Benny Hill w Bośni

2011-11-23
Średniej jakości show komediowe "Benny Hill" zawsze kończyło się ucieczką tytułowego bohatera, gonionego przez całą hordę groteskowych postaci. Nie inaczej było w meczu bośniackiej pierwszej ligi...

Mecz Omladinac - Capljina w 14. kolejce zakończył się remisem 1:1. Większość kibiców gospodarzy nie była zadowolona z tego wyniku, a już przed meczem sędziemu grożono stałym uszczerbkiem na zdrowiu w przypadku niekorzystnego rozpoczęcia. Arbiter wykazał się olbrzymią lekkomyślnością i sędziował uczciwie. Po meczu więc czekała na niego nagroda w postaci darmowej sesji joggingu w pobliskim lesie.

- Pokonałem w lesie około dwóch kilometrów. Dobiegłem do jakiegoś domu; jego właściciel zgodził się mi pomóc i schował w szopie. Natomiast goniącej mnie grupie kilkudziesięciu osób wskazał zły kierunek ucieczki. Dopiero jak się oddalili, wezwaliśmy policję - relacjonował na łamach bałkańskich mediów pochodzący z Tomislavgrada Drago Tabak, który był arbitrem spotkania w Mionicy. Grupa pościgowa chcąca pomóc sędziemu w odchudzającej kuracji-niespodziance trzymałą w rękach noże, siekiery i maczety. Te argumenty, na które arbiter pozostawał głuchy podczas spotkania, tym razem zadziałały wyjątkowo mocno.

- Doszło do zamieszek na murawie, widziałem zakrwawionych trenera i jednego z piłkarzy Capljina - powiedział Tabak, który wzorem Bennyego Hilla ostatecznie zgubił pościg.
iparts.pl