć swojej drużynie?



Sprzeczność jest pozorna – mówi dr Przemysław Piotrkowski z UJ, psycholog, autor pracy doktorskiej

„Zachowania dewiacyjne widowni sportowej”. – Szalikowców faktycznie łączy mit drużyny, ale dla części z

nich wartością nie jest już pozycja klubu. Większą wagę przywiązują do barw – jeżeli ktoś nosi inne, to

już jest wystarczający powód do agresji. Dla nich Wisła może być nawet w A-klasie, bo i tak mecze są

tylko pretekstem do awantur. Nowym zjawiskiem jest to, że ta grupa (trudno ich nawet nazwać

pseudokibicami) zwiększa się w miarę odnoszonych przez klub sukcesów.

Elita szalikowców nazywa siebie sharksami (rekinami) – w Wiśle ocenia się, że gdzieś na około tysiąc

szalikowców do tej grupy należy niespełna pięćdziesiąt osób. Od kilku miesięcy na mecze Wisły

przychodzi po dziesięć tysięcy. – Wydawać by się mogło, że rekiny zginą w tłumie – mówi Ludwik Miętta-

Mikołajewicz, prezes Wisły – ale to oni często dominują na stadionie.

Rekiny lubią powtarzać: kto nie z nami, to przeciwnik. Dlatego nikt nie chce wejść im w drogę. Byli

tolerowani przez Klub Kibica i władze Wisły. Dla świętego spokoju, żeby nie drażnić. Rekin najpierw

bije, a potem patrzy: swój czy obcy? Najważniejsze, że rekin nie boi się uderzyć: ręką, kijem

baseballowym, pasem, rzuci kamieniem, butelką, nawet nożem. Rekin nie ma zahamowań w biciu i sam nie

boi się oberwać. Znajomi Pawła Michalskiego mówią, że ma wiele blizn wyniesionych z walk w pociągach,

na stadionach, ulicach i knajpach. W ich środowisku każda blizna to historia zadym i powód do sławy.

Rekiny zaczynają zadymy, idą na pierwszy ogień, oni inicjują wojny z „psami”, czyli policją. Od

bezwzględności rekinów, a podobne formacje mają wszystkie kluby, zależy ich pozycja w „lidze

chuliganów”.

– Prasa wspiera te zjawiska podając rankingi szalikowców – to karygodny i groźny błąd – uważa dr

Piotrowski. – Media działają bez wyobraźni. Jeżeli w Krakowie poleciał nóż, to gdzie indziej – taka

jest reguła – będą starali się przebić i przyćmić ten kryminalny wyczyn. To samonakręcająca się spirala

przemocy.

O rekinach mówi się też, że są oficjalnymi chuliganami: – Bo jak dam w mordę policjantowi na Rynku

Głównym, to będę miał kłopoty, a jak przyłożę w czasie meczu, to nie ma sprawy – tłumaczy chłopak,

który przedstawia się jako Arkadiusz. Zapytany, czy uczy się lub pracuje, odpowiada: – Kręcę się po

Krakowie i czekam na mecz.

Za kibiców odpowiada klub – to podstawowa zasada UEFA. Problem tylko w tym, że z klubem i widowiskiem

kibic związany jest najwyżej osiem godzin w miesiącu. Poza tym jest uczniem, pracownikiem, czyimś

dzieckiem, gdzieś chodzi do kościoła. Na meczach objawia się i często eksploduje tylko to, co narasta w

codziennym życiu



Prezes Miętta-Mikołajewicz mówi, że rekiny to osoby z peryferyjnych dzielnic Krakowa albo nawet spoza

miasta. Zdaniem dr. Piotrowskiego ci młodzi ludzie doznali lub doznają wielu niepowodzeń w życiu. –

Często pochodzą z rodzin patologicznych, nie są akceptowani przez rówieśników, mają poczucie

wyobcowania w szkole. Stąd tworzą swój świat wartości. Z drugiej strony potrzebują uznania ze strony

grupy złożonej z osób mających podobne problemy.

W takim świecie rzucający nożem czy butelką na boisko, podskakujący z pasem do policjanta, rzucający

się sam na kibiców przeciwnika – uważany jest za człowieka odważnego, równiachę, który niczego i nikogo

się nie boi. Takim jest Paweł M.. W grupie podziwiany był za brutalność i brawurę. Ostatnio posługiwał

się telefonem komórkowym do sterowania stadionowymi burdami. Nie można wykluczyć, że część tej grupy

pomaga dzisiaj swojemu liderowi w ukrywaniu się.

Do pamiętnego meczu z Parmą stadion Wisły uważany był za jeden z bezpieczniejszych w kraju. Każdy mecz

osłaniało 400–600 policjantów i 120–200 ochroniarzy – w zależności, czy spotkanie zaliczane było do

kategorii „podwyższonego ryzyka”.

Nóż na mecz z Parmą Misiek wniósł prawdopodobnie w bucie. Gdy naraz przez siedemnaście wejść wciska się

ponad dziesięć tysięcy ludzi, to kontrole siłą rzeczy są wyrywkowe. Właściciele klubu chcą dla

poprawienia bezpieczeństwa kupić wykrywacze metalu, takie jak na lotniskach. Wtedy jednak na mecze

trzeba będzie przychodzić trzy godziny wcześniej, żeby każdy mógł spokojnie przejść przez bramkę. Nie

można jednak wykluczyć, że nóż znalazł się na stadionie przed meczem. To przecież 17-hektarowy

kompleks, słabo w nocy pilnowany i łatwo ukryć gdzieś taki drobiazg.

Stanisław Ziętek, jeden z prezesów Tele-Foniki, powiedział, że choćby na mecz miało przychodzić tylko

dwa tysiące kibiców, to na Wiśle będzie bezpiecznie. Ryszard Niemiec uważa, że wreszcie trzeba skończyć

z kultem szalikowców: – Wśród kibiców nie powinno być żadnych „formacji mundurowych”, a takie właśnie

tworzą szalikowcy. Wydzielono im specjalne sektory, wyizolowano, tym samym utworzono naturalne bazy dla

takich Miśków.

W ubiegłym tygodniu Wisła odwołała się od decyzji komisji kontroli i dyscypliny UEFA, ale nastroje są

raczej minorowe. UEFA karze bowiem coraz ostrzej. Niektórzy działacze Wisły winą za wysoki wymiar kary

obarczają PZPN, który nie kiwnął palcem, żeby pomóc klubowi (w tym dniu był w siedzibie UEFA prezes

PZPN Marian Dziurowicz). Miałaby to być zemsta za opowiedzenie się Wisły po stronie UKFiT w niedawnym

konflikcie z władzami PZPN. – Prezes był, to prawda, ale na spotkaniu innej komisji – mówi Ryszard

Niemiec. – W rozmowie ze mną powiedział, że dla dobra polskiej piłki Wisła powinna grać w pucharach i

PZPN zrobi wszystko, żeby klubowi pomóc.

Niemiec przyznaje jednak, że konflikt Dziurowicz– ębski mógł mieć wpływ na wymiar kary: – Sytuacja po

tej wojnie jest taka, że urwała się komunikacja między niektórymi klubami a związkiem. Nikt nawet nie

zadzwonił do PZPN i nie zapytał: co po takim incydencie należy zrobić? Dopiero kara wywołała reakcje

obronne. I to był wielki błąd.

Wisła od ponad dwudziestu lat nie uczestni-czyła w europejskich rozgrywkach. Działacze nie znają

mechanizmów, procedur, realiów i obyczajowości panujących w europejskiej piłce nożnej: – Myślę, że

Wisła od początku zbagatelizowała incydent z nożem – twierdzi Niemiec.


Poniższy opis to mecz Polska – Włochy sprzed kilku lat okiem dziennikarza „SPORTU”, niejakiego Jerzego Dudały.


