Niezwykle ważny gol Adamskiego
Choć widowisko nie było porywające, to dla Legii najważniejszy jest wynik, a ten finalnie okazał się dla niej dobry. Po bramce Rafała Adamskiego z doliczonego czasu gry Wojskowi pokonali Widzew.
Od pierwszych minut wydawało się, że ten mecz będzie kapitalnym widowiskiem. Już w 3. minucie po zagraniu w pole karne Mileta Rajović dodał mocny strzał, który świetną interwencją sparował Bartłomiej Drągowski. Niestety, akcja ta była tylko zmyłką, a kolejne minuty oglądało się bardzo słabo.
Sytuacji nie zmieniła przerwa, a dobrą okazję strzelecką widzieliśmy dopiero w 62. minucie. Po rzucie rożnym bitym przez Jurgena Elitima Kamil Piątkowski uderzył głową obok prawego słupka bramki. Kolejne minuty to znów brak fajerwerków, aż do doliczonego czasu gry. Najpierw w 92 minucie po dośrodkowaniu Piątkowskiego głową uderzał Adamski, ale jego próbę wybronił dobrze ustawiony Drągowski.
Gdy wydawało się, że ta interwencja zapewniła ważny punkt Widzewowi, Adamski strzelił gola w 97. minucie. Po dośrodkowaniu w pole karne i zamieszaniu w nim, piłka spadła pod nogi Bartosza Kapustki, ten uderzył w długi róg i trafił w stojącego niemalże na linii Adamskiego, który z bliskiej odległości wepchnął futbolówkę do siatki. Kapustka myślał, że to on zdobył decydującego gola i tak też myśleli wszyscy zawodnicy Legii, którzy ruszyli cieszyć się razem z pomocnikiem. O tym, że ostatni piłkę dotykał Adamski wiedział jedynie on sam, ale po chwili samotnej celebracji zreflektował się i pobiegł cieszyć się razem z kolegami.
AŁ
Fot.: Grzegorz Wajda/REPORTER
