ŁKS raczej spokojny
Wypowiedzi po meczu ŁKS-u z Termaliką są bardzo ostrożne. Co prawda kibice protestowali pokojowo śpiewając radosne piosenki weselne, a przyśpiewki kibicowskie intonowane były bez wulgaryzmów to i tak nikt nie może przewidzieć reakcji pani wojewody.
Ogólnopolski protest dotarł także na mecz przy al. Unii, gdzie kibice bawili się na trybunach nadmuchiwanymi piłkami oraz śpiewali piosenki niezwiązane z organizowaną imprezą masową (m.in. "mydełko fa" i "zielony ogórek"). Zgodnie z rygorystycznym podejściem do przepisów robić tego nie powinni. W ŁKS-ie nie chcą jednak nawet myśleć, że mogłoby to doprowadzić do zamknięcia stadionu. - Nie boję się o to - zapewnia Filip Kenig, właściciel klubu z al. Unii. - Kibice przecież ani nie przeklinali, ani nie naruszali niczyjej godności, ani nie wywoływali agresji. Po prostu śpiewali radosne piosenki.
Jeden z włodarzy ŁKS-u jest jednak świadomy, iż niczego nie można być pewnym. - Jeśli ktoś chce zamknąć stadion, to powód zapewne znajdzie. - komentuje na łamach GW Filip Kenig. Czy pani wojewoda przekroczy granicę absurdu?