OKIEM KIBICA
Wyjazd na mecz dla wielu kibiców stanowił dłuższą, dwudniową wycieczkę. Kibice Arki, Lechii czy Lecha mają bowiem na Stadion Narodowy-Śląski spory kawałek drogi. Na wiele godzin przed meczem w miastach gromadziły się grupy kibiców. W Sosnowcu od południa fanów wszędzie było pełno. Oprócz Zagłębia byli jeszcze kibice krakowskiej Wisły, i Śląska Wrocław. Trochę osób z Warszawy, parę ze Szczecina. Piwo, zdjęcia, chóralne śpiewy. Policji całe mnóstwo. Fani z Wrocławia krzyczą swoje: cała Polska w cieniu Śląska. Po chwili milkną, dochodzi do niemiłych sprzeczek, jednak szczęśliwie kończy się na słowach. Niedaleko sosnowieckiego targowiska dwie dziewczyny w szalikach Legii wykrzykują coś o swojej miłości do stołecznej drużyny. Przed nimi dwie butelki wina. O godz.17.15 towarzystwo ładuje się do pociągu. Po drodze na stadion policji całe mnóstwo. W Szopienicach padają pierwsze wyzwiska, w odpowiedzi policyjne pałki lądują na oknach pociągu. Wiele osób pije wódkę, jak to przed meczem. Jednak droga zabezpieczona jest bardzo starannie. Kibice nie mają szans na wywołanie zadymy.
Pod stadionem kompletne przemieszanie fanów z różnych klubów. Pierwsze utarczki: Arka z Lechem i Cracovią, gonią kogo się da. Niektórzy kibice Cracovii są w kominiarkach. Arkowcy demonstracyjnie przechadzają się w klubowych barwach. Wielu siedzi na trawniku przed jedną z bram i popija piwo. Nie śpieszą się z wejściem na sektory, widać że szukają okazji do bójki. Jednakże poza powyższymi kilkoma utarczkami jest spokojnie. Duża liczba służb porządkowych studzi najbardziej rozpalone kibicowskie głowy.
Na 20 minut przed rozpoczęciem meczu podchodzą do mnie chłopaki z Widzewa. Pytają, czy nie mam biletów. Mówię, że koniki stoją koło przejścia przy przystanku tramwajowym. Ale oni boją się kupować biletów, bowiem podobno bardzo dużo jest falsyfikatów(bledszy kolor nie błyszczący). Początek meczu-odegranie hymnów. O dziwo przy włoskim nie ma chóralnego gwizdu(nareszcie). Hymn polski odśpiewuje cały stadion. Koło mnie kibic Wisły kopie innego, który siedzi. Tamten wstaje z ociąganiem. Widać, że jest już „zmęczony” alkoholem.
Później mecz. Z początku głośny doping. Im dalej, tym śpiewy słabną. Ludzie raczej nie wierzą w zwycięstwo. Kibic z Wrocławia klnie ile wlezie. „Założyłem się o litra, że wygrają i czuję, że jestem do tyłu”-mówi. Lecą przy tym wszystkie możliwe słowa jakie można przytoczyć. Reszta się śmieje. Widać, że gość bardzo honorowo podszedł do zakładu. W sektorze sielanka. Chłopaki z Sosnowca wymieniają się szalikami z kibicami Śląska.
Ogólny spokój mąci Arka atakując kibiców katowickiego GKS. Z innych sektorów lecą hasła, które jednoznacznie potępiają bójki między sobą. Legioniści krzyczą: „z policją się bijcie, a nie między sobą”. Ponadto przez większość spotkania Arka i Cracovia wyzywa się z Zagłębiem. Po meczu w Ostrawiewzajemny antagonizm jeszcze się zwiększył. Oczywiście każda ze stron uważa, że to ona była górą. Istny cyrk, durna licytacja bez ładu i składu.
Fani gdańskiej Lechii, których zjawiło się na meczu bardzo wielu(ponoć ok.tysiąca), reagują chyba najbardziej spontanicznie. Zaczynają meksykańską falę, cały czas dopingują Polaków. Ze dwa razy krzyczą: Lechia Gdańsk, na co zaraz otrzymują wulgarną ripostę od Arki. Im bliżej końca meczu, tym doping słabnie. Na nic nawoływanie spikera.
Po meczu na katowickim dworcu jest spokojnie. Wszędzie mnóstwo policji. Wiele grupek z różnych miast. Kolega wymienia szalik Polski na czapeczkę wrocławskiego Śląska. „Piąteczki”, pełna kultura, żadnych zaczepek. Około pierwszej w nocy na dworcu króluje poznański Lech. Sprowokowany przez jakąś grupkę, w około 100 osób rzuca się na nią, mimo asysty policji. Jednak po paru kopniakach sytuacja szybko się uspokaja.
Jeżeli chodzi o wynik meczu, to remis zostaje przyjęty z dużym niedosytem. Niedosyt mają również ci, którzy liczyli na konfrontację z innymi kibicami. Dobra organizacja zapewniła spokój na stadionie i poza nim. Oby tak dalej, a być może widok całych rodzin z dziećmi nie będzie na polskich stadionach rzadkością.


Samobójstwo zamiast wyroku

Krzysztof M. lat 21, pseudokibic Cracovii, w środowisku znany był jako Neo. Był oskarżony o zabójstwo na krakowskim osiedlu Dąbie w dniu 7 października 2004 r. 17- letniego kibica Wisły o pseudonimie Fujin. Jak wynika z postępowania prokuratorskiego, 17 letni Paweł O. siedział z bratem na ławce, gdy podeszło do nich kilku mężczyzn. Doszło pomiędzy nimi do kłótni. Potem wywiązała się walka, Paweł O. nie zdążył użyć swojego noża. To Neo zadał Pawłowi O. kilka ciosów nożem, powodując rany kłute klatki piersiowej z kilkukrotnym zranieniem płuca lewego i raną w okolicy koniuszka komunikującą do światła lewej komory serca, które to obrażenia skutkowały jego śmiercią. Sprawcy odjechali zaparkowanym w pobliżu samochodem. Paweł O. mimo operacji zmarł w szpitalu. Neo do aresztu trafił dopiero 19 lutego 2005 roku, po tym jak sam zgłosił się do prokuratury. W środowisku kibiców miał etykietkę przerzutka; wcześniej był wierny barwom Wisły. Razem z Neo na ławie oskarżonych zasiadł Robert M.. pseudonim Metal, nieformalny lider pseudokibiców Cracovii, który według prokuratury przytrzymywał ofiarę. Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Twierdzili, że nie chcieli zabić, a jedynie postraszyć. Krzysztof M. pomimo młodego wieku w izolacji penitencjarnej przebywał po raz trzeci. Po raz pierwszy przebywał jako tymczasowo aresztowany od 19.10.2002 r. do 04.08.2003 r. podejrzany o przestępstwo z art. 159 k.k.. Drugi raz jako tymczasowo aresztowany od 24.03.2004 r. do 05.10.2004 r. podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 280§1 i 157§2 k.k. Obecnie po raz trzeci przebywał w izolacji penitencjarnej, tym razem był podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 148§1 k.k. Nie należał do podkultury więziennej, aczkolwiek prezentował postawy przyjęte z życia więziennego. Próbował podporządkowywać sobie w areszcie innych osadzonych, dokonywał samouszkodzeń. Był zaliczany do osadzonych trudnych wychowawczo. W dniu 09.05.2006 roku Krzysztof M. powiesił się w celi aresztu na prześcieradle przywiązanym do kraty w oknie. Zostawił list pożegnalny. Przepraszał w nim rodzinę za to, co się stało. Napisał też, że spodziewał się wysokiej kary za swój czyn. Zachowania dewiacyjne kibiców sportowych są przedmiotem wielu badań, dotyczą nie tylko naruszeniu porządku towarzyszącym imprezom sportowym ale i ich sprawcom. Obecnie i w Polsce mamy do czynienia z działalnością subkultury agresywnych kibiców (szalikowców), dewastacją stadionów, ulicznymi starciami policją i niszczeniem środków komunikacji miejskiej. Świadectwem walk pseudokibiców są tzw. pociągi grozy. Policja notuje coraz częściej ofiary bójek między grupami fanów. Powyżej przedstawiony przypadek zabójstwa to jeden z licznych mających miejsce wśród agresywnych kibiców, w kręgu których dużą grupę stanowią nieletni. Zaangażowanie coraz większych sił policyjnych i zainteresowanie mediów doprowadziło do uznania zjawiska football hooliganism za jeden z naglących problemów społecznych. Poznanie psychospołecznych uwarunkowań chuligaństwa na stadionach i poza pozwoli na opracowanie całościowej strategii radzenia sobie z tym problemem.


Kibice Cracovii nazywają pogardliwie sąsiadów zza Błoń psami. Tamci nie pozostają dłużni i o rywalach mówią żydy. Sami siebie nazywają chuliganami. Kibicowanie i zadymy to całe ich życie, a piłkarska drużyna to największa miłość. Dlaczego się biją? Dla sportu, adrenaliny? Nikt już nie pamięta, od kiedy trwa ta święta wojna i nic nie wskazuje na to, że się skończy

Marek ma 20 lat i wytatuowany na dłoni znaczek TS. Kibicuje odkąd pamięta. - Pojechałem po buty wczoraj. I już wracam do domu z kolegami, a tu do tramwaju wsiada taki wielki chłop, w szaliku Antywisła. No to kumpel zaraz do niego skoczył i mu ten szalik kroi. Gość tak dostał, że cały spłynął, nos mu rozwaliliśmy, puszka na głowie poszła. Wszyscy z tramwaju pouciekali. Motorniczy się zorientował i mówi, że policję wzywa. ****a! Myślę sobie: za to, to mi wlepią dziesionę z dwóją (art. 2 i 10 kk - przyp. red.). Dostanę sanki (sankcja - przyp. red.) i na Monte wyląduję. To trzeba było spierdalać...

Jazda, jazda, jazda! Biała Gwiazda!

Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy kibiców obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.
Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy kibiców obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.

