Buenos zapłonęło
Czy kogokolwiek to zaskoczyło? Buenos Aires zapłonęło po remisie River Plate, który oznacza pierwszy w historii spadek tej drużyny do drugiej ligi.
To nie było zaskoczenie - po spadku River Plate, całe Buenos Aires stanęło w ogniu. Awantury na ulicach miasta wywołali rozżaleni fanatycy biało-czerwono-białych, ale świętowanie ich największe rywala, Boca Juniors, także nie należało do najgrzeczniejszych.
Tego dnia w stan gotowości zostali postawieni prawdopodobnie wszyscy policjanci w Buenos Aires. River Plate grało z Belgrano mecz rewanżowy o utrzymanie w tamtejszej ekstraklasie. 60 tysięcy fanów na stadionie i kolejne dziesiątki tysięcy na ulicach miasta dopingowało ulubieńców w rywalizacji, gdzie stawką był honor klubu - River w swojej 110-letniej historii nie spadło ani razu. Piłkarze zawiedli, wobec czego rozżaleni kibice poczęli totalną demolkę miasta. Już na samym stadionie zawodnicy mieli potężne kłopoty by przedostać się do szatni, kibice gości zaś - by wyjechać do domu. Awantury rozpoczęły się pod stadionem, ale również na trybunach policja nie miała zupełnie kontroli nad wydarzeniami. Jedyny sukces organów ścigania to skuteczne zablokowanie kibiców przed "wjazdem" na murawę.
Prawdziwe burdy rozpoczęły się już na mieście. O dziwo, na ulicach znalazły się tłumy fanów lokalnego (i śmiertelnego) rywala River, Boca Juniors. Niebiesko-żółta część Buenos Aires przypominała wielki festyn, gdzie rozradowani kibice cieszyli się z nieszczęścia derbowego przeciwnika mocniej, aniżeli z sukcesów własnego klubu. Po drugiej stronie miasta trwały zaś walki z policją. Według statystyk, które wciąż nie zostały potwierdzone oficjalnie przez policję, ponad 30 funkcjonariuszy zostały rannych w ulicznej bitwie. Zapłonęły auta, kilka sklepów zostało zdemolowanych i splądrowanych.
