Wisła Kraków

Data powstania: 1906 Barwy: czerwono-biało-niebieskie

Ostatnie wiadomości
CBŚ przeszukuje pomieszczenia Wisły Kraków

CBŚ przeszukuje pomieszczenia Wisły Kraków

Komentarze (12) 2018-05-21

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 9 osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Grupa ta ma na sumieniu handel narkotykami, pobicia oraz przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu i mieniu....

Piast na zbiórce Torcidy Gliwice

Piast na zbiórce Torcidy Gliwice

Komentarze (12) 2018-05-21

Przed meczem Górnika Zabrze z Wisłą Kraków kibice Piasta Gliwice postanowili przybyć na zaplanowaną na jednym z gliwickich osiedli zbiórkę Torcidy Gliwice. We wszystko wplątała się policja i do bezpośredniego...

Wisła Kraków ukarana karą finansową za mecz z Lechem

Wisła Kraków ukarana karą finansową za mecz z Lechem

Komentarze (12) 2018-05-18

Włodarze Wisły nie mogą zaliczyć niedzielnego spotkania z Lechem Poznań do udanych. Za zajścia na stadionie klub musi zapłacić grzywnę w wysokości 50 tys. zł. Na sympatyków zespołu został ponadto...

Podsumowanie 33. kolejki Lotto Ekstraklasy

Podsumowanie 33. kolejki Lotto Ekstraklasy

Komentarze (12) 2018-05-01

Konia z rzędem temu, kto przewidział rezultaty 33. kolejki rozgrywek. Po raz kolejny okazało się, że w tej lidze nie ma faworytów. Zapraszamy na podsumowanie. Grupa mistrzowska Weekend z Ekstraklasą...

Legia wygrała w Krakowie

Legia wygrała w Krakowie

Komentarze (12) 2018-04-22

Legia Warszawa zdobyła Kraków. Pomimo gry w osłabieniu od 62. minuty, po czerwonej kartce Jarosława Niezgody, stołecznej ekipie udało się wygrać z Wisłą 1:0. Za Legią ruszyło 800 kibiców, którzy...

Nic o nas bez nas

Nic o nas bez nas

Komentarze (12) 2018-03-26

24 marca odbyło się w Warszawie spotkanie przedstawicieli grup kibicowskich, w którym udział wzięli reprezentanci większości klubów Ekstraklasy, I ligi oraz wielu drużyn z niższych szczebli piłkarskich rozgrywek. Nowe pomysły...

Na forum

Z.Boniek prezesem PZPN . Konsekwencje dla '' kiboli ''. Tyfus88 16.05.2018 14:35

Wisła Kraków za mecz u siebie wyłapała znowu 5 meczów zakazów wyjazdowych ;) Widać, że ESA, PZPN nie przejęły się tym protestem grup kibicowskich i robią swoje

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. schwere krawalle 06.05.2018 20:46

38 lat i zmienili dla niedawnej kosy...Dosłownie Wisła II Kraków :)

Kibicowskie Świętokrzyskie małolat 27.04.2018 06:38

te napisy na trasie to robią chłopaki w drodze na wyjazdy, ewentualnie FC Michów Cracovii :) jak się dobrze przyjrzysz to na odcinku Kraków-Wodzisław zobaczysz napisy Wisły, Cracovii, Hutnika, Stali Mielec a nawet Ceramiki Opoczno ;) ja miałem na myśli bardziej napisy i mini graffy na wioskach w bliskiej odległości od Wodzisławia (wiejskie drogi)

Trapi mnie to od dawna (KIBICOWSKO) ślusarz 25.04.2018 20:08

Historia którą napisało życie i pytanie bez żadnej napinki.

Awantura na meczu Elana Toruń-KKS Kalisz,po skrojeniu przez Elanę flagi Kalisza.Było już tłumaczone przez pierwszych,że flagę skroił typ który nie był na bieżąco w relacjach,układach,sympatiach czy jak to tam zwać.Obicie tego typa na sektorze Elany przez ekipę pozostawiam bez komentarza.Mianowicie pytanie odnośnie skrojonej flagi.Bo wiem z dobrego źródła,że Kaliszowi zależało na odzyskaniu flagi,proponowali nawet,że jeśli Elana im ją zwróci to sami ją spalą.Jak zakończył się temat tej flagi po przybiciu oficjalnego układu?

Elana Toruń-Wisła Kraków-jeden z liderów Elany podpadł w Krakowie i ważniejsze osoby nazywały go brzeszczot z tej racji,że dużo mordę piłuje:) Wiem, że zainteresowane strony jak i Ruch z Widzewem będą wiedziały o kogo chodzi. Od tamtej pory ochłodzenie kontaktów,nie ma wzajemnego wspierania się, tak jak było wcześniej np. Elana z Wisła w Chojnicach, Wisła z Elaną w Lęborku.Jednak na trybunach w Toruniu nadal idzie dostrzec symbole,odzież Wiślacką. Jak to wygląda z perspektywy Torunian między Elaną a Wisłą na chwile obecną?

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat tisu 17.03.2018 21:34

Stare artykuły do poczytania



Artykuł pochodzi z 1997r. z „Super Expressu”


HORROR W ŚRODĘ, HORROR W SOBOTĘ

Co weekend, czasem dwa razy w tygodniu, kilkanaście miast w Polsce zamienia się w strefy wojny. Watahy młodocianych bandytów i nie wyżytych wyrostków terroryzują stadiony. Niszczą samochody, sklepy, pociągi. Biją przypadkowych przechodniów. Biją policję.
To prawda jestem chuliganem. Chcą mieć ludzie winnego za całe zło świata, niech mają. Ja przynajmniej mówię głośno, że przychodzę na mecze, bo jestem zły i kocham się bić.
„Rosa” jest fanatykiem Cracovii. Nie wygląda na chuligana. To 23-letni, przystojny, dobrze ubrany mężczyzna.
Zainteresowania: historia II Rzeczpospolitej; naprawdę oczytany. Ukończył technikum elektromechaniczne. Pracuje jako przedstawiciel zachodniego koncernu chemicznego. –Nie jestem hipokrytą, jak ta banda, która rządzi w Polsce piłką nożną-ciągnie „Rosa”.- Nie zdarzają mi się żadne „niedziele cudów”, sprzedawanie meczów i kupowanie sędziów. Wiadomo natomiast, że jak przyjadą do Krakowa kolesie z Sosnowca, to będzie ”. Jak spotkam na rynku gościa w szaliku Wisły, też będzie walka. On to wie i ja to wiem. W naszej „lidze chuliganów” nie ma dziwnych układów.
Pokój „Rosy” jest cały obwieszony symbolami miłości do ukochanej drużyny. Plakaty, proporczyki, wycinki z gazet o zadymach na stadionach. Jedną ścianę pokrywają zdobyte w boju insygnia wrogich bojówek, wszystkie poodwracane do góry nogami. W koncie pokoju drewniana skrzynka- arsenał. Wewnątrz pałka z wydrążonymi dziurami zalanymi betonem, pasy, bagnety, kominiarki, łańcuchy oraz różne „brechy” i „rympały”.
Na półce obok książek (jest min. „Wojna futbolowa” Ryszarda Kapuścinskiego) segregatory z „podziemną prasą szalikową”. Dziesiątki gazetek wydawanych chałupniczo w całej Polsce. Z nich kibice czerpią wiedzę, którzy sędziowie drukują mecze, kto jest kapusiem policji oraz-co najważniejsze-kto komu wlał i jakie miejsce zajmuje w lidze chuliganów.
DZIS KRÓLUJE ARKA
Polscy szalikowcy od początku lat 80. z coraz większym zacięciem ścigają się o pierwsze miejsce w tzw.lidze chuliganów. Kiedyś królowali w niej fani Legii Warszawa, potem Lechii Gdańsk, Wisły Kraków, Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław. Teraz za największych zadymiarzy uchodzą kibice Arki Gdynia, choć ich piłkarze grają zaledwie w III lidze.
- Mówią o nas, że bijemy się bo mamy kompleksy. Może coś w tym jest. Siła gdyńskiego klubu tkwi w tym, że kiedy przeżywa kryzys, na mecze przychodzą tylko najwytrwalsi, najbardziej zaciekli kibice-opowiada „Sodoma”, arkowiec o potężnej posturze. Od trzech lat bezrobotny. Od czasu do czasu zarabia jako ochroniarz w nocnych klubach Trójmiasta.
- My w ten sposób stworzyliśmy niedużą, ale mocną bojówkę. Wszyscy się znaliśmy, wiedzieliśmy, że możemy sobie ufać. Jak ktoś zwiał z placu boju, szedł pod pręgierz. Nie było miejsca dla cykorów. Zapytaj kolesi z Cracovii, Zagłębia czy Śląska. Każdy ci powie, że jak klub ma dużo kibiców, to w zadymach jest kiepski. Normalne, więcej tam małolatów i panikarzy. Zacznie sp... dwóch, a za moment ucieka stu i plama gotowa.
Każde spotkanie z udziałem tych grup to dla policji alarm bojowy. Sytuacje pogarsza skomplikowany system „zgód” i „kos”- czyli przyjaźni i nienawiści między polskimi chuliganami.
OSIEDLOWI PATRIOCI
-Arka trzyma z Cracovią i Lechem, Śląsk z Lechią i Wisła, Zagłębie z Legią. To są dzisiaj najważniejsze grupy wpływów-tłumaczy cierpliwie potężny kibic, którego zaczepiam podczas meczu Polska-Włochy w Chorzowie. Na szyi ma szalik Śląska i Wisły, ale nie chce powiedzieć, skąd przyjechał. – A może tyś jest z policji?- mówi, marszcząc czoło. Na jego głowie widać dwie duże szramy. –Ta większa to od metalowego drąga. Dostałem w łeb parę lat temu pod stadionem Legii. Teraz, jak widzę kogoś z Warszawy, to aż mnie nosi. Najgorzej jest w czasie meczów reprezentacji, bo wtedy panuje rozejm i muszę się hamować. Dzisiaj nawet jednemu „szemrańcowi”(pogardliwe określenie warszawiaka) rękę podałem. Cóż, dla ojczyzny trzeba się poświęcać.
Większość polskich chuliganów-kibiców to skinhedzi. Jednak niewielu z nich ma poglądy polityczne wykraczające poza hasło „Polska dla Polaków”. Tylko w śród kibiców z Sosnowca działają członkowie Polskiej Wspólnoty Narodowej Tejkowskiego. Fani Cracovii uczestniczą czasem w akcjach Ligi Republikańskiej. Do niedawna wśród kibiców tego klubu działali też członkowie organizacji „Wehrwolf”, otwarcie deklarującej faszystowskie poglądy. Warto dodać, że przywódcy szalikowców nie mają politycznych aspiracji. Szef bojówek Cracovii, Niejaki „Metal”, jest kontrolerem MPK. Najbardziej wpływowy kibic Wisły Kraków to około 30-letni właściciel sklepu z piłkarskimi gadżetami:szlikami, koszulkami itd.
- Na pewno nie ma wśród szalikowców miejsca dla lewaków, ale i „prawdziwych Polaków” też nie jest zbyt
wielu-opowiada jeden z fanów Legii Warszawa, chowając twarz pod kominiarką.
- Dla przeciętnego kibica ojczyzną jest miasto. Tu ma kumpli, którym może ufać. Oni nie opuszczą go nigdy. Polska to dla większości zbyt abstrakcyjna sprawa. Najgorzej jest w Trójmieście, Łodzi a zwłaszcza w Krakowie. Mają po dwie drużyny. Tam podziały idą już między dzielnicami, a nawet blokami. W jednym domu są, w drugim za Cracovią. No i dochodzi do sytuacji, że kilkuletnie chłopaki leją się o piaskownice. Jak Polonia nie spadnie z I ligi i urośnię w siłę, w Warszawie będzie podobnie.
NOŻE W POŚLADKACH
- Dobry policjant musi się orientować w układach między kibicami, wiedzieć gdzie przebiegają linie frontu i gdzie chuligani robią zasadzki-tłumaczą krakowscy policjanci.
- Ale i tak nie ma spokoju. Ciągle ktoś obrywa. Ostatnio obserwujemy modę na wbijanię sobie noży w pośladki. Najgorsze, że chuligaństwo nie jest już domeną lumpenproletariatu. Wśród stadionowych bandytów zdarza nam się wykrywać nawet studentów. Przed rokiem u jednego z wyróżniających się studentów AWF odkryliśmy arsenał pałek i kominiarek, używanych w czasie walk. Młodzież musi przeżywać jakiś potężny kryzys tożsamości i autorytetów, skoro ucieka się do tak potwornej agresji.
Podinspektor Stanisław Golonka, który od lat zabezpiecza mecze pod Wawelem, masę przykładów świadczących o niebywałym zacietrzewieniu bojówkarzy i ich osobliwej pomysłowości. Ci z Cracovii potrafią np. pójść o piątej rano na dworzec, by „przywitać” fanów Wisły wracających z meczu na drugim końcu Polski albo wypuścić jednego z małolatów, by hamulcem bezpieczeństwa zatrzymał pociąg z fanami Wisły w określonym miejscu. Tam już czeka reszta z kamieniami.
TRZEŹWY CHULIGAN
Dla chuligana największym zagrożeniem jest alkohol. Jak szalikowcy sa ciągle na fazie, to ich siła bojowa słabnie. Dlatego z bojówek wykluczamy pijaków i takich, co za dużo mielą ozorem- mówią fanatycy Cracovii. Zamiast wódy proponują im siłownię. Patrzą też na małolatów. Jak któryś wygląda na odważnego, idzie na kurs taktyki wojennej. Uczą go, jak markować odwrót, jak się bronić przed tłumem, jak organizować zasadzki. Wpajają im twardość i nieustępliwość. Chłopak musi wiedzieć, że jak da sobię wejść na głowę silniejszemu, to potem każdy słabełusz będzie próbował. „Bóg wybacza, Cracovia nigdy”- to ich hasło. Jeśli wychowa się dwudziestu chuliganów-abstynentów, to można-przekonują-nieźle w Polsce zamieszać.
Bojówkarze twierdzą, że nie boją się przyspieszonego trybu orzekania kar ani identyfikatorów czy kamer telewizyjnych, które mają obserwować trybuny i wyławiać prowodyrów. W Krakowie chuligani coraz rzadziej wybierają stadiony na miejsce zadym.
- Prawdziwa wojna toczy się na osiedlach, zwłaszcza w piątki wieczorem- tłumaczy Robert, kibic Wisły od 1975r. Robert pracuje w Hucie im. Tadeusza Sendzimira. Ma troje dzieci. Jego pasą jest modelarstwo. No i oczywiście piłka nożna. Zna na pamięć prawie wszystkie wyniki z mistrzostw świata w 1974r.
- Chłopcy spotykają się, wypijają po winku i robią ściepe na benzyne wyjaśnia dalej.- Potem któryś pożycza od taty auto i wszyscy jadą na wrogie osiedle. Krótka akcja, pałowanie wroga, ewakuacja. Taką grupkę bardzo trudno namierzyć policji
Robert, mimo wielu lat spędzonych w „młynie” wśród kiboli, jest trochę przerażony radykalizmem i brutalnością współczesnych fanatyków.
-Czasem na meczu nikt nie patrzy na to, co się dzieje na boisku. Tłum chce zadymy. Pamiętam, że kiedyś nie biło się leżącego. Teraz należy go skopać tak, żeby nie wstał o własnych siłach. Noże w akcji to dzisiaj też nic nadzwyczajnego. Jeśli nikt nad tym nie zapanuje, to ludzie będą padać jak muchy.

