Przerwany sparing

2011-01-28
Przerwany sparing

Przerwane mecze się zdarzają - choć awantury na stadionach są już rzadkością, a zazwyczaj policja szybko ucina wszelkie spory, wciąż jednak bywają i takie mecze, których piłkarzy dograć nie mogą. Tak było i w sparingu Podbeskidzia z Ruchem, tym razem jednak "rugby bez piłki" odbyło się między... samymi zawodnikami.

Jeszcze w pierwszej połowie, z groźną kontuzją zerwania więzadeł boisko musiał opuścić Michał Pulkowski. Z kolei na początku drugiej części gry nos złamał Łukasz Derbich. Górale grali ostro i nie odpuszczali. Mecz obfitował w dużo groźnych fauli, a przełom nastąpił w 65 minucie. Tuż przed polem karnym brutalnie sfaulowany został Damian Chmiel, a sędzia zawodów - Tomasz Wajda z Żywca kompletnie nie reagując nakazał grać dalej. Ruch wyprowadził kontrę nie chcąc wybić piłki na aut. Pomógł więc im w tym Bartłomiej Konieczny, który równie brutalnie potraktował jednego z graczy gości. Na boisku doszło do szarpaniny, w której arbiter główny spotkania pokazał conajmniej 3 czerwone kartki, a po chwili zakończył spotkanie.

Trener Fornalik tłumaczył, że sparing w którym walka toczy się na noże nie ma zupełnie sensu, zabrał swoich zawodników i sprzęt i odmówił dalszej gry. Mimo, iż pomeczowy lament wznosiła strona chorzowska, po meczu okazało się, że kontuzje dotknęły także zawodników Podbeskidzia.
- Jestem zdziwiony i rozczarowany postawą Ruchu, faktem, że rywale nie dokończyli spotkania. W okresie przygotowawczym, kiedy jest ciężka praca, piłkarze czują już głód piłki. W sparingach są więc naładowani emocjami i czasami walczą ostrzej niż zwykle. Gdybym miał policzyć wszystkie nieczyste zagrania chorzowian z I połowy, też nie starczyłoby mi palców u rąk - komentował Robert Kasperczyk, szkoleniowiec Podbeskidzia.

Nie wiadomo z kolei jakim wynikiem zakończył się grill między zawodnikami. Ponoć "przeszkodzili, ci co zawsze"...

iparts.pl