Kibicowanie się opłaca
2008-02-13
Przedsiębiorcy przestali się kryć ze swoimi sympatiami klubowymi. W oknach sklepów wywiesili klubowe kalendarze. Na ścianach kazali wymalować loga ukochanych klubów. - Dzięki temu mamy więcej klientów - mówią zgodnie Ścianę jednego z barów szybkiej obsługi na Widzewie zdobi wielkie, biało-czerwone graffiti. Rysunek przedstawia cztery cyfry, które układają się w datę - 1910. To rok założenia klubu piłkarskiego Robotniczego Towarzystwa Sportowego. W barze oprócz frytek, hamburgerów i lodów można kupić klubowe kalendarze i wlepki - małe naklejki z marką klubu. Mariusz Nawrocki, właściciel baru i kibic RTS twierdzi, że manifestacja miłości do Widzewa to sposób na przyciągnięcie nowych klientów.
- Pojawia się u nas więcej osób młodych, bo to oni chętnie kupują pizzę i hot-dogi - tłumaczy Nawrocki. - Większość z nich kibicuje Widzewowi. U nas mogą spokojnie zjeść i porozmawiać. Bar otworzyliśmy niedawno, ale mamy już pierwszych stałych klientów. Nie wydaje mi się, żeby robili u nas zakupy, gdyby nie Widzew.
Podobnego zdania jest pan Sławomir, właściciel warzywniaka na Widzewie. Towar podaje w czerwonej bluzie Widzewa i czapce z naszywka klubu. W witrynie sklepu wywiesił kalendarz z logo RTS.
- Kiedyś jeździliśmy na wyjazdy klubowe - opowiada właściciel. - Teraz nie mamy na to czasu. Dlatego razem ze wspólnikiem, zapalonym kibicem, postanowiliśmy pokazać, że Widzew jest dla nas ważny.
Właściciel jednego z barów piwnych na Widziewie posunął się o krok dalej. Od najmłodszych lat kibicuje RTS. Dlatego wnętrze baru postanowił udekorować proporcami i klubowymi pamiątkami. Elewację budynku kazał pokryć graffiti przedstawiającym logo ukochanego klubu.
- Spotykamy się tutaj co wieczór - opowiada. - Wszyscy jesteśmy kibicami Widzewa, wszyscy się znamy. Dzięki temu traktujemy się jak rodzina.
Przedsiębiorcy są zgodni w jeszcze jednej sprawie. Graffiti klubu na ścianie zwiększa ich prestiż i podnosi renomę sklepów w okolicy.
- Wszyscy na osiedlu mnie znają - opowiada Mariusz Nawrocki. - Myślę, że nawet traktują z pewnym respektem. Dzięki logo widniejącemu na elewacji baru nie mieliśmy żadnych problemów z innymi wandalami-grafficiarzami.
Spięcia jednak są nieuniknione.
- Nigdy nie zrobiłbym zakupów w sklepie, na którym byłoby wymalowane logo ŁKS - mówi Henryk, zapalony kibic Widzewa.
- Miesiąc temu wieczorem pod bar podjechali kibice ŁKS-u. Obrzucali ścianę słoikami z czarną farbą. Szybko odjechali. Takich sytuacji nie możemy przewidzieć ani im zapobiec. Ale nie należy się nimi przejmować. To sporadyczne przypadki - tłumaczy Nawrocki.
