Karnetowy kabaret
Teatr absurdu w polskiej lidze się nie kończy. Tym razem w roli głównej - kluby, a konkretnie absolutnie zdziwione władze Widzewa, Legii i Jagiellonii. Kibice tych zespołów nie chcą kupować karnetów w związku z zakazami wyjazdowymi, które kluby... uprzednio poparły. Decyzja uderzająca w fanatyków została podjęta przy ich wyraźnej aprobacie, a przynajmniej przy braku jakiegokolwiek sprzeciwu. Nic dziwnego, że stowarzyszenia z tych miast bojkotują kupno karnetów - lęk przed nabyciem biletu na całą rundę potęguje przecież dodatkowo ciągła niepewnośc związana z zamykaniem stadionów.
Sprawa jest absurdalnie prosta i zrozumiała dla wszystkich. Niemal wszystkich. Kluby popierając rządową "propozycję" nakazującą PZPN-owi przedłużenie zakazu wyjazdów jednoznacznie opowiedziały się przeciwko piłkarskim fanatykom. W ich obronie stanęły nieliczne z nich, w dodatku różne źródła podają sprzeczne informacje na temat wiadomości, które kluby protestowały przeciw zakazowi. Nic więc dziwnego, że fanatycy - delikatnie rzecz ujmując - odczuli wielki dyskomfort, a nawet poczucie zdrady - z klubem przecież zazwyczaj idą ramię w ramię, złączeni jednym celem - dobrem drużyny. Tym razem jednak barykada ustawiona przez lekkomyślnych włodarzy rozdzieliła szczelnie władze klubów od fanatyków. Pokłosie wojny? Bojkot karnetów.
- Interesy osób, które zakupiły karnety na całą rundę i bilety na konkretne widowisko nie są w żaden sposób zabezpieczone. Wojewodowie w ramach kampanii wyborczej mogą dalej, zamykając stadiony, stosować odpowiedzialność zbiorową i realizować własne kaprysy. Uważamy za bezsensowne opłaty za mecze, o których nie wiadomo, czy zostaną rozegrane z udziałem publiczności - podkreślają w swoim oświadczeniu kibice Legii. Zgodni z warszawiakami są ich najwięksi wrogowie z miasta Łodzi. - Brak reakcji klubu na trwającą od dłuższego czasu nagonkę, wymierzoną w środowisko kibiców piłki nożnej w kraju oraz brak stanowczej reakcji klubu na zakazanie nam dopingowania naszej ukochanej drużyny w meczach wyjazdowych i zdrowego rywalizowania z kibicami drużyn przyjezdnych na stadionie w Łodzi uniemożliwiają nam realizowanie naszych głównych celów - piszą "Fanatycy Widzewa" w specjalnym oświadczeniu, właśnie w ten sposób argumentując bojkot.
Także fani Jagiellonii nie mają zamiaru ryzykować i bojkotują kupno. Tu sytuacja powinna znaleźć swój koniec - nie ma pewności, czy będzie można grać mecze, więc nie kupujemy karnetów, tylko bilety na każdy mecz osobno. Kluby jednak nie są w stanie zaakceptować tak skomplikowanych wywodów logicznych. - Jagiellonia Białystok nie będzie pokornym, biernym obserwatorem podejmowania próby wciągnięcia klubu w niechcianą i nie naszą wojnę. Sprzeciwiamy się stanowczo polityce na stadionie w Białymstoku - piszą władze Jagi, zarzucając kibicom... działalność polityczną. Widzew z kolei apeluje o rozsądek i przypomina, że fanatycy na wyjazdach nie zawsze byli grzeczni. Brakuje jeszcze jedynie publicznego linczu za irracjonalny lęk przez zamkniętym stadionem, który dla karnetowiczów oznacza przecież utratę pieniędzy. Gdy któryś klub się na to zdecyduje, granice absurdu przestaną istnieć.