Piątek wieczór. Osiedlowa knajpka na Bieżanowie pęka w szwach. W małej salce gęsto jest od papierosowego dymu. Kibice śledzą mecz Wisła - Groclin. - ****a! Jak mógł zmarnować taką piłkę! - słychać wzburzone głosy, gdy Kryszałowicz marnuje kolejny strzał. Barman nalewa piwo za piwem. - Dziś nie poszliśmy na mecz, bo fundusza nie było - mówi Vasquez, kibic Wisły. - Po meczu zwykle zbieramy się na osiedlu i kminimy (rozważamy - przyp. red.) co dalej robić. Jak Wisełka wygra, to jedziemy się pobawić - do Kameleona czy gdzieś. Trochę sobie zabakamy (zapalimy - przyp. red). A jak wynik marny, to wypada komuś przykopać. Jedziemy wtedy na Prokocim i szukamy pierwszego lepszego, bo wiadomo, że tam same żydostwo. A jak to akurat nie kibic, tylko postronna osoba? - No to ma pecha - wzrusza ramionami Vasquez. W latach 90. w Krakowie wszyscy kibicowali. Praktycznie każdy był za kimś. Niektórzy nawet szkołę wybierali pod tym kątem. Wtedy też Wisła przechodziła kryzys. Spadła na dół tabeli, piłkarze sprzedawali mecze. O potyczce z ekipą Cracovii nie było wtedy mowy, gdyż oba zespoły kiepsko sobie radziły. Teraz jest inaczej, szanse się wyrównały. W czołówce: Sharksi, Tigersi i Devilsi z Wisły, Jude Gang i Antywisła z Cracovii. Oni rządzą na stadionach i poza nimi. - Żeby jeździć w konkretnej ekipie trzeba mieć wejścia i nieźle zrytą psychikę - twierdzi Marek. - Jak nie idziesz na całość, to nie masz tam czego szukać. Kiedy Sharks każe ci się bić, nie możesz się cofnąć.Drogie bilety i coraz dokładniejsza kontrola sprawiają, że chuligani zaczęli schodzić ze stadionów. Swoje rachunki zaczęli wyrównywać na ustawkach, czyli umawianych walkach. W przeciwieństwie do stadionowych potyczek, tutaj obowiązują zasady. Ekipy spotykają się w ustronnym miejscu, najczęściej poza miastem. Ustalają wcześniej liczbę osób biorących udział w bójce oraz czas jej trwania. Walczy się honorowo: na gołe pięści, bez sprzętu. Chodzi o to, żeby się sprawdzić. Nie można kopać leżącego. Po wszystkim ekipy podają sobie ręce i rozjeżdżają się, każda w swoją stronę. W Krakowie ustawek nie ma, bo nie ma tu czystej walki. - Są za to wystawki - wyjaśnia Cienki, szczupły chłopak w szaliku Wisły Kraków, cały w tatuażach. - Czyli, że niby się umawiamy z Cracovią sześciu na sześciu, ale jak przychodzi do walki, to zza krzaków wyskakuje kolejnych dziesięciu. Najczęściej robi się wjazdy. Ekipa wpada z zaskoczenia na osiedle rywali i szuka wrogów. - Ustawki się nie odbywają z tej prostej przyczyny, że wszyscy używają sprzętów - opowiada Piotrek, który kiedyś jeździł z Devilsami. - Nie ma więc mowy o czystej walce. W Krakowie, gdzie są dwa kluby, chodzi o zdobycie panowania i fizyczne wyeliminowanie przeciwnika. Ważne jest, żeby tak komuś najebać, żeby mu wybić z głowy dalsze kibicowanie.

Wierność, słowo, którego nie znacie...

Zdarza się, że nie wszyscy kibice pozostają wierni swoim barwom klubowym. Czasem, nawet po kilku latach, zaczynają kibicować drużynie przeciwnej. Cracovia słynie z przyjmowania przerzutów. - Oni biorą ludzi z pierwszej linii frontu. Takich, którzy do niedawna byli ich najzacieklejszymi wrogami - twierdzi Piotrek. - Chłopaki się przerzucają, bo na Cracovii są lepsze interesy z narkotykami - wyjaśnia Marek. - A jak Cracovia widzi, że jest jakiś dobry wojownik, to sama go do siebie ściąga. Tak długo go męczą, aż się przerzuci. Jak chcieli zwerbować kolegę, to w samochodzie pod blokiem wystawali, wybijali mu szyby w oknach. A to był konkretny chłop, w walkach nie do rozdupcenia. Ale się przerzucił. Wisła przerzutów nie przyjmuje. Siedzę kiedyś w knajpie, podchodzi do mnie kolo i mówi: Wiesz, ja teraz za Wisłą jestem, ale kiedyś to za Cracovią byłem. A ja mu na to: To weź ****a spierdalaj. - Wiśle chodzi o osoby, które teraz są ważne na Cracovii, nie o szarego kibica - uważa Craxa. - Zwykły chłopak z osiedla nikogo nie interesuje! Teraz chuliganka w Krakowie to interesy. A interesy wszędzie są takie same... - Interesy, owszem są u nas lepsze - potwierdza Jarek, kibic Pasów. - Ale Wisła sama z nami robi interesy. Najpierw się robi interesy, później walczy się na sprzęt. Zawsze interesy biorą górę.

Zawsze i wszędzie policja ... będzie

Jedno jednoczy kibiców - wojna z policją. - Policji nienawidzę, bardziej nawet niż kibiców Cracovii - mówi z przekonaniem Vasquez. - Wolałbym policjanta kopnąć. To oni wywołują zadymy. Prowokują nas głupimi zachowaniami. Na dwa lata dostałem zakaz stadionowy za burdy z policją. A tak właściwie to nic nie zrobiłem. - Nieraz od nich dostałem. Jeszcze mam ślad na plecach po gumowej pale - denerwuje się Marek. - Albo robią zdjęcia, które w szkole na tablicy wieszają. Żeby wszyscy wiedzieli, że za Wisłą jestem. A cała szkoła Cracovii kibicuje. - Patrole dopierdalają się do nas o byle co - twierdzi Jarek. - Choćby siedzenie na osiedlu, stanie w jakimś miejscu w kilka osób. - Nieraz zostałem spałowany przez policję zupełnie bez powodu. Chyba tylko dlatego, że jestem kibicem - mówi Helios z Cracovii.

Fan, fan! Chuligan!

Marek nie pamięta już, ile razy w bójce oberwał, a ile razy kogoś pociął. Z dumą pokazuje wielką bliznę na głowie - pamiątkę po tym, jak dostał obuchem siekiery. - Jakiś czas temu, jak dorwaliśmy gościa z Cracovii, to mu kosami całą dupę pocięliśmy. Taką grubą drewnianą belką z osiem razy po głowie dostał, zanim się złamała. A gość nic, dalej stał. Kumpel go jeszcze tasakiem rąbał, ale mu zeszło i kolegę w rękę trafił. Wszystkie ścięgna mu poprzecinał - opowiada. - Jasne, że ważne jest jak gra drużyna, ale tak naprawdę chodzi o bitkę. Na początku strasznie mnie to jarało. A teraz nie rusza mnie to, jak dostaję w........ Morda nie szklanka. Jedyne, o co się martwię, to rodzina. Jak jadę gdzieś z matką, to ona siedzi w jednym wagonie, a ja w drugim. - Satysfakcja i idea, można to nazwać próbą pokazania kto lepszy, sławieniem klubu - mówi Craxa. - Nikt tego nie zrozumie, dopóki w tym nie uczestniczy, nie wciągnie się w miłość do klubu. Bo jest to miłość specyficzna, nie jak do drugiego człowieka. Czasem nawet głębsza. Patrząc na Marka i jego kolegów nikt by nie pomyślał, że mogą być brutalni. Czy nie czują wyrzutów sumienia, że krzywdzą drugiego człowieka? - Czasem, jak kogoś kłujemy, to tak - przyznaje Marek. - Jak kosę dostałem i leżałem w szpitalu, to sobie myślałem, że nikomu tego nie życzę. Trochę się boję, żeby kogoś nie zabić. Ale na pięści jak się biję, to nie mam wyrzutów. Jak nie ja jemu, to on mi najebie. - Ból uszlachetnia! - mówi Craxa. - Jeśli ktoś się boi, zawsze może się zająć czymś innym! Ryzyko jest wkalkulowane. - Nie mam zamiaru skrzywdzić kogoś niewinnego, kto nikomu nie kibicuje - twierdzi Jarek. - Natomiast walka z wiślakami to dla mnie codzienność. Z początku - dawno temu - były wahania, ale po czasie to mija. - Każdy sobie zdaje sprawę, że jak się jest chuliganem, to ma się wrogów - mówi Cienki. - Ja nawet do kościoła chodzę z jakimś ostrym narzędziem. Teraz też - przyznaje i wyjmuje spod kurtki rzeźniczy tasak. - Zdarza się, że go używam, ale tylko w obronie własnej.

Święta wojna niech trwa, aż do śmierci ostatniego psa

Na jeden krótki moment pojawiła się nadzieja, że topór wojenny między wrogimi ekipami zostanie zakopany. Po śmierci Papieża kibice ogłosili rozejm. Nie na długo. - Zgoda po śmierci Papieża była OK. Wiadomo, w czasie żałoby to było dobre. Ale od początku było jasne, że to tylko chwilowe zawieszenie broni - uważa Vasquez. - Dawałem 48 godzin, że zgoda się utrzyma. Między kibicami jest to możliwe. Ale między chuliganami - nigdy. Nie wyobrażam sobie stanąć koło kogoś, kto mi wcześniej kosy żenił - mówi Cienki. - To była taka zgoda, że tego samego dnia, jak wracałem po mszy na Kałuży, to butelką dostałem po głowie - opowiada Marek. - Zgoda była ustalona przez Jude Gang i Sharks do czasu pogrzebu Papieża - mówi kibic Cracovii, Paweł. - Media zrobiły z tego wielkie halo! Najpierw o pojednaniu, a potem o niesłowności kibiców. Tylko że nikt nie mówił, że będzie pojednanie na zawsze. - Jednoczyć chcieli się frajerzy - mówi Jarek. - Od początku było wiadome, że to jest na dzień, dwa. Wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie, bo nikt z nas tego nie chce!

