Kolejne kompromitacje policji
Nieudolne zatrzymywanie niewinnych kibiców, nieuzasadnione użycie jednostek antyterrorystycznych, pomylenie mieszkań podczas pokazowej akcji, czy przeciek z policji o wyłapywaniu ludzi z antyrządowymi transparentami. Lista grzechów policji jest bardzo długa.
Portal Z Pierwszej Piłki podjął się karkołomnego zadania podsumowania wszystkich blamaży, jakie zaliczyła policja w ostatnich tygodniach. Okazało się, że lista klęsk organów ścigania obejmuje już całkiem sporo wydarzeń.
"Odtąd zaczyna się więc długa lista kolejnych kompromitacji organów ścigania. Najpierw farbę puścił jeden z policjantów - kazano nam wyłapywać ludzi trzymających antyrządowe transparenty i zwozić ich na dołek. Moment, gdzieś już to widziałem… To nie było czasem na Białorusi? Potem z ucha mediom strzelili wojewodowie, którzy pozamykali stadiony na trzy spusty. Jakoś ludzie z prasy i telewizji omijali pytanie - panowie (i pani wojewodzina łódzka) – dlaczego?! W końcu jednak ktoś roztropny pytanie zadał i wydało się, iż „zamknięcia stadionu Widzewa chciał komendant wojewódzki policji Marek Działoszyński. W swoim wniosku przedstawił argument, iż kibice wznoszą okrzyki obrażające rząd i PZPN”." - czytamy w felietonie Jakuba Olkiewicza. Istotnie do mediów przedostała się informacja o "odgórnych rozkazach" wyłapywania z tłumu ludzi z antyrządowymi transparentami, z kolei wojewodowie przyznają, że jednym z powodów zamknięcia stadionów są hasła przeciw premierowi i jego radzie ministrów. To jednak nie koniec.
Kolejną kompromitację zaliczono bowiem przy aresztowaniu Piotra Staruchowicza. Najpierw policja pomyliła mieszkania, następnie zaś zakuła go w kajdanki, gdy sam wraz ze swoim adwokatem zgłaszał się na komisariat. Podobnie zresztą postępowano z innymi kibicami - oddziały antyterrorystyczne bezlitośnie i bezpardonowo wyłapywali domniemanych sprawców "zakłócenia porządku" w Bydgoszczy. Niektóre źródła mówią, iż policja zapukała do drzwi człowieka, który na murawie stadionu bydgoskiego Zawiszy znalazł się za sprawą akredytacji foto uprawniającej go do robienia zdjęć z płyty boiska oraz do kibica, który do Bydgoszczy ostatecznie nie pojechał, choć znalazł się na liście wyjazdowej.
