Widzew bez stadionu
Czarne chmury zawisły nad Widzewem. Plany budowy stadionu stanęły pod dużym znakiem zapytania - opieszałość władz zirytowała Sylwestra Cacka, który oświadczył, że wycofuje się z propozycji budowy obiektu za własne pieniądze. Na razie nie widać ani kompromisu, ani rozsądnej alternatywy.
Ponad trzy lata temu Sylwester Cacek, właściciel klubu z al. Piłsudskiego, ogłosił, że za własne pieniądze wybuduje nowoczesny obiekt dla swoich piłkarzy. Od tego czasu kilkakrotnie zmieniała się koncepcja inwestycji, a oczekiwania Widzewa względem miasta rosły (bo bez jego pomocy budowa jest niemożliwa). Z nowymi władzami Łodzi szefowie klubu rozmawiają od grudnia. Stanowiska obu stron zamiast się zbliżać, cały czas się oddalają.
Szefowie klubu zagrozili nawet, że jeżeli do końca lutego magistrat nie zaakceptuje ich warunków, Widzew może zacząć grać w innym mieście, a nawet zostanie zlikwidowany!
Spór jest nad wyraz prosty - Cacek oczekuje od miasta sporej bonifikaty (mowa o 30 mln złotych) oraz przebudowy węzła komunikacyjnego. Łódzcy włodarze zaznaczają jednak, że tak duża kwota bonifikaty nie jest możliwa, ponieważ zakazuje tego prawo. Widzew odbija piłeczkę i argumentuje, że nikt nie sugerował się literą prawa podczas listopadowych negocjacji.
Obie strony nie poczuwają się do winy przy ewentualnej klapie projektu, obie nie czują także zbyt wielkiego emocjonalnego związku z historią i legendą Widzewa. Czy biznes wykończy zasłużony klub?
