Nie ufaj piłkarzom

Felieton TMCh #8: Nie ufaj piłkarzom

„Hej prorocy moi z gniewnych lat
Obrastacie w tłuszcz
Już was w swoje szpony dopadł szmal
Zdrada płynie z ust”

Ten fragment przeboju Perfect „Nie płacz Ewka” mam często w głowie widząc starsze pokolenie piłkarzy. Gdy pojawiłem na stadionie byli dla mnie bogami. To nie były czasy Ronaldo, Messiego czy innych zagranicznych wynalazków. Człowiek kibicował swojej lokalnej drużynie i tam miał swoich idoli.

Pamiętam zeszyt, który założyłem i wpisywałem do niego wszystkie wyniki spotkań. Zmiany, kartki… było w nim wszystko, łącznie z wycinkami z lokalnej prasy. Nikogo nie interesowało ich pozasportowe życie. Chodziliśmy na treningi i byliśmy szczęśliwi, gdy któryś z nich podszedł się przywitać lub gdy otrzymaliśmy zaszczyt podania im piłki, która wyleciała poza boisko. Każdy miał dawać 100% siebie na boisku. Tak było. To znaczy chciałbym teraz w to wierzyć. Mam nadzieje, że tacy piłkarze kiedyś byli.

Jeden z napastników był wzorem dla wielu chłopaków, którzy kopali piłkę na osiedlowym podwórku. Był też wzorem dla kibiców. Jaskółki po strzelonej bramce, całowanie herbu klubowego, wszystko było jak trzeba. Jak zamknę oczy widzę bramkę którą strzelił Śląskowi Wrocław w wygranym przez nas meczu. Dostarczał takich emocji, że mogliśmy w podstawówce godzinami rozmawiać o jego akcjach. Nikt nie miał mu za złe, ze odszedł do innej drużyny. Po prostu u nas już więcej nie mógł zrobić. Gdy po kilkunastu latach zobaczyłem do w drużynie oldbojów na meczu z byłymi reprezentantami kraju, to myślałem że serce mi wyskoczy. Tym bardziej, że nie wiedziałem, że zagra w tym meczu. Znów przyszło mi zobaczyć ten charakterystyczny drybling i zwód którym kładł każdego obrońcę. W dupie miałem tych reprezentantów kraju, a pojawiły się naprawdę ciekawe nazwiska. Znów przez tydzień przeżywałem to wydarzenie. Znów było jak na boisku szkolnym w podstawówce. Uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Dwa lata później w moje ręce wpadła książka. Książka która sprawiła, że „proroka” szlag trafił, a uśmiech szybko zniknął. Z „Mafii Fryzjera” dowiedziałem się o kulisach meczów w których bohaterem był wspomniany napastnik. Jak można było tak traktować swoich kibiców?! Poczułem się jak śmieć. Zafundowano mi tak zepsute emocje, że nabrałem obrzydzenia do całego światka piłkarskiego. Miałem gdzieś, że rzeczy opisywane w książce nie wydarzyły się w moim klubie tylko tym, do którego został przetransferowany. Jestem święcie przekonany, że u nas robił to samo.

Dlatego gdy słyszę głosy ludzi w stylu „Co z Ciebie za kibic? Jakie protesty? Macie wspierać!”, śmieję się takim ludziom w twarz. Swoje widziałem. Nie będę już szedł z klapkami na oczach i wybaczał.

Piłkarze są tylko na chwile. Pograją, zgarną kasę i znikają. Są tacy, których lubię i szanuję, ale wiem, że żaden z nich nie będzie dla mnie tyle znaczył, co kiedyś ta sprzedajna k..wa. Mam tylko nadzieję, że nie przeczytam kiedyś o nich w „Mafii Fryzjera 2”.

Mój klub to kibice, herb, tradycja. Tam nie ma udawania, słabszej formy. Zawsze jest petarda.

Z kibicowskim pozdrowieniem!

TMCh