Chrobry pokonuje GKS Tychy
Świetna forma Chrobrego i fatalna GKS-u Tychy zostały w tym meczu podtrzymane. Goście przeważali i wygrali ten mecz 1:0 po golu Jakuba Grica.
Początek spotkania nie należał do najciekawszych. W grze obu drużyn dominowała niedokładność, przez którą oglądaliśmy głównie indywidualne i nieudane rajdy Szymona Bartlewicza i Damiana Kądziora. Impas akcji ofensywnych trwał do 18. minuty gry. Zagotowało się w polu karnym GKS-u, przytomnie głową zagrał Szymon Lewkot, piłka poleciała w kierunku Jakuba Grica, a ten złożył się do odważnego strzału z półobrotu, którym zaskoczył nie tylko nieprzygotowanych na to defensorów, ale także bramkarza. Kacper Kołotyło nie był w stanie wybronić tak precyzyjnego woleja i wynik został otwarty.
W kolejnych minutach gospodarze podostrzyli grę za co zebrali w krótkim odstępie czasu kilka żółtych kartek, ale nie zmieniło to obrazu gry - wciąż mieli oni problem z kreowaniem akcji bramkowych. Tych nie mieli natomiast goście, którzy gola mogli zdobyć w 36. minucie. Mateusz Ozimek uderzył z dystansu, z problemami odbił piłkę przed siebie golkiper, a do dobitki ruszył Piotr Janczukowicz, trafiając finalnie jedynie w bramkarza.
Groźnie było też tuż przed przerwą. Ozimek wszedł w drybling, wyłożył piłkę do Bartlewicza, ale jego strzał kapitalnie obronił Kołotyło. Do przerwy wynik się już nie zmienił.
Druga połowa również mogła doskonale rozpocząć się dla Chrobrego. Daleki wrzut z autu w pole karne doleciał na długi słupek tam do uderzenia z powietrza złożył się Robert Mandrysz, ale znów bezbłędnie na linii zachował się Kołotyło.
Kibice gości po raz kolejny ucieszyć się mogli w 82. minucie gry, jednak tylko na chwilę. Do siatki po stałym fragmencie gry trafił Ozimek, ale sędzia słusznie zauważył pozycję spaloną i gola nie uznał. Chwilę później miało miejsce groźne wydarzenie. Damian Kądzior został zaatakowany barkiem w głowę przez Michał Kozajdę. Były reprezentant naszego kraju padł na murawę i nie był w stanie opuścić jej o własnych siłach. Ostatecznie został on zniesiony do szatni na noszach i zapewne ruszył na szczegółowe badania do szpitala.
W doliczonym czasie gry dogodną okazję zmarnował jeszcze Marcel Błachewicz - jego strzał z dystansu nieznacznie minął słupek. Ostatecznie Chrobry dowiózł do końca jednobramkową przewagę.
AŁ
Fot.: MARZENA BUGALA-ASTASZOW POLSKA PRESS/Polska Press/East News