Najgłośniejsze burdy:
1993
Przed meczem Polska – Anglia w Chorzowie kibice Cracovii zabili nożami w tramwaju fanatyka Pogoni Szczecin.
1995
Podczas finału PP Legia- GKS kibice warszawscy doszczętnie zdemolowali trybuny swojego stadionu i stoczyli największą w dziejach polskiego chuligaństwa bitwę z setkami policjantów. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.
Na mecz Polska-Słowacja do Bratysławy zjechało kilka tysięcy polskich szalikowców. Zamiast dopingu na trybunach trwały burdy prowokowane przez Arkę, Cracovię i Zagłębie.
W Paryżu przed meczem Polska-Francja fani Cracovii napadli na kibiców Wisły i Śląska. Wulgarne napisy szalikowcy wymalowali nawet na wieży Eiffla.
Zabezpieczeniem meczu derbowego Wisły i Cracovii zajmowało się 700 policjantów, akcja kosztowała ćwierć miliarda zł. Pomimo tego doszło do licznych bójek. Kilka osób trafiło w ciężkim stanie do szpitala. Dwie osoby przeszły trepanacje czaszki. Podczas rewanżu szalikowcy Wisły doszczętnie zdewastowali zajmowany przez siebie sektor na stadionie Cracovii.
1996
Na ulicach Sosnowca rozegrała się potężna bitwa z udziałem 300 hokejowych fanów Cracovii i 800 Zagłębia. Walki trwały kilka godzin. Rannych zostało ok. 20 kibiców i 50 policjantów.



Misiek topi Wisłę


Człowiek, za którym rozesłano listy gończe, spokojnie przychodził na mecze w Krakowie

19-letniego Pawła M., pseudo Misiek, który zranił nożem Dina Baggio, piłkarza AS Parmy, szuka nie tylko

policja, ale także rozsierdzeni kibice. Odnosi się jednak wrażenie, że większość z nich nie dlatego, że

rzucanie nożem w ludzi jest naganne, ale że ich ukochana Wisła ma z powodu występku Miśka kłopoty.





W polskiej lidze nie ma silnych na krakowską Wisłę. Na początku roku sekcja piłkarska otrzymała od

właścicieli myślenickiej Tele-Foniki zastrzyk finansowy, jakiego nie widział jeszcze polski futbol.

Pieniądze miały być odzyskane i pomnożone przez start w Lidze Mistrzów. Niestety, na drodze ku

świetności Wisły stanął jeden człowiek: 19-letni Paweł M., pseudonim Misiek, który podczas meczu zranił

rzuconym nożem Dina Baggio, piłkarza włoskiej Parmy.

– Najgorsze jest to, że w Polskę poszła wiadomość, że jedna osoba może wykończyć klub – uważa Zdzisław

Kapka, menedżer drużyny, przed laty świetny zawodnik. – Jeden stadionowy bandzior wystarczy, żeby

drużyna z wyżyn spadła na dno.

To klub odpowiada za zachowanie kibiców na stadionie i poza nim – właśnie dlatego UEFA odsunęła 13

listopada Wisłę od startu w europejskich pucharach. Kiedy komunikat o karze dotarł do Krakowa,

właściciele Tele-Foniki zasugerowali nawet możliwość wyjścia z tego interesu. – Byłaby to wielka strata

dla futbolu, ponieważ padłby dobrze zarządzany klub, co w kraju jest rzadkością – uważa Ryszard

Niemiec, prezes krakowskiego OZPN i członek władz PZPN.

Misiek, sprawca kłopotów Wisły, ścigany jest listem gończym za „zamiar ciężkiego uszkodzenia ciała”. Na

razie zapadł się pod ziemię. Nieoficjalnie wiadomo, że w jego poszukiwaniach wymiar sprawiedliwości

wspiera grupa rozsierdzonych kibiców. Okazuje się, że to już trzeci list gończy za Michalskim. Dwa

poprzednie (za pobicia, w tym policjanta) nie przeszkadzały mu przychodzić na mecze pilnowane przez

setki policjantów.

– Wcześniej na te tematy nie będziemy rozmawiać, aż sami wyczyścimy brudy – odmawia Mariusz Piech,

lider klubu kibica Wisły Kraków.

Teraz triumfują chuligani.

– Nam to zwisa, w której lidze gra Wisła, czy będzie w pucharach, czy nie. Czy drużyna wygrywa, czy nie

– chodzi o to, by przyjść na mecz i komuś przyjebać... – bez skrępowania wyznali w jednej z

telewizyjnych audycji młodzi ludzie w klubowych barwach, skryci za kominiarkami. Dawali nawet do

zrozumienia, że wiedzą, gdzie jest ich poszukiwany kolega.

Szalikowcy uważani są za najgorętszych fanów klubu. Kiedy Wisła grała słabo, to tylko oni przychodzili

na mecze. Na stadionie mają nawet swój wydzielony sektor – słynną „ ziesiątkę”. Jak można więc tak źle

życzyć swojej drużynie?



Sprzeczność jest pozorna – mówi dr Przemysław Piotrkowski z UJ, psycholog, autor pracy doktorskiej

„Zachowania dewiacyjne widowni sportowej”. – Szalikowców faktycznie łączy mit drużyny, ale dla części z

nich wartością nie jest już pozycja klubu. Większą wagę przywiązują do barw – jeżeli ktoś nosi inne, to

już jest wystarczający powód do agresji. Dla nich Wisła może być nawet w A-klasie, bo i tak mecze są

tylko pretekstem do awantur. Nowym zjawiskiem jest to, że ta grupa (trudno ich nawet nazwać

pseudokibicami) zwiększa się w miarę odnoszonych przez klub sukcesów.

Elita szalikowców nazywa siebie sharksami (rekinami) – w Wiśle ocenia się, że gdzieś na około tysiąc

szalikowców do tej grupy należy niespełna pięćdziesiąt osób. Od kilku miesięcy na mecze Wisły

przychodzi po dziesięć tysięcy. – Wydawać by się mogło, że rekiny zginą w tłumie – mówi Ludwik Miętta-

Mikołajewicz, prezes Wisły – ale to oni często dominują na stadionie.

Rekiny lubią powtarzać: kto nie z nami, to przeciwnik. Dlatego nikt nie chce wejść im w drogę. Byli

tolerowani przez Klub Kibica i władze Wisły. Dla świętego spokoju, żeby nie drażnić. Rekin najpierw

bije, a potem patrzy: swój czy obcy? Najważniejsze, że rekin nie boi się uderzyć: ręką, kijem

baseballowym, pasem, rzuci kamieniem, butelką, nawet nożem. Rekin nie ma zahamowań w biciu i sam nie

boi się oberwać. Znajomi Pawła Michalskiego mówią, że ma wiele blizn wyniesionych z walk w pociągach,

na stadionach, ulicach i knajpach. W ich środowisku każda blizna to historia zadym i powód do sławy.

Rekiny zaczynają zadymy, idą na pierwszy ogień, oni inicjują wojny z „psami”, czyli policją. Od

bezwzględności rekinów, a podobne formacje mają wszystkie kluby, zależy ich pozycja w „lidze

chuliganów”.

– Prasa wspiera te zjawiska podając rankingi szalikowców – to karygodny i groźny błąd – uważa dr

Piotrowski. – Media działają bez wyobraźni. Jeżeli w Krakowie poleciał nóż, to gdzie indziej – taka

jest reguła – będą starali się przebić i przyćmić ten kryminalny wyczyn. To samonakręcająca się spirala

przemocy.

O rekinach mówi się też, że są oficjalnymi chuliganami: – Bo jak dam w mordę policjantowi na Rynku

Głównym, to będę miał kłopoty, a jak przyłożę w czasie meczu, to nie ma sprawy – tłumaczy chłopak,

który przedstawia się jako Arkadiusz. Zapytany, czy uczy się lub pracuje, odpowiada: – Kręcę się po

Krakowie i czekam na mecz.

Za kibiców odpowiada klub – to podstawowa zasada UEFA. Problem tylko w tym, że z klubem i widowiskiem

kibic związany jest najwyżej osiem godzin w miesiącu. Poza tym jest uczniem, pracownikiem, czyimś

dzieckiem, gdzieś chodzi do kościoła. Na meczach objawia się i często eksploduje tylko to, co narasta w

codziennym życiu



Prezes Miętta-Mikołajewicz mówi, że rekiny to osoby z peryferyjnych dzielnic Krakowa albo nawet spoza

miasta. Zdaniem dr. Piotrowskiego ci młodzi ludzie doznali lub doznają wielu niepowodzeń w życiu. –

Często pochodzą z rodzin patologicznych, nie są akceptowani przez rówieśników, mają poczucie

wyobcowania w szkole. Stąd tworzą swój świat wartości. Z drugiej strony potrzebują uznania ze strony

grupy złożonej z osób mających podobne problemy.