Za Wisłę, za nasz TS pójdziemy aż po życia kres

Marek właśnie kończy rekonwalescencję. Tydzień spędził w szpitalu, a miesiąc w domu na zwolnieniu lekarskim. - Na dyskotece dostałem. Dymy miałem z jednym typem i jego kolega mi kosę w plecy ożenił. Cudem przeżyłem. Krew bluzgała na wszystkie strony. Taką miałem dziurę, że całe jelita było widać - opowiada i z dumą pokazuje zaszytą dziurę w kurtce. Czy było warto? Narażać własne zdrowie, ryzykować życie? - Pewnie, że warto - mówi. - Za Wisłę mogę życie oddać. Za klub, nie za kolegów. Dla mnie na pierwszym miejscu jest Wisła, na drugim matka, a na trzecim dziewczyna i dziecko. - To jest jak krucjata - wyjaśnia Piotrek. - Jak się bijesz, czujesz w sobie siłę całej ekipy. Jakaś pierwotna, prymitywna siła tobą kieruje. - W pewnym sensie już oddałem swoje życie klubowi - mówi Cienki, i podciąga rękaw bluzy. Na całym przedramieniu ma wytatuowany wielki napis Wisła. - Wiem, że mógłbym za nią umrzeć, bo już nieraz stawałem twarzą w twarz ze śmiercią. Nie czuję strachu i jakby było trzeba, tobym sam poszedł nawet na trzydziestu. Lubię się bić i czuję satysfakcję, że mogę sprawić ból wrogowi. Ale nie chodzi o to, że to jest fajne, czy że sprawia przyjemność, tylko o to, kto rządzi. Chuligani są po to, żeby się przeciwstawiać innym klubom. To trochę jak w grze komputerowej, tylko że tu masz jedno życie...

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja.
  • abstrakcja napisał:
  • 14.03.2018 19:09

Dlaczego jest taka sympata na linii Arka - Widzew?

Bydgoszcz i województwo Kujawsko-Pomorskie Kibicowsko
  • Progr(E)sywny68 napisał:
  • 12.03.2018 11:26

I widzisz gamoniu wlasnie o to chodzi. Wielki Zawisza podnieca się obiciem paru osób z KKS Kalisz. No sukces w huj jesteście kozaki rzeczywiscie, miasto cwierc miliona a wy tak wysoko mierzycie. I dziwisz się ze Lech sie na was wysral jak wy honoru nawet nie macie podbijajac do swojej wieloletniej kosy. To samo z Arka. Nic od lat nie robicie poza propaganda. A do nas macie podjazd jak jada ultrasi i zgredy i tylko wtedy. A do lasu kupa no ale wielki wszawica sie nie bije w lesie no tak. I zgodze sie lepiej juz nie polemizuj bo zwykły daln jestes

Zagłębie Dąbrowskie i Górny Śląsk-Kibicowsko
  • S.G. napisał:
  • 08.03.2018 19:13

A ustawka z ZS chłopaki z Zabrza(nie kibice) za 500zł.Ale to dawno było i młodzież z tego forum jeszcze nie kibicowała. Ale za to im pf powiedziała o Krupniokach do biletu haha.Swoją drogą to na Polonii dodawali a było to podczas pamiętnego naszego wjazdu pod kasy z meczu Polonia-Arka!

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
  • Tel napisał:
  • 07.03.2018 17:13

Warszawa/Polska-Anglia (Wrzesień 1999 )

