Bo się nawinął?
2006-10-12
Policjanci eskortując szalikowców pobili przechodzącego przypadkiem przez ich trasę Krzysztofa Łuczaka. Krzyczał, że nie jest z meczu, ale to nic nie dało. Funkcjonariusze walili po nim pałami bez opamiętania. Krzysztof Łuczak nigdy nie zapomni tego sobotniego wieczoru, 30 września, kiedy to postanowił pójść do sklepu. Była godz. 18.35 gdy wyszedł ze swojego bloku przy ul. Kossaka. W tym czasie policja eskortowała na dworzec kibiców po meczu Arka Nowa Sól – Chrobry Głogów.
Napotkałem na blokadę policyjną. Mijający mnie funkcjonariusz z psem kazał mi się odsunąć. Posłuchałem. Zacząłem się wycofywać. Idąc tyłem do ul. Wojska Polskiego, kilka metrów od mojego bloku usłyszałem za plecami szum. Odwróciłem się i zobaczyłem biegnących prosto na mnie czterech policjantów w kaskach i z pałkami. Dostałem cios – relacjonuje K. Łuczak.
Pałami w niewinnego
Po pierwszym uderzeniu pan Krzysztof zdążył tylko krzyknąć: „Nie jestem z meczu, nie wiem o co chodzi” Policjanci jednak nie zważali na jego błagania dwóch funkcjonariuszy biło go pałkami po głowie, twarzy, plecach. Kiedy skończyli jeden z nich powiedział do mnie „spier… stąd” - wspomina K. Łuczak. Dodaje, że nie rozumie dlaczego dostał. Szedł sam, pseudokibice stali dopiero przy rogu jednego ze sklepów przy ul. Wojska Polskiego.
Całe zajście widziała sąsiadka K. Łuczaka Bronisława Zięba. Hałas był taki, że trudno było nie zwrócić uwagi. Zobaczyłam przez okno jak policjanci kogoś biją. Człowiek leżał na ziemi, funkcjonariusz trzymał go za rękę do góry i okładał. Nie wiedziałam, że to sąsiad. Dopiero jak go puścili i zbliżył się bloku, to go poznałam – opowiada B. Zięba. Kobieta do dziś jest przerażona tym, co się stało. Policjanci mają ludzi chronić, a nie bić. Chłopak mówi, że nie jest z meczu, a oni nie reagują i tłuką dalej. A był przecież sam, nikoguteńko przy nim nie było, żadnych kibiców obok – podkreśla B. Zięba.
Stłuczenia i obrzęki
Zaraz po tym jak policjanci przestali go bić K. Łuczak pozbierał z ziemi telefon komórkowy, który wyleciał mu z ręki i roztrzaskał się o chodnik podczas pałowania. Poskładał aparat. Próbował dodzwonić się na miejscową komendę. Kiedy już mu się udało opowiedział dyżurnemu o całym zajściu i poprosił o informacje, co ma dalej robić, by wyjaśnić to nieporozumienie. Usłyszałem tylko, że mam sobie opatrzyć rany – żali się K. Łuczak. Cały posiniaczony pojechał na pogotowie. Zrobiono mu zdjęcia RTG głowy i lewej ręki. Stwierdzono stłuczenie głowy, obrzęk i zasinienie policzka, stłuczenie przedramienia i boku. Zaraz po zbadaniu obolały pan Krzysztof zjawił się w nowosolskiej komendzie. Najpierw zbadał się na zawartość alkoholu we krwi. Wynik był 0,0 promila.
Zależało mi na tym, by udowodnić, że jestem trzeźwy. Chciałem złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Mundurowi z dyżurki, gdy usłyszeli, że pobili mnie policjanci odpowiedzieli, że w soboty wieczorem nie ma osoby przyjmującej pisemne zgłoszenia. Odesłali mnie do prokuratury. Musiałem poczekać do poniedziałku, wtedy to złożyłem doniesienie o popełnieniu przestępstwa w sekretariacie komendanta policji i w prokuraturze – mówi K. Łuczak.
