Zamieszanie w Lubinie
W Lubinie stosunki zarządu i kibiców nadal odbiegają od ideału. Tym razem punkt sporny to kwestia zastrzeżonego numeru 10, o którym włodarze Zagłębia najwyraźniej zapomnieli. Pamiętają za to kibice...
Piotrowski grał w Zagłębiu od sezonu 1995/96 do roku 2002. Wystąpił w ponad stu meczach, był podstawowym piłkarzem Miedziowych. 23 lipca tamtego roku zginął w wypadku samochodowym niedaleko Nowej Soli. Miał 27 lat. Razem z nim życie straciła jego żona i dwójka dzieci.
Lubińscy kibice zwrócili się wówczas do władz klubu z prośbą o zastrzeżenie numeru "10", z którym "Fiure" występował w Zagłębiu. I tak się stało. Albo inaczej, tak się wszystkim wydawało. Przez lata nikt bowiem w Zagłębiu nie nosił koszulki z "dychą", aż do soboty. Wówczas w 78. minucie w meczu z Koroną ma boisku z tym numerem na plecach pojawił się Deniss Rakels.
Kibice nie mogli i nie mogą uwierzyć, w to co zobaczyli. I już w trakcie spotkania dali temu wyraz dezaprobaty. Z kolei na fanowskiej stronie zaglebie.org pojawił się poświęcony ku temu tekst o wymownym tytule "Klub zapomniał, kibice pamiętają". Choć gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że i tam na forum pojawiały się mniej radykalne opinie, między innymi takie, że czas leczy rany i trzeba iść dalej, że Piotrowski nie był jednak legendą klubu, że numer "10" jest ważny w każdej drużynie i nie ma sensu go blokować. Pamięć o piłkarzu można za to pielęgnować na inne sposoby.
Odpowiedź klubu była dość nieprzewidywalna - włodarze zripostowali bowiem zarzutem o wykorzystywanie sytuacji jako pretekstu do kolejnej bitwy w wojnie o zdyskredytowanie ludzi u władzy w klubie.
