"Unibax" czy "Apator" - dyskusja trwa
2012-07-17
Od pewnego czasu w mediach oraz środowisku toruńskich fanów żużla trwa dyskusja o słuszności używania nazywania miejscowego klubu "Unibaksem". Swoją opinię o zachowaniu najzagorzalszych fanów toruńskiego klubu, dla których słuszną nazwą jest tylko i wyłącznie "Apator", wygłasza jeden z mniej fanatycznych kibiców. Napisał on list do serwisu torun.gazeta.pl. Poniżej publikujemy jego treść:
W związku z rozpoczętą przez "Gazetę" dyskusją o żądaniach kibiców żużla domagających się powrotu przez Unibax do nazwy "Apator" chciałbym zwrócić uwagę na sprawę, o której się zapomina.
Rozumiem oczekiwania "z trybun", by oddać cześć pewnej tradycji. Ja również wychowałem się w czasach stadionu przy Broniewskiego, również żyłem wynikami właśnie Apatora. Również za nienaturalne dziś uważam skandowanie nazwy "Unibax".
Prawdopodobnie tak samo patrzą na to kibice w Zielonej Górze, którzy wolą krzyczeć "Falubaz" niż "Stelmet". Nie sądzę też, by ktokolwiek w Gorzowie miał też ochotę jeszcze niedawno skandować "Caelum", skoro od lat przyjęte jest, że tam klub to po prostu "Stal".
Tak więc - podobnie jak tysiące osób - nazwę "Unibax" traktuję jako coś sztucznego, obcego. Co jednak nie znaczy, że należy z nią walczyć.
Taką walkę widzę coraz częściej na stadionie. Bywało, że wraz z małą grupą, z którą zawsze chodzę na mecze żużlowe, siadałem w pobliżu pierwszego łuku na Motoarenie. To część zajmowana, jak wiadomo, przez sektor szalikowców.
Od pewnego czasu widać pewną agresję w stosunku do klubu i nazwy "Unibax" - na co zwrócono uwagę już w "Gazecie". Rzeczywiście tam nie można np. wchodzić z niczym, co wiąże się z obecną nazwą klubu. Honorowane są wyłącznie koszulki i szaliki z napisem "Apator".
Nie namawiam do tego, by gloryfikować akurat "Apatora" kosztem "Unibaksu". Namawiam za to do tego, by docenić mimo wszystko to, że właśnie dzięki tej drugiej firmie mamy w Toruniu jeszcze żużel. I to na całkiem dobrym poziomie. Nie trzeba więc zmieniać historii, skandować z całych sił "Unibax".
Wystarczy przyjąć do wiadomości, że taka nazwa istnieje - to wszystko. Nie chwalmy się nią, ale też nie niszczmy wszystkiego, co z nią związane.
To, co robi grupa szalikowców jest o tyle dziwne, że jest wyraźnie faworyzowana przez zarząd klubu. Ma możliwość zajmowania pierwszego łuku na Motoarenie, co już przecież samo w sobie jest formą pewnego uprzywilejowania - poza trybuną główną nie ma na stadionie lepszego miejsca do oglądania meczów.
Nie wiem, jak wygląda kwestia dystrybucji wejściówek, ale nie wykluczam tego, że w zamian za pewien doping ta grupa ma być może szansę kupna ich po niższej cenie. Wydaje mi się również, że szalikowcy ze stowarzyszenia "Krzyżacy" są przez klub, jako organizatora zawodów, traktowani wyjątkowo uprzejmie. Na stadionie pojawiają się czasami transparenty, które można uznać za obraźliwe - pozostają bez reakcji.
Dochodzi w takiej sytuacji do paradoksu. Klub honoruje tę grupę szalikowców, daje im przywileje, natomiast ta rewanżuje się zakazem wnoszenia do swojego (nadzwyczaj atrakcyjnego) sektora jakichkolwiek symboli Unibaksu.
Dla mnie, choć sam nie jestem zwolennikiem tej sztucznej nazwy, to dziwne.
Kibice pragnie pozostać anonimowy
