Ełkaesiacy stracili cieprliwość
2012-04-25
Piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego w poniedziałek przegrali kolejny "mecz o życie", pozwalając kieleckiej Koronie na zdobycie dwóch bramek na stadionie przy al. Unii 2. Nerwy puściły kibicom biało-czerwono-białych, którzy mają już dość nieudolności zawodników. Po zakończeniu meczu kibice ŁKS-u wznosili okrzyki, w którym zarzucali piłkarzom brak zaangażowania. W odwecie zawodnicy nie podeszli pod "Galerę" podziękować za doping.
Fanatycy uznali jednak, że nie odpuszczą łatwo. Po opuszczeniu trybun przeszli pod okna szatni, domagając się wyjścia piłkarzy i wytłumaczenia ich fatalnej dyspozycji.
Po kilkunastu minutach piłkarze zdecydowali się wyjść do rozgoryczonych fanów.
– Pijecie, szprycujecie się nie wiadomo czym, chodzicie na imprezy. Macie nas w dupie, a teraz spadamy z Ekstraklasy. Nie jesteśmy byle jakim klubem z prowincji, a wy nam przynosicie wstyd, nie macie ambicji i woli walki – przekrzykiwali się kibice ŁKS-u.
Sytuację załagodził Marek Saganowski, wychowanek klubu z al. Unii 2, który zadeklarował ambitną walkę w ostatnich trzech meczach. Fanatycy po przemówieniu swojego ulubieńca zdecydowali, że do końca sezonu będą wspierać drużynę dopingiem, licząc na cud, jakim bez wątpienia będzie utrzymanie ŁKS-u w gronie najlepszych krajowych zespołów.
Widząc blisko 1000 osób zgromadzonych pod szatnią pracownicy klubu zdecydowali o odwołaniu pomeczowej konferencji prasowej. Nie są jednak prawdziwe pozostałe informacje podawane przez lokalną prasę - kibice nie usiłowali wtargnąć do szatni, nie doszło także do przepychanek z policją.
