Kibice ŁKS-u o działaniach policji i ŁZPN-u
2013-10-07
Na stronie kibiców Łódzkiego Klubu Sportowego ukazał się komunikat Stowarzyszenia Kibiców, które zabrało głos w gorącym temacie meczów wyjazdowych. Konkretne, celne i rzeczowe wypunktowanie absurdów, które dotykają kibiców "Rycerzy Wiosny". Poniżej treść oświadczenia.Psy szczekają, helikopter przelatuje nad zaoranym polem, armatka wodna koczuje pośrodku malutkiego rynku, setki uzbrojonych po zęby policjantów strzegą jak niepodległości miejscowego klepowiska nazywanego umownie stadionem piłkarskim. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, iż nadchodzi apokalipsa… Przy takiej otoczce kibice czwartoligowego ŁKS-u wyruszają w tour de województwo łódzkie, aby dopuścić się jakże haniebnego aktu dopingowania swojego ukochanego klubu. Wieś przestała być spokojna, wieś przestała być wesoła. Spektakl pt. „Kartoflana wojna” czas zacząć. Bawcie się dobrze! Przecież to wy za to płacicie…
I to niemało. Koszt zbudowania przedmeczowej linii Maginota oddzielającej miejsce rozgrywania zawodów od kibiców śmiało można liczyć w setkach tysięcy złotych. Ot co, nasza polska mentalność. Jak się bawić to na całego… Powiesz w tym miejscu: Biedni „kibole”? Odpowiemy: Bogaci podatnicy.
Dodajmy do tego jeszcze wpływy z „profilaktycznie” wystawianych mandatów, które można otrzymać praktycznie za wszystko, okraśmy licznym gronem policyjnych „celebrytów” obserwujących z dumą i uśmiechem na ustach poczynania zastępów podległych im białych kasków, a otrzymamy pełen obraz walki z niepokornym narodem, który tym razem przybrał biało-czerwono-białe barwy.
Obecna władza widzi już, że traci grunt pod nogami, dlatego z niecierpliwością czekamy na wyprowadzenie czołgów, strzały z ostrej amunicji i godzinę policyjną. Wszak pierwsze kroki ku temu zostały już wprowadzone w życie i swobodne przemieszczanie się po terytorium naszej ukochanej Ojczyzny jest prawnie zakazane! Śmiało więc możemy nazwać „kibolską prowokacją” ustęp 1. artykułu 52. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (dla leniwych pozwolimy sobie przytoczyć te „brednie”: Każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz wyboru miejsca zamieszkania i pobytu).
Jeśli ktoś zagubił się w naszym śmiechu przez łzy (o co nietrudno w tym morzu przytoczonych absurdów) to przesłanie jest oczywiste: Utrzymanie obecnego stanu rzeczy będzie jasnym sygnałem, iż osoby, które uczęszczając na wydarzenia sportowe realizują swoją pasję są traktowane w Polsce jako obywatel drugiej kategorii, względem których zastosowania nie mają jakiekolwiek prawa człowieka oraz wolności obywatelskie, których szeroki katalog bez trudu odnaleźć można w drugim rozdziale najważniejszego aktu normatywnego w naszym państwie.
Biorąc pod uwagę, iż Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawa uważamy powyższą sytuację, w której przed jej obywatelami „prewencyjnie” zostaje postawiona bariera uniemożliwiająca wzięcia udziału w niezabronionym prawem wydarzeniu tylko dlatego, że ktoś kosztem reputacji fanów Łódzkiego Klubu Sportowego realizuje swoje chore, oparte na bezzasadnym pokazie siły, ambicje, za niedopuszczalną i głęboko krzywdzącą.
Wróćmy do wyjazdowej farsy… Postawieni przed – dosłownie i w przenośni – policyjną ścianą, kierujemy się banalnie prostą logiką: Skoro nie chcą nas wpuszczać na trybuny (lub w okolice murawy, ponieważ nie wszystkie czwartoligowe areny posiadają takie „luksusy”) to widocznie miejsce prawdziwych kibiców w tak „egzotycznej” lidze, w jakiej obecnie występujemy, jest przynajmniej w okolicach epicentrum całego zamieszania, czyli pod stadionem. W tym celu, aby pozostać w zgodzie z obowiązującą literą prawa, zgłaszamy we wskazanym powyżej miejscu zgromadzenie publiczne i korzystając z dobrodziejstw demokracji nie powinniśmy mieć problemów z choćby tak symbolicznym zaznaczeniem swojej obecności oraz wsparciem naszych piłkarzy.
