mecz otwierający sezon w szczecinie

Legia wyrywa punkty w doliczonym czasie gry

Fot. eastnews
2026-07-24

Inauguracja rozgrywek PKO BP Ekstraklasy w Szczecinie długo zapowiadała się na bezbramkowy remis. Ostatecznie jednak to Legia Warszawa rzutem na taśmę pokonała miejscową Pogoń 1:0. Szlagierowe starcie rozstrzygnęło się dopiero w 96. minucie za sprawą debiutanta.

Kolejny pechowy wieczór Rajovicia

Oba zespoły przystąpiły do meczu z nowymi nadziejami i nowymi szkoleniowcami. W Legii ligowy debiut zaliczył Marek Papszun, a "Portowców" poprowadził zatrudniony tuż przed startem sezonu Oscar Garcia. Początek spotkania należał do gości. Już w szóstej minucie Mileta Rajović groźnie uderzał głową, ale Valentin Cojocaru z najwyższym trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chwilę później napastnik z Warszawy wpakował futbolówkę do siatki, jednak sędzia słusznie anulował gola z powodu zagrania ręką. Gospodarze odpowiedzieli dopiero po pół godzinie gry. Były snajper Legii, Jean-Pierre Nsame, uderzył z powietrza, lecz fenomenalną interwencją popisał się Otto Hindrich. Napastnik został w przerwie zapytany o tą sytuację, ale skwitował krótko, że nie strzelił gola przez fenomenalnego bramkarza.

Po zmianie stron widowisko nie porywało, a skuteczność obu ekip wciąż mocno kulała. W 50. minucie Nsame znów przegrał pojedynek z Hindrichem po dograniu Leonardo Borgesa. Z kolei pech absolutnie nie opuszczał Rajovicia, któremu arbiter anulował kolejne trafienie – tym razem ze względu na spalonego. Chcąc ożywić grę swojego zespołu, trener Garcia posłał na murawę m.in. Kamila Grosickiego. Ten miał nawet jedną sytuację, ale trafił jedynie w boczną siatkę po indywidualnym rajdzie lewym skrzydłem.

To jednak przyjezdni wypracowali sobie w końcówce piłkę meczową. W przedostatnim kwadransie Rajović miał przed sobą tylko leżącego bramkarza Pogoni, ale uderzył prosto w ofiarnie asekurującego go Attilę Szalaia. Gdy stadion powoli godził się z podziałem punktów, w doliczonym czasie gry warszawianie zadali decydujący cios. Daleki wrzut z autu świetnie przedłużył aktywny do samego końca Rajović, a wprowadzony z ławki Zoran Arsenić z bliska wepchnął piłkę do siatki. Obrońca w swoim debiucie został absolutnym bohaterem, zapewniając podopiecznym Marka Papszuna bezcenny komplet punktów na trudnym terenie.

Fot.: Zygmunt Karwowski/East News 

iparts.pl
Zobacz także