Zych zatrzymał Lechię
Raków wygrał spotkanie z Lechią Gdańsk 2:1 i choć bohaterem powinien być Jonatan Brunes strzelający gola w doliczonym czasie gry, to na większe słowa uznania zasługuje Oliwier Zych, który w drugiej połowie sam trzymał wynik remisowy. Bez niego w bramce punkty z pewnością pozostałyby w Gdańsku.
Bramki w pierwszej połowie padały bardzo szybko. W 9. minucie gry Kacper Sezonienko został sfaulowany w polu karnym, a arbiter główny wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł niezawodny Tomas Bobcek i dałprowadzenie swojej drużynie. Dla Słowaka było to 16. ligowe trafienie w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy, dzięki czemu zrównał się w klasyfikacji z liderującym Karolem Czubakiem.
Na odpowiedź Rakowa nie trzeba było jednak długo czekać, a za winy przy pierwszym trafieniu szybko zrehabilitował się faulujący wówczas Oskar Repka. Jonatan Brunes przebił się skrzydłem i dośrodkował w pole karne. Futbolówka po wybiciu jej przez obrońców trafiła do pomocnika, który najpierw zamarkował strzał, czym zwiódł jednego obrońcę, a następnie strzałem po rykoszecie od drugiego doprowadził do remisu.
Wielu okazji na zmianę wyniku do przerwy nie było. Najlepszą zmarnował w 31. Sezonienko, który po płaskim dograniu w pole karne uderzył zdecydowanie ponad poprzeczką.
Ten sam zawodnik miał też doskonałą okazję, by wyprowadzić swój zespół na prowadzenie w 62. minucie gry. Po piłce rzuconej w pole karne i zgraniu piłki głową stanął oko w oko z bramkarzem, ale jego strzał z 5. metrów poleciał wprost w Oliwiera Zycha. Młody golkiper w drugiej połowie był zdecydowanym bohaterem Rakowa, bo ratował swój zespół także w innych sytuacjach, a jego bramka była ostrzeliwywana. Wybronił jednak wszystkie okazje, w tym tę najgroźniejszą Sezonienki i dzięki niemu Raków... wygrał mecz! Tak, bo gdy wydawało się, że przyjezdni wywiozą punkcik, decydującego gola zanotował w doliczonym czasie gry Brunes.
AŁ
Fot.: Michal Dubiel/REPORTER
