Nie było powtórki

2011-09-25
Nie było powtórki

Ruch Chorzów i ŁKS Łódź. Dla wielu taki wynik losowania Pucharu Polski był wymarzoną okazją do ponownego spotkania, spotkania po siedmiu długich latach, które ubiegły od ostatniej wizyty ełkaesiaków przy ulicy Cichej. Wizyty, którą pamięta cała Polska.

3. maj 2004 roku na stałe zapisał się w pamięci setek kibiców. To właśnie wtedy ŁKS przyjechał na stadion Ruchu w Chorzowie na spotkanie, które dla wielu osób zakończyło się długoletnim aresztem. Tym razem o podobnych atrakcjach raczej nie było mowy, choć sporym zaskoczeniem był sam fakt umożliwienia uczestnictwa w spotkaniu kibicom gości.

Tych na zbiórce stawiło się 230. Fanatycy z Łodzi wypełnili pięć autokarów i ruszyli w kierunku Chorzowa, w którym czekała już spora część sympatyków Widzewa. Lokalni rywale pojechali bowiem wspierać przyjaciół z Ruchu wcześniej, by w międzyczasie "umacniać" zgodę. Ostateczne liczby to 230 ełkaesiaków oraz około 400 gości z Widzewa. Łódzki Klub Sportowy został ponadto wsparty przez ponad setkę kibiców GKS-u Tychy, którzy podróżowali przegubowym autobusem.

To co na pewno zaskoczyło "in minus" to dość słaba frekwencja - zarówno w sektorze gości, jak i na całym stadionie. Hitowy mecz obejrzało ponad sześć tysięcy osób, co na pewno nie jest powodem do dumy, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę ilość łodzian (z obu klubów). Niestety nie powalał również doping - o ile "Niebiescy" radzili sobie z nim w miarę nieźle (choć nie ustrzegli się przestojów oraz bardzo długich momentów spadku decybeli), o tyle zarówno widzewiacy, jak i ełkaesiacy skupili się na wzajemnych pozdrowieniach. Obie grupy siedziały w bezpośrednim sąsiedztwie, a napięta atmosfera sprzyjała wzajemnym "wypominkom" - niektóre z nich, póki co zrozumiałe są jedynie dla osób zainteresowanych.

Niestety nie zobaczyliśmy żadnej oprawy. Tak Ruch, jak i ŁKS nie rozwiesili zbyt wielu flag. Na meczu, w ferworze wzajemnych uszczypliwości, zapomniano również o zwyczajowym i tradycyjnym już pozdrowieniu Donalda Tuska oraz PZPN-u. Warto jednak pochwalić, szczególnie gości z Łodzi, za godne uczczenie pamięci tragicznie zmarłego fanatyka Ruchu. Stadion przed meczem pogrążył się w ciszy, co po raz kolejny pokazało, że kibice potrafią się jednoczyć w obliczu dramatów.

Piłkarsko mecz nie stał na najwyższym poziomie, a dogrywkę przyjęto z zażenowaniem. Trzydzieści dodatkowych minut kopaniny przyniosło nieco więcej emocji, lecz i tak skrót meczu można ograniczyć do zmarnowanego rzutu karnego Tomasza Nowaka oraz bramki Pawła Abbotta. Starcie dwóch śmiertelnych wrogów niczym specjalnym nie zaskoczyło, a wysokie oczekiwania chyba nie do końca zostały spełnione.

iparts.pl