jan bednarek manchester united

Premier League: Udana pogoń Czerwonych Diabłów

Fot. East News
Piro Shop
2020-11-29

Od niebywałego szczęścia po wielki smutek - taką huśtawkę emocjonalną miał w spotkaniu 10. kolejki Premier League Jan Bednarek. Southampton prowadził po trafieniu Polaka, a na przerwę schodził z dwubramkową zaliczką. Wejście Edinsona Cavaniego odmieniło jednak grę Manchesteru United, który ostatecznie wygrał spotkanie 3:2. 

Jako pierwsi dobrą szansę mieli piłkarze gospodarzy - w 8 minucie Mason Greenwood wykorzystał doskonałe podanie prostopadłe Bruno Fernandesa, ominął Alexa McCarthyego, jednak z ostrego kąta nie trafił do pustej bramki. W 17 minucie Fernandes zdecydował się na strzał z okolic 20 metra, a po jego uderzeniu piłką musnęła prawy słupek bramki. Chwilę później po błędzie w wyprowadzeni piłki McCarthyego dwie okazje zmarnowali piłkarze Manchesteru United - futbolówkę przejął Mason Greenwood, jego strzał z dystansu sparował McCarthy, którem udało się naprawić swój błąd rzucając się pod nogi dobijającemu Fernandesowi. Choć goście od początku przeważali, to problemy ze skutecznością nie pozwalały im objąć prowadzenia. Wielu okazji nie potrzebowali jednak piłkarze Świętych - Jams Ward-Prowse w 23 minucie dośrodkował futbolówkę z rzutu rożnego na krótki słupek, a tam czyhający na nią Jan Bednarek urwał się Marcusowi Rashfordowi i głową otworzył wynik spotkania. Po 4 minutach mogło być już 2:0 dla gospodarzy, ale strzał z dystansu Kyle'a Walker-Petersa po rykoszecie odbił się jedynie od słupka. Precyzyjniejszy był w 33 minucie Ward-Prowse - Anglik po faulu na Moussie Djenepo ustawił piłkę na 18 metrze od bramki i niezwykle precyzyjnym uderzeniem nie dał szans Davidowi de Gei. Hiszpan doznał także urazu przy próbie interwencji - lewym kolanem zderzył się ze słupkiem, ale dał radę kontynuować grę. Warto jednak wspomnieć o tym, że obu bramek dla Southampton mogło nie być. Od początku spotkania Ward-Prowse grał bardzo ostro i już w 14 minucie po dwóch zdecydowanych faulach mógł wylecieć z boiska. Ku niezadowoleniu piłkarzy Czerwonych Diabłów pan Jon Moss dał mu tylko jedną żółtą kartkę i to wcale nie ostudziło zapędów pomocnika. Kapitan Świętych faulował później jeszcze dwukrotnie, ale mimo tego nie opuścił placu gry. 

W przerwie Ole Gunnar Solskjaer przeprowadził dwie zmiany, w tym jedną wymuszoną. Kontuzjowanego Davida de Geę zmienił Dean Henderson, a nieskutecznego Masona Greenwooda Edinson Cavani. Obie roszady miały pozytywny wpływ na wydarzenia boiskowe już od początku drugiej części gry. Angielski golkiper dwukrotnie interweniował przy niezbyt trudnych strzałach Theo Walcotta, natomiast Urugwajczyk mógł zdobyć bramkę w 51 minucie. Po prostopadłej piłce od Bruno Fernandesa oko w oko z McCarthym stanął Marcus Rashord, który wybrał strzał zamiast podania do Cavaniego, który miał przed sobą pustą bramkę. Okazja ta zakończyła się szczęśliwie dla gospodarzy, bowiem Anglik trafił wprost w bramkarza. Przy kolejnych sytuacjach bramkowych Cavani i Fernandes pomijali już Rashforda i miało to bardzo dobry efekt dla wyniku meczu. W 60 minucie Urugwajczyk otrzymał piłkę na skrzydle i wrzucił ją do Portugalczyka, który po przyjęciu strzałem z półobrotu zdobył gola kontaktowego. W 72 minucie ponownie Ci dwaj zawodnicy byli najważniejsi dla meczowego protokołu - Bruno Fernandes po piąstkowaniu McCarthyego przejął futbolówkę przed polem karnym i oddał mocny strzał w kierunku bramki, a stojący na 5 metrze Cavani zmienił tor lotu piłki głową, co zaskoczyło bramkarza Świętych i doprowadziło do wyrównania. Decydujący cios również zadał Urugwajczyk, jednak tym razem asystował Rashford - w doliczonym czasie gry Anglik dośrodkował piłkę z lewego skrzydła wprost na głową Cavaniego, a ten szczupakiem zapewnił 3 punkty swojej drużynie.

Fot.:Pool Getty/Associated Press/East News