MŚ: Polscy kibice pożegnali się z mundialem i Janasem
2006-06-21
W przyjemnych nastrojach wracać będzie do domów ponad dwadzieścia tysięcy polskich kibiców, którzy w Hanowerze oglądali pożegnalny mecz polskiej reprezentacji w mistrzostwach świata.
Ich bohaterem będzie Bartosz Bosacki, którego dwie bramki zdecydowały o zwycięstwie nad Kostaryką 2:1. Gwizdy usłyszał od polskich fanów tylko trener Paweł Janas. Dwie porażki, które przesądziły o szybkim odpadnięciu z turnieju, nie wpłynęły na zainteresowanie polskich kibiców drużyną narodową. W Hanowerze na pożegnalnym występie "biało-czerwonych" z mundialem znowu stawiło się kilkanaście tysięcy fanów, którzy niemal w całości wypełnili trybuny.
Nie wiadomo czy przyjechali, bo wcześniej wykupili bilety czy wycieczki, czy chcieli zobaczyć na żywo mecz podczas mistrzostw świata, czy też sprowadziła ich chęć wzięcia udziału we wspaniałej zabawie, jaka na trybunach odbywa się podczas każdego spotkania. A może po prostu ich miłość do polskich piłkarzy jest ślepa i nie są tego w stanie zmienić kolejne porażki?
Na pewno uwielbienie dla "Ebiego", "Żurawia" czy "Szymka" nie idzie w parze z aprobatą dla trenera Pawła Janasa. Gdy podczas prezentacji składów przed meczem na stadionowych ekranach pojawiło się jego zdjęcie i nazwisko na trybunach po raz pierwszy, ale nie ostatni w upalne wtorkowe popołudnie rozległ się przeciągły gwizd. Nie ma wątpliwości, że dla tysięcy polskich kibiców to właśnie selekcjoner jest odpowiedzialny za niepowodzenie na MŚ, a fani ciągle nie wybaczyli mu braku powołań do mundialowej kadry dla Tomasza Frankowskiego i Jerzego Dudka.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego biało-czerwone trybuny poinformowały piłkarzy, kto jest gospodarzem i kto może liczyć na doping kibiców. "Gramy u siebie, Polacy gramy u siebie" - rozległo się z tysięcy gardeł, a tuż po rozpoczęciu gry fani zapewnili podopiecznych Pawła Janasa o ich oddaniu: "Jesteśmy z wami, Polacy jesteśmy z wami".
Prażące słońce w pierwszych minutach spotkania nieco rozleniwiło kibiców i doping nie był zbyt głośny. Do wysiłku nie pobudzali ich swoją postawą na boisku także piłkarze, którzy grali wolno, zupełnie nie mając pomysłu na sforsowanie obrony rywali. Nieporadność piłkarzy znalazła odzwierciedlenie w zachowaniu kibiców, którzy po kolejnych nieudanych zagraniach, w tym rzutach rożnych - jeśli na treningach ćwiczą stałe fragmenty, o czym zapewniają, tym gorzej dla nich - zaczęli gwizdać. W niecenzuralnych słowach oberwało się także Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej.
Skandowanie "Zagrajcie dla nas, Polacy zagrajcie dla nas" zrobiło wrażenie tylko na zespole z Kostaryki, który ruszył do ataku. W 25. minucie Jacek Bąk sfaulował przed polem karnym kończącego reprezentacyjną karierę Paula Wanchope'a, a potężnym strzałem z rzutu wolnego Ronald Gomez pokonał niezbyt fortunnie interweniującego Artura Boruca. "Ole, ole, ole, Ticos, Ticos" rozległo się w sektorze zajmowanym przez przybyszów z Ameryki Łacińskiej.
Osiem minut później po raz pierwszy na mundialu szczęśliwe chwile przeżyli kibice z Polski. Po rzucie rożnym (!!!) wykonanym przez Macieja Żurawskiego Bartosz Bosacki strzałem pod poprzeczkę zdobył wyrównującą bramkę. "Jeszcze jeden, jeszcze jeden" - krzyknęli polscy fani, w których wyraźnie odżyły nadzieję na miłe zakończenie przygody z mundialem.
Po przerwie Paweł Brożek zastąpił na boisku Macieja Żurawskiego, którego gra na mundialu nie sprawiała żadnej radości ani jemu samemu, ani kibicom. Snajper Celtiku Glasgow wyraźnie nie trafił z formą, a kolejne nieudane akcje tylko pogłębiały frustrację wywołaną własną słabością. To jeden z zawodników, po których polscy kibice spodziewali się znacznie więcej.
W drugiej połowie, zanim zaczął się jakikolwiek doping dla polskiej drużyny, kibice po raz kolejny dali wyraz dezaprobaty dla poczynań piłkarskiej centrali, a chwilę później dała o sobie znać niewielka niemiecka część publiczności, która okrzykami "Deutschland, Deutschland" uczciła trzecią bramkę dla zespołu Juergena Klinsmanna w rozgrywanym równocześnie meczu w Berlinie. Zaczęto także skandować nazwisko jej strzelca - Lukasa Podolskiego, który urodził się w Gliwicach.
W 66. minucie po raz drugi w tym meczu w roli głównej wystąpił Bartosz Bosacki. 24. zawodnik polskiej kadry, który do Niemiec pojechał tylko wskutek nieco tajemniczych problemów zdrowotnych Damiana Gorawskiego, ładnym strzałem głową, znowu po rzucie rożnym, po raz drugi pokonał Jose Porrasa. Obrońca poznańskiego Lecha zapewne do końca życia pamiętać i wspominać będzie swój 13. występ w reprezentacji i pierwsze w karierze gole. "Bosy" bohater!!!
Do końca spotkania nie działo się już nic ciekawego i kibice mogli rozpocząć fetę z okazji jedynego zwycięstwa w mistrzostwach świata. Paweł Janas, wpuszczając na boisko Grzegorza Rasiaka, pozwolił zagrać 18. z 23. piłkarzy, których przywiózł na MŚ. A na zakończenie usłyszał "Auf Wiedersehen, Auf Wiedersehen" od kibiców, którzy w ten sposób jasno dali do zrozumienia, że ich zdaniem do rozpoczynających się 2 września eliminacji mistrzostw Europy polscy piłkarze powinni przystąpić pod wodzą innego szkoleniowca. Piłkarzy żegnały okrzyki "Dziękujemy, dziękujemy".
PAP
