Felieton TMCh #6: Stadion przyjazny kibicom

Kibicom pozostałych dyscyplin zespołowych ciężko mierzyć się z frekwencją na stadionach piłkarskich. Spotykają się z różnymi ograniczeniami, od infrastruktury po atrakcyjność widowiska. Najlepsza na żużlu Stal Gorzów ze średnią ponad dwanaście tysięcy kibiców na mecz, tuż za nią Apator i Falubaz. Ręczna wiadomo. Tu od zawsze Iskra/Vive Kielce i Wisła Płock. Potem długo, długo nic. W siatkówce odrobinę lepiej niż w szczypiorniaku, lecz wciąż daleko im wszystkim do piłki nożnej.

 

Pomimo restrykcji nas tyle tysięcy na stadionach. Naście a czasami kilkadziesiąt. W trzy godziny cała Bułgarska wykupiona. Że nam się chce. Tym wiecznie bitym, kopanym, gnębionym za wszystko kibicom piłkarskim. Pięć stówek za dłubanie słonecznika tu, dwie stówki za używanie słów wulgarnych tam. Jadą po nas, aż miło. Bici w podstawówkach policjanci na młodych kibicach odreagowują całe swoje zmarnowane życie. Czasami zdarzają się kary w moim odczuciu niewspółmierne do wykroczenia czy występku.

 

Synowie kolegi wnieśli na stadion browarka. Stali spokojnie na sektorze, od czasu do czasu popijając pod kurtką i cichaczem przekazując sobie puszkę złocistego napoju. Pokazał mi zdjęcia z monitoringu ze sprawy. Po dwa tysiące kary każdy z nich i rok zakazu stadionowego. Nigdy nie dałbym się tak zrobić, mając osiemnaście lat. Oni się dali. Kolega załamany, już im zapowiedział miesiąc ciężkich robót na budowie. Dostaną po dupie to może wejdzie im do głowy, że nie warto za głupoty robić sobie problemów. Co ciekawe na tym samym meczu została ukarana jeszcze jedna osoba za picie piwka pod chmurką. Był to kibic, który zza płotu obserwował co się dzieje na murawie stadionu. W związku z tym, że nie był na terenie imprezy masowej, dostał tylko sto złotych mandatu.

 

Ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych i rozporządzenia nakładają na kluby sporo obowiązku. Ci zatrudniają kolejne przeszkolone, po tysiącach kursów, osoby, które chcą się wykazać. Nadinterpretują regulaminy, zakazują wnosić podczas upału na stadion wodę, odkręcają butelki przed wejściem. Za niebezpieczne przedmioty uznają np. parasolki (sic!). Ograniczają naszą wolność i swobodę tak, że gdyby członkowie zespołu Boys chodzili na mecze, to by napisali drugą część tej piosenki, a dotyczyłaby wyłącznie problemów kibiców. Tymi sprawami zajął się nawet kilka lat temu Rzecznik Praw Obywatelskich i skierował do PZPN pismo, w którym jasno dawał do zrozumienia klubom piłkarskim, żeby puknęły się w głowę.

 

I wtedy pojawiają się kluby jakby z innego świata. Taki Kluczbork. Najzwyklejszy miejski klub. Mówią, że nawet sportowy. Byłem tam o ile dobrze pamiętam trzy razy. Zawsze ze strony organizatora pełna profeska. Pamiętam że raz nawet ciepłą herbatą raczyli. Bułki są normą. Dawno nie słyszałem, żeby jakiś klub tak cieszył się na przyjazd ponad tysięcznej grupy kibiców jak miało to miejsce podczas meczu MKS Kluczbork z Górnikiem Zabrze. Dodam – mały klub. Przesuwane sektory, zwiększenie ochrony, ale wszystko to po to, żeby kibice gości mogli przyjechać w nielimitowanej liczbie. Klub zarobi na biletach, może fajnie temat sprzedać marketingowo. Brawa dla Kluczborka. W dzisiejszych czasach takie postępowanie klubów piłkarskich to ogromna rzadkość. Może czas na przyznanie kibicowskiego tytułu „Stadion przyjazny kibicom”?

 

Z kibicowskim pozdrowieniem, TMCh