niels frederiksen podczas meczu ekstraklasy

Lech znów rozczarował, ale wygrał

Fot. eastnews
2026-08-06

Zaledwie nieco ponad tydzień po katastrofalnym wypuszczeniu z rąk awansu w eliminacjach Ligi Mistrzów, piłkarze Lecha Poznań przystąpili do rywalizacji o Ligę Europy. Mistrzowie Polski pokonali przed własną publicznością farerskie KI Klaksvik 1:0. Skromna zaliczka i bardzo przeciętny styl gry po raz kolejny wzbudziły jednak sporo obaw na trybunach.

Lech znów nieporadny ofensywnie

Poznaniacy musieli radzić sobie w tym starciu bez bezpośredniego wsparcia szkoleniowca. Niels Frederiksen z powodu zawieszenia zmuszony był kierować zespołem z perspektywy trybun. Zgodnie z przewidywaniami "Kolejorz" od pierwszych minut przejął inicjatywę, zamykając niżej notowanych gości na ich własnej połowie. Mimo wyraźnej przewagi w posiadaniu piłki gospodarze razili ogromną nieskutecznością. W 17. minucie wyborną okazję zmarnował Allahyar Sayyadmanesh, uderzając z zaledwie siedmiu metrów prosto w Marka Jensena. Chwilę później po bilardowym rykoszecie futbolówka ostemplowała poprzeczkę, a z instynktowną poprawką Patrika Walemarka znów poradził sobie golkiper przyjezdnych.

Po zmianie stron festiwal ofensywnej indolencji w wykonaniu mistrzów Polski trwał w najlepsze. W 50. minucie Luis Palma popisał się świetnym zagraniem do Pablo Rodrigueza, lecz ten w idealnej sytuacji sam na sam posłał piłkę obok słupka.

Goście z Wysp Owczych cierpliwie znosili napór faworyta i przy odrobinie szczęścia potrafili odgryźć się w niezwykle groźny sposób. Prawdziwe ostrzeżenie dla ospałej defensywy Lecha nadeszło w 69. minucie, kiedy to Arni Frederiksberg zaskoczył wszystkich bezpośrednim uderzeniem z rzutu rożnego. Mateusza Lisa przed kompromitującą utratą gola uratowała wówczas poprzeczka.

Ofensywne męczarnie miejscowych zakończyły się dopiero na niespełna dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. W 81. minucie wyprowadzono decydującą kontrę, po której Yannick Agnero pomknął przez połowę boiska. Choć indywidualny rajd rezerwowego wyglądał bardzo chaotycznie, los ostatecznie uśmiechnął się do gospodarzy – bramkarz Klaksviku poślizgnął się w kluczowym momencie, co znacznie ułatwiło napastnikowi umieszczenie piłki w siatce. Wygrana 1:0 nie daje jednak Lechowi żadnego marginesu błędu przed rewanżem, który odbędzie się za tydzień na stadionie Torsvollur.

Fot.: Artur Barbarowski/East News 

iparts.pl
Zobacz także