Manifestacja widzewiaków
2011-02-27
Około 1,5 tysiąca kibiców Widzewa wzięło udział w manifestacji, która w niedzielę w godz. 8.40-9.00 przeszła ul. Piotrkowską i zatrzymała się pod siedzibą władz Łodzi. Na czele pochodu protestujący nieśli transparent z napisem: "Przed wyborami stadion Widzewa obiecywaliście, PO już zapomnieliście". Skandowali także: "Gdzie jest nasz stadion?", oczekując odpowiedzi od prezydenta Łodzi Hanny Zdanowskiej.
Oczywiście pani prezydent Zdanowskiej w niedzielę w godzinach rannych nie było w Urzędzie Miasta. O dziwo, w imieniu władz miasta widzewiaków powitała Luiza Staszczak-Gąsiorek, dyrektor Wydziału Sportu, której wręczono oświadczenie.
Kibice nie ukrywali, że są zirytowani opieszałością władz miasta w sprawie budowy stadionu dla Widzewa. Pod magistratem zapłonęło kilka rac i odpalono petardę.
Przemarsz miał spokojny przebieg i policja, która mu towarzyszyła, nie była zmuszona do interwencji. Po manifestacji część kibiców udała się na Dworzec Fabryczny, z którego odjechała pociągiem do Poznania na mecz z Lechem.
Dziwi niska frekwencja uczestników przemarszu - stowarzyszenie fanów Widzewa zapowiadało, że w manifestacji wezmą udział wszyscy kibice udający się na wyjazdowy mecz, ale także ci, którzy nie wybierają się w podróż do Poznania. W rzeczywistości pod Pałacem Heinzla było tylko 1,5 tysiąca fanów - przypomnijmy, że na mecz z Lechem widzewiacy otrzymali 2 tys. wejściówek. Cóż, może zainteresowanie przemarszem byłoby większe, gdyby nie został on zaplanowany w godzinach porannych w dzień wolny od pracy.
