kadr z meczu górnika w budapeszcie

Górnik wraca z Węgier z niczym

Fot. eastnews
2026-08-05

Górnik Zabrze uległ na wyjeździe Ferencvarosiowi 0:1 w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy. Wicemistrzowie Polski, po niedawnym pożegnaniu z rozgrywkami Ligi Mistrzów, nie zdołali przeciwstawić się w Budapeszcie bardziej doświadczonemu w rozgrywkach europejskich zespołowi. Głównym grzechem zespołu okazał się całkowity brak celnych strzałów.

Gospodarze dyktowali Gónikowi warunki

Początek spotkania należał do miejscowych, którzy od pierwszych minut zepchnęli podopiecznych Michala Gasparika do głębokiej defensywy. Węgrzy seryjnie kreowali zagrożenie pod bramką Philippa Schulze, lecz razili nieskutecznością. Bemidele Yusuf minimalnie chybił po groźnym stałym fragmencie gry, a Gabi Kanichowsky posłał piłkę obok słupka z dogodnej pozycji. Prawdziwe ostrzeżenie nadeszło w 23. minucie, kiedy to nieobstawiony Lenny Joseph w niewytłumaczalny sposób spudłował z najbliższej odległości.

Zabrzanie zdołali odpowiedzieć dopiero po upływie pół godziny gry. Sygnał do ataku dał Taofeek Ismaheel, który po indywidualnym rajdzie wyłożył piłkę do Yvana Ikii Dimiego, jednak ten nie potrafił celnie sfinalizować akcji. Swojej szansy szukał również Kacper Urbański, ale i jego mocne uderzenie minęło bramkę. Paradoksalnie, to końcówka pierwszej połowy była najlepszym fragmentem w wykonaniu polskiego zespołu. Górnik przejął na chwilę kontrolę nad meczem, co spotkało się z nerwową reakcją i gwizdami węgierskiej publiczności.

Po zmianie stron inicjatywę ponownie przejęli piłkarze Ferencvarosu. Trener Gasparik próbował reagować, posyłając w 62. minucie na murawę Maksyma Chłania oraz Sondre Lisetha, jednak to opanowanie węgierskiego szkoleniowca przyniosło wymierne owoce. Zaledwie trzy minuty później przed polem karnym Górnika zbyt dużo wolnego miejsca otrzymał Marius Corbu. Lukas Sadilek i Urbański zachowali się w tej sytuacji zbyt pasywnie, pozwalając rywalowi na oddanie technicznego strzału, który wylądował w siatce.

Strata bramki nie obudziła w zabrzanach wystarczającej sportowej złości. Szansę na rehabilitację miał Urbański, ale w 78. minucie po raz kolejny zawiodła go precyzja. Choć wicemistrzowie Polski mieli wyborną okazję do wyrównania w 89. minucie, znów nie potrafili skierować futbolówki w światło bramki Denesa Dibusza. Katastrofalna nieskuteczność i brak choćby jednego celnego uderzenia to największy mankament, z którym sztab szkoleniowy polskiej drużyny musi się natychmiast uporać przed rewanżowym starciem zaplanowanym na 13 sierpnia.

Fot.: Tibor Illyes/Associated Press/East News 

iparts.pl
Zobacz także