"My chcemy gola, Polacy my chcemy gola"
2006-06-12
Mimo dopingu kilkunastu tysięcy własnych kibiców, polscy piłkarze mistrzostwa świata w Niemczech rozpoczęli identycznie jak przed czterema laty w Korei Płd. - od porażki 0:2 z Ekwadorem. Porażki, której podobnie jak wówczas, mało kto się spodziewał. Patrząc na trybuny stadionu w Gelsenkirchen nie można było mieć wątpliwości, która z drużyn mogła liczyć na głośniejszy doping. Sympatycy Ekwadoru zajęli tylko jeden z narożników i choć ich żółte koszulki były doskonale widoczne, to "Arena" została zdominowana przez barwy biało-czerwone.
Najbardziej niecierpliwi i zagorzali kibice pojawili się na trybunach niemal równo z otwarciem bram na stadion, czyli cztery godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Zespół Pawła Janasa w gorący piątkowy wieczór wspierali fani z wszystkich zakątków Polski - Chrzanowa i Giżycka, Skoczowa i Gdyni, Kozienic i Koszalina, Ozimka i Ostrzeszowa.
Próbkę swoich umiejętności polscy kibice dali niespełna dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego, kiedy owacyjnie przywitali piłkarzy wychodzących zapoznać się z murawą stadionu. To samo powtórzyło się podczas rozgrzewki, a punktualnie o 20.54 kilkunastotysięczny tłum odśpiewał Mazurka Dąbrowskiego.
Aby dodać otuchy swoim ulubieńcom przed pierwszym gwizdkiem sędziego kibice zaintonowali: "Gramy u siebie, Polacy gramy u siebie", a równo z nim po trybunach rozległo się gromkie "Polska, biało-czerwoni". Mimo niecelnych zagrań Mirosława Szymkowiaka i Michała Żewłakowa do Macieja Żurawskiego pierwsze ataki Polaków kibice nagrodzili brawami, a swoje oczekiwania wobec nich wyrażali w najprostszy sposób, skandując: "My chcemy gola, Polacy my chcemy gola".
Podopieczni Pawła Janasa jako pierwsi wyszli na boisko po przerwie. Kibice zapewniali, że w potrzebie ich nie opuszczą, ale w głosie wydobywanym z ich gardeł wielkiej wiary w odwrócenie losów meczu słychać nie było. Kilka minut po przerwie usłyszeć wręcz można było pierwsze gwizdy (po kolejnym nieudanym rzucie rożnym), ale nieporadność podczas wykonywania stałych fragmentów gry mogła irytować.
Kilka szybszych akcji, trafienie do siatki Jacka Krzynówka mimo spalonego poderwały polskich kibiców. "Polska, Polska, Polska", "Polska, biało-czerwoni" znów było słychać donośnie.
W 70. minucie ktoś zaintonował: "Wszyscy wstają i śpiewają". Doping znowu był głośny i tak było do końca spotkania. Bezradni fani zaśpiewali na koniec hymn i ledwo go skończyli, było 0:2.
Polski futbol ma na razie tylko wspaniałych kibiców. Ale słabych piłkarzy nie mogli w piątek zastąpić i wygrał Ekwador.
Zamiast wielkiego święta piłkarze Janasa zafundowali 40 tysiącom fanów, którzy zjechali z całej Polski, wielkie rozczarowanie. Kibice dopingowali do końca, nawet gdy było źle. Dopiero potem było rozczarowanie i łzy.
PAP