W takim świecie rzucający nożem czy butelką na boisko, podskakujący z pasem do policjanta, rzucający

się sam na kibiców przeciwnika – uważany jest za człowieka odważnego, równiachę, który niczego i nikogo

się nie boi. Takim jest Paweł M.. W grupie podziwiany był za brutalność i brawurę. Ostatnio posługiwał

się telefonem komórkowym do sterowania stadionowymi burdami. Nie można wykluczyć, że część tej grupy

pomaga dzisiaj swojemu liderowi w ukrywaniu się.

Do pamiętnego meczu z Parmą stadion Wisły uważany był za jeden z bezpieczniejszych w kraju. Każdy mecz

osłaniało 400–600 policjantów i 120–200 ochroniarzy – w zależności, czy spotkanie zaliczane było do

kategorii „podwyższonego ryzyka”.

Nóż na mecz z Parmą Misiek wniósł prawdopodobnie w bucie. Gdy naraz przez siedemnaście wejść wciska się

ponad dziesięć tysięcy ludzi, to kontrole siłą rzeczy są wyrywkowe. Właściciele klubu chcą dla

poprawienia bezpieczeństwa kupić wykrywacze metalu, takie jak na lotniskach. Wtedy jednak na mecze

trzeba będzie przychodzić trzy godziny wcześniej, żeby każdy mógł spokojnie przejść przez bramkę. Nie

można jednak wykluczyć, że nóż znalazł się na stadionie przed meczem. To przecież 17-hektarowy

kompleks, słabo w nocy pilnowany i łatwo ukryć gdzieś taki drobiazg.

Stanisław Ziętek, jeden z prezesów Tele-Foniki, powiedział, że choćby na mecz miało przychodzić tylko

dwa tysiące kibiców, to na Wiśle będzie bezpiecznie. Ryszard Niemiec uważa, że wreszcie trzeba skończyć

z kultem szalikowców: – Wśród kibiców nie powinno być żadnych „formacji mundurowych”, a takie właśnie

tworzą szalikowcy. Wydzielono im specjalne sektory, wyizolowano, tym samym utworzono naturalne bazy dla

takich Miśków.

W ubiegłym tygodniu Wisła odwołała się od decyzji komisji kontroli i dyscypliny UEFA, ale nastroje są

raczej minorowe. UEFA karze bowiem coraz ostrzej. Niektórzy działacze Wisły winą za wysoki wymiar kary

obarczają PZPN, który nie kiwnął palcem, żeby pomóc klubowi (w tym dniu był w siedzibie UEFA prezes

PZPN Marian Dziurowicz). Miałaby to być zemsta za opowiedzenie się Wisły po stronie UKFiT w niedawnym

konflikcie z władzami PZPN. – Prezes był, to prawda, ale na spotkaniu innej komisji – mówi Ryszard

Niemiec. – W rozmowie ze mną powiedział, że dla dobra polskiej piłki Wisła powinna grać w pucharach i

PZPN zrobi wszystko, żeby klubowi pomóc.

Niemiec przyznaje jednak, że konflikt Dziurowicz– ębski mógł mieć wpływ na wymiar kary: – Sytuacja po

tej wojnie jest taka, że urwała się komunikacja między niektórymi klubami a związkiem. Nikt nawet nie

zadzwonił do PZPN i nie zapytał: co po takim incydencie należy zrobić? Dopiero kara wywołała reakcje

obronne. I to był wielki błąd.

Wisła od ponad dwudziestu lat nie uczestni-czyła w europejskich rozgrywkach. Działacze nie znają

mechanizmów, procedur, realiów i obyczajowości panujących w europejskiej piłce nożnej: – Myślę, że

Wisła od początku zbagatelizowała incydent z nożem – twierdzi Niemiec.


Poniższy opis to mecz Polska – Włochy sprzed kilku lat okiem dziennikarza „SPORTU”, niejakiego Jerzego Dudały.


OKIEM KIBICA
Wyjazd na mecz dla wielu kibiców stanowił dłuższą, dwudniową wycieczkę. Kibice Arki, Lechii czy Lecha mają bowiem na Stadion Narodowy-Śląski spory kawałek drogi. Na wiele godzin przed meczem w miastach gromadziły się grupy kibiców. W Sosnowcu od południa fanów wszędzie było pełno. Oprócz Zagłębia byli jeszcze kibice krakowskiej Wisły, i Śląska Wrocław. Trochę osób z Warszawy, parę ze Szczecina. Piwo, zdjęcia, chóralne śpiewy. Policji całe mnóstwo. Fani z Wrocławia krzyczą swoje: cała Polska w cieniu Śląska. Po chwili milkną, dochodzi do niemiłych sprzeczek, jednak szczęśliwie kończy się na słowach. Niedaleko sosnowieckiego targowiska dwie dziewczyny w szalikach Legii wykrzykują coś o swojej miłości do stołecznej drużyny. Przed nimi dwie butelki wina. O godz.17.15 towarzystwo ładuje się do pociągu. Po drodze na stadion policji całe mnóstwo. W Szopienicach padają pierwsze wyzwiska, w odpowiedzi policyjne pałki lądują na oknach pociągu. Wiele osób pije wódkę, jak to przed meczem. Jednak droga zabezpieczona jest bardzo starannie. Kibice nie mają szans na wywołanie zadymy.
Pod stadionem kompletne przemieszanie fanów z różnych klubów. Pierwsze utarczki: Arka z Lechem i Cracovią, gonią kogo się da. Niektórzy kibice Cracovii są w kominiarkach. Arkowcy demonstracyjnie przechadzają się w klubowych barwach. Wielu siedzi na trawniku przed jedną z bram i popija piwo. Nie śpieszą się z wejściem na sektory, widać że szukają okazji do bójki. Jednakże poza powyższymi kilkoma utarczkami jest spokojnie. Duża liczba służb porządkowych studzi najbardziej rozpalone kibicowskie głowy.
Na 20 minut przed rozpoczęciem meczu podchodzą do mnie chłopaki z Widzewa. Pytają, czy nie mam biletów. Mówię, że koniki stoją koło przejścia przy przystanku tramwajowym. Ale oni boją się kupować biletów, bowiem podobno bardzo dużo jest falsyfikatów(bledszy kolor nie błyszczący). Początek meczu-odegranie hymnów. O dziwo przy włoskim nie ma chóralnego gwizdu(nareszcie). Hymn polski odśpiewuje cały stadion. Koło mnie kibic Wisły kopie innego, który siedzi. Tamten wstaje z ociąganiem. Widać, że jest już „zmęczony” alkoholem.
Później mecz. Z początku głośny doping. Im dalej, tym śpiewy słabną. Ludzie raczej nie wierzą w zwycięstwo. Kibic z Wrocławia klnie ile wlezie. „Założyłem się o litra, że wygrają i czuję, że jestem do tyłu”-mówi. Lecą przy tym wszystkie możliwe słowa jakie można przytoczyć. Reszta się śmieje. Widać, że gość bardzo honorowo podszedł do zakładu. W sektorze sielanka. Chłopaki z Sosnowca wymieniają się szalikami z kibicami Śląska.
Ogólny spokój mąci Arka atakując kibiców katowickiego GKS. Z innych sektorów lecą hasła, które jednoznacznie potępiają bójki między sobą. Legioniści krzyczą: „z policją się bijcie, a nie między sobą”. Ponadto przez większość spotkania Arka i Cracovia wyzywa się z Zagłębiem. Po meczu w Ostrawiewzajemny antagonizm jeszcze się zwiększył. Oczywiście każda ze stron uważa, że to ona była górą. Istny cyrk, durna licytacja bez ładu i składu.
Fani gdańskiej Lechii, których zjawiło się na meczu bardzo wielu(ponoć ok.tysiąca), reagują chyba najbardziej spontanicznie. Zaczynają meksykańską falę, cały czas dopingują Polaków. Ze dwa razy krzyczą: Lechia Gdańsk, na co zaraz otrzymują wulgarną ripostę od Arki. Im bliżej końca meczu, tym doping słabnie. Na nic nawoływanie spikera.
Po meczu na katowickim dworcu jest spokojnie. Wszędzie mnóstwo policji. Wiele grupek z różnych miast. Kolega wymienia szalik Polski na czapeczkę wrocławskiego Śląska. „Piąteczki”, pełna kultura, żadnych zaczepek. Około pierwszej w nocy na dworcu króluje poznański Lech. Sprowokowany przez jakąś grupkę, w około 100 osób rzuca się na nią, mimo asysty policji. Jednak po paru kopniakach sytuacja szybko się uspokaja.
Jeżeli chodzi o wynik meczu, to remis zostaje przyjęty z dużym niedosytem. Niedosyt mają również ci, którzy liczyli na konfrontację z innymi kibicami. Dobra organizacja zapewniła spokój na stadionie i poza nim. Oby tak dalej, a być może widok całych rodzin z dziećmi nie będzie na polskich stadionach rzadkością.


Samobójstwo zamiast wyroku

Krzysztof M. lat 21, pseudokibic Cracovii, w środowisku znany był jako Neo. Był oskarżony o zabójstwo na krakowskim osiedlu Dąbie w dniu 7 października 2004 r. 17- letniego kibica Wisły o pseudonimie Fujin. Jak wynika z postępowania prokuratorskiego, 17 letni Paweł O. siedział z bratem na ławce, gdy podeszło do nich kilku mężczyzn. Doszło pomiędzy nimi do kłótni. Potem wywiązała się walka, Paweł O. nie zdążył użyć swojego noża. To Neo zadał Pawłowi O. kilka ciosów nożem, powodując rany kłute klatki piersiowej z kilkukrotnym zranieniem płuca lewego i raną w okolicy koniuszka komunikującą do światła lewej komory serca, które to obrażenia skutkowały jego śmiercią. Sprawcy odjechali zaparkowanym w pobliżu samochodem. Paweł O. mimo operacji zmarł w szpitalu. Neo do aresztu trafił dopiero 19 lutego 2005 roku, po tym jak sam zgłosił się do prokuratury. W środowisku kibiców miał etykietkę przerzutka; wcześniej był wierny barwom Wisły. Razem z Neo na ławie oskarżonych zasiadł Robert M.. pseudonim Metal, nieformalny lider pseudokibiców Cracovii, który według prokuratury przytrzymywał ofiarę. Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Twierdzili, że nie chcieli zabić, a jedynie postraszyć. Krzysztof M. pomimo młodego wieku w izolacji penitencjarnej przebywał po raz trzeci. Po raz pierwszy przebywał jako tymczasowo aresztowany od 19.10.2002 r. do 04.08.2003 r. podejrzany o przestępstwo z art. 159 k.k.. Drugi raz jako tymczasowo aresztowany od 24.03.2004 r. do 05.10.2004 r. podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 280§1 i 157§2 k.k. Obecnie po raz trzeci przebywał w izolacji penitencjarnej, tym razem był podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 148§1 k.k. Nie należał do podkultury więziennej, aczkolwiek prezentował postawy przyjęte z życia więziennego. Próbował podporządkowywać sobie w areszcie innych osadzonych, dokonywał samouszkodzeń. Był zaliczany do osadzonych trudnych wychowawczo. W dniu 09.05.2006 roku Krzysztof M. powiesił się w celi aresztu na prześcieradle przywiązanym do kraty w oknie. Zostawił list pożegnalny. Przepraszał w nim rodzinę za to, co się stało. Napisał też, że spodziewał się wysokiej kary za swój czyn. Zachowania dewiacyjne kibiców sportowych są przedmiotem wielu badań, dotyczą nie tylko naruszeniu porządku towarzyszącym imprezom sportowym ale i ich sprawcom. Obecnie i w Polsce mamy do czynienia z działalnością subkultury agresywnych kibiców (szalikowców), dewastacją stadionów, ulicznymi starciami policją i niszczeniem środków komunikacji miejskiej. Świadectwem walk pseudokibiców są tzw. pociągi grozy. Policja notuje coraz częściej ofiary bójek między grupami fanów. Powyżej przedstawiony przypadek zabójstwa to jeden z licznych mających miejsce wśród agresywnych kibiców, w kręgu których dużą grupę stanowią nieletni. Zaangażowanie coraz większych sił policyjnych i zainteresowanie mediów doprowadziło do uznania zjawiska football hooliganism za jeden z naglących problemów społecznych. Poznanie psychospołecznych uwarunkowań chuligaństwa na stadionach i poza pozwoli na opracowanie całościowej strategii radzenia sobie z tym problemem.


