Zdrajca i skąpiec z Realu?

2011-01-05

Od bohatera do zera - w odwrotnym niż zazwyczaj kierunku pomknęła krzywa sympatii kibiców do Roystona Drenthe. Utalentowany Holender w październiku stał się idolem fanatyków drużyny Hercules Alicante, po deklaracji, że dla tego klubu może grać nawet za darmo, a co więcej, z własnej kieszeni opłaci swój występ przeciw macierzystemu Realowi. Teraz jednak w hiszpańskim klubie jest wrogiem publicznym numer jeden.

Jak zawsze poszło o pieniądze. Royston zapomniał o październikowych deklaracjach i przed świętami ogłosił, że po pół roku w Herculesie otrzymał jedynie miesięczną pensję. Wobec tego postanowił zbojkotować treningi i... po prostu zniknął. Warto nadmienić, że już wcześniej miał problemy z dotrzymywaniem słowa - w spotkaniu z Realem, mimo wcześniejszego zamydlenia kibicowskich oczu, nie wystąpił.

- Mam dużo wydatków... - skomentował w hiszpańskiej prasie. Powrót do Alicante w niczym nie przypominał więc powrotu syna marnotrawnego, a tym bardziej triumfalnego "powrotu króla". Drenthe został przywitany przez kibiców gwizdami i wyzwiskami, a od groźniejszych konsekwencji uchroniła go jedynie policyjna eskorta.

Jeszcze raz się potwierdziło, że z kibicami nie powinno się żartować, szczególnie jeśli w grę wchodzą deklaracje lojalności oraz miłości do barw. Royston zaś chyba już może powoli oswajać się z powrotem, ale na ławkę rezerwowych Realu Madryt.

iparts.pl