Na dobry początek... kara
Motor Lublin od kilku dni ma nowego prezesa, a jest nim Robert Kozłowski. Początków swojej pracy w klubie nie będzie jednak wspominał miło - już na wstępie do zapłacenia ma karę w wysokości 4 tysięcy złotych.
Wydział Dyscypliny PZPN zadecydował, po uprzednim zapoznaniu się z notkami obserwatora spotkania, iż czyny kibiców Motoru to "zakłócanie porządku na stadionie", które podlega karze, w tym wypadku pieniężnej w wysokości 4 tysięcy złotych. Czym kibice zakłócili porządek? Podczas meczu w Stalowej Woli, fanatycy z Lublina użyli petard hukowych. Początkowo delegat PZPN zarządził karę dla gospodarzy, po ponownym przeanalizowaniu zdecydowano jednak, że finansowe konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec Motoru.
- Ustosunkuję się do tego po otrzymaniu oficjalnego pisma ze związku. Po konsultacji z prawnikami zobaczę, czy będziemy się odwoływać – mówi Robert Kozłowski, który zapewnie nie tak wyobrażał sobie początek swojej pracy w klubie z Lublina. Są jednak plusy - nowy, pełen zapału prezes już w pierwszych dniach urzędowania spotkał się z działaczami PZPN-u by walczyć o nowy stadion dla Lublina, próbował także uporządkować dokumenty i nawiązać kontakt z akcjonuriaszami, ale także i piłkarzami. Kibiców stojącego nad przepaścią Motoru uspokoił zaś, wykluczając możliwość wycofania drużyny. - Nie ma takiej możliwości – zapewnia Kozłowski. – Podjąłem się zadania kierowania klubem, żeby poukładać wszystkie sprawy. Nie chcę, abym po jednym czy dwóch miesiącach musiał powiedzieć: przepraszam, ale nie udało mi się.