Kibice Cracovii nazywają pogardliwie sąsiadów zza Błoń psami. Tamci nie pozostają dłużni i o rywalach mówią żydy. Sami siebie nazywają chuliganami. Kibicowanie i zadymy to całe ich życie, a piłkarska drużyna to największa miłość. Dlaczego się biją? Dla sportu, adrenaliny? Nikt już nie pamięta, od kiedy trwa ta święta wojna i nic nie wskazuje na to, że się skończy

Marek ma 20 lat i wytatuowany na dłoni znaczek TS. Kibicuje odkąd pamięta. - Pojechałem po buty wczoraj. I już wracam do domu z kolegami, a tu do tramwaju wsiada taki wielki chłop, w szaliku Antywisła. No to kumpel zaraz do niego skoczył i mu ten szalik kroi. Gość tak dostał, że cały spłynął, nos mu rozwaliliśmy, puszka na głowie poszła. Wszyscy z tramwaju pouciekali. Motorniczy się zorientował i mówi, że policję wzywa. ****a! Myślę sobie: za to, to mi wlepią dziesionę z dwóją (art. 2 i 10 kk - przyp. red.). Dostanę sanki (sankcja - przyp. red.) i na Monte wyląduję. To trzeba było spierdalać...

Jazda, jazda, jazda! Biała Gwiazda!

Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy kibiców obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.
Łowcy śmierci, zdj. Jacek Kozioł. Jedno jednoczy kibiców obu drużyn - policja. Obie strony jednakowo jej nienawidzą, ale nie potrafią racjonalnie tego uzasadnić.

Piątek wieczór. Osiedlowa knajpka na Bieżanowie pęka w szwach. W małej salce gęsto jest od papierosowego dymu. Kibice śledzą mecz Wisła - Groclin. - ****a! Jak mógł zmarnować taką piłkę! - słychać wzburzone głosy, gdy Kryszałowicz marnuje kolejny strzał. Barman nalewa piwo za piwem. - Dziś nie poszliśmy na mecz, bo fundusza nie było - mówi Vasquez, kibic Wisły. - Po meczu zwykle zbieramy się na osiedlu i kminimy (rozważamy - przyp. red.) co dalej robić. Jak Wisełka wygra, to jedziemy się pobawić - do Kameleona czy gdzieś. Trochę sobie zabakamy (zapalimy - przyp. red). A jak wynik marny, to wypada komuś przykopać. Jedziemy wtedy na Prokocim i szukamy pierwszego lepszego, bo wiadomo, że tam same żydostwo. A jak to akurat nie kibic, tylko postronna osoba? - No to ma pecha - wzrusza ramionami Vasquez. W latach 90. w Krakowie wszyscy kibicowali. Praktycznie każdy był za kimś. Niektórzy nawet szkołę wybierali pod tym kątem. Wtedy też Wisła przechodziła kryzys. Spadła na dół tabeli, piłkarze sprzedawali mecze. O potyczce z ekipą Cracovii nie było wtedy mowy, gdyż oba zespoły kiepsko sobie radziły. Teraz jest inaczej, szanse się wyrównały. W czołówce: Sharksi, Tigersi i Devilsi z Wisły, Jude Gang i Antywisła z Cracovii. Oni rządzą na stadionach i poza nimi. - Żeby jeździć w konkretnej ekipie trzeba mieć wejścia i nieźle zrytą psychikę - twierdzi Marek. - Jak nie idziesz na całość, to nie masz tam czego szukać. Kiedy Sharks każe ci się bić, nie możesz się cofnąć.Drogie bilety i coraz dokładniejsza kontrola sprawiają, że chuligani zaczęli schodzić ze stadionów. Swoje rachunki zaczęli wyrównywać na ustawkach, czyli umawianych walkach. W przeciwieństwie do stadionowych potyczek, tutaj obowiązują zasady. Ekipy spotykają się w ustronnym miejscu, najczęściej poza miastem. Ustalają wcześniej liczbę osób biorących udział w bójce oraz czas jej trwania. Walczy się honorowo: na gołe pięści, bez sprzętu. Chodzi o to, żeby się sprawdzić. Nie można kopać leżącego. Po wszystkim ekipy podają sobie ręce i rozjeżdżają się, każda w swoją stronę. W Krakowie ustawek nie ma, bo nie ma tu czystej walki. - Są za to wystawki - wyjaśnia Cienki, szczupły chłopak w szaliku Wisły Kraków, cały w tatuażach. - Czyli, że niby się umawiamy z Cracovią sześciu na sześciu, ale jak przychodzi do walki, to zza krzaków wyskakuje kolejnych dziesięciu. Najczęściej robi się wjazdy. Ekipa wpada z zaskoczenia na osiedle rywali i szuka wrogów. - Ustawki się nie odbywają z tej prostej przyczyny, że wszyscy używają sprzętów - opowiada Piotrek, który kiedyś jeździł z Devilsami. - Nie ma więc mowy o czystej walce. W Krakowie, gdzie są dwa kluby, chodzi o zdobycie panowania i fizyczne wyeliminowanie przeciwnika. Ważne jest, żeby tak komuś najebać, żeby mu wybić z głowy dalsze kibicowanie.

Wierność, słowo, którego nie znacie...

Zdarza się, że nie wszyscy kibice pozostają wierni swoim barwom klubowym. Czasem, nawet po kilku latach, zaczynają kibicować drużynie przeciwnej. Cracovia słynie z przyjmowania przerzutów. - Oni biorą ludzi z pierwszej linii frontu. Takich, którzy do niedawna byli ich najzacieklejszymi wrogami - twierdzi Piotrek. - Chłopaki się przerzucają, bo na Cracovii są lepsze interesy z narkotykami - wyjaśnia Marek. - A jak Cracovia widzi, że jest jakiś dobry wojownik, to sama go do siebie ściąga. Tak długo go męczą, aż się przerzuci. Jak chcieli zwerbować kolegę, to w samochodzie pod blokiem wystawali, wybijali mu szyby w oknach. A to był konkretny chłop, w walkach nie do rozdupcenia. Ale się przerzucił. Wisła przerzutów nie przyjmuje. Siedzę kiedyś w knajpie, podchodzi do mnie kolo i mówi: Wiesz, ja teraz za Wisłą jestem, ale kiedyś to za Cracovią byłem. A ja mu na to: To weź ****a spierdalaj. - Wiśle chodzi o osoby, które teraz są ważne na Cracovii, nie o szarego kibica - uważa Craxa. - Zwykły chłopak z osiedla nikogo nie interesuje! Teraz chuliganka w Krakowie to interesy. A interesy wszędzie są takie same... - Interesy, owszem są u nas lepsze - potwierdza Jarek, kibic Pasów. - Ale Wisła sama z nami robi interesy. Najpierw się robi interesy, później walczy się na sprzęt. Zawsze interesy biorą górę.

Zawsze i wszędzie policja ... będzie

Jedno jednoczy kibiców - wojna z policją. - Policji nienawidzę, bardziej nawet niż kibiców Cracovii - mówi z przekonaniem Vasquez. - Wolałbym policjanta kopnąć. To oni wywołują zadymy. Prowokują nas głupimi zachowaniami. Na dwa lata dostałem zakaz stadionowy za burdy z policją. A tak właściwie to nic nie zrobiłem. - Nieraz od nich dostałem. Jeszcze mam ślad na plecach po gumowej pale - denerwuje się Marek. - Albo robią zdjęcia, które w szkole na tablicy wieszają. Żeby wszyscy wiedzieli, że za Wisłą jestem. A cała szkoła Cracovii kibicuje. - Patrole dopierdalają się do nas o byle co - twierdzi Jarek. - Choćby siedzenie na osiedlu, stanie w jakimś miejscu w kilka osób. - Nieraz zostałem spałowany przez policję zupełnie bez powodu. Chyba tylko dlatego, że jestem kibicem - mówi Helios z Cracovii.

Fan, fan! Chuligan!

Marek nie pamięta już, ile razy w bójce oberwał, a ile razy kogoś pociął. Z dumą pokazuje wielką bliznę na głowie - pamiątkę po tym, jak dostał obuchem siekiery. - Jakiś czas temu, jak dorwaliśmy gościa z Cracovii, to mu kosami całą dupę pocięliśmy. Taką grubą drewnianą belką z osiem razy po głowie dostał, zanim się złamała. A gość nic, dalej stał. Kumpel go jeszcze tasakiem rąbał, ale mu zeszło i kolegę w rękę trafił. Wszystkie ścięgna mu poprzecinał - opowiada. - Jasne, że ważne jest jak gra drużyna, ale tak naprawdę chodzi o bitkę. Na początku strasznie mnie to jarało. A teraz nie rusza mnie to, jak dostaję w........ Morda nie szklanka. Jedyne, o co się martwię, to rodzina. Jak jadę gdzieś z matką, to ona siedzi w jednym wagonie, a ja w drugim. - Satysfakcja i idea, można to nazwać próbą pokazania kto lepszy, sławieniem klubu - mówi Craxa. - Nikt tego nie zrozumie, dopóki w tym nie uczestniczy, nie wciągnie się w miłość do klubu. Bo jest to miłość specyficzna, nie jak do drugiego człowieka. Czasem nawet głębsza. Patrząc na Marka i jego kolegów nikt by nie pomyślał, że mogą być brutalni. Czy nie czują wyrzutów sumienia, że krzywdzą drugiego człowieka? - Czasem, jak kogoś kłujemy, to tak - przyznaje Marek. - Jak kosę dostałem i leżałem w szpitalu, to sobie myślałem, że nikomu tego nie życzę. Trochę się boję, żeby kogoś nie zabić. Ale na pięści jak się biję, to nie mam wyrzutów. Jak nie ja jemu, to on mi najebie. - Ból uszlachetnia! - mówi Craxa. - Jeśli ktoś się boi, zawsze może się zająć czymś innym! Ryzyko jest wkalkulowane. - Nie mam zamiaru skrzywdzić kogoś niewinnego, kto nikomu nie kibicuje - twierdzi Jarek. - Natomiast walka z wiślakami to dla mnie codzienność. Z początku - dawno temu - były wahania, ale po czasie to mija. - Każdy sobie zdaje sprawę, że jak się jest chuliganem, to ma się wrogów - mówi Cienki. - Ja nawet do kościoła chodzę z jakimś ostrym narzędziem. Teraz też - przyznaje i wyjmuje spod kurtki rzeźniczy tasak. - Zdarza się, że go używam, ale tylko w obronie własnej.

Święta wojna niech trwa, aż do śmierci ostatniego psa

Na jeden krótki moment pojawiła się nadzieja, że topór wojenny między wrogimi ekipami zostanie zakopany. Po śmierci Papieża kibice ogłosili rozejm. Nie na długo. - Zgoda po śmierci Papieża była OK. Wiadomo, w czasie żałoby to było dobre. Ale od początku było jasne, że to tylko chwilowe zawieszenie broni - uważa Vasquez. - Dawałem 48 godzin, że zgoda się utrzyma. Między kibicami jest to możliwe. Ale między chuliganami - nigdy. Nie wyobrażam sobie stanąć koło kogoś, kto mi wcześniej kosy żenił - mówi Cienki. - To była taka zgoda, że tego samego dnia, jak wracałem po mszy na Kałuży, to butelką dostałem po głowie - opowiada Marek. - Zgoda była ustalona przez Jude Gang i Sharks do czasu pogrzebu Papieża - mówi kibic Cracovii, Paweł. - Media zrobiły z tego wielkie halo! Najpierw o pojednaniu, a potem o niesłowności kibiców. Tylko że nikt nie mówił, że będzie pojednanie na zawsze. - Jednoczyć chcieli się frajerzy - mówi Jarek. - Od początku było wiadome, że to jest na dzień, dwa. Wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie, bo nikt z nas tego nie chce!

