58 osób odpowie za napaść na policjanta
2006-05-15
58 pseudokibicom, biorącym udział w nocnych zamieszkach w Warszawie po meczu piłkarskim Legia-Wisła, postawiono zarzuty czynnej napaści na policjanta. Grozi za to do 10 lat więzienia - poinformował w niedzielę na specjalnej konferencji komendant główny policji Marek Bieńkowski. W sumie podczas rozruchów policja zatrzymała 231 osób, w tym 12 nieletnich. - Atak na policjanta pełniącego służbę to atak na państwo i tak to będziemy traktować - podkreślił. Wyjaśnił również, że dotychczas policja traktowała chuligaństwo jako zakłócenie porządku publicznego i prowadziła postępowanie w oparciu o kodeks wykroczeń, który przewidywał "śmiesznie niskie kary". Bieńkowski poinformował również, że policja zebrała wystarczające dowody, by trzem innym pseudokibicom postawić zarzuty kradzieży z włamaniem, 30 - zniszczenia mienia, a 22 - zarzuty posiadania fałszywych wejściówek i biletów.
Do zamieszek doszło w trakcie meczu Legii Warszawa z Wisłą Kraków - gdy grupa ok. 600 kibiców próbowała wedrzeć się na stadion bez biletów - i po nim, gdy kibice świętowali na Pl. Zamkowym zdobycie przez Legię mistrzostwa Polski. W pewnym momencie grupa pijanych pseudokibiców próbowała wedrzeć się siłą do sklepu monopolowego przy ul. Senatorskiej, jak poinformowała w niedzielę policja - włamano się też do sklepu jubilerskiego.
Gdy do akcji wkroczyli policjanci, pseudokibice zaczęli rzucać w ich kierunku kostką brukową i m.in. krzesłami z zdewastowanych przyrestauracyjnych ogródków. Powstrzymano ich armatkami wodnymi, gazem i pałkami. Obrażenia odniosło w sumie 54 policjantów, 34 trafiło do szpitala, rannych zostało też 12 pseudokibiców.
Uczestniczący w konferencji wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Władysław Stasiak podkreślił, że działania policjantów były "solidne i wzorowe". Podziękował im, a szczególnie tym funkcjonariuszom, którzy zostali ranni. - To, że policja działała w sposób zdecydowany, konsekwentny, sprawiło, że te zamieszki nie rozszerzyły się na całe miasto - podkreślił.
Część restauratorów - ich przedstawiciele wzięli udział w konferencji - uważa jednak, że policja przybyła zbyt późno - gdy pseudokibice dewastowali już sklepy i ogródki przy restauracjach. - Przynosili do mnie (pseudokibice) jakieś kryształy, stołki, z pytaniem czy wymienię im to na piwo. W sklepie obok wybili szybę. Ponoć jeszcze na stadionie obiecywano im darmowe piwo na Pl. Zamkowym - mówił w rozmowie z dziennikarzami jeden z nich.
Bieńkowski odnosząc się do tych zarzutów zapewnił jednak, że kibice Legii byli cały czas monitorowani. - Bardzo mylą się ci, którzy myślą, że grupa kilku tysięcy kibiców nie była monitorowana. Podjęliśmy działania wtedy, gdy uznaliśmy, że sytuacja może wymknąć się spod kontroli - podkreślił. Dodał też, że "przytłaczająca większość kibiców to byli ludzie, którzy cieszyli się ze zdobycia pucharu przez Legię i zachowywali się normalnie"; wśród nich była grupa bandytów - dodał.
Bieńkowski i Stasiak podkreślali konieczność wprowadzenia w życie m.in. nowelizacji ustawy o imprezach masowych. Chodzi o ograniczanie anonimowości kibiców przez numerowanie krzesełek na stadionie; wymóg okazania dokumentu tożsamości przy zakupie biletu i wprowadzenie do niego danych osobowych; stosowanie identyfikatorów i rozbudowę baz danych o kibicach karanych zakazem stadionowym oraz udostępnianie jej organizatorom imprez. Policja i MSWiA chcą także by rozszerzony został zakaz wstępu na imprezę masową poprzez połączenie go z obowiązkiem zgłoszenia się do właściwej jednostki policji.
- Nie chcemy uderzać w imprezy masowe, kibice mają prawo do cieszenia się i to nie jest problem. Problemem jest to, że dochodzi do aktów wandalizmu i dlatego chcemy wprowadzić rozwiązania, które uderzą w osoby podszywające się pod kibiców - powiedział wiceminister. Dodał, że odpowiednie propozycje prawne są już gotowe. Jak mówił, liczy na to, iż Sejm je szybko i sprawnie przyjmie - tak by istniało skuteczne prawo pozwalające na zwalczanie bandytyzmu na stadionach. "Żarty się skończyły" - dodał.
Z powodu nocnych zamieszek odwołano zapowiedzianą na niedzielne popołudnie uroczystość wręczenia Pucharu Mistrza Polski piłkarzom Legii Warszawa. P.o. prezydenta m.st. Warszawy Mirosław Kochalski powiedział, że nie wynikało to z chęci ukarania kibiców, a z obawy, że wśród nich mogą być osoby, które ponownie doprowadzą do zamieszek.
Cały czas liczone są straty restauratorów i kupców. Jak powiedział komendant stołeczny policji Jacek Kędziora, podczas zamieszek został też zniszczony policyjny sprzęt, m.in. radiowozy. Podczas konferencji zapowiedziano pociągnięcie do odpowiedzialności za straty zatrzymanych pseudokibiców.
W specjalnie zwołanej konferencji wzięli udział też kibice Legii, którzy zdecydowanie odcięli się od nocnych zamieszek. "Jesteśmy za działaniami systemowymi, chcemy by na naszych stadionach było bezpiecznie" - powiedział jeden z nich, Michał Wójcik.
W sumie sobotni mecz zabezpieczało 1500 policjantów. Stołeczną policję wspierali funkcjonariusze z Radomia, Płocka i Białegostoku. Powołany został też sztab w Komendzie Stołecznej Policji.
Stasiak poinformował też w niedzielę, że w ciągu najbliższych dni zostanie podpisana deklaracja dotycząca współpracy polskich i niemieckich policjantów podczas zbliżających się mistrzostw świata w piłce nożnej. Do Niemiec ma pojechać 53 polskich policjantów.
Delegaci warszawskiej SdPl na kongres partii, w oświadczeniu przesłanym w niedzielę PAP, napisali, że wydarzenia na Pl. Zamkowym w Warszawie, to "kolejny dowód niezdolności w zarządzaniu resortem MSWiA", który "powinien skłonić premiera do odwołania ministra" Ludwika Dorna.
Źródło: PAP
