kadr z meczu GKS katowice w Żylinie podczas eliminacji do Ligi Konferencji

GKS z minimalną porażką na Słowacji

Fot. eastnews
2026-07-23

Powrót GKS-u Katowice na europejskie areny po dwudziestu trzech latach przerwy zakończył się nieznaczną wyjazdową przegraną. W pierwszym starciu drugiej rundy eliminacji do Ligi Konferencji podopieczni Rafała Góraka ulegli MSK Żylinie 1:2. Choć to polski zespół jako pierwszy cieszył się ze zdobytej bramki, w dalszej fazie spotkania do siatki trafiali już wyłącznie rywale ze Słowacji.

Szybkie trafienie Lukasa Klemenza i odpowiedź Miroslava Kacera

Śląska drużyna rozpoczęła konfrontację z ekipą prowadzoną przez doskonale znanego w Polsce Pavola Stano bez żadnych kompleksów. Odważne wejście w mecz opłaciło się już w szóstej minucie rywalizacji. Bartosz Nowak popisał się precyzyjnym dośrodkowaniem z rzutu rożnego, a w polu karnym najlepiej odnalazł się Lukas Klemenz, który pewnym strzałem głową z bliskiej odległości otworzył wynik spotkania. Gospodarze potrzebowali chwili, by otrząsnąć się po tym ciosie, ale gdy już złapali właściwy rytm, zaczęli sprawiać polskiej defensywie ogromne problemy.

W szesnastej minucie kapitalną interwencją musiał wykazać się Gabriel Kobylak, który zatrzymał Kristiana Bariego w sytuacji sam na sam, a tuż po tym obronił uderzenie Frantiska Kosy zza szesnastki. Niestety, zadowoleni z prowadzenia katowiczanie zbytnio cofnęli się do defensywy, co zemściło się w dwudziestej ósmej minucie. W ogromnym zamieszaniu podbramkowym jeden z graczy Żyliny został nadepnięty, a arbiter natychmiast podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Miroslav Kacer i bezbłędnie precyzyjnym strzałem od słupka zamienił "jedenastkę" na gola, doprowadzając do remisu 1:1. Przed przerwą podrażnieni gospodarze mogli objąć prowadzenie, lecz Patrik Ilko minimalnie chybił z szesnastu metrów. Z kolei po stronie GKS-u niecelną próbę zanotował Fabian Bzdyl.

Druga odsłona rozpoczęła się dla polskiego zespołu w najgorszy możliwy sposób. Zaledwie dwie minuty po wznowieniu gry Gabriel Kobylak zdołał jeszcze sparować strzał Kosy z kilkunastu metrów, ale wobec błyskawicznej dobitki Timoteja Hranicy był już całkowicie bezradny. Słowacy wyszli na prowadzenie 2:1, a zdezorientowani goście z Polski mieli ogromne trudności ze skonstruowaniem jakiejkolwiek odpowiedzi. Inicjatywa wciąż leżała po stronie miejscowych, którzy w pięćdziesiątej siódmej minucie niemal podwyższyli rezultat po groźnym uderzeniu Kacera z dystansu.

Widząc rosnącą przewagę rywala, Rafał Górak zdecydował się na potrójną zmianę, zdejmując z murawy między innymi zupełnie niewidocznego tego dnia Ilję Szkurina. Te roszady personalne wlały w szeregi GKS-u nieco ożywienia. Goście zaczęli częściej gościć pod polem karnym Słowaków, a w sześćdziesiątej czwartej minucie bliski szczęścia był Borja Galan. Hiszpan oddał strzał z obrębu "szesnastki", jednak piłka po rykoszecie od głowy jednego z obrońców przeleciała tuż nad poprzeczką. Mimo prób podejmowanych do ostatnich sekund, katowiczanie nie zdołali już sforsować obrony kierowanej przez Jakuba Badzgona. Porażka jedną bramką sprawia, że losy awansu wciąż pozostają otwarte, a decydujące starcie odbędzie się za tydzień na obiekcie przy ulicy Bukowej.

Fot.: Grzegorz Wajda/REPORTER 

iparts.pl
Zobacz także