Ten mecz już długo wcześniej zapowiadał się interesująco. Uklady na kadrze funkcjonowały w pełni - wyklarowały się dwa silne obozy, jeden skupiony wokół Arki/Lecha/Pasów drugi trochę bardziej rozbudowany ale nie tak silnie scalony to nasz w którym egzystować musiały ze sobą takie kosy jak Legia-Wisła czy Pogoń-Lechia. Bez wnikania w szczegóły nadmienię że na 3 miesiące przed tym meczem na goscinnych występach zaogniliśmy stosunki na lini my-Zagłębie Sosnowiec.
Po prostu w pewnym miejscu pomylilismy Ich z Legią i potraktowaliśmy nieulgowo.
Myślałem że na ten meczyk znajdzie się więcej chętnych ale, może z powodu środy i bardzo małej szansy obejrzenia meczu liczba nasza zatrzymała się na bodaj 35 osobach. W drogę do stolicy wyruszyliśmy z niezłym ekwipunkiem gdyż tego dnia
mogło an nas czychać wiele atrakcji a liczba nie była naszym atutem. Spodziewaliśmy się standardowej wojny na kadrze z Arką/Lechem i Cracovią, z tymi ostatnimi powinniśmy podążąć jedną drogą więc czujnośc była wzmocniona.
Do tego jak już wcześniej wspomniałem spodziewać się mogliśmy próby zemsty ze strony Zagłębia sosnowiec i Legii za wspomniane już wydarzenia. Bo na reprezentacji niby układ jest ale historia często pokazywała że jest to krucha instytucja. Autokar trafił nam się wyjątkowo luksusowy, wysoki, z toaletą, na 60
osób...zresztą wystarczy powiedzieć że dzień po meczu miał być środkiem podróży pewnego biura turystycznego do Hiszpanii. Tak więc podroż upłynęła świetnie gdyż każdy miał niemal dwa miejsca dla siebie. Do tego kierowca był naprawdę równym gościem i nie uprzykrzał zbytnio życia. Jeszcze przed wyjazdem atrakcją stał się jeden z nas, do którego notabene teraz min skierowana moze być flaga WIERNOŚĆ, ktory był tak głodny że pożarł naraz to co było pod ręką czyli ... 3 kilo bananów i słoik musztardy...na serio. Spodziewaliśmy się ze policja również tego dnia będzie czujna i postanowiliśmy dobrze schować nasze przedłużacze rąk. z pomocą przyszedł kierowca który w tym celu udsotępnił nam toaletę (nam pozostały przystanki w lesie) i odkręcił od niej klamkę w razie wizyty policjantów w autokarze. Jadąc dostajemy telefony od Lechii, już przebywającej w Warszawie, że
najprawdopodobniej odbędzie się tego dnia ustawiona walka z angielskimi chuliganami. Nie powiem większośc z nas była podekscytowana tym faktem gdyż taka gratka nie zdarza się na co dzień a do tego skonfrontować swe siły mielśmy z najsłynniejszymi przecież chuliganami w Europie. A wiadomo że na takim sprawdzianie każdy chciałby wypaść jak najlepiej. Tak więc pełni nadziei zbliżaliśmy się do Warszawy. Już kilkadziesiąt kilometrów przed nią pokazał nam sie 100 metrów przed nami plicjant z lornetką, po oblukaniu zapewne naszych rejestracji wyjął lizaka (nie słodycze oczywiście) i nakazał zjazd na pobliski parking. Dziwne.
Tutaj naszym oczom ukazał sie trochę przygniatający widok, kilkanaście radiowozów i full gadów. Oczywiscie wysiadka, rewizja nas i autobusu. Na pytanie o toaletę i brak klamki kierowca skwitował ze jest awaria i nie da się otworzyć itd. Uwierzyli = kamień z serca. Pewnie gdyby nie pomoc kierowcy już tam zakończylibyśmy podróż tego dnia.
W końcu psy się odpierdalają i jedziemy dalej. W Warszawie kierujemy się we wskazane telefonicznie miejsce. Ponieważ nie do końca wierzymy w to ze do walki dojdzie, nie do końca wiemy gdzie jesteśmy i nie chemy robić przypału sprzęt zostaje w autokarze.
Spotykamy się z chłopakami z Młodych Orłów (Lechia) oraz Teddy Boys (Legia), jest jeden gość ze Śląska Wrocław (grali tego dnia jakiś mecz i dlatego ich nie było). Okropnie zdziwił nas to że było w Warszawie Zagłębie Sosnowiec, Pogoń
Szczecin i Widzew Łódź a nie byli na miejscu zbiórki. Nie wnikam czemu do umówionej liczby około 100 osób własnie zakwalifikowano nas a nie Ich.
Liczbowo rozkład sił wyglądał mniej więcej tak że nas było 35 a Lechii i
Legii było po około 40 może ciut więcej osób.
Kerowani przez Legionistów przemieszczamy się do Parku Saskiego.
Tam czekamy na Anglików tocząc rozmowy z niektórymi Warszawiakami (choć z większością omijamy sie szerokim łukiem i spojrzeniami spode łba). Opowidaja wydarzenia ostaniej doby dla nich ten mecz zaczął się już dzień wcześniej i od tamtej pory na Starówce co rusz dochodziło do spięc między angielskimi lads a polskimi chuliganami. Dowiadujemy się że angielska grupa do bicia została zaopatrzona w wydrukowane mapki ze wskazaną droga do miejsca konfrontacji.
Jak już wcześniej wspomniałem nie za barzdo do końca jeszcze wierzyliśmy
że wszystko dojdzie do skutku oraz jako persona non grata staliśmy trochę z boku. Nagle coś zrobiło się ciemno, stojąc na skraju parku widzimy wychodząca
z niego ławe typów.Rzut oka i wiadomo angole, krótkie spodenki, koszule na wierzchu lub przewiązane w pasie, niektórzy w łapach sprzęt a niektórzy browar. Inny styl chuliganki niż polski. U nas raczej typ że tak to nazwę sportowy - każdy rozgrzewa stawy, mięśnie. No ale tak jak napisałem, od Angoli robi się ciemno.
Wysuwają się niczym cień z parku, napewno było ich więcej niż 100 (nas zresztą też), oceniam ich na mniej więcej 150 osób. Pierwsze linie obu grup juz nawiazują bezpośredni kontakt, jak na filmach historycznych pierwsze skrzyżowanie mieczów, w tym wypadków noży dwóch Angoli z dwoma Polakami (wielkimi od jodu ).
Angole w szoku gdyż gabaryty wśród Polaków naprawdę spore a przecież dla nich jesteśmy egzotyką, nic o nas nie wiedzą i taktuję zapewne jak my Rumunów czy Ruskich. Opisywane psychologiczne pierwsze skrzyżowanie zdecydowanie na korzyść Polaków, my jako że staliśmy z 30 metrów dalej dobiegamy do linii frontu.
Widać w oczach Anglików zawahanie. Jak wyszli z parku rozbujani, pewnie siebie, idący po łatwe zwycięstwo (jak zawsze w całej Europie) tak Ci z dalszych szeregów stanęli wryci i pokazali chwilę słabości. I to był ich błąd. Zgrało się to wszystko w sekundę z naszym wbiegnięciem w nich i zaczęło się k...a ... braveheart :)
Angole z wyjątkami biorą odwrót, wyjątki próbujące walki są od razu torpedowani...lądują na glebie. Może jestem kurcze troszkę zboczony ale wyglądało to świetnie...goście stojący do nas twarzami, czyjś wyskok, kop w ryj i syn Albionu na glebie. Oczywiście zaraz nad gościem wiruje kilka osób by wykluczyć go z dalszej potyczki.
Peleton podąża na wskroś przez park za stadem Anglików. Ci topnieją, grupki próbujae podjąć walkę za każdym razem przegrywają je i pozstają na trotuarze , jak nazwałby to Warszawiak. Nie mam pojęcia ile to trwa gdyż w takiej sytuacji człowiek jest w lekkim amoku i szzcerze pisząc nie za bardzo się kontroluje.
Anglicy wylatują z parku z drugiej strony i przebiegają przez skrzyżowanie z torowiskiem. Na końcówce parku obracają się by spróbować jeszcze walczyć.
Słychać policyjne syreny. Legioniści powoli się wycofują słysząc to, zostajemy niemal samą Wisłą, kilku z Lechii i Legii. Nie że jesteśmy jakieś kozaki ale nawet nie znamy terenu i wolimy zostać w grupie niż się rozbiegać. Teraz spięcie z Anglikami na pasach, angole wykorzystują swoje stanowisko na torowisku i leci na nas grad kamieni. Z naszej strony to samo. Patrzę a koło mnie stoi kolo w koszulce piłkarskiej jakiegoś angielskiego klubu. W amoku nikt dokladnie się nie przygladał a się okazuje że kilku nie mających sił uciekać stoi między nami. Ładuje gościowi się z butem na klatkę i facet ląduje na glebie, jeszcze strzał by przygnieśc go do gleby ale nie ma za dużo czasu gdyż kamory świszczą wokól i odbijają się od chodnika.
Już widać radiowozy, podnozę głowę i widze podobny jak w moim przypadku widok, kilku Angoli na glebie i chłopaki nad nimi. Ale teraz gdy zagrożenie z strony psów stało sie już widoczne nerwy puszczają wszystkim i się rozbiegamy po kilka/kilaknaście osób. Na szczęście trafiam do grupy z jakimś Legionistą ktory dobrze zna rewiry i prowadzi nas w jakieś bezpieczne miejsce. Nie zanm się na geografii naszej stolicy ale Kolumnę Zygmunta poznam. Pod nią lądujemy.
