Sprawiedliwość musi być po naszej stronie

2011-11-20
Sprawiedliwość musi być po naszej stronie Policja w Świnoujściu dalej szaleje. Najpierw wątpliwej jakości interwencja wobec kibiców Pogoni, a teraz zarekwirowanie wszystkich dowodów z monitoringu. Nie jest łatwo o prawdę...

Choć kibice, którzy wracali z wyjazdowego meczu niemal natychmiast otrzymali liczne zarzuty, m.in. uczestniczenia w nielegalnym zgromadzeniu i napaści na policjantów, nie zamierzali ustawiać się w roli napastników. Stowarzyszenie Kibiców Pogoni Szczecin od razu po powrocie zapowiedziało wojnę z policją na drodze sądowej, bowiem zachowanie funkcjonariuszy było skandaliczne, a co ważniejsze – zostało udokumentowane na filmach.

Sprawą afery dworcowej zajęła się prokuratura w Świnoujściu, która powinna mieć przed sobą gładką i szybką sprawę – całość zdarzenia zarejestrował monitoring dworcowy. Sąd zbiera kasety, ogląda, skazuje winnych. Wszystko dzieje się natychmiastowo, by nikt nie miał możliwości mataczenia. Tymczasem u nas problem ten rozwiązano zgoła inaczej.

Do filmu z monitoringu jako pierwsi dotarli… kibice Pogoni Szczecin. Biorąc pod uwagę, że ich doniesienia do prokuratury policja zbywała krótkim „nie dostaliśmy informacji, by przekroczone zostały uprawnienia funkcjonariuszy” (czyt. „nic nam nie przybijecie i mamy wyjebane”), z kolei kibice sądzeni (przede wszystkim w mediach) byli bez najmniejszego zająknięcia się o możliwości sprawdzenia biegu wydarzeń na taśmie, sprawa zaczyna całkiem mocno śmierdzieć. Policja stawia kibicom zarzuty i nie zależy jej na niezaprzeczalnym dowiedzeniu winy poprzez ukazanie monitoringu? Za to fani Pogoni za wszelką cenę, chcą by sąd obejrzał ich ekscesy? Przecież już na pierwszy rzut oka widać, kto bardziej pragnie ujawnienia prawdy.

Ta jednak niekoniecznie musi zostać odkryta przez sąd. Nawet jeśli panowie w togach będą chcieli obejrzeć filmy z monitoringu mogą mieć z tym nie lada problem. Okazało się, że spółka Dworce Kolejowe nagrania owszem, udostępni, ale tylko policjantom. Przeciętny kibic zarządziłby pewnie w tej sytuacji bojkot spółki, jednak jak się wydało, to nie ona jest tu problemem. Właściciele dworca PKP na którym doszło do dantejskich scen odmówili wydania filmów w ręce kibiców ponieważ zabrania im tego prawo. To ostatnie stanowi jasno, że monitoring dworcowy może otrzymać jedynie… policja. Nawet, jeżeli jest jedną ze stron w sporze. Oczywiście to stwarza okazję do różnorakich operacji mających na celu ostateczne oddalenie wszelkich wątpliwości wobec policyjnej interwencji. Ba, operacje te chyba już się rozpoczęły, gdyż Radio Szczecin na swojej stronie informuje: „Alicja Śledziona z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie potwierdza, że film trafił do funkcjonariuszy. Zastrzega jednak, że nie może mówić o szczegółach nagrania: - Stanowi jeden z dowodów w sprawie, która jest jeszcze w toku - mówi Śledziona”. W tym momencie wszystko staje się jasne – policja za parę dni wyda oficjalny komunikat o treści „obejrzeliśmy film, nie ma na nim żadnych dowodów na agresję policji, za to wiele scen brutalności kibiców”. Monitoring zostanie zakopany gdzieś na komisariatach, a sąd, choćby nawet jakimś cudem chciał, zobaczy najwyżej rzecznik policji tłumaczącą, że kibice nie chcieli słuchać poleceń służb porządkowych.

Co cała ta akcja ma wspólnego z dochodzeniem prawdy? Czy monitoring z napadu na bank powinni otrzymywać rabusie? Czy kibic to człowiek gorszej kategorii? Oczywiście nie da się wykluczyć, że na filmie istotnie nie ma żadnych dowodów na agresję policji. Czy jednak faktycznie policja zatajałaby wtedy nagranie? Pytania się mnożą, a konkluzja jest tylko jedna – prawo chroni tych, którzy je stanowią. Reszta ma pecha.
iparts.pl