Zasłużone zwycięstwo Fiorentiny z Rakowem
Raków Częstochowa przegrał 1:2 w wyjazdowym meczu ⅛ finału Ligi Konferencji z Fiorentiną, choć jako pierwszy wyszedł na prowadzenie. Do wywiezienia korzystnego wyniku zabrakło naprawdę niewiele.
Pierwsza połowa meczu nie była widowiskiem, które kibice będą pamiętać na długo. Po obu stronach brakowało stuprocentowych okazji strzeleckich, choć nie można powiedzieć, by na boisku nie działo się nic. Zdecydowanie więcej pracy od swojego vis-a-vis miał Oliwier Zych, który raz po raz musiał zachowywać czujność na linii.
Podobny przebieg miała też druga połowa. To gospodarze przeważali w posiadaniu piłki, raz po raz oddając strzały, choć w większości przypadków niecelne. Raków nie kwapił się do ofensywnych ataków, ale jedna prosta akcja z 60. minuty pozwoliła otworzyć wynik meczu. Długa piłka z własnej połowy zagrana została do Patryka Makucha, ten zgrał głową do Jonatana Brunesa, który przyjęciem na klatkę piersiową zgubił obrońcę, a w sytuacji sam na sam nie dał szans golkiperowi.
Szał radości trwał jednak tylko chwilę. Niespełna 2 minuty później gospodarze wyrównali za sprawą fenomenalnego strzału z dystansu Chera Ndoura. W 72. minucie Fiorentina mogła i powinna wyjść na długo wyczekiwane prowadzenie. Po błędzie Bogdana Racovitana przed stuprocentową okazją stanął Roberto Piccoli, ale strzał napastnika Fiorentiny trafił jedynie w poprzeczkę.
Końcówka meczu to momentami huraganowe ataki gospodarzy. Ciśnienie kibiców Rakowa było bardzo wysokie, a stan przedzawałowy pojawił się u wielu z nich w 90. minucie gry, kiedy to Michael Ameyaw został trafiony w rękę na linii pola karnego. Arbiter wskazał na wapno, a decyzja musiała być jedna - jedenastka. Do tej podszedł Albert Gudmundsson, który uderzył z karnego nie do obrony i zapewnił zwycięstwo swojej ekipie.
AŁ
Fot.: Rex Features/East News