Idzie jakiś chłop w koszulce piłkarskiej klubu w Wysp. Krótki pokaz elokwencji i językoznawstwa where are you from? ...yyyy.... where are you from!? im from Germany...Bremen chwila zawachania po czym koles z Krk ktoremu widać szok bitewny jeszcze nie spadł odpowiada na pewno k...a i nokautuję gościa najlepszym cisem łbem w pysk jaki kiedykolwiek widziałem...Angol leci do tyłu z dwa metry i udaje nieżywego. Idziemy dalej ale tych Angoli wokół sporo...ale większość unika spojrzeń, to nie ci od mocnych wrażen a że Wyspiarzy tego dnia przybyło chyba z 2 tysiące to są na każdm kroku. Nie lejemy już nikogo, tzreba się dostać pod stadion. Kierowani nadal przez Legionistę tułamy się jakimis tramwajami, autobusami. Widać kursujące radiowozy i przyglądających się psów z nich, juz wiedzą o awanturze w Saskim. Rozdzielamy się na jeszcze mniejsze grupy. Gdzieś w centrum cumuję z jakimiś typami z Wawy, Gdańska i Krk na obiadku. Teraz letarg i sielanka, czas ukoić nerwy, rozmowy w knajpce z sympatycznymi Warszawiankami, piwko i tego typu uspokajacze. W końcu spotykamy się większą grupką i udajemy się pod stadion. Legioniści w drodze informują nas że bardzo cięte jest na nas sosnowieckie Zagłębie. Trochę cięzko by w tej chwili jesteśmy porozbijani na grupki. Trafiamy do jakiegos parku w okolicy stadionu, przechodzimy nim i mijamy grupkę Zagłębia i Legii. Kolesie z Zaglębia wyglądają naprawdę konkretnie. Krzywe spojrzenia ale do niczego nie dochodzi...być moze łagodzi sytuację obecnośc z nami typów z Lechii i u nich chłopaków z Legii. Zaraz mijamy Widzew, Motor, rozmowy ze znajomymi z całej Polski...w czasie tych wszystkich meczów repry znamy się już z gościami z tych ekip osobiście. Ciągle oczekiwanie na Triadę (Arka-Lech-Cracovia) ale i nieustające
opisy przeżyć sprzed kilku godzin z parku. Każdy opisuje jak to widzial ze swojej perspektywy, każdy dodaje nowe szczególy , informacje prasowe powoli docierają do nas ... kilkunastu angoli rannych w tym kilku ciężko...kilku pociętych kosami.
Oczywiście podejrzenie pada na nas ale daję sobie łeb uciąć że to nikt od nas...wszystko bowiem zostało w autokarze...my do końca nie wierzyliśmy że będzie ta ustawka. Bilety na mecz ma chyba tylko 6-8 osób od nas. Legia proponuje jakieś fałszywki, kserówki, drogie oryginały itp. Stwierdzamy jednak że chuj ze stadionem, oglądnijmy mecz w jakiejś knajpie przy piwku. Ci co mają iśc na mecz idą a my ładujemy się na chwilę w autokarze i odpoczywamy. Krótki przegląd okolicy w poszukiwaniu knajpy z telewizorem zakończony niepowodzeniem. W końcu wpadamy na pomysł najprostszy z prostych...przecież mamy TV w autokarze. Parkujemy z 200 metrów od stadionu (jak się idzie od Powiśla zawsze na Legię to mijając krytą skręca się w lewo nad kanał i sektor dla gości, my staliśmy z 50 metrów dalej w przód). Zapraszamy do środka kilkunastu chłopaków z Polonii Bydgoszcz, którzy również kręca się bez koncepcji wejścia na stadion. Muszę przyznać ze jak na tak nieznaną grupę charakteryzowali się naprawdę imponującymi gabarytami. Popijamy piwko, oglądamy mecz, gadamy z Bydgoszczanami a doping i odgłosy ze stadionu mamy na żywo tuż obok (wyłączamy wogóle głos w TV). W pewnym momencie ze stadionu słychać szum, wrzawę i po chwili TV pokazuje spięcie między sektorami Anglików i Polaków. W cemtralnym miejscu sławna czerwona flaga Wisły. W pewnym momencie znika a my
dostajemy kurwicy bo myślimy ze zdobywają ją Anglicy. Między sektorami widać latające race. Musimy dostać się na stadion. Mam pomył gdyż dwa lata wstecz wbijałem się na Żylete od tyłu w kilka osób przez jakies garaże na mecz Polska-Węgry. Niestety opisywałem już naszą miejscówkę a wobec tego ze była położona
tuż za sektorem Anglików powitało nas chyba z 300 psów i zapory z barierek oraz szaleniec na koniu (standard w WuWuA). W takiej liczbie jaka prezentujemy (40 osób) nawet nie ma się co ośmieszać. Rezygnujemy z próby dostania się na stadion. Na szczęście okazuje się że flaga Wisły jest w rękach Wiślaków, na stadionie uspokaja się i mecz dobiega końca. Jedziemy pod Żródełko (knajpa Legii) gdzie przychodzą ekipy z całej Polski. Legioniści po telefonicznych rozmowach z Anglikami przekazują że synowie Albionu rozdrażnieni przed meczową porażką chcą rewanżu. Pada propozycja miejsca - pod Pałacem Kultury, Angole będą szli na
Centralny a my mamy gdzieś czekać. Udajemy się tam i parkujemy autokar z drugiej strony Pałacu. Przy głównej trasie jest sporych rozmiarów ogródek z krzesłami itp itd. Siedzimy sobie popijajac piwo, dozbrajając się, jedząc i obserwujemy zjazd innych ekip z Polski.
Tutaj już dokładnie nie mogę stwierdzić jakie kluby były bo ciemno było jak skur...
było już cos koło 23-ej. W końcu słychać a wręcz czuć zbliżajacy się tłum Angoli.
W ciemnościach nic nie widać ale słychać wrzaski i śpiewy. Muszę przyznać że o ile przed meczem organizacja była super o tyle teraz było więcej chaosu, trochę się niepokoiłem o wynik tej potyczki.Tym bardziej że nie znamy nawet liczby Angoli, a jak ida k...a wszyscy? 2000 ?
Jednak tym razem policja była szybsza, na nieszczęście dla Anglików. Kaski wpadają do naszego ogródka i wymiatają nas na chwilę z niego. Gdyby Angole wpadli chyba by wygrali. My po chwilowym wycofaniu, dozbrajamy się i wracamy gdyż trasą przed ogórdkiem własnie maszeruje kilkuset Angoli.
Nie wiem jak się zaczeło ale psów juz tutaj nie było a jak wpadłem na ulicę już wszystko się działo...ekipy z Polski z ciemności wskakują na Angoli z boku i z tyłu.
Ci w szoku. Krótkie walki spowodowane tym ze wpadamy bezpośrednio w ich watachę ale, ogólnie Anglicy dra zelówy na Centralny, który mają ze sto metrów przed soba. Nie wiem co się działo na poczatku ich peletonu ale domyślam się że
poszła panika i uderzyli w tych psów którzy nas wcześnie wymietli z knajpy i teraz szli przed Anglikami z przodu. Widok był taki że go nie zapomnę do końca życia
W ruchy był cały sprzęt ogródkowy i knajpy. W końcu znów leca psy i trzeba się zmywać albo grać głupa. Jako że autokar mamy 30 metrów dalej nam pozostaje kleić głupa. Widzę kilku stojacych gości z tobołami i przyglądajacych się całej
bitwie z boku. Podbijam do nich i udaję że stoję z nimi. szto eta ? słyszę (ooo goście zza wschdzniej granicy) goście z wybałuszonymi oczami patrzą na mnie oczekując że im nie wiem co oznajmię, ze trzecia wojna światowa czy co? odpowiadam eta tolka futbol miacz ... Polska-Anglia.
Kiwają ze zrozumieniem i dalej stoją w szoku nie wiedząc co sobą począć. Ja za to wiem, opuszczam ich i widząc że psy wracają do swoich podopiecznych Anglików, udaję się do autokaru. Nie muszę dodawać że po takich wyczerpujących wydarzeniach zjadłbym konia z kopytami i wypił beczkę piwa. Na szczęście okazuje się że dosłownie 10 metrów obok naszego autobusu stoi taki autobus unieruchomiony przerobiony na całodobową jadłodajnię. Zaszyci w ciemnościach autokaru (nie świecimy świateł by nie zwabić psów których mnóstwo stoi 100 metrów od nas chroniąc dojścia do Centralnego) wychodzimy po 3-4 osoby do restauracji i wracamy z zakupami. w ten sposób mozemy oglądać bezpiecznie manewry psów, pozywiając się przy okazji. Nie odjeżdżamy jednak gdyż Legioniści informują nas (a jest już koło północy) że jest jeszcze grupa anglików chętna na kolejny rewanz znów w Parku Saskim. Mediacje jednak z Anglikami przedłużają się o wiele za dłuo, owszem może i dla Legionistów to był kąsek bo byli u siebie wmieście ale dla nas poruszanie się takim autokarem po nieznajomych terytoriach w środku nocy w chwili gdy setki policjantów trzepią miasto w poszukiwaniu takich jak My to już za duże ryzyko. Do tego dochodzi zmęczenie całym dniem i zaczynają się dywagacje czy jest sens jeszcze zaczekać oraz tłuc się w parku nocą (to byłby już zupełny hardcore). Powoli przeważa opinia o bez senscie takiego czegoś. Do tego rozmowy między stronami coś się nie kleja. W końcu ulegamy namową kierowcy, który jak już wspominałem następnego dnia mial tym samym autokarem zapieprzać do Hiszpanii, udajemy sie w drogę powrotną do Krakowa.
Wraz z nami wraca dwóch Wrocławian, którzy nie mają czym wracać a i wizyta na centarlnym nie była wtedy dobrym rozwiazaniem. Byłem tak zmęczony a miejsca było tak duż że usnąłem chyba nim jeszcze wyjechaliśmy ze stolicy. Wszyscy zresztą chyba popadali jak muchy. Gdy się obudziłem szok, gdzie my k...a jesteśmy? Spodek!
Dopiero po chwili doszło do mnie ze kierowca okazał się naprawdę gość i podwozimy chłopaków ze Śląska do Katowic gdyż z Krakowa nie mieli dobrych pociągów. Znów zasnąłem a gdy się obudziłem to było już jasno a my dojeżdżaliśmy do hali Wisły dgze zaparkowany miałem samochód. Powrót do domu w chwili gdy rodzice wychodzili do pracy, standardowe pytanie O KTÓREJ MIALEŚ BYĆ ?!?! (przed wyjściem twierdziłem ze koło północy) ale już po chwili spałem jak niedźwiedź