Za Wisłę, za nasz TS pójdziemy aż po życia kres

Marek właśnie kończy rekonwalescencję. Tydzień spędził w szpitalu, a miesiąc w domu na zwolnieniu lekarskim. - Na dyskotece dostałem. Dymy miałem z jednym typem i jego kolega mi kosę w plecy ożenił. Cudem przeżyłem. Krew bluzgała na wszystkie strony. Taką miałem dziurę, że całe jelita było widać - opowiada i z dumą pokazuje zaszytą dziurę w kurtce. Czy było warto? Narażać własne zdrowie, ryzykować życie? - Pewnie, że warto - mówi. - Za Wisłę mogę życie oddać. Za klub, nie za kolegów. Dla mnie na pierwszym miejscu jest Wisła, na drugim matka, a na trzecim dziewczyna i dziecko. - To jest jak krucjata - wyjaśnia Piotrek. - Jak się bijesz, czujesz w sobie siłę całej ekipy. Jakaś pierwotna, prymitywna siła tobą kieruje. - W pewnym sensie już oddałem swoje życie klubowi - mówi Cienki, i podciąga rękaw bluzy. Na całym przedramieniu ma wytatuowany wielki napis Wisła. - Wiem, że mógłbym za nią umrzeć, bo już nieraz stawałem twarzą w twarz ze śmiercią. Nie czuję strachu i jakby było trzeba, tobym sam poszedł nawet na trzydziestu. Lubię się bić i czuję satysfakcję, że mogę sprawić ból wrogowi. Ale nie chodzi o to, że to jest fajne, czy że sprawia przyjemność, tylko o to, kto rządzi. Chuligani są po to, żeby się przeciwstawiać innym klubom. To trochę jak w grze komputerowej, tylko że tu masz jedno życie...

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat Psiak 10.03.2018 07:24

Wiem, że na Prokocimiu była Wisła, choć nie wiedzialem jak wygladal tam rozkład sił. Pytanie jeszcze, czy na pewno taki rozkład miał miejsce dokładnie w tych latach. Tego samego roku lub rok później, właśnie na Prokocimiu doszło do ostrej awantury, której gospodarzem była banda Cracovii. Podobnie z Wolą. Faktycznie w tym czasie jezdzilo z niej na Wisle kilka znanych osob, ale dokładnie w 92r. ,po waszym ataku, przed Pogoń - Wisła ekipa wjechala wam do knajpy właśnie na Wole. Wg mnie układ sil, o którym piszesz mógł mieć miejsce przed 89, który jest chyba takim przełomem.
Skoro potrafisz jednak normalnie wymienić parę zdań to wyjaśnię Ci, co miałem na myśli pisząc o modzie. Otóż chodzi mi o wszystkie te przyczyny, które spowodowaly przerzucanie się na Cracovie, czyli ogolnie skinheads, gangsterka, zastraszanie, gdzie wg mnie niebagatelna role spełniło to pierwsze. Właśnie 89 to początek mody na skinheads, którego to ruchu w jego poczatkach Wisła po prostu nie tolerowala a który perfekcyjnie wykorzystała Cracovia. Woelu małolatów z praktycznie wszystkich krakowskich osiedli zostawalo skinami a sam Kraków z Huta oczywiście zmienial się pod tym wzgledem bardzo dynamicznie. Bardzo łatwo wiec szeregi Cracovii, na którą zaczeli chodzić skoroglowi z miasta zostały zasilane wislacka młodzieżą.

CHULIGAŃSKIE (i nie tylko) WSPOMNIENIA .... Zupełnie Zielony. 03.03.2018 15:35

cd. z cyklu Piękne lata 90te oczyma kibica Wisłoki:

1999 V 1 WISŁOKA – Cracovia Kraków
Mecz z Cracovią zapowiadał się bardzo interesująco, przeżywaliśmy kryzys (sporadyczne wyjazdy itd.) stąd liczyliśmy na wzrost liczebności młyna u siebie który składał się jedynie z młodzieżowców i małolatów. Już od rana zjeżdżał się do nas KSG, łącznie przybyło ich ok. 25u. Na około godzinę przed meczem wyczajmy w ok? 10 osób koło stadionu (od strony parku) trzy podejrzane osoby. Jak się okazało była to Cracovia (podobno przyjechali do kogoś z rodziny w Dębicy – tak mówili). Dostają ostre lanie, po czym bierzemy im plecak w którym mieli tylko czapeczkę Cracovii. Także jednemu z nich bierzemy buty, ale zaraz je oddajemy. Po chwili psy z PKP przyprowadzają około 100 osób wraz ze zgodami. My nie wywieszamy flag z uwagi na to, że mógł ktoś jeszcze do nich dojechać. Na obiekcie było bardzo dużo policji, w tym z giwerami (co wtedy było nowinką na naszym stadionie). Gdy weszli do klatki, zaczęli pokazywać skrojone szale Wisłoki i KSG (bodajże 3) i oskarżać nas o konfidenctwo! Jak się okazało do ich pociągu (pomimo tego że wiedzieli, że jedzie nim Cracovia) weszło stację przed Dębicą paru małolatów z wiejskich fc (Przyborów). Stracili je i poszli do psów. Tłumaczyć się nie ma co bo fakt był faktem, ale jak grupa małolatów wsiada do pociągu w... barwach widząc wrogą grupę w oknach to chyba nie należą do „najbystrzejszych”. W/w osoby od nas dostały zakaz chodzenia w barwach (w obecnych czasach rzecz jasna byliby wykluczeni). Jednak tak czy owak sami zrezygnowali z dalszego „jeżdżenia”. W trakcie meczu (jak się później okazało gość z… Cracovii). Wszedł na stadion od drugiej strony w szalu Górnika Zabrze. Kierował się na klatkę do swoich. Od nas nikomu nie przyszło do głowy że to może być przyjezdny. Gdy był już bardzo blisko podszedł do kompletnie pijanego od nas które ledwo stał na nogach mówiąc mu że chce zobaczyć szal. Ten mu dał widząc że jest z KSG i pewno chce się zamienić. Gość go wziął i szybko udał się do klatki. Gdy zorientował się że coś jest nie tak i dał znać osobom obok było już za późno. Zaczął się mecz, nas ok 100 w młynie. Reszta siedziała obok wraz z osobami z KSG (starszyzna) oraz w innej części stadionu. Po za tym ci którzy przed meczem skroili partyzantów jeszcze nie weszli na obiekt. Po bramce dla Wisłoki zapalamy świecę oraz race. Później dochodzi z policją do przyjezdnych około 35u ze Stali Mielec. Także zauważyliśmy, że na meczu niema „zgredów” z Cracovii / względnie starszych osób które czasami zasiadały lub stały koło samej klatki gdzie jest policja (bez barw itd.) Jednak ostatecznie stwierdziliśmy, że chyba nie pojawią się na meczu tego dnia. W trakcie meczu doszło do poruszenia w sektorze zajmowanym przez naszą starą gwardie (koło klatki), bo Cracovia rzuciła kamieniem w ich stronę. Zgredzi wstali i w obecności psów siedzących obok, trochę po bluzgali na nich. Pod koniec I połowy, gdy robiliśmy doping z naszej prawej strony szło około 14u zgredów. Na początku nikt na to nie zwrócił uwagi, bo często zgredzi od nas wyskakiwali sobie na piwko do sklepu i wracali podczas meczu. Ponad to widok na idącą grupę przysłaniało drzewo które wtedy tam rosło. Gdy już byli niemal pod niemal naszym sektorem, stwierdziliśmy że to „zgredzi” (w/w wymienieni z Cracovii których wcześniej nie zauważyliśmy na sektorze). Wszystko się działo błyskawicznie, nie przygotowani na taki obrót sprawy (weszli od strony naszych sektorów) uzmysławiamy sobie że to nawet nie tyle zgredzi co tzw. „bojówka” (niektórzy z nich dla zmyłki mieli peruki). Gdy zauważyli że wykliniliśmy kim są krzyknęli Cracovia i ruszyli w górę na nasz sektor. Jak pisałem u nas konsternacja, młodzież zaczęła wyrywać w górę sektora i na boki. Jak się okazało zrobili oni tylko kilka kroków w górę a całość trwała max 10 - 15 sekund po czym starsi od nas którzy byli nieliczni postawili się a wraz z nim od razu część młynu która się wcześniej się rozpierzchła / uciekła. Sytuacja diametralnie się zmieniła i tym razem to oni szybko kierowali się za kordon policji która pilnowała dostęp do klatki. Dodatkowo wkroczyła policja która zaczęła nas pałować w szerz trybun a także reszte młynu który się ostał. Kilku od nas zaczęło łamać ławki. Ponieważ w tym momencie akurat oni nie byli skorzy do awantury doszło jedynie do paru wymian ciosów z jednej i drugiej strony (jednemu z nich pokrzywiła się peruka). Od nas zaledwie jedna osoba zalicza glebę. Podczas tego całego zdarzenia na ta grupę leci nawet rower co pokazywała TV Rzeszów. Gdy są już za policją cześć od nich wchodzi do klatki a reszta kozaczy tuż za plecami policji. Ponad to psiarnia w tym momencie ostro pałuje sektor który się wyludnił. Stąd zebraliśmy się dopiero po przerwie i to w okrojonym składzie wszak nie każdy kto brał udział w awanturze z psami chciał wracać do sektora który był otoczony policją. Cracovia zarzucała nam później że po awanti nie bluzgaliśmy na nich. Jest to prawda jednak dlatego że policja która nas otoczyła tylko czekała aby wyciągnąć kogoś za bluzgi. Tak więc nasz młyn po przerwie liczył około 60 osób (wtedy już sami małolaci) i wieszamy jedną flagę bo wkurwiona policja przypruła się aby ich nie wieszać więcej (pamiętajmy że w tych czasach klatka była nieopodal naszego sektora). Trochę podsumowania, zdarzenie to możemy zaliczyć jako drugą największą wpadke u nas na stadionie (w każdym razie od 1990r). Żale możemy mieć tylko i wyłącznie do siebie bo choć byliśmy w kryzysie to zbagatelizowaliśmy przeciwnika a i starszyzna która była na meczu w dużej mierze zasiadła w całkiem innym miejscu na stadionie zamiast obok. Druga sprawa to taka że Cracovia nas zupełnie zaskoczyła, wszak nie raz zjawiali się od nich (wtedy to nazywaliśmy zgredzi) którzy jak pisałem wyżej stali głównie z drugiej strony klatki przy barierkach bez barw). Przybyłe osoby z Górnika także w większości zasiadły w innej części stadionu (wraz ze starszyzną od nas / nie mylić starą gwardią bo ona siedziała przy klatce). Stąd też mała cześć od nich brała udział w awanti. Pod sam koniec meczu podchodzą do mnie trzy osoby z… Unii Tarnów i mówią że chcą z nami walczyć przeciwko Cracovii. Odpowiadam im że nie ma takiej opcji a lepiej dla nich będzie aby jak najszybciej opuścili stadion. Po chwili spotykam inne decyzyjne osoby i szukamy ich, jednak się zmyli. Do końca meczu już nic się nie wydarzyło. Co do liczby Cracovii to mocno ją zawyżyli podając 200 a było ich max ok 150 - 160 w tym (zdaje się wszystkie) ówczesne zgody.

