Niezwykle ważne zwycięstwo Lecha
Lech Poznań jest już jedną nogą w trzeciej rundzie kwalifikacji do piłkarskiej Ligi Mistrzów. Najlepszy obecnie zespół w Polsce udanie rozpoczął walkę o fazę grupową elitarnych rozgrywek, pokonując w pierwszym wyjazdowym spotkaniu drugiej rundy mistrzów Danii, drużynę AGF Aarhus, aż 4:1.
Czerwona kartka Jespera Hansena i dominacja "Kolejorza" przed przerwą
Mistrzowie Polski, mając świadomość, że rewanżowe starcie rozegrają za osiem dni na stadionie przy ulicy Bułgarskiej, weszli w ten mecz dość ostrożnie. Duńscy gospodarze starali się atakować, lecz nie potrafili stworzyć poważniejszego zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Mateusza Lisa. Poznański zespół spokojnie wyczekał rywala i w dwudziestej dziewiątej minucie zadał pierwszy cios. Radosław Murawski precyzyjnie zagrał w pole karne do Mikaela Ishaka, a szwedzki napastnik potężnym uderzeniem z około dziesięciu metrów pod samą poprzeczkę nie dał najmniejszych szans bramkarzowi.
Zdobyty gol wyraźnie uspokoił grę "Kolejorza", a w szeregi gospodarzy wkradła się nerwowość, która w trzydziestej piątej minucie doprowadziła do katastrofalnego błędu. Golkiper mistrzów Danii, Jesper Hansen, zagrał piłkę ręką tuż przed własnym polem karnym. Choć sędzia główny początkowo nie dostrzegł przewinienia, po interwencji systemu VAR i dogłębnej analizie arbitra Olivera Reitali, bramkarz obejrzał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko. Wprowadzony w jego miejsce Mads Hedenstad już chwilę później musiał wykazać się kunsztem, broniąc groźny strzał z rzutu wolnego w wykonaniu Luisa Palmy. Jeszcze przed przerwą goście zdołali podwyższyć prowadzenie. Po składnej wymianie podań Patrik Walemark stanął oko w oko z rezerwowym golkiperem rywali i pewnie umieścił piłkę w siatce.
Choć wydawało się, że poznaniacy mają mecz pod całkowitą kontrolą, po zmianie stron poczuli się nieco zbyt pewnie na murawie. Przeciwnicy z Aarhus błyskawicznie to wykorzystali, zdobywając bramkę kontaktową w pięćdziesiątej piątej minucie. Po szybkiej akcji lewym skrzydłem i zagraniu Frederika Ememery'ego, Kristian Arnstad skutecznym uderzeniem przywrócił nadzieje gospodarzom. Sytuacja mistrzów Polski na moment zrobiła się nerwowa. Po upływie godziny gry Mateusz Lis zbyt krótko wybił piłkę, co spróbował wykorzystać wspomniany Arnstad, strzelając na pustą bramkę z około czterdziestu metrów. Przed utratą kuriozalnego gola uratował Lecha Michał Gurgul, który doskonale się ustawił i wybił futbolówkę głową tuż sprzed linii bramkowej.
Te zawirowania podziałały na piłkarzy z Poznania niezwykle mobilizująco. W sześćdziesiątej pierwszej minucie Terry Yegbe zdecydował się na potężne uderzenie z niemal trzydziestu metrów. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki, a ten cudowny gol skutecznie okiełznał rozpędzających się mistrzów Danii. Zaledwie cztery minuty później Lech ostatecznie pogrzebał marzenia gospodarzy o korzystnym rezultacie. Po świetnym podaniu Luisa Palmy fatalny błąd popełnił jeden ze stoperów z Aarhus, dzięki czemu Patrik Walemark ponownie znalazł się w sytuacji sam na sam i wyrafinowanym, technicznym strzałem ustalił wynik spotkania na cztery do jednego. Do ostatniego gwizdka "Kolejorz" niepodzielnie kontrolował wydarzenia na boisku, bez najmniejszych problemów dowożąc wysoką zaliczkę przed domowym rewanżem.
AŁ
Fot.: Lukasz Gdak/East News
