Kompromitacja Lecha i odpadnięcie z LM
To miał być formalny spacer po awans do kolejnej rundy, a skończyło się jedną z największych kompromitacji w historii polskiej piłki klubowej. Lech Poznań, mając w garści potężną zaliczkę 4:1 z pierwszego meczu, przegrał przed własną publicznością z AGF Aarhus 1:4, a po fatalnych rzutach karnych (3:4) pożegnał się z marzeniami o Lidze Mistrzów. Zamiast szykować się na potyczkę z Sabah FK, zszokowanych mistrzów Polski czeka teraz zaledwie rywalizacja w eliminacjach Ligi Europy.
Katastrofalne nastawienie i festiwal błędów
Poznaniacy wyszli na murawę z fatalnym nastawieniem, od pierwszych minut prezentując potężną nerwowość i mnożąc proste straty, co systematycznie napędzało zmotywowanych Duńczyków. Doskonale zlekceważenie rywala i żenującą postawę zespołu podsumowała reakcja Nielsa Frederiksena. Trener "Kolejorza" już w pierwszej połowie wściekał się i bezradnie gestykulował przy linii bocznej. Po stratach kolejnych bramek załamywał ręce i nie dowierzał temu, co widzi. Lech miał wprawdzie swoje okazje, by zabić ten mecz, ale Mads Hedenstad w kapitalnym stylu zatrzymał strzał Mikaela Ishaka, a Luis Palma w niewytłumaczalny sposób spudłował z pięciu metrów.
Głównym winowajcą tego defensywnego blamażu był Robert Gumny. Zawodnik z doświadczeniem z Bundesligi, będący jedyną zmianą względem wyjazdowego starcia, zawiódł na całej linii. To po jego fatalnej stracie piłki w 32. minucie goście rozklepali obronę Lecha, a wynik z ostrego kąta otworzył Tobias Bech. Jakby tego było mało, na początku drugiej połowy Gumny sprokurował "jedenastkę" zagraniem ręką. Rzut karny na 0:2 bezbłędnie zamienił Kristian Arnstad, choć bramkarz Lis miał piłkę na rękawicach. Katastrofa dopełniła się kwadrans przed końcem, gdy po rzucie rożnym mierzący niemal dwa metry Frederik Tingager trafił na 0:3, wyrównując stan dwumeczu. Odpowiedź Lecha ograniczyła się do uderzenia Palmy z rzutu wolnego, ponownie świetnie wybronionego przez Hedenstada.
Zszokowany i rozpaczliwie broniący się Lech musiał przystąpić do dogrywki. W niej iskrę nadziei dał kibicom Filip Jagiełło, strzelając bramkę na 1:3. W tym momencie Lech miał awans i wystarczyło ten stan dociągnąć do końca. Radość trwała jednak ułamki sekund. Krycie "na radar" Joela Pereiry i bardzo dyskusyjną interwencję Lisa (który tego dnia również nie za bardzo pomagał kolegom) błyskawicznie wykorzystał młody Tomas Kristjansson, przywracając wynik na 1:4. O kompromitującym odpadnięciu "Kolejorza" zadecydował konkurs rzutów karnych. Bramkarz gospodarzy nie obronił żadnego uderzenia, a przyjezdni – poza jednym trafieniem w słupek – strzelali perfekcyjnie pod same okienka bramki. Ostatecznie Lech uległ w serii "jedenastek" 3:4, na własne życzenie wypuszczając awans z rąk.
AŁ
Fot.: Lukasz Gdak/East News
