Raków drugim finalistą Pucharu Polski!
Wielkich emocji dostarczyło drugie półfinałowe spotkanie Pucharu Polski, które ostatecznie padło łupem Rakowa Częstochowa. Do zwycięstwa nad GKS-em Katowice potrzebne były jednak dogrywka i seria rzutów karnych.
Wiele osób mogło być rozczarowanych sportowym poziomie pierwszego półfinału, w którym zmierzyły się Zawisza i Górnik. Na szczęście nadrobiło to drugie starcie, w którym kibice obejrzeli wiele goli - każda z ekip zdobyła ich po 3 w regulaminowym czasie, po jednym w dogrywce, a kolejne w serii jedenastek.
Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście. W 21. minucie Oliwier Zych źle rozegrał piłkę spod własnej bramki, a zawodnicy Gieksy błyskawicznie przenieśli piłkę w pole karne. Bartosz Nowak zagrał do niekrytego Erika Jirki, ten zamarkował strzał, a po złamaniu akcji do środka uderzył po długim rogu i otworzył wynik. Drugi gol dla gości również padł przed przerwą, a jego głównym winowajcą był Oskar Repka. Pomocnik Rakowa najpierw stracił piłkę na własnej połowie, a potem sfaulował w polu karnym Nowaka. Arbiter wskazał na wapno, a z jedenastki nie pomylił się Arkadiusz Jędrych.
GKS był jedną nogą w finale i wystarczyło zadbać o odpowiednią grę defensywną. Goście poczuli się chyba zbyt pewnie i na drugą połowę praktycznie nie wyszli. Raków zdobył 2 gole w ciągu 4 minut od wznowienia gry i wrócił do meczu. Najpierw w pozornie niegroźnej sytuacji niesamowicie precyzyjnym strzałem z dystansu popisał się Jonatan Brunes, a chwilę później po rzucie rożnym bitym przez Michaela Ameyawa do siatki trafił Bogdan Racovitan.
Do wielkich kontrowersji doszło natomiast w 67. minucie gry. Brunes stanął przed okazją zdobycia gola z karnego, ale jego strzał obronił Dawid Kudła. Do dobitki najszybciej wystartował Lamine Diaby-Fadiga, ale powtórki wyraźnie pokazały, że wbiegł w pole karne zbyt szybko. Bramka została jednak uznana. GKS-owi udało się jednak wyrównać w doliczonym czasie gry. Adam Zrelak opanował długie podanie od Emana Markovicia, a następnie w sytuacji sam na sam pewnie pokonał Zycha i doprowadził do dogrywki.
W tej znów był remis, a obie ekipy trafiały do siatki. Najpierw gola samobójczego zanotował Alan Czerwiński, a w 116. minucie wyrównał Markovic. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była więc seria jedenastek, a w tej lepiej strzelali gospodarze. Wykorzystali oni wszystkie rzuty karne, a w 3. i 4. serii po stronie ekipy z Katowic pomylili się Jirka i Sebastian Milewski.
AŁ
Fot.: Emilia Krawczyk/REPORTER
