Maltańczycy napsuli krwi Rakowowi
Fani zgromadzeni na trybunach w Częstochowie liczyli na gładką przeprawę i dominację swojego zespołu, jednak konfrontacja z Vallettą FC okazała się prawdziwą drogą przez mękę. Ostatecznie polska drużyna zdołała wygrać 3:1, budując solidny kapitał przed meczem wyjazdowym. Podopieczni Dawida Kroczka zawdzięczają ten rezultat w dużej mierze uśmiechowi losu, bo sama dyspozycja boiskowa pozostawiła ogromny niedosyt.
Szokujące uderzenie Manuela Morello i stracone szanse gospodarzy
Przed pierwszym gwizdkiem w kuluarach dużo mówiło się o osłabieniu siły ognia "Medalików" po transferze Jonatana Brauta Brunesa do Sparty Praga. Mimo braku kluczowego napastnika, wicemistrzowie Polski od razu ruszyli na rywala. Zaledwie kilkadziesiąt sekund po rozpoczęciu gry Adilson Maringa musiał wykazać się czujnością, by sparować próbę Michaela Ameyawa zza pola karnego. Zamiast zapowiadanej dominacji gospodarzy, z upływem czasu inicjatywę niespodziewanie zaczęli przejmować goście.
Niemoc częstochowian została brutalnie skarcona w 23. minucie. Thaylor popisał się dokładnym dograniem na dalszy słupek, a całą akcję mocnym strzałem zamknął Manuel Morello, nie dając szans Kacprowi Trelowskiemu. Warto zaznaczyć, że polski golkiper już wcześniej uchronił swój zespół przed stratą bramki, zatrzymując groźną próbę Andrei Zammita. Gospodarze próbowali zareagować, ale uderzenia Władysława Koczerhina, Adina Molnara oraz strzał głową Bogdana Racovitana nie przyniosły wyrównania. Przed przerwą najbliżej szczęścia był debiutujący w nowych barwach Mahir Emreli. Napastnik otrzymał piłkę po świetnej walce Koczerhina, jednak jego niezbyt czyste uderzenie zdołał wybić z linii bramkowej Diogo Tavares.
Zmarnowana "jedenastka" Petara Sekulovicia i powrót zespołu z Częstochowy
Początek drugiej odsłony wcale nie przyniósł oczekiwanego zrywu miejscowych – to Maltańczycy częściej przebywali na połowie rywala. Przełamanie nadeszło dopiero w 53. minucie, po niezwykle zaciętej walce w polu karnym. Najpierw uderzenie Ameyawa zatrzymał Maringa, następnie golkiper gości fenomenalnie obronił dobitkę wprowadzonego z ławki Tomasza Pieńki, aż w końcu piłka znalazła się pod nogami Emrelego. Reprezentant Azerbejdżanu zachował zimną krew i posłał futbolówkę do siatki. Dosłownie chwilę później Jean Carlos Silva stanął przed wymarzoną szansą na podwyższenie prowadzenia, ale posłał piłkę wysoko nad poprzeczką.
Im bliżej było końcowego gwizdka, tym więcej chaosu wkradało się w poczynania zespołu Dawida Kroczka. W 73. minucie sytuacja Rakowa mogła stać się wręcz krytyczna, gdy arbiter wskazał na wapno, dyktując rzut karny dla przyjezdnych. Do piłki podszedł Petar Sekulović, ale ku uldze całego stadionu kompletnie zepsuł tę sytuację. Ten moment okazał się punktem zwrotnym. Niewykorzystana szansa zemściła się na zespole Valletty, gdy Tomasz Pieńko świetnie wypatrzył Patryka Makucha, a ten płaskim strzałem dał swojej drużynie upragnione prowadzenie. Raków ostatecznie triumfował 3:1 po golu Svarnasa, ale sztab szkoleniowy ma przed rewanżem nad czym myśleć – tym razem szczęście sprzyjało polskiej ekipie, jednak w kolejnych rundach europejskich pucharów same chęci i pomoc fortuny mogą nie wystarczyć.
AŁ
Fot.: Michal Dubiel/REPORTER
