Gancarczyk bez herbu
Do "kurwiozalnej" - jak mawiał klasyk - sytuacji doszło w meczu Zagłębia Lubin ze Śląskiem Wrocław. Nie dość, że lubinian kompromitowała gra, to w dodatku niepokój kibiców wzbudził strój Janusza Gancarczyka...
Piłkarz zastąpił kontuzjowanego Abwo w 19. minucie meczu i wówczas jeszcze grał w koszulce w niczym nie różniącej się od t-shirtów swoich kolegów. Konsternacja zagościła na trybunach dopiero po przerwie, gdy Gancarczyk wybiegł z szatni w trykocie... bez herbu Zagłębia. Od razu narodziły się plotki o konflikcie z zarządem, kibicami, trenerem i lubińskim MPK, lecz żadna z nich nie dotykała w najmniejszym stopniu prawdy.
Jak się okazuje piłkarz zmienił w przerwie spotkania koszulki, a na zastępczej nie było herbu, bowiem został on oderwany podczas ligowego pojedynku z GKS-em Bełchatów.
Od tego czasu nikt nie zajął się tym, by przyszyć herb do koszulki, a sam zawodnik nie zwrócił uwagi na to, że czegoś w jego stroju brakuje. Jak zapewnia klub w stosunku do osób odpowiedzialnych za tę sytuację wyciągnięte zostały konsekwencje.
"Cała sytuacja wynikała z niedopatrzenia osób odpowiedzialnych za wydawanie zawodnikom sprzętu i w stosunku do nich wyciągnięte zostały konsekwencje. Sam zawodnik nie zawinił i kibice nie powinni odbierać całej sytuacji jako celowego działania ze strony piłkarza" - czytamy na oficjalnej stronie Zagłębia.
