cracovia zaglebie hasic

Mecz w Krakowie bez jakości

Fot. eastnews
2025-11-03

Na zakończenie 14. kolejki PKO BP Lotto Ekstraklasy Cracovia na własnym boisku zremisowała z Zagłębiem 0:0. Oglądającym ten mecz na murawie zabrakło nie tylko bramek, ale też składnych akcji, dużej liczby celnych strzałów i emocji. Najlepszym "performancem" tego wieczoru były niezwykle dobrze skoordynowane gwizdy kibiców Cracovii po ostatnim gwizdku.

Pierwsza połowa nie należała do najciekawszych. Choć raz po raz w kierunku obu bramek leciały strzały, to nie były one zagrożeniem dla żadnego z bramkarzy. Zazwyczaj mijały one bramki w bezpiecznej odległości lub były blokowane przez zasieki defensywne. Najgroźniej było w 42. minucie. Po dośrodkowaniu w pole karne strzałem głową z bliskiej odległości wprost w Jasmina Buricia trybuny rozgrzał Filip Stojilkovic. Obrońcy Miedziowych po interwencji golkipera piłkę wybili wprost pod nogi Mateusza Klicha, który oddał strzał z dystansu - ten minimalnie minął jednak poprzeczkę.

Choć pierwsza połowa rozczarowała, trenerzy nie dokonali w przerwie żadnych zmian. Nie można było mieć więc dużych oczekiwań co do odmiany oblicza gry obu zespołów i tak też wyglądały boiskowe wydarzenia. Cracovia kontrolowała grę, a Zagłębie nastawione było na kontry. Jedna z nich była groźna - Leonardo Rocha dostał prostopadłe podanie za linię obrony, ale uderzył płasko obok bramki. 

Atak ten miał być zapowiedzią większych emocji, ale niestety nie był. Kolejne minuty były nadal chaotyczne, a zmiany personalne w obu drużynach nie zmieniły sytuacji. Na groźną sytuację trzeba było znów czekać długo, bo do doliczonego czasu gry. Michał Rakoczy dośrodkował w pole karne, głową uderzył Stojilkovic, a do końca czujny przy spadającej mu za kołnierz piłce musiał być Jasmin Buric. Ostatecznie przebił piłkę ponad poprzeczką, a sędzia kilka chwil później uwolnił kibiców od konieczności kontynuowania oglądania tego “widowiska”. 

Fot.: MICHAL KLAG/REPORTER 

iparts.pl
Zobacz także