lech benfica

Lech uległ Benfice

Fot. East News
Piro Shop
2020-10-22

Wynik zdecydowanie gorszy niż gra - tak należy podsumować debiutancki występ Lecha Poznań w tegorocznej fazie grupowej Ligi Europy. Przy Bułgarskiej Polacy ulegli 2:4, jednak pokazali się z dobrej strony w starciu z o wiele mocniejszym rywalem.

Choć eksperci skazywali Lecha na pożarcie, to ten nie przestraszył się bardziej utytułowanego rywala. Pomimo problemów kadrowych i gry niedoświadczonego Tomasza Dejewskiego na pozycji środkowego obrońcy, podopieczni Dariusza Żurawia postawili na ofensywną grę i bez kompleksów przyjęli na własnym boisku najlepszą drużynę Portugalii. Benfica wywiozła wprawdzie z Poznania 3 punkty, jednak nie przyszło im to z tak wielką łatwością, jakiej oczekiwano. 

Młody Lechita, który zastępował w tym spotkani Thomasa Rogne i Lubomira Satkę, już w 7 minucie sprokurował karnego - ręką zatrzymał dośrodkowanie, a sędzia bez wahania wskazał na jedenastkę. Karnego bez problemów wykorzystał Pizzi, zdobywając tym samym pierwszego gola tegorocznej fazy grupowej Ligi Europy. Lech wyrównał w 15 minucie - do dobrego prostopadłego podania w bocznym sektorze boiska doszedł Alan Czerwiński i płaską wrzutką wyłożył piłkę do nadbiegającego Mikaela Ishaka, który umieścił ją w siatce. Gdy wydawało się, że gospodarze utrzymają remis do przerwy, kolejny błąd popełnił Dejewski - to on źle krył Darwina Nuneza, który praktycznie bez asysty wyskoczył do dośrodkowania Gilberto i dał prowadzenie swojemu zespołowi.

W drugiej połowie Lech wyglądał zdecydowanie lepiej w defensywie i ofensywie. Tuż po rozpoczęciu gry dwójkowa akcja Pedro Tiby i Jakuba Kamińskiego doprowadziła tego drugiego do sytuacji sam na sam, w której Polak oddał strzał wprost w bramkarza - na szczęście dla gospodarzy piłka spadła wprost na głowę Ishaka, a ten drugi raz z najbliższej odległości posłał futbolówkę do siatki. Remisu nie udało się jednak utrzymać do końca - w 60 minucie błysk geniuszu pokazał Darwin, który po opanowaniu prostopadłego podania od Evertona przepuścił piłkę między nogami Djordje Crnomarkovica, a następnie precyzyjnym uderzeniem nie dał szans Filipowi Bednarkowi. Dariusz Żuraw przeprowadził kilka zmian, a Lech rzucił się do ataku. Najlepszą okazję na wyrównanie wyniku gospodarze mieli w 77 minucie - wprowadzony na plac gry Nika Katcharava stanął oko w oko z golkiperem Benfici po prostopadłym podaniu od Vasyla Kravetsa, jednak jego płaski strzał minął słupek. Niewykorzystana szansa na remis zemściła się w doliczonym czasie gry - Rafa ograł Kravetsa i spod linii końcowej dośrodkował piłkę na długi słupek, a tam po raz kolejny Dejewskiemu uciekł Darwin i strzałem głową skompletował hattricka. 

Fot.:WOJTEK RADWANSKI/AFP/East News