tapsoba standard liege

Lech przegrywa ze Standardem w końcówce meczu

Fot. East News
Piro Shop
2020-11-26

Lech był bliski remisu jednak ostatecznie przegrał w wyjazdowym spotkaniu ze Standardem Liege 1:2. Wynik ten przekreśla szanse na awans do kolejnej rundy Ligi Europy.

O dużym szczęściu mógł mówić Lech w pierwszej połowie meczu na Stade Maurice Dufrasne. Polski zespół został zepchnięty do rozpaczliwej defensywy i tylko dobra postawa Filipa Bednarka uchroniła zespół Dariusza Żurawia przed zejściem na przerwę z wieloma straconymi golami. Pierwsza sytuacja była zarazem najgroźniejsza. Michał Skóraś stracił piłkę na własnej połowie, futbolówka została błyskawicznie przetransportowana w pole karne do Maxime Lestienne'a, ten doskonałym podaniem obsłużył Bokadiego, a reprezentant DR Kongo w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek z byłym bramkarzem Heerenveen. Później Bednarek musiał kilkukrotnie interweniować po różnych okazjach strzeleckich Obbiego Oulare, który wykańczał uderzeniami głową i nogami każdą akcję Standardu Liege. Belg był groźny głównie po dośrodkowaniach ze względu na swoje dobre warunki fizyczne. Był on zaangażowany w najważniejsze wydarzenia boiskowe również w negatywnym tego słowa znaczeniu. Oulare otrzymał bowiem czerwoną kartkę, która była konsekwencją dwóch żółtych przyznanych mu za niebezpieczną grę. Napastnik ekipy gospodarzy w 23 minucie otrzymał pierwsze napomnienie za trafienie ręką w twarz Pedro Tiby podczas próby zastawiania się, natomiast w doliczonym czasie gry wyleciał z boiska po ataku łokciem Jakuba Modera podczas walki o górną piłkę.

Druga część gry rozpoczęła się od huraganowych ataków Lecha, które przyniosły efekt w 61 minucie - Noe Dussenne wybił piłkę z pola karnego wprost pod nogi Lechitów, tam Tyometusz Puchacz i Mikael Ishak szybko wymienili podania, a Szwed strzałem w krótki róg otworzył wynik meczu. W szeregi gości wkradło się jednak rozprężenie i 2 minuty później po niewymuszonym błędzie Pedro Tiby Standard Liege wyrównał stan spotkania - Portugalczyk stracił piłkę na własnej połowie, ta została zagrana na lewo do nadbiegającego Michel-Ange Balikwishy, Belg uderzył w kierunku bramki i choć strzał wybronił Bednarek, to nie miał szans przy dobitce wprowadzonego na plac gry w przerwie Abdoula Tapsoby. W kolejnych minutach Lech znów przejął kontrolę nad meczem, a gospodarze próbowali jedynie zaczepnych kontr i jedna z nich przyniosła spodziewany efekt - Tapsoba w 75 minucie ruszył środkiem boiska, a bezsensowny faul zanotował Djordje Crnomarkovic, który wcześniej był już napomniany żółtą kartką. Sędzia bez wahania wyrzucił obrońcę z boiska i liczba zawodników w obu drużynach znów się wyrównała. W końcówce zdecydowanie lepiej wyglądali Belgowie i mieli w niej dobrą okazję na zdobycie decydującego gola - Aleksandar Boljevic osaczony trzema defensorami Lecha zdołał dośrodkować piłkę do Tapsoba, a ten głową uderzył tuż nad bramką Bednarka. Choć Lechici myślami byli już w szatni, to do końca skupieni byli gracze gospodarzy i przyniosło to zamierzony efekt - w 93 minucie gry Laurent Jans dośrodkował futbolówkę w pole karne, pojedynek główkowy z Lubomir Satką wygrał Konstantinos Laifis i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.

Fot.:Belga/Sipa USA/East News