Telefon radnego
Policjanci z dyżurki zbyli jednak nie tylko K. Łuczaka ale i radnego Andrzeja Petreczkę, który poproszony przez rodzinę pobitego, zadzwonił na komendę, by dowiedzieć się, o co chodzi. Pani Joanna Łuczak zadzwoniła do mnie zapłakana. Wyjaśniła, co się stało. Mówiła, że policjanci z dyżurki są niemili, aroganccy i nie chcą przyjąć zgłoszenia męża – oświadcza A. Petreczko. Radny od razu zadzwonił na policję.
Usłyszałem od dyżurnego, że państwo Łuczakowie zostali pouczeni i że są dorośli. Następnie usłyszałem ostrzeżenie, że skoro jestem radnym miejskim to mam uważać, bo to mieszkańcy mnie wybierają. Zastanawiam się, co sugerował dyżurny– dziwi się A. Petreczko. Według radnego K. Łuczak dostał od policji w sobotę dwa razy, bo najpierw fizycznie pod blokiem, a później zadano mu kolejny cios psychiczny na komendzie. A. Petreczko zgłosił całą sprawę komisji spraw socjalnych i obywatelskich. Na kolejnym posiedzeniu będziemy oczekiwali wyjaśnień od komendanta policji – oznajmia A. Petreczko.
Sprawa w prokuraturze
Policjantami, którzy pobili K. Łuczaka byli funkcjonariuszami samodzielnej zielonogórskiej grupy prewencji, która podlega bezpośrednio Komendzie Głównej. Eskortowali oni głogowskich kibiców na dworzec PKP a później osłaniali ich odjazd. Sympatycy „Arki” rzucali w nich kamieniami i butelkami. Wezwania do rozejścia nie skutkowały. Dlatego dowódca zdecydował, że należy zastosować środek przymusu bezpośredniego. Zwarci i bojowo nastawieni kibice rozproszyli się. Brygady prewencji interweniowały, bo nie chciały dopuścić do bijatyki kibiców „Arki” i „Chrobrego”. Na to wszystko wyszedł z domu niewinny chłopak i dostał.
Co w tej sprawie robi Komenda Wojewódzka Policji? Przepisy nie pozwalają nam prowadzić postępowania przeciwko policjantom. Jeśli otrzymamy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, odeślemy je do prokuratury, która zajmuje się tą sprawą – wyjaśnia Agata Sałatka, rzecznik prasowy lubuskiej policji.
Z kolei komendant nowosolskiej policji Marek Przybył prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie nie przyjęcia przez dyżurnych zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Potwierdza, że jeśli dotyczy coś policjantów, sprawa trafia bezpośrednio do prokuratury. Z relacji moich ludzi wiem, że tak właśnie doradzili panu Łuczakowi – mówi M. Przybył.
***
Andrzej Petreczko - radny miasta: " Moja rozmowa z policjantem dyżurnym nie posłużyła rozwiązaniu całej sprawy a wręcz odwrotnie, była jakąś niezrozumiałą dla mnie farsą. Jestem zirytowany i zdumiony zachowaniem policjanta. Powiedziałem mu, że policja jest od tego żeby pomagała ludziom a nie na odwrót. Zachowanie takich policjantów niestety rzutuje na całą nowosolską komendę, a wierzę, że w Nowej Soli są też policjanci, którzy ciężko pracują i dobrze wykonują swoją pracę. Za każdym razem podkreślam na sesji rady i na komisjach, że policjanci którzy mają pierwszy kontakt z petentem muszą być mili i uprzejmi dla ludzi, bo ich praca ma wpływ na opinię o całej instytucji. Niestety po sobotniej rozmowie wciąż uważam, że jesteśmy w tyle i to dalekim od standardów, które powszechnie obowiązują."
Źródło: Tygodnik KRĄG - Nowa Sól
Prosimy o przysyłanie wszelkich informacji, zdjęc, reportaży i wiadomości, które mają znaleźć się na stronie na mail [email protected]