PS. Normalnie nawet bym nie odniósł się do tej kwestii ale chce zadać totalny kłam jednemu z opisów które ostatnio został przytoczony. W tamtych czasach zdarzało się że na stadionie (wtedy były znacznie większe frekwencje niż obecnie) pojawiały niewielkie grupy (bez barw itd.) z Igloopolu. Były też jednostkowe przypadki gdzie mowa o znaczących osobach od nich w liczniejszej grupie (jak na tamte czasy rzecz jasna). My także pojawialiśmy się u nich przy czym był to praktycznie każdy ciekawy mecz jaki mieli. Zaś na meczu Igloopol – Cracovia (opis jest w tym temacie w głębi) tworzyliśmy nawet trzeci młyn. Cóż takie czasy, teraz jest to nie do pomyślenia. Wracając do w/w meczu u nas to zapewne były osoby od nich jednak nikt znaczący (bo byśmy poznali) a i liczba wydaje się naciągana, chyba że liczyli wszystkich którzy byli za Igloopolem a przyszli oglądnąć mecz. Ten wątek można by było drążyć bardzo długo dalej, no ale na ten moment nie ma co o tym pisać. Zupełnie inne czasy.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat gameofinternet 03.03.2018 12:35

Spodziewałem się prawdziwej gównoburzy rycerzy mefedronu a tu proszę, kilka sensownych wypowiedzi, fajnie. Oczywiście, że moje wypowiedzi są subiektywne, tak jak każdego kto liznął Krakowa.W dodatku to tylko moje zdanie. To też prawda, że punkt widzenia zależy od miejsca w którym się żyło. Natomiast ja nie pasuje do wiślackiej teorii o przerzutach, mimo że znam i takich. I mam też trochę inne zdanie na temat teorii przerzutów z TS na KSC. Sporo ludzi którzy zmieniło wiarę na KSC, także tych którzy byli tzw figurami... wiele takich decyzji była poprzedzona tym, że zostali wykręceni na różne rzeczy przez swoich. Jeśli jesteś na wakacjach po drugiej stronie i Ci ktoś tłumaczy, że miałeś dostac 10k a dostałeś 5k i to któryś raz, tak samo Twoi koledzy to granica przerzucenia zaciera się zdecydowanie, chuj z tym. Również zgadzam się z jednym z postów wyżej... to prawda po 2000 była masa ludzi niezrzeszonych, lecz zaangażowanych we wszystkie płaszczyzny kibicowskie, właściwie codziennie sie coś działo i to w wielu miejscach w KRK. Ja nie wymagam niczego od ludzi z internetu, jedynie myślenia, używania rozumu. DVL98, tak nie miałem na myśli Devilsów w swoich wypowiedziach a tych drugich i jeszcze trzecich. Owszem byliście mocni, a napewno na tyle mocni aby postawic się Cracovii... wielu z Was mentalnie odnalazłoby się na Pasach ;) Zreszta w moim mniemaniu, jesteście jedyną ekipa w historii Wisły do której Cracovia czuła jakiś tam respekt, jeśli można to tak nazwac. Pamiętam jedną sytuacje, gdy nam odpuściliście, chyba ze względu na różnice wieku. Od nas prawie same gołe małolaty, a na przeciwko Wy sami starsi, uzbrojeni jak na wojnę.. odprowadziliście nas tylko wzrokiem ;) Myśle, że gdybyście nas tam zmielili (Devils) to Cracovia na Hucie miałaby ciężej w kolejnych latach. Po tej akcji w ludzie którzy tam byli wzięli sobie mocno do serca to, żeby nie atakowac gdy przeciwnik nie może zrobic nawet sztycha, paradoks jak na Kraków, troche nas ucywilizowaliście ;) Pozdrawiam.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat sherkan 03.03.2018 08:14

Panowie parezdan i goi jest trochę racji w tym co napisaliście, jednakże nie zgodzę się z tym do końca . Każdy chłopak nawet średnio ogarnięty z krk ( znający dziedzinę fanatyka/kibica) mniej lub bardziej zna sytuacje jak to było w tamtych latach czy to z opowiadań czy też wspomnień od starszych znajomych. Osobiście wychowałem się na trybunach w latach 90 /2000 i bywało różnie z jednej jak i drugiej strony wychodziły akcje nie raz nie dwa (krzywe) niema co zwalać winę na tych czy tych, kto wprowadził a kto dostosował się i przyjął takie a nie inne zasady walki. Interesy weszły na 1 plan trochę później a niżeli lata 90 i to nie jest tak że każdy młody walczy za klub w imię interesów. Nie pierdolcie mi że tak właśnie jest, inna sprawa lat na przełomie 2000 / 2008 nie brakowało chłopaków którzy po prostu lubili adrenalinę i akcję na wroga. Teraz faktycznie trochę inaczej to wygląda, weszło to na nie właściwe tory. Czasy się zmieniają teraz wolimy stać w chuligańskich ciuchach i się prężyć jeden przed drugim jak koguty:). Nie ma co wracać do dawnych czasów, obecne są o 180 stopni inne a czy gorsze nie mnie to oceniać. Ja wolałem tamte lata i wielu znajomych uważa podobnie. Nie będę wybielał i faworyzował nikogo dlatego że można by wymieniać sytuację które nie wyszły po myśli ani jednych ani drugich oraz w sytuację których były na korzyść jednej z ekip. W miastach derbowych jest rywalizacja inna niż w pozostałych ale tak jest wszędzie na całym świecie. Kraków nie jest tu żadnym wyjątkiem. Szkoda chłopaków którzy skończyli i nie są już z nami na tym świecie ale nic już tego nie zmieni. Uważam ze forum to nie miejsce na wywlekanie i opisywanie akcji z przed lat. W Krakowie dużo chłopaków odpuściło ze względu na rodzinny dzieci pracę itp, ale nadal nie brakuję chętnych mimo to uważam że kilka lat wstecz Wisła miała lepszą bandę jak teraz. Za kilka lat znowu będzie inaczej i tak to wygląda czasy się zmieniają a czy będzie lepiej czy nie zależy od młodych którzy zaczynają dopiero przygodę z kibicowskim życiem. Na tym szlaku życie zweryfikowało wielu którzy byli charakterni a jak się później okazało zostali pogonieni i zakończyli żywot na stadionach, taka już specyfika tego że ludzie się zmieniają i albo są i trwają albo dają sobie spokój po jakimś czasie. Nienawiść do wroga wpajana jest od najmłodszych lat wszędzie bez wyjątku, chociaż w miastach derbowych ta rywalizacja jest inna ale to oczywiste. Pisanie o akcjach z przed lat jest bezsensu niepotrzebne i daje tylko pożywkę internetowym szczekaczom i pismakom.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat parezdan 01.03.2018 17:44

Pare zdan ode mnie.

Pierwsze dwie rzeczy, ktore rzucaja sie w oczy przegladajac ten temat to:

1) Wiekszosc wpisow to nie tyle ludzie spoza tematu kibicowskiego w Krk, ale nawet ludzie, co nie znaja ludzi, co znaja ludzi, etc. Jak mozna cos pisac na temat krakowa, a zaraz spytac jak jest np. na Biezanowie, albo Azorach, czy na Hucie.

Ja sie nie bilem ponad 10 lat, a jedyna stycznosc ze sluzbami porzadkowymi, to przy jakichs mandatach, na mecze chodzę z rzadka ze względu na charakter pracy, na wyjazdach przez ostatnie lata byłem kilku. Ale jak się wyrastało w pewnych kręgach - czyli z 50% młodzieży Krakoskiej dorastajacej w latach 90, to nie da się nie wiedzieć co się dzieje na mieście.

Po co te osoby się wogóle wypowiadają tutaj, skoro nie są na tyle znaczącymi kibicami swojego klubu, że nawet nie wiedzą co się dzieje ma mieście w Krakowie...

2) Nie dość, że większość osób nie jest zaangażowanych w sprawy swojego klubu, to jeszcze albo nie jest z Krakowa, albo jest z ludności świeżo-napływowej.

Temat pierwszy, który chciałem poruszyć, a dużo osób tu grzeje i powołuje jakieś dziwne ciśnienia, to jak to wyglądało w krk od IIWŚ do upadku komuny.

Tak się składa, że pochodzę ze ścisłego śródmieścia i wychowywałem się w kamienicy na ulicy dochodzącej do rynku, a 90% mojej rodziny pochodzi z Krakowa, reprezentują rozne opcje kibicowskie i slyszalem mnostwo opowiesci jak to wyglądało w tamtych czasach. Oczywiście jest to zbiór subiektywnych opinii i wspomnien, ale chce przytoczyć parę wniowsków, jakie po tych opowieściach się nasuwają.

Z góry przepraszam za ewentualna chaotyczność wypowiedzi i skrótowość, ale każdy z wątków możnaby rozpisać na strony, a to bez sensu.

- Nie było hooliganów przed przełomem lat 80/90. Funckjonowały wtedy Koła Sympatyków, koła Kibiców itp. Dużo młodych chodziło na mecze, ludzie się bili ogólnie jak zawsze między sobą, zdarzały się na mieście animozje na tle klubowym itp. Ale to były emocje raczej jak między fanami hokeja w kanadzie. Było to bardzo ważne, ale nie było rozjebywania wroga za wszelką cene, łowów przed meczami, krojenia barw (wydziarganych przez babcie szalików), kosy w krakowie zawsze latały, ale wtedy nie było to na podłożu kibicowskim, nie było interesów i gangsterki.

Z opowieści dziadka w latach 60-80 tak to wyglądało:

Mnówstwo było tzw. kibiców krakowskiej piłki, gdzie każdy miał w sercu swój klub, ale gdzie był mecz to tam się chodziło. Mój dziadek miał dwóch najlepszych przyjaciół, z czego mój dziadek i jeden byli za Pasami, natomiast ten 3 - to był Wiślak. Pamiętam dziesiątki takich wieczorów, gdzie siedzieli, pili, droczyli się itp.

Co ciekawe nie było wtedy płaszczyzny, że Wisła to ubecy, a Cracovia żydzi. Pamiętam głównie, że na Wisłe było, że to Czarna Wieś (tak się nazywała wcześniej wieś w miejscu R22), klub ludności napływowej i wieśniaków - co oczywiście nie do końca było zgodne z realiami, dużo osób mieszkających na śródmieściu i pochodzących z Krakowa kibicowało Wiśle. Cała trójka nie lubiła Hutnika i ogólnie całej huty, traktując ją jako karę od komunistów za 3XNIE w wyborach po wojnie.

Gdzie się grało mecz, to dzień wcześniej szło się rundkę po stadionach. wszędzie zakopać po pół litra i w trójkę robili obchód po wszystkich meczach jakie był w Krakowie, coś wypili, pogadali i tak mijał weekend.

Wawel, Garbarnia, Cracovia, Wisła, Nadwiślan - chodziło się na wszystko w latach 60-90.

Jak były derby, to stadion pękał w szwach, kibice stali raczej w grupkach, ale grupki zwykle były pomieszane juz po sektorach. Stali koło siebie, jakieś złośliwości były, ale wódkę razem pili.

Na mecze wtedy chodziły głównie chłopy, 15-60 lat, pod krawatem w płaszczach itp - przekrój społeczeństwa.

Jak pisałem wcześniej, awantury na tle kibicowskim może i się zdarzały, ale nie częśniej niż kto skąd jest, o dziewczyne, brzydką pogodę, czy że ktoś sie krzywo popatrzył.

Tak mniej więcej sumując - Kraków był podzielony 40/40/20 miedzy Cracovie, Wisłę, Garbarnie.

Huta była podzielona między Hutnika i Wisłe - nie bylo Cracovii na hucie.

Kibicowanie było ważne, ale nie było takiej nienawiści jak później.

I później mamy przełom lat 80/90. Pada komuna, trafiają do polski ziny kibicowskie z zachodu, głównie Anglii, materiały z awantur i inne informacje o chuliganach ze stadionów.

Nagle wszyscy chcą być chuliganami i z dnia na dzień zaczynają się tworzyć bandy - niezależne od Klubów Kibica.

Na śródmieściu wtedy była znaczna przewaga Cracovii. Wisła była po zachodniej stronie parku krakowskiego i ogólnie alei, oraz liczna grupa sympatyków na tzw Gródku, czyli miedzy plantami, a dietla. Ci z gródka Kończą aktywne kibicowanie, lub przechodzą na drugą stronę zaraz na początku lat 90, gdy Śródmieście się aktywizuje pod szyldem Cracovii, gdzie dodatkowo z drugiej strony przejebany Kazimierz, gdzie w latach 90 i na poczatku 2000 mieszkała najbardziej przejebana banda w Krakowie. Pamiętam na placu żydowskim jak stało po 50 chłopa, gdzie połowa przed 18, a połowa po wyrokach.