To było zima na przełomie lat 1995/1996. W sezonie icki kroiły jak oszalałe. Na Wiśle jakość ekipy oraz organizacja była bliska dna. Ciężki to były chwile dla kibiców jeżdżących na Wisłę. Zimą postanowilśmy trochę to wszystko rozruszać. Jak wiadomo kibic Wisły w zimie wcale nie musi nudzić się w domu: są sekcje siatkówki, koszykowki i to zarówno kobiet jak i mężczyzn. W tamtych miesiącach najcikawsze widowiska tworzyły koszykarki, na koszykarzy mało kto zaglądał no a my czasem zaglądnęliśmy na mecze siakarek, kto był ten wie że to sport dobry dla koneserów damskiej urody. Obcisłe koszulki, krótkie spodenki ledwo opinające jędrne pośladki siatkarek...ehh szkoda pisać
Jako że chuligani Cracovii postanowili nie odpuszzcać nawet w zimie trzeba było być bardzo uważnym bo wizyty w okolicach hali były normą a zdarzały się i wizyty bezpośrednio pod samymi kasami.
Zaczęliśmy się grupować i tworzyć grupki, które zbierały się już z dwie godzinki przed meczami i tak łaziliśmy w tym śniegu po okolicznych uliczkach, parkach itd by w końcu dać jakiś opór łowcom.
Nieraz pogoniło się Cracovię ale i nieraz dochodziło do komicznych sytuacji kiedy to uciekali gości których potem widzieliśmy na hali. No ale dziwić się nie ma co...poza tym początki są zawsze trudne.
Tak więc zimą życie kibiców zaczęło tętnić wokół hali.
W tamtych czasach, niejeden pewnie zresztą pamięta, największymi rywalkami naszych koszykarek były Włókniarki z Pabianic.
Kilka lat wstecz w finale rozgrywek na Reymonta doszło do niezłych burd na hali Wisły właśnie w trakcie i po meczu z Włóniarzem.
Ponieważ w tym sezonie znowu ta drużyna stanęła na drodze w play-offach naszym zawodniczkom postanowiliśmy w końcu odwiedziec to małe miasteczko znane z silnego wpływu kibiców ŁKSu Łódź.
Był chyba luty choć głowy za to uciąć sobie nie dam, nie ma szans przypomnieć sobie też jaki to był dzień tygodnia.
W każdym bądź razie koło 6 czy 7 rano umówieni byliśmy na zamówiony autokar bodajże an wylotówce na Olkusz (pod dzisiejszym Makro).
Jako że w tamtym czasie zdarzyło mi się chyba z 3 razy zaspać na wyjazd i dopiero gwizdy kumpla pod blokiem mnie budziły obmyśliliśmy z nim nową metodę.
Jesli wyjazd miał miejsce już koło 4-5-6 nie kładliśmy się spać wogóle...to były czasy...teraz godzina 24 a mi się już oczy kleją.
Gdy rodzice pogrżąli się w śnie my czekaliśmy tylko na dogodny moment i przykładowo o 2 czy 3 w nocy pojawialśmy się pod blokiem.
Czasy ubogie więc i rozrywki takie...zazwyczaj piwo choć zdarzało się i wino (choć za tym nigdy nie przepadałem).
Tym razem zawitało do nas dwóch kolegów (H i Sz) obydwaj już wspomnaiani w tym temacie.
Czas do rana zleciał na śmiechach i na opowiadaniach oraz na robieniu sobie jaj z sąsiadek mojego kumpla.
W końcu czas dojechać na miejsec zbiórki.
Jakiś tramwaj iw pewnym momencie trzeba było przesiąśc się na autobus.
Godziny poranne zimą charakteryzują się tym czym charakteryzują się godziny nocne każdej innej pory roku = ciemnością jak skur.....
Moment przesiadki z tramwaju na autobus miał być rzeczywiście momentem gdyż pzrystanki dzileiło z 50 metrów, oba pojazdy zawitały na przystanki w tym samym czasie a wiadomo jak wielka kultura osobista oraz grzeczność charakteryzują kierowców mpk.
Krótko mówiąc musieliśmy nieźle zapierdalać żeby nam autobus nie spieprzył.
w pewnym momencie orientujemy się H nie ma z nami.
Musimy więc odpuścić autobus i przeczesujemy teren w poszukiwaniu kolegi....zajęło nam to góra 5 sekund gdyż w miejsce jego postoju skierowaly nas jęki i postękiwania.
H leży na glebie i trzyma się za paszcze a z pomiędzy palców sączy mu się krew.
Młodzieniec ten bowiem jako jedyny wbiegl pomiędzy dwa drzewa....niby nic tyle że pomiędzy nimi, na wysokości ust, rozwieszony był, napięty drut.
Werżnął on się więc naszemu biednemu koledzy w pysk zwalając go z nóg w pełnym biegu.
czywsićie udzieliliśmy H piewrszej pomocy ... znaczy się solidarnie z kolegą położylśmy się wszyscy na glebie...ze śmiechu.
Jakoś przeżył, choć nie wyglądął atrakcyjnie na ten czas.
w końcu dobrnęliśmy do autokaru i w troszkę ponad 40 osobowej grupie wyruszyliśmy na podbój ziem ii łodzkiej.
Trasa Hanysowo-Łódź charakteryzuje się sporą ilością zajazdów, ktore chyba przy okazji każdej ligowej kolejki skazane są na odwiedziny watah kibicowskich przemierzających nasz piękny kraj z północy na południe i vice versa.
My również po rez enty i nie ostatni odwiedziliąmy kilak z tych miłych wyszynków ogałacając je nieraz z różnych wyskokowych napoi.
Inteligencją w jednym z nich popisał się mój przyjaciel z osiedla który dorwał się do jakiejś butelki i wychylił jej zawartiość od kopa na oczach zdziwionego ekspedienta oraz naszych.
Zdziwony byłem co nie miara gdyż kolega owszem, pociąg do alkoholu i miał ale to był ajkiś zwykły sok tyle że z zagraniczną etykietką...zaraz moje zdziwienie ustąpiło gdyż kumpel z duma pokazuje mi napis na etykeitce ... alkohol. Niestety msiałem go rozczarować pokazując mu pierwszy człon etykiety, ktory nie wiedzieć czemu jego niebystre czy pominęły a brzmiał ten człon non co w sumie dało non alkohol oraz spowodowało posmutnienie mojego serdecznego ziomka.
w takim oto miłym nastroju droga minęła dość szybko choć niewesoło było na trasie łączącej autostradę Katowickę z Bełchatowem dgyż nagly atak zimy okazał się nam w sposób arcy widowiskowy, na naszych oczach chyba z 3 samochodu zjechaly do rowu i my też omało nie zalizcyliśmy efektownego ślizgu.
Jak wiadomo jednak Pan Bóg nad kibicami Wisły czuwa więc do Pabianic dotarliśmy cali i zdrowi.
Ponieważ pora była wczesnoobiadowa a mecze kosza zazwyczaj odbywają się wieczorkeim czasu było conie miara.
Zmaleźliśmy jakiś lokal z bilardem, piwem, wódką, duż ilością miejsca z zabawa zaczęła się rozkręcać.
Oczywiście bilard gratis, alkohol kelner/barman zapisywał na jeden rachunek.
Próbujących dosiadać sie miejscowych od kopa spławialiśmy, nieraz słowem, nieraz czyenm gdy wiek i wygląd był odpwiedni.
W końcu lokal trzeba było opuścić gdyż godzina meczu zbliżała się nieuchronnie.
Barman/kelner okazał się być wielkim kibicem Wisły i nawet nei poprosił nas o uiszzcenie rachunku
Nie powiedział również nic gdy wzięliśmy sobie kule oraz kiej bilardowe.
Nie wzięliśmy ich sobie ot tak, miejscowi napewno juz o nas wiedzieli a nie było nas znowu tak duzo.
Wiadomym też była że na ciekawsze mezce miejscowych koszykarek przyjeżdżają z Łodzi ŁKSiacy.
Tak miało myś i tym razem.
W drodze na hale zapoznaliśmy kilku miejscowych w barwach ŁKS z krawężnikami.
Nie byłoby takiej agresji gdyby nie fakt że ledwie co końca dobiegła era gdy ŁKS był jednym z większych pzryjacił naszych kolegów zza Błoń.
Gdy już hala znalazła się w zasięgu naszego pola widzenia zobaczyliśmy opócz zwykłej kolejki kilkudziesięcioosobową grupę w biało-czerwono-białych kominiarkach.
Juz po chwili te kominiarki przeszkadzały Pabianiczanom i Łodzianom (jak się późneij okazało) w ucieczce. Oddycha się w takim badziewiu ciężko a i pole widzenia zawężone (tutaj mała rada - jeśli zaatakuje Cię ktoś w kominiarce pierwsze co zrób to przesuń mu ją na twarzy kilak centymetrów...zasłaniają mu się oczy i można z nim skuteczniej pokonwersować).
Z kolejki i ekipy po naszym ataku nie ostał się nikt - uciekli wszyscy.
Pogoń za ekipą kominiarkową była nawet długa ale co rusz ofiary uciekały po kątach, sklepach itd i w końcu trzeba było zawracać bo było nas juz wytrwałych coraz mniej.
Nie powiem pewnie się nieźle musiałem przybujać, bo na końcu w pięciu goniliśmy chyba z 20 miejscowych ktorzy widać nawet nei obracali się by ocenić sytuację.
Dla 19 latka było to coś
Powrót pod halę i udajemy się za nią bo tam było hotel gdzie przebywały nasze koszykarki oraz nasz autokar i trzeba było sprawdzić czy jest jeszcze cały.
Krótka rozmowa z kosyzkarkami, zostajemy poczęstowani kalendarzami z autografami, który wisial mi na drzwiach jeszcze z 5 lat i super pomysł.
Psy się nami jeszcze nie zainteresowały albo nei moga nas znaleźć a miejscowi napewno schodzą się znów do kas.
Mały podzial na dwie grupy i za minutę wpadamy pod kasę tym razem juz z dwóch stron.
Teraz ludzi było już sporo i na szczęści Ci normalni już wytrzymali napięcie a tylko ci w biało-czerwonych kominarkach musieli wykazać się olimpijskim umieętnościami.
Trochę nam szalików wpadło wtedy w łapy.
Atak z dwóch stron nie był dokładnie zsynchronizowany (Drużyną A nigdy bowiem nie byliśmy) i w efekcie jedna grupka przegoniła miejscoych dokłądnie pod płot przez ktory my z drugiej strony zaczęliśmy przeskakiwać. Niechcący ale akcja wyszła - kozak.
W końcu zainteresowała się nami policja.
Lądujemy na hali,a że na tej nie ma stricte sektora dla gości dzielimy miejscówki z autochtonami tyle ze tymi spokojnymi bo ci groźni woleli swój młynek utworzyć na drugim końcu trybuny.
A mozę zawsze tam go mają...nie wiem.
w przerwie znów mamy plan i część ekipy (ta szukająca mocnych wrażeń) w stu procentowej frekwencji udaje się do hallu na papierosy, psy jednak popisyały się nie lada dedukcją i gdy zobaczyli że mało kto sięga po nikotynę natomiast zainteresowanie wysokimi metalowymi popielniczkami na stojakach jest duże otozcyli nas skutecznie separując od podobnie zachowującej się grupy miejscowych.
Trochę pzrekrzykiwań i trzeba wracać na sektor bo psy sa już bardzo czujne i nie ma szans na bezpośrednia wymianę argumentów.
Wyśmialiśmy Łodzian gdyż co chwilę wrzeszczeli Cracovia ! a zgody już nie mieli kilka miesięcy...widać bolało ich to.
Za szybami w cemnościach parkingu widać było szwędające się charakterystyczne biało-czerwono-białe kominiarki.
Czyli nie wszyscy pofatygowali się na sam mecz.
Po meczu z tego co pamiętam psy zaprowadziły nas do autokaru a miejscowych przytrzymali na hali.
Oj niedobrze...mieliśmy jeszcze ochotę pobałaganić a miejscowi też już zgrani w większą grupę przejawiali większy animusz.
Postanowilismy przechytrzyć policję i wyjechać spokojnei z miasta a po odpuszczeniu eskorty wrócić sobie do niego.
Niestety tym razem policjha znów popisala się przebieglością i rozgryźli nas plan.
Trza było się do Krakowa więc już zmywać.
Po drodze jeszcze mała niespodzianka w posatci awarii świateł i autokar widmo (zimowa noc a my wogóle bez świateł) musiał przeetlepać się pół Polski drząć o drogówkę ale na szczęście tej nigdzie nie było.
w Częstochowie stojąc na światłach stoimy obok placu przykościelnego (teraz kminię ze musiala to być niedziela) widzimy sporą grupę parafian.
Hasło i przerażonym wiernym ukazuje się w oknach najpierw jeden a potem z 20 nagich tyłków.
Tym większe musiało być przerażenie tych ludzi gdyż właścicielem pierwszego okazanego tyłak był gostek ważący na ten czas mniej więcej 120-130 kilo więc i jego odwłok zasłonił całą szybę.
Lomu (jeśli to czytasz)-wiesz do kogo należał bo ostatnio gadaliśmy o nim....znaczy sie nie o tyłku tylko o kOlesiu

