Kibice Śląska a "czerwony profesor"

W ciągu dwóch ostatnich dni nie sposób było przejść obojętnie wobec olbrzymich emocji publicystów oraz polityków różnego szczebla, które wzbudził sobotni wykład profesora Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim. Kontrowersję wywołała jednak nie jego treść merytoryczna – teoria płynnej nowoczesności niewiele z tych komentujących osób zainteresowała, podobnie jak rozważania na temat kierunków rozwoju współczesnej lewicy – ale zachowanie grupy młodych mężczyzn, wśród których były osoby identyfikujące się z Narodowym Odrodzeniem Polski oraz kibicujące wrocławskiemu Śląskowi.

Członkowie NOP-u, a także patriotycznie usposobieni fani Śląska zajęli miejsca wśród słuchaczy wykładu i przed jego rozpoczęciem głośno wyrazili swoją opinię na temat działalności naukowca w poprzednim ustroju – jeszcze wtedy nie naukowca, a... No właśnie – kogo? Tutaj pojawia się małe wtrącenie – wszystkich niezorientowanych odsyłamy do Wikipedii – lektura tej lakonicznej strony w zupełności wystarczy, aby uwierzyć, że Bauman jest osobą o, delikatnie mówiąc, niezbyt „zgrabnym” życiorysie. Gdy socjologii pojawił się na katedrze, nastąpił pokaz zdolności wokalnych, w wyniku którego ”czerwony profesor” chciał opuścić salę, a prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz (ten sam, który niedawno uroczyście otwierał Rondo Żołnierzy Wyklętych) po wykonaniu serii wiernopoddańczych gestów wobec weterana NKWD i UB, grzmiał do mikrofonu, że w „jego” mieście nie ma miejsca dla nacjonalistycznej hołoty. O tym jednak wiedzą wszyscy mający dostęp do mass-mediów – sprawa jest bezlitośnie mielona w różnych kanałach dosłownie bez przerwy.



Nie mam zamiaru wydawać żadnych bardziej lub mniej tendencyjnych opinii o charakterze ideologicznym albo politycznym, wypada jednak zwrócić uwagę na kilka szczegółów, o których prasa w naszym kraju, zwłaszcza ta lewicowo ukierunkowana, zapewne nie wspomni.

Po pierwsze – abstrahując od programu Narodowego Odrodzenia Polski i obieranych przez jego członków metod wyrażania własnych poglądów – zastanawiający musi być fakt udziału grupy kibiców piłkarskich w wydarzeniu na pierwszy rzut oka naukowym. Czy władze jednego z największych polskich uniwersytetów nie zdołały przewidzieć, że w kraju, który nie został poddany dekomunizacji, spotkanie z postacią tak kontrowersyjną musi wzbudzić emocje, może nawet niezdrowe? Czy pani minister Barbara Kudrycka nie powinna zwyczajnie przyznać, że popełniono kardynalny błąd, zamiast ogłaszać początek kolejnej „debaty” na temat autonomii uczelni? Idea dyskusji akademickiej jest bez wątpienia niezbędna dla rozwoju całego społeczeństwa, jednak zdaje się, że zabiegi gloryfikujące komunistycznego zbrodniarza nie mogą być do niej włączane. Nawet w obliczu jego dokonań naukowych, które, cytując byłego ministra Ryszarda Legutko, stawiają profesora Baumana w roli „intelektualnej gwiazdy” formatu światowego. Gwiazdy splamionej jednak działalnością w aparacie bezpieczeństwa „mrocznych” stalinowskich czasów, z której nie rozliczył się do tej pory i nie ma najmniejszego zamiaru, o czym pewne środowiska nie pozwolą zapomnieć – to rzecz normalna.

Fakt, że o rozkładzie sił panujących w poprzednim systemie musieli, w dodatku w głośny, nieelegancki sposób, przypomnieć kibice klubu piłkarskiego jest zwyczajnie niesmaczny. Chciałbym łudzić się, że incydent ten będzie impulsem do zmian w sposobie myślenia polskich elit intelektualnych. Naukowcy – parafrazując słowa Rafała Ziemkiewicza wypowiedziane wczoraj na antenie Republika TV – powinno być wam po ludzku wstyd za to, że o zbrodniach komunistycznej dyktatury musiała przypominać grupa fanów futbolu wspierana przez wrocławski NOP. Grupa, która zdawała sobie sprawę z ceny, jaką przyjdzie zapłacić za takie działanie, zdecydowała się rozwinąć w auli flagę z przekreślonym sierpem i młotem i pozostać tam aż do momentu interwencji policji, wznosząc antykomunistyczne okrzyki.

Po drugie – policja. Kolejnym niezwykle trudnym do zinterpretowania elementem medialno-politycznej układanki z profesorem Baumanem i prezydentem Dutkiewiczem w roli głównej jest kwestia interwencji mundurowych. Nie chodzi bynajmniej o koszt i zasadność wykorzystania oddziału antyterrorystów – to zbyt przyziemne i zdroworozsądkowe. W obliczu opublikowanego dziś przez blogera o pseudonimie „Ewidentny Oszust” materiału pojawiają się uzasadnione wątpliwości odnośnie roli, jaką w całym zdarzeniu mieli odegrać funkcjonariusze. Po obejrzeniu nagrania można odnieść wrażenie, że jednostka „SPAS” (Samodzielny Pododdział Antyterrorystyczny Policji) nie znalazła się w murach uniwersytetu w celu ochrony profesora... Mało tego – podobno jej obecność była naruszeniem zasad autonomiczności uczelni wyższej. Zapachniało teorią spiskową? Owszem, dlatego może skończę już domysły...



Po dwóch dniach od wydarzeń, kiedy media wciąż szaleją, przerzucając ostrzeżeniami, epitetami i oskarżeniami zdaje mi się, że najbliższy poprawnej interpretacji obecności kibiców na wykładzie jest wspomniany już profesor Ryszard Legutko.

– Kibice Śląska Wrocław okazali się faszystowską hołotą nie dlatego, że są narodowcami, bo nie są. Są faszystowską hołotą dlatego, że ośmielili się wyrazić swój dyzgust wobec człowieka, wobec którego dyzgustu wyrażać nie wolno w żadnej formie Użycie słowa faszyzm wobec protestujących jest symptomatyczne. W Polsce problemem nie są faszyści. Problemem jest coraz częstsze używanie słowa faszyzm jako pałki. Nie bójmy się faszystów, bo ich nie ma. Bójmy się antyfaszystów, bo mnożą się oni dzisiaj jak króliki i coraz drastyczniej zawężają nasze pole działania i pole myślenia – podsumował filozof w felietonie dla serwisu wpolityce.pl. Celnie?

Po wykładzie profesora Baumana zarzuty postawiono 15 osobom, które dopuściły się jego zakłócenia – grożą im kary aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny w wysokości do 5 tysięcy złotych.

fot. www.tvn24.pl