Niestety i tym razem względem nas przepisy nie obowiązują… Choćby ustęp 1. artykułu 1. ustawy z dnia 5 lipca 1990 r. „Prawo o zgromadzeniach”. Czytamy w nim co następujące: „Każdy może korzystać z wolności pokojowego zgromadzania się”. Jak widać na przykładzie kibiców „Ełksy” nie każdy, ponieważ nasze „pseudo-zgromadzenia” kończą się jeszcze przed tym za nim zdążymy wziąć w nich udział… Równi? Równiejsi? Nie. Spychanie przez władzę Polaków na społeczny margines przecież nikogo nie razi, w szczególności jeśli wiele „mądrych głów” już daną grupę społeczną dawno tam umieściło.
W kontekście powyższych akapitów pozostaje nam serdecznie podziękować tej części naszej biało-czerwono-białej rodziny, która nie zważając na notorycznie rzucane pod ełkaesiackie nogi kłody, decyduje się wybrać na kolejny mecz wyjazdowy, tracąc przy tym swój czas, pieniądze oraz cierpliwość, a w zamian nie tylko nie wchodzi na stadion, ale i naraża się na obelgi ze strony policji. Wasza determinacja oraz miłość do Łódzkiego Klubu Sportowego jest dla nas powodem do dumy. Bo może i sportowo upadliśmy prawie na samo dno, jednak kibicowsko ciągle udowadniamy, że jesteśmy w elicie tego kraju…
Co na to wszystko Łódzki Związek Piłki Nożnej? „Państwo w państwie” – jak wszyscy mogliśmy się spodziewać – doskonale się odnajduje w walce z fanami dwukrotnego mistrza Polski. Ostatnio jednak Panowie z ŁZPN przeszli samych siebie. Jaki trzeba mieć tupet, aby zorganizować losowanie okręgowego Pucharu Polski, a następnie… udać że takowe nie miało miejsca? Tak, takie rzeczy dzieją się naprawdę. Na przykład wtedy kiedy ŁKS trafia na rezerwy Widzewa, a za godzinę okazuje się, iż… będziemy losować jeszcze raz. Problem z głowy.
Na zakończenie pragniemy jeszcze za pomocą parafrazy tekstu zaczerpniętego z kultowej polskiej komedii rozbudować tytuł tegoż artykułu: „To jest bandytyzm na miarę naszych możliwości. My tym bandytyzmem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz bandytyzm, przez nas zrobiony, i to nie jest nasze ostatnie słowo!”
Szkoda tylko, że prawdziwi bandyci śmieją się nam wszystkim w twarz i pod płaszczykiem „walki z kibicami”, czynią kolejne kroki, aby doprowadzić zarówno naszą kibicowską grupę, jak i ten kraj do ruiny.
Nadmienimy tylko, iż podczas wszystkich wyjazdów zorganizowanych do tej pory, nie odnotowano żadnych strat materialnych (no może poza kilkoma złamanymi kłosami zboża podczas desperackich prób oglądania meczu zza płotu) oraz nie zostało zgłoszone jakiekolwiek niezgodne z prawem zachowanie, którego mieliby się dopuścić kibice Łódzkiego Klubu Sportowego.
Wojewodo! Szanowni „Stróżowie (Bez)praw(i)a”! Władze ŁZPN i wszyscy inni, którzy za punkt honoru przyjęli utrudnianie nam życia! Uprzejmie prosimy, abyście zapamiętali sobie następujące słowa raz na zawsze: gdziekolwiek ŁKS będzie grać, tam zawsze będzie łódzka brać. Do zobaczenia na kolejnym wyjeździe!
Z kibicowskim pozdrowieniem,
Stowarzyszenie Kibiców Łódzkiego Klubu Sportowego