Potem już tylko droga do Krk i w nocy melduję się w końcu w ciepłym łóżeczku ze zdobycznym....kalendarzem.

Komantarze -2-5 marca !
  • Gumis1312 napisał:
  • 03.03.2018 12:23

Arka wybiera się dziś na KSW? Jak już wyżej napisali Krystian walczy dziś na kibica Leipzg.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja.
  • WhiteFanatic napisał:
  • 25.02.2018 14:10

Nie warto brać wszystkiego co ludzie tutaj wypisują do siebie. Pisano tu np ze mamy układy z Lechia, Legia, KSGGKS, Arka i pewnie jeszcze kimś o kim już nie pamiętam a wszystkie te rewelacje nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Nie da się ukryć że różne ekipy z Polski mają swoje sympatie lub wspólnych wrogów ale to nie znaczy jeszcze ze łączą ich jakieś układy. Jedyny cichy uklad jeśli można to tak nazwać jaki mamy Cracovia, bo oficjalnie nie łączy nas nic a ludzie z ekip mają kontakt dość regularnie, na różnych płaszczyznach co dla zorientowanych nie jest niczym nowym - nawet na tym forum.
Za kontakty Lecha się nie wypowiadam bo nie mam wiedzy, jeśli chodzi o nas to żadnych układów z KSGGKS nie ma.
Nic w tym fachu nie jest albo czarne albo białe.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja.
  • halodrol napisał:
  • 23.02.2018 21:18

Powinien ujebać rękę maczetą. Ale w tym temacie jest burdel wydupcony kosmos :) dajemy nie przestajemy! koniec zgody Lech-Arka! ogieeeeeń! w Tarnowie cygany ciągną druta ochroniarzom z rossmana. Resovia robi zgodę z Motorem!

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat
  • Król2002 napisał:
  • 22.02.2018 10:18

Witam serdecznie

Po przeczytaniu forum, bez napinki chciałbym zadać kilka pytań, które uporządkują sprawy. Po pierwsze rzuca się w oczy pewna prawidłowość, że to rzekomo Wisła przejmuje Kraków od kilku lat. Badając więc sytuacje od pocz. XXI wieku mam takie dylamaty: Jak to się stało , że Cracovia przejęła pół jak tu pół bastionu Wisły Azorów?? Lata 90-te czyli terror Cracovii, sprzęt wprowadzony przez nich nie spowodował zachwiania Azorów a teraz? Dziwne to także ze względu na bliskość Prądników. Po drugie-reasumując sytuacje w Hucie-po fali przerzuconych osiedli sytuacja się ustabilizowała ale wciąż znak zapytania stanowi Arka oraz Złotówa, która chyba nie w całości się przerzuciła? Kolejna zagadka-Bieżanów. Bastion podobny do Azorów upadł??? Propaganda jednej i drugiej strony robi swoje a jakiś czas temu Cracovia ogłosiła przejęcie osiedle.Po ostatnich wydarzeniach są sygnały, że Pasiacy wylali się tam z dużej liczbie i Wislacy się chowają. Wierzyć się nie chce. Kolejna osiedle-niewielkie-Widok. Koło Bronowic kojarzony z Wisłą. Jakiś czas temu Pasiacy wypowiadali się, że jest ich tam masa. Kurdwanów-czy Wisła dalej trzyma się tam mocno? Zawsze dobra banda ale chyba też sie coś pozmieniało. Chciałbym zreasumować kilka wątków poprzez te pytania, które chyba interesują każdego. Nie jestem z Policji, nie zarzucajcie mi nie-kumatości bo trudno wiedzieć co się dzieje w osiedlach po drugiej stronie miasta a w opowiadaniach znajomych z jednej i drugiej strony też siana jest propaganda w zależności od strony konfliktu

Województwo Lubuskie kibicowsko
  • Adiś napisał:
  • 15.02.2018 17:23

A skąd się wzięła nazwa Arka Nowa Sól , czy to coś podobnego do Petrochemia/Wisła Płock ? Sponsor upadł i przyjęli historyczną nazwę ?

Województwo Pomorskie
  • glwtrcd napisał:
  • 14.02.2018 15:07

A ja kojarze ze w samym Tczewie to Arka ma lepsza ekipe od rywala no chyba ze tamci sa wspomagani posilkami z Gdanska to wtedy im cos sie tam uda.

Województwo Pomorskie
  • Czarny1946 napisał:
  • 14.02.2018 10:20

Zdecydowanie silniejsza na każdej płaszczyźnie jest Arka.

< Poprzednie Następne >

Najbliższe mecze

Niedziela, 22.04.2018
15:30 Sandecja Nowy Sącz - Arka Gdynia
Piatek, 27.04.2018
18:00 Arka Gdynia - Piast Gliwice
Sobota, 05.05.2018
18:00 Pogoń Szczecin - Arka Gdynia
Wtorek, 08.05.2018
20:30 Arka Gdynia - Cracovia
Sobota, 12.05.2018
15:30 Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Arka Gdynia
Sobota, 19.05.2018
18:00 Arka Gdynia - Śląsk Wrocław

Wyniki

Piatek, 13.04.2018
18:00 Arka Gdynia 1-2 Lechia Gdańsk
Sobota, 07.04.2018
18:00 Lechia Gdańsk 4-2 Arka Gdynia
Sobota, 31.03.2018
20:30 Arka Gdynia 1-0 Legia Warszawa
Sobota, 17.03.2018
18:00 Jagiellonia Białystok 3-2 Arka Gdynia
Poniedzialek, 12.03.2018
18:00 Arka Gdynia 4-0 Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Niedziela, 04.03.2018
15:30 Cracovia 2-1 Arka Gdynia
Sroda, 28.02.2018
20:30 Arka Gdynia 0-0 Piast Gliwice
Piatek, 23.02.2018
18:00 Zagłębie Lubin 0-0 Arka Gdynia
Sobota, 17.02.2018
20:30 Wisła Kraków 3-2 Arka Gdynia
Niedziela, 11.02.2018
18:00 Arka Gdynia 0-0 Lech Poznań
Sobota, 16.12.2017
15:30 Pogoń Szczecin 1-0 Arka Gdynia
Wtorek, 12.12.2017
20:30 Arka Gdynia 1-0 Górnik Zabrze
Sobota, 09.12.2017
18:00 Korona Kielce 0-3 Arka Gdynia
Sobota, 02.12.2017
15:30 Wisła Płock 2-0 Arka Gdynia
Sobota, 25.11.2017
18:00 Arka Gdynia 5-0 Sandecja Nowy Sącz
Niedziela, 19.11.2017
15:30 Śląsk Wrocław 1-2 Arka Gdynia
Piatek, 03.11.2017
20:30 Arka Gdynia 0-1 Lechia Gdańsk
Niedziela, 29.10.2017
18:00 Legia Warszawa 2-0 Arka Gdynia
Niedziela, 22.10.2017
15:30 Arka Gdynia 4-1 Jagiellonia Białystok
Sobota, 14.10.2017
18:00 Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1-1 Arka Gdynia
Piatek, 29.09.2017
20:30 Arka Gdynia 1-1 Cracovia
Piatek, 22.09.2017
18:00 Piast Gliwice 0-1 Arka Gdynia
Piatek, 15.09.2017
18:00 Arka Gdynia 1-1 Zagłębie Lubin
Piatek, 08.09.2017
20:30 Arka Gdynia 3-1 Wisła Kraków
Niedziela, 27.08.2017
15:30 Lech Poznań 3-0 Arka Gdynia
Sobota, 19.08.2017
15:30 Arka Gdynia 0-3 Pogoń Szczecin
Niedziela, 13.08.2017
15:30 Górnik Zabrze 1-1 Arka Gdynia
Poniedzialek, 07.08.2017
18:00 Arka Gdynia 0-0 Korona Kielce
Niedziela, 30.07.2017
15:30 Arka Gdynia 1-1 Wisła Płock
Piatek, 21.07.2017
18:00 Sandecja Nowy Sącz 0-0 Arka Gdynia
Niedziela, 16.07.2017
15:30 Arka Gdynia 2-0 Śląsk Wrocław