papszun radosny raków

Papszun wygrywa, Legia nie

Fot. eastnews
2025-11-27

Marek Papszun wciąż nie jest szkoleniowcem Legii, a stołeczny klub może tego żałować. Szkoleniowiec poprowadził Raków Częstochowa do pewnego zwycięstwa w Lidze Konferencji, natomiast Legia uległa Sparcie Praga.

Zawodnicy Rakowa robią swoje mimo atmosfery

Raków Częstochowa swój mecz w ramach 4. kolejki ligowej Ligi Konferencji wygrał bardzo pewnie, co może dziwić, ze względu na niedawne wydarzenia. Na przedmeczowej konferencji Paszun zgłosił chęć odejścia do Legii, a wiele osób wieszczyło brak motywacji zawodników, do gry dla tego szkoleniowca. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Jedynego gola Raków stracił w 75. minucie spotkania, gdy wynik był już ustalony. Wcześniej dominował, zdobywając aż 4 trafienia. 

Mecz rozkręcał się jednak długo. Pierwszy gol wpadł w 27. minucie za sprawą wykorzystanego przez Jonatana Brunesa rzutu karnego, po faulu na Patryku Makuchu. Później strzelał już tylko Lamine Diaby-Fadiga, którego śmiało można nazwać bohaterem spotkania. Pierwszego gola strzelił jeszcze przed przerwą po zagraniu Brunesa. W drugiej części gry trafiał w 51. (dobre wykończenie głową akcji Adriano) i 53. minucie (dobicie futbolówki do siatki z bliskiej odległości). 

Legia niezła, ale nieskuteczna

Tak dobrze nie poszło Legii, choć początkowo gra wyglądała obiecująco. Po raz pierwszy gospodarze zagrozili w 8. minucie gry. Paweł Wszołek został obsłużony podaniem na prawym skrzydle, w pełnym biegu wrzucił dobrą piłkę na 15. metr do Wojciech Urbańskiego, ten złożył się do uderzenia z woleja, ale strzał poleciał ponad bramką. Młody zawodnik kilka minut później znów miał fenomenalną okazję. Długą piłkę za linię obrony posłał Kamil Piątkowski, pomocnik Legii opanował futbolówkę, ale w sytuacji oko w oko przegrał pojedynek Peter Vindahl. 

Ataki Legii nie zelżały, a w kolejnych minutach gospodarze oddawali groźne strzały z dystansu. Najpierw tuż obok słupka przeleciał strzał Ermala Krasniqiego, a chwilę później przy próbie Rafała Augustyniaka interweniować musiał golkiper gości.

Choć Legia przez większość pierwszej części gry dominowała, a przyjezdni nie byli w stanie nawet zagrozić bramce Kacpra Tobiasza, to finalnie Wojskowi straci gola w 41. minucie za sprawą pierwszego uderzenia w światło bramki. Colak stracił piłkę na własnej połowie, Veljko Birmancevic wyłożył futbolówkę do Angelo Preciado, wahadłowy Sparty po opanowaniu jej w polu karnym uderzył czubkiem buta w długi róg i zdobył bramkę.  

Druga połowa nie obfitowała w sytuacje bramkowe, Sparta spokojnie utrzymywała przewagę, prowadziła grę i nie dopuszczała Legii do stworzenia zagrożenia. Pomimo licznych zmian, jakie przeprowadził Inaki Astiz, obraz meczu się nie zmieniał. Ostatecznie goście dowieźli zwycięstwo do końca i z Warszawy wracali z kompletem punktów.

Fot.: Michal Dubiel/REPORTER 

iparts.pl
Zobacz także