Obiecanki cacanki
Czy ktoś jeszcze wątpi w sens działań rządu wymierzonych w kibiców piłkarskich? Doraźne, typowo medialne zagrania jak zamykanie stadionów miały być jedynie preludium do poważnych zmian. Tymczasem rząd... do tej pory nie przedstawił projektu nowej ustawy o bezpieczeństwie.
Miało być pięknie - zamykamy stadiony, by wymierzyć policzek i otrzeźwić, potem zmieniamy prawo, zwiększamy siły policji w okolicach imprez, a gdzieś tam, kiedyś tam, zajmiemy się również wychowywaniem. Skończyło się na policzku. Mimo, iż kończy się lipiec, wciąż nie ma projektu nowelizacji do ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Rząd obiecał, media zapomniały - jakież to typowe.
Przypomnijmy, że rządowa krucjata przeciwko stadionowemu chuligaństwu rozpoczęła się w maju - wtedy też padły znamienne słowa, że ostatecznym gwoździem do trumny boiskowych bandytów będzie nowelizacja ustawy, która pojawi się do końca czerwca. Miesiące mijały, rząd podróżował po świecie, było huczne świętowanie prezydencji oraz uśmiechy do kamer, lecz ustawy ciągle nie widać. Ba, nie widać także perspektyw, by kiedykolwiek się pojawiła. Swój projekt tworzą za to kibice i przyznać trzeba, że wychodzi im to o wiele lepiej, aniżeli instytucji w założeniu zajmującej się taką działalnością każdego dnia.
Czy ktoś jeszcze poważnie traktuje słowo, dane społeczeństwu przez polityków? Ale w sumie po co. Przecież jest super, bo rządzimy całą Unią.
