osman bukari w trakcie meczu widzewa łódź

Widzew bez dwóch "gwiazd"

Fot. eastnews
2026-04-06

W piłce nożnej przyzwyczailiśmy się do kontuzji, kartek czy spadków formy. Jednak to, co spotkało Widzew Łódź w decydującej fazie sezonu, brzmi jak scenariusz filmu przygodowego. Dwaj kluczowi zawodnicy, na których wydano fortunę, utknęli poza granicami Polski z powodów, które wprawiają kibiców w osłupienie.

Trener Aleksandar Vuković ma twardy orzech do zgryzienia. W momencie, gdy każda minuta na boisku jest na wagę złota, a walka o utrzymanie nabiera tempa, jego zespół został osłabiony przez biurokrację i... narodową euforię na innym kontynencie.

Sprawa Osmana Bukariego to klasyczny przykład organizacyjnego niedopatrzenia. Skrzydłowy musiał opuścić Łódź i udać się aż do Nigerii (tam znajduje się najbliższa polska ambasada obsługująca obywateli Ghany), by odświeżyć swoją wizę. Dotychczasowy dokument pozwalał jedynie na pobyt krótkoterminowy, a nowego ani widu ani słychu. Zawodnik wciąż przebywa więc w Afryce i czeka na możliwość powrotu do Polski, choć według wielu źródeł zamierza kontynuować karierę w innej lidze.

Przypadek Kapuadiego jest jeszcze bardziej egzotyczny. Obrońca zamiast wrócić do Łodzi po zgrupowaniu reprezentacji Demokratycznej Republiki Konga, stał się częścią narodowej historii. Po wywalczeniu awansu na mundial, cała kadra została "uwięziona" w kraju na prośbę najwyższych władz państwowych.

Obchody, parady ulicami stolicy i oficjalne spotkania z prezydentem okazały się ważniejsze niż kalendarz Ekstraklasy. Choć przepisy FIFA są jasne, w obliczu narodowego święta w Kongu, Widzew musiał uzbroić się w cierpliwość.

Fot.: Grzegorz Wajda/REPORTER 

iparts.pl
Zobacz także