Dalej okolice dworca, aż po łobzowską, a z zachodu nowy kleparz i krowodrze też mocna Cracovia, Wesoła, czyli to po drugiej stronie galerii i dworca też Cracovia, plus oczywiście Salwator. To jest kolebka kibicowska Cracovii. Do tego dochodzi Prokocim z przejebanym Kozłówkiem, Piaski z wiadomą postacią, po 1990 osiedla nowohuckie, trochę Pasów na starej olszy, III Strona ruczaju itp

Wisła to okolicę jej stadionu, krowodrza, w latach 2000 pamietam nagle się wysypali w okolicach Karmelickie i Grabowskiego, ale średnia banda - nigdy nie było mocnej wisły śródmieście. Tam jeszcze mieszkali jacyś neo-skini, tacy od harringtonek i martensów, co byli za Wisłą, ale raczej wyjazdowicze niz do awantury. Pół huty, z czego część przechodzi na stronę wroga, ale o tym później, bieżanów, bronowice, prądniki, olsza dwa, ruczaj II str zabójcy człowieka. Dużo Wisły na podgórzu ale wtedy to była dziwna dzielnica, wchuj cyganów. Płaszów z tamtych lat też z Wisłą mi się kojarzy.


W latach 1990-2000 każdy młodszy lub starszy z śrdm, ale też pewnie z całego krakowa, był chuliganem, wałkarzem, dilerem, kombinatorem i często jeszcze raperem w jednym.

Czasy wałów na telefon, awantur co wieczór po knajpach, słynne za kim jesteś itp, trudne czasy jak się nie było jakims bananowcem, cały czas na oriencie, mimo, że jeszcze nie na tle kibicowskim.

Jak tu czytam o nostalgii za latami 90 to śmiać mi się chcę. Chuja rycerskie czasy, każdy patrzył jak zrobić, żeby coś wpadło do kieszeni, a na wyjazdy się jeździło, żeby awantura była, szedłeś po obcych dzielnicach to tylko patrzyłeś, aż ktoś się zesra.

Takie łby, co to wypisują o latach 90, w tamtych czasach i tak byłby lamusami, więc niech dadzą sobie spokój.

Drugą część, gdzie dokończę wątki, innym razem napiszę.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat Król2002 22.02.2018 10:18

Witam serdecznie

Po przeczytaniu forum, bez napinki chciałbym zadać kilka pytań, które uporządkują sprawy. Po pierwsze rzuca się w oczy pewna prawidłowość, że to rzekomo Wisła przejmuje Kraków od kilku lat. Badając więc sytuacje od pocz. XXI wieku mam takie dylamaty: Jak to się stało , że Cracovia przejęła pół jak tu pół bastionu Wisły Azorów?? Lata 90-te czyli terror Cracovii, sprzęt wprowadzony przez nich nie spowodował zachwiania Azorów a teraz? Dziwne to także ze względu na bliskość Prądników. Po drugie-reasumując sytuacje w Hucie-po fali przerzuconych osiedli sytuacja się ustabilizowała ale wciąż znak zapytania stanowi Arka oraz Złotówa, która chyba nie w całości się przerzuciła? Kolejna zagadka-Bieżanów. Bastion podobny do Azorów upadł??? Propaganda jednej i drugiej strony robi swoje a jakiś czas temu Cracovia ogłosiła przejęcie osiedle.Po ostatnich wydarzeniach są sygnały, że Pasiacy wylali się tam z dużej liczbie i Wislacy się chowają. Wierzyć się nie chce. Kolejna osiedle-niewielkie-Widok. Koło Bronowic kojarzony z Wisłą. Jakiś czas temu Pasiacy wypowiadali się, że jest ich tam masa. Kurdwanów-czy Wisła dalej trzyma się tam mocno? Zawsze dobra banda ale chyba też sie coś pozmieniało. Chciałbym zreasumować kilka wątków poprzez te pytania, które chyba interesują każdego. Nie jestem z Policji, nie zarzucajcie mi nie-kumatości bo trudno wiedzieć co się dzieje w osiedlach po drugiej stronie miasta a w opowiadaniach znajomych z jednej i drugiej strony też siana jest propaganda w zależności od strony konfliktu

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat jestesmywaszastolica 02.02.2018 11:19

Śmieszą mnie takie rozkminki sprzed komputera, dodatkowo mam przedziwne wrażenie, że albo większość za was w ogóle nie działało, albo może i działało, ale nigdy nie mieszkało na terenach stykowych.
Przecież to nie jest tak, że 10 małolatów planowało, że zajebie swojego rówieśnika od iluś tam miesięcy, czy tam czekało na jakiś rozkaz z góry, tylko tak na najprostszą osiedlową logikę to była typowa akcja-reakcja.
Ktoś z Wisły obił typa z KSC, ten następnym razem zrewanżował się za pomocą brecha, ten pierwszy w rewanżu wziął do pomocy kolegów, na reakcję drugiej strony nie trzeba było czekać i koniec jaki był sami wszyscy widzimy.
W Krakowie dzieje się tak już od ćwierćwiecza, więc dziwią głosy oburzenia, czy tam tym bardziej zdziwienia.
Wiadomo, że już po danej sytuacji najczęściej przychodzi refleksja na chuj to zrobiłem, czy tam zrobiliśmy, ale przecież tak samo jest z zapierdalaniem po mieście furą 200km/h, do czasu się człowiek nie rozpierdoli, albo kogoś nie zajebie to jest adrenalina i zajawka.

Żeby nie było to ja nie bronię, ani tym bardziej nie popieram takich akcji, ale życie nie jest czarno biało i niestety Kraków po raz kolejny zbiera swoje żniwo, ale skoro nie jest to pierwsza taka śmierć to chyba osoby w to zaangażowane wiedzą z czym to się wiąże.

Jedyną rzeczą która mnie w tym dziwi to to, że góra z obu stron nie widzi tego, że takie podejście prędzej czy później ją zniszczy i nie chodzi mi o to, że sami mogą stać się z łowców ofiarami.
Ja rozumiem, że nienawiść, jakieś korzyści tylko na dłuższą metę to spowoduje że po pierwsze nikt normalny nie będzie się w to bawił (czy tam zaczynał się w to bawić), a dwa prędzej czy później zaczną lecieć grube wyroki, przecież już dzisiaj bez większych problemów można za to przybijać 258 z kk i wtedy się posypią wyroki za damski chuj.


Na zakończenie tego moralizatorskiego i trochę przydługiego wywodu, który i tak 99% czytających będzie miała w dupie :) to napiszę jeszcze, że jebanie Wisły, Cracovii czy tam ogólnie sceny kibicowskiej za interesy i honor jest śmieszne.
Raz, że x lat temu wyglądało to podobnie, czy tam wręcz w latach 80 jeszcze gorzej.
Dwa, że problemem nie są zachowania kibiców, miastowych czy tam chuj wie kogo tam jeszcze, tylko to, że młode pokolenia w dużej części wychowują się bez jakichkolwiek zasad, czego efekty widać zarówno na stadionie, jak i na ulicy, czy to w kryminale, czy nawet na tym forum. To w połączeniu z wygodnictwem, bezrefleksyjnym przyjmowaniem mód zza granicy (czego mamy najlepszy przykład na tym forum w wątku dla prawdziwych kiboli czyli w temacie o każualach), coraz większą wyjebką na pewne kwestie i kilkoma innymi czynnikami, powodują, że polskie trybuny AD 2018 wyglądają tak jak wyglądają.

Łódź i województwo łódzkie - kibicowsko Radicaal 17.01.2018 10:30

A o to co pisze dziennikarz sportowy,prywatnie wielki kibic Widzewa:

Stadion i Łodzianka, czyli miejskie kłody pod widzewskimi nogami
Jarosław Bińczyk

Przez lata krytykowaliśmy w Wyborczej władze miasta, że nie wykorzystały koniunktury, jaką były sukcesy Widzewa i ŁKS. Teraz jednak naprawdę nie ma podstaw do narzekania. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich
Już wielokrotnie pisałem, że ma w Polsce drugiego miasta, w którym buduje się tak dużo obiektów sportowych jak w Łodzi. Dwa, no może półtora stadionu piłkarskiego, hala widowiskowo-sportowa, mała hala (na ukończeniu) do sportów zespołowych, stadion żużlowy, dwa nowoczesne ośrodki treningowe, centrum sportowe Politechniki Łódzkiej. Mało? Miasto nie dość, że wybudowało nowoczesne obiekty, to jeszcze płaci klubom za korzystanie z większości nich. Sportowe eldorado?

Ale do rzeczy... Przez lata krytykowaliśmy w „Wyborczej” władze miasta, że nie wykorzystały koniunktury, jaką były sukcesy Widzewa i ŁKS. Teraz jednak naprawdę nie ma podstaw do narzekania. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich.

Wszystko przez ŁKS
Z jednej z twitterowych dyskusji m.in. kibiców i radnych dowiedziałem się, że „miasto rzuca Widzewowi kłody pod nogi”. Pretekstem były przedłużające się negocjacje w sprawie opłat za korzystanie z Łodzianki. Przeczytałem, że podobnie było i jest ze stadionem, a koronnym argumentem jest... ŁKS. On jest podobno lepiej traktowany, ponieważ w Urzędzie Miasta Łodzi przeważają jego kibice. Co gorsze, podobne argumenty zdarzało mi się słyszeć od widzewskich decydentów. Myślałem, że jestem przewrażliwiony, ale takie samo wrażenie odnieśli urzędnicy, których nawet nie podejrzewałem o sprzyjanie jednemu czy drugiemu klubowi, a którzy czasami stykają się z działaczami.


Gdy Hanna Zdanowska zadeklarowała, że stadion przy al. Unii zostanie rozbudowany, a każdy, kto był na jedynej trybunie, wie, że to konieczność, z Widzewa dotarły postulaty, że jego obiekt jest za mały. Znalazły się badania mówiące o ogromnym potencjale kibicowskim, które kilka lat temu sprzyjające ŁKS miasto zignorowało i postawiło obiekt tylko na 17 tys. miejsc. Za mała jest też Łodzianka, bo na ŁKS ma jedno boisko więcej. I jeszcze Widzew musi się dzielić z rugbistami. I jeszcze ŁKS za miejskie pieniądze wykończył loże dla VIP-ów, a to co zostało, przeznaczył na drużynę.

„Gdy ktoś z ŁKS przychodzi z jakimś problemem, to spokojnie prosi o pomoc w jego rozwiązaniu. Z Widzewa słyszymy, że musimy, bo to przecież klub-legenda i wszystko mu się należy” – opowiadał jeden z urzędników.
Przypominam więc, że przy al. Piłsudskiego stanął stadion za 130 mln zł, Łodzianka kosztowała 11 mln, a do obu obiektów – podobnie jak do stadionu przy al. Unii i ośrodka przy Minerskiej – Łódź dopłaca. A tak hołubiona i szanowana w Widzewie Wisła Kraków płaci Krakowowi za każdy mecz u siebie 250 tys. zł, zaś bazę treningową musiała sama sobie wybudować i płaci za nią podatki. Choć przeglądając strony internetowe, mam wrażenie, że obiekty, z których korzysta Widzew, pobudował pewien radny PiS i to z własnych oszczędności. Ostatnio dostąpił nawet zaszczytu strzelenia pierwszego gola na nowym boisku Łodzianki.

A jeśli władza się rozmyśli
99 proc. polskich klubów piłkarskich może tylko marzyć o tak złym traktowaniu przez władze miasta, jakiego doświadcza trzecioligowy Widzew. Kłody rzucane mu pod nogi nie dość, że są wielkie (stadion, baza), to jeszcze nowoczesne. Gorzej, jeśli ta władza się zdenerwuje i nawet nie będzie przeszkadzać, ale stanie się obojętna. Wystarczy, że przestanie dotować korzystanie ze stadionu. Pierwszy przypomni o tym klubowy budżet, który zmniejszy się o kilkadziesiąt procent z powodu normalnych opłat za korzystanie z obiektów. Wtedy będzie można naprawdę narzekać.



Daj daj daj.

