Kiedy kibice wrócą na stadion GKS-u?
2012-01-06
Od pewnego czasu stadion bełchatowskiego GKS-u świeci pustkami nawet podczas spotkań z najbardziej atrakcyjnymi przeciwnikami. - Co zrobić, aby poprawić frekwencję na obiekcie przy ulicy sportowej? - Głowią się włodarze "Brunatnych". Zestawienia podsumowujące frekwencję podczas meczów rundy jesiennej sezonu 2011/2012 nie pozostawiają złudzeń - PGE GKS zajmuje w nich ostatnie miejsce. Na ośmiu meczach rozegranych w Bełchatowie średnio pojawiało się 2.015 widzów, co jest wynikiem najgorszym od lat. Dla porównania w niewiele większym (i podobnym do Bełchatowa pod wieloma względami) Lubinie na mecze średnio chodziło 6.235 osób.
Kiepską sytuację dostrzegają władze klubu: - Nie da się ukryć, że obecnie mamy tendencję zniżkową. W przeszłości na meczach z czołowymi drużynami ligi lub na derbach regionu był prawie zawsze komplet. Na taką sytuację nałożyło się wiele czynników. Obecnie prawie na każdy stadion ligowy w kraju przychodzi coraz mniej ludzi. Nasza sytuacja jest o tyle gorsza, że na kameralnym stadionie, jaki mamy, każdy spadek frekwencji jest widoczny, a obniżyła się ona z około 3,5 tys. do 2 - 2,5 tys. widzów. Jest to bardziej odczuwalne niż na stadionach, na które przychodziło kilkanaście tysięcy widzów, a teraz jest ich o kilka tysięcy mniej. - Tłumaczą działacze klubu z górniczego miasta.
Niska frekwencja na meczach oznacza dla włodarzy zespołu borykanie się z problemami finansowymi. Jak wyliczyli dziennikarze Dziennika "Polska", w rundzie jesiennej do kasy GKS-u ze sprzedaży biletów wpłynęło zaledwie 100 tysięcy złotych - suma, która nie wystarczyła nawet na pokrycie pensji zawodników pierwszego zespołu.
- Ciężko zarobić na biletach, jeśli na trybunach pojawia się niewielu kibiców - mówi o coraz gorszej kondycji finansowej Marcin Szymczyk, prezes GKS-u. - To nie jest dla klubu łatwa sytuacja, także przy rozmowach ze sponsorami. Dlatego zachęcamy ich głównie transmisjami telewizyjnymi.
O przyczyny marnego zainteresowania meczami GKS-u pytani byli też kibice. Fani "Brunatnych" najczęściej skarżą się na porę rozgrywania spotkań. Aż 5 z 8 meczów rozgrywanych w Bełchatowie rozpoczynało się o 13:30.
- To jest przecież pora sobotniego obiadu, wielu kibiców wtedy nie może wyrwać się na mecz. W domu ludzie robią porządki, zakupy - denerwuje się jeden z kibiców. - To też termin nieszczęśliwy dla pracowników kopalni, bo na mecz nie pójdą pracownicy ani pierwszej, ani drugiej zmiany. Nie wspomnę już o tym, że jeden z meczów wyznaczono o tej samej godzinie, o której górnicy mieli akademię barbórkową.