Sytuacja w Krakowie na przestrzeni ostatnich 30 lat ts06 17.01.2018 00:09

Dajcie spokój, Kraków teraz to zupełnie inny Kraków niż dziś.Osiedla , pomijając np Azory czy Przy Arce ,kibicują temu komu kibicowali 10 lat temu, tylko że na osiedlach pustki.Sąsiadka dawno odpadła(pomijam kwestie H gdzie wiadomo wystarczy ze 30 chłopa którzy nie będą się bać jechać ze sprzętem i sobie jakoś radzą)
Wisła...To dla mnie zagadka. Po śmierci człowieka, wiadomo jak było ale z rok później zrobiła się zajebista zajawka na Wisłę.Otworzono TSW, siłownie, były gale.WG to się normalnie nudziła bo rozjebała praktycznie wszystko sąsiadki, sama mając z kilkaset grafów na mieście.UW robiła zajebiste oprawy, sekcja sportowa działała sprawnie a po kilku latach(może za tłustych?), wzajemne konflikty i klimat ostro podupadł.
Dlatego ogólnie w Krakowie jest lipa , od czasu do czasu ktoś zginie , ale osiedla, kiedyś bardzo mocne, nie żyją już klimatem, gdzie wiadomo są wyjątki, gdzie kiedyś było wyjątkiem, by nawet małe osiedle nie miało przynajmniej tych kilkunastu chłopaków którzy żyli tym.A duże osiedla to +-100 chłopa, potrafiły się zebrać i to nie tylko na Derby.

Zgody/Kosy/Układy reaktywacja. RafiXonn WSH 03.01.2018 16:48

Mam pytanie, jaka jest relacja na linii: Wisła Kraków - Unia Oświęcim i Ruch Chorzów - Resovia Rzeszów

Niebezpieczne dzielnice Polskich miast vol.2 ts06 29.12.2017 14:01

Kraków w skrócie

Druga połowa lat 80tych(z opowieści) - ostra patologia, system się walił milicja w ogóle nie dawała rady.Dostać można było wszędzie i za nic.Krojenie , mnóstwo alku, obsadzone wszystkie ławki, w zasadzie każdy obcy przechodzący obok jakiejś ekipy osiedlowej mógł dostać wpierdol, im godzina późniejsza, tym szanse większe.Do tego stałe walki między sąsiednimi osiedlami.Nie było czegoś takiego że Wisła lała się z Wisłą bo praktycznie wszędzie była Wisła więc to czasy z gatunku skąd jesteś a nie za kim.No i wiadomo, bitki były zazwyczaj honorowe i spontaniczne

Pierwsza połowa lat 90tych - tu już coś zaczynałem kumać.Podzielił bym to na 2 części.Najpierw w zasadzie kopia tego co wyżej pisałem, z tą różnicą że zamiast milicji, pojawiła się policja, jeszcze bardziej bezradniejsza.Tak więc na osiedlach kompletna samowolka.
Druga część - sąsiadka zmontowała ostrą ekipę przez co niektóre rejony już miały nieciekawie ale niektóre żyły nadal w starych czasach.

Koniec pierwszej połowy lat 90 do lat 2000+ to już ostra jatka.Masowe przerzucanie ludzi, osiedli ,wjazdy na chaty, do autobusów, kiedy Wisła już trochę okrzepła to notoryczne wjazdy przy których mógł oberwać czy zginąć każdy kto znalazł się przypadkowo w danej knajpie czy pod blokiem.Teraz to brzmi jak żart ale wyobraźcie sobie sytuacje gdzie np kilkudziesięciu chłopa ze sprzętem pakuje się w autobus, wysiadają i w biały dzień na oczach postronnych , robią sobie łapanki ,na jednym, potem, drugim, potem trzecim itp osiedlu i jakby nigdy nic wsiadają w autobus powrotny.

Potem, gdy policja już się wzmocniła, wszystko przeszło bardziej do podziemia i generalnie polowało się na konkretne osoby, czy na konkretną ekipę.Ogólnie osoby postronne mogły czuć się bezpieczniej.
Wszystko ukróciło się gdy zaczęły padać trupy a skuteczność wyłapywania wzrosła prawie do 100%.

Teraz też można jeszcze spotkać gości siedzących sobie pod blokiem, od czasu do czasu dzieją się jakieś akcje ale można przyjąć że klimat kibicowski/osiedlowy w Krk padł a miasto można uznać za bezpieczne.

Do tego zalali nas Ukraińcy - w każdym przedziale wiekowym, bardzo dużo młodych ale oprócz incydentów, tu też niewiele się dzieje.
Zaznaczam że to tylko moje subiektywne zdanie

Kibiców jakiego klubu NIE lubisz, nie szanujesz? ratujmy trzmiele 26.12.2017 01:50

Pochylając się nad tym tematem niejako czuję się z lekka zawstydzony - skoro jednak z lekka wypita osoba dziś jestem,niech leci -
Łódzki Widzew - pomijając oczywistości ,jakoś ciężko mi strawić myśl ,że chłopaki mogą się miziać z takimi pizdami jak Sparta Praga - gnojami lżącymi Polaków przy lepszej okazji.Dramat.No i ŁKS - stare czasy,bez zmian - sympatia pozostała.
GKS Katowice - nie pomnę już który to rok,ale akurat na tym wyjeździe właściwie padła zgoda - postawili warunek -zerwijcie z Lechią - natychmiastowa odpowiedź nigdy w życiu! i sprawy potoczyły się jak powinny.Nigdy za nimi nie przepadałem.
Podobnie jak za Wisłą Kraków.Zgoda święta rzecz i człowiek mordę na trzy zamki trzymał nawet jak pozwalali sobie najebani niejednokrotnie we Wrocku na szpilę w stronę Motoru.Z roku na rok problemów było więcej niż lekarzy.Dobrze się stało,pozorami nie da się tworzyć przyjaźni.
Legia Warszawa - klubu nie cierpię,trybuny uwielbiam - i bądź tu mądry;)

Kibiców jakiego klubu NIE lubisz, nie szanujesz? Magnat 26.12.2017 00:56

Z klubów których nie lubię:
- Ruch Chorzów - za nienawiść jaką darzą Górnika. Śląska ,,Święta wojna, więc niechęć wyssana z mlekiem matki, lecz od zawsze mimo potężnej kosy był szacunek do mocnej i konkretnej bandy jaką mogli się szczycić.
- Legia Warszawa, Zagłębie Sosnowiec - za stosunek do Górnego Śląska i jego mieszkańców. Choć np. do Legii szacunek za emanowanie patriotyzmu i za pierwszorzędną, jedną z najlepszych w Europie ekipę ultrasowską.
Z klubów, których nie szanuję:
- Wisła Kraków - przed przybiciem układu z Ruchem, mój stosunek mimo niechęci był trochę inny niż dziś. Była doza szacunku w kierunku ekipy z Reymonta, niestety wydarzenia z 2016 roku zmieniły moje postrzeganie bandy spod znaku ,,Białej Gwiazdy.
- Cracovia - polski Ajax. Akcenty żydowskie i nazywanie siebie ,,Narodem Wybranym a stadionu przy Kałuży ,,Ziemią Świętą dla mnie niewybaczalne. Choć na moją ocenę większy cień rzuca ich postawa, brak jakiegokolwiek fasonu, sytuację jak ta podczas meczu z Pogonią i oprawa z ,,Paprykarzem.
- Piast Gliwice - temat rzeka, nie będę pisał zbyt wiele, żeby nikt nie wziął tego ,,za prężenie muskuł. Szanuje pojedyncze osoby z Piasta, które znam osobiście za ich system wartości i osobowość, natomiast ekipy ,,Niebiesko-czerwonych kategorycznie nie.

Z innych klubów, które delikatnie mówiąc nie darzę sympatią może wymieniłbym jeszcze, choć nie grzeją mnie tak mocno te ekipy jak te wyżej wymienione, m.in. Polonię Bytom, Arkę Gdynia, Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław, Jagiellonię Białystok czy Widzewa Łódź.

Te natomiast, które nie są naszymi zgodami, a które darzę sympatią to Lech Poznań, Korona Kielce, Zawisza Bydgoszcz i ŁKS Łódź.

Kibicowskie Podkarpacie Zupełnie Zielony. 22.12.2017 16:28

Jesień w wykonaniu Wisłoki:
Wyjazdy:
Sokół Sieniawa – Wisłoka 105 + 13 KSG + 2 ROW
Stal Sanok - Wisłoka 102 +13 KSG + 1 ROW
Sokół Nisko - Wisłoka 65 + 15 Siarka + 5 KSG
LKS Pisarowce (w Sanoku) - Wisłoka 79 + 1 KSG
Wisłok Strzyżów - Wisłoka 104 + 8 KSG + 1 ROW
Polonia Przemyśl - Wisłoka 167 + 68 Siarka, 20 ROW, 15 KSG, 4 Wisła Sandomierz
Igloopol - Wisłoka 385 + 70 KSG + 60 Siarka +14 ROW + 11 Szeged (Węgry) (na mecz wybraliśmy się pomimo tego że nie wejdziemy) (+ w między czasie dostaliśmy zakaz)
KS Wiązownica - Wisłoka 96 + 31 KSG (na zakazie)
Błękitni Ropczyce – Wisłoka 114 + 6 KSG (na zakazie)
Kolorado Wola Chorzelowska (k. Mielca) - WISŁOKA (środa) (puchar) 42

U siebie:
Wisłoka - Piast Tuczempy młyn 120 w tym 21 Siarka i 10 KSG
Wisłoka - Głogovia Głogów Młp. młyn 65
Wisłoka – Izolator Boguchwała młyn 100 w tym 3 KSG
Wisłoka - Cosmos Nowotaniec młyn 50
Wisłoka - Wisłok Wiśniowa młyn 100
Wisłoka – Granica Stubno młyn70
Wisłoka – Pilzno Pilzno bez młyna (jesteśmy na meczu ROWu oraz KSG)
Wisłoka – Unia Nowa Sarzyna młyn 160 w tym 55 Siarka + 1 KSG

Zgody:
Górnik - Legia 150
Górnik - Wisła Kraków 65
Gornik - Lech 50
Górnik - Piast 40
Górnik - Lechia Gdańsk 18
Górnik – Korona 10
Górnik - Cracovia 7
Górnik – Jagiellonia 7
Górnik - Wisła Płock 5

Nieciecza - Górnik 50 (na zakazie)
Lechia Gdańsk - Górnik 14
Pogoń Szczecin - Górnik 12
Legia – Górnik 10
Sandecja (w Niecieczy) – Górnik 3 (tego dnia byliśmy na Siarce)

GKS Jastrzębie - ROW 43

Siarka – ŁKS Łódź 92
Siarka - GKS Katowice 17
Siarka - Radomiak 1

Błękitni Ropczyce (nasz fc) - Igloopol 40
Igloopol – Błękitni Ropczyce (nasz fc) (puchar, środa) 47

Turnieje:
Turniej kibiców Wisłoki dla domu dziecka – z nami: Górnik 25, ROW 5, Siarka 5
Turniej piłkarski w Sandomierzu „Wiślacka Gwiazdka” 47

Kibiców jakiego klubu NIE lubisz, nie szanujesz? GdanskiKibic 21.12.2017 23:02

Jako sympatyk Lechii Gdańsk nie szanuję:
- Arki Gdynia - za niehonorowe akcje typu kradzież flag z magazynu pod osłoną nocy.
- GKS Katowice - za lata 90-te
- Wisły Kraków - za bratanie się z Ruchem Chorzów i Widzewem, a także już bardziej bandycką niż chuligańską ekipę
- Cracovii Kraków - za bandyctwo i trzymanie sztamy z Arką Gdynia
- Pogoni Szczecin - za Rafała Murawskiego
- Jagiellonię Białystok - za napinkę kibiców z autobusów (pokazywanie f**ków) kilka lat temu jak jechali do Gdańska na Traugutta, pod obstawą policji

Z wrogich ekip szanuję natomiast:
- Lecha Poznań - za honorową ekipę chuligańską
- Legię Warszawa - za najlepiej zorganizowaną ekipę kibicowską, oprawy, patriotyzm
- Górnik Zabrze - za dobrze zorganizowaną grupę